Bogusława Matusiak – wiersze

1
168
Maria Wollenberg-Kluza, „Pracownia. Kwiat”

zwyczajnie

zwykłe sprawy nabierają mocy
która wpisuje się siatką
pomiędzy liniami papilarnymi

jesteś o kilka chmur
za daleko od tutaj

na głos wymieniam
wszystkie lata
dla przypomnienia
i jeszcze to coś po cichu
co jeszcze nieznane

trudno być nabrzmiałą
tajemnicą chwilą zaklęcia
gdy brakuje jasnych oznaczeń

na przenikanie tajemnicy
zaczepionej
na krawędziach istnienia

tyle czasu

przeminęło ze mną we mnie obok
nad głową chmury zmieniły kształt
w ścisłej zależności

nad złotym polem pszenicy
albo nad tobą w oddali

jeszcze dom z czerwonej cegły
cienie i blaski
na ścianie

w gwiazdozbiorze Koziorożca
względna harmonia na dziś

na jutro zapowiadają deszcz

pamięć

mój kot śpi
i śni o niebieskich migdałach

a ja uśmiecham się
do zdartego kolana
wykradane owoce
smakowały o niebo
lepiej

pobiec w słońce przez deszcz
gdy czerwiec rozleniwia

bezczelnie rozchylam usta i nogi
kusząc kradzionym

szklane drzwi

za półprzezroczystą szybą
nie zawsze widać oczywistość

kształty kolory
zmieniają na ciepły dotyk
brak ruchu

zastąpiony wyobrażeniem
spacerów nad morzem
zamkniętym w muszli
którą chowam w dłoni
do wieczora
 
gdy zapachnie jaśminem
otworzymy drzwi

widmo

życie – jego nić trzymasz mocniej
w dłoniach i w oddechu
kiedy się na nim skupiasz

dostrzegasz nagle
szersze widmo szczęścia
jako wyrównanie dla bólu
z którym można się pogodzić

jak ze zdarzeniami ktore były
w nieoglądanych widokach
za oknami straconych okazji

teraz pozostaje pamiętać
bardzo bliskie rozmowy
na odległość dłoni
i chwile milczenia razem

deszcz wydaje się taki ciepły
a kamień nie ma ostrych brzegów
złagodniały jak kolejne dni
w nieliczonych oddechach
nawet na wietrze na wprost
 
by można wypatrywać dalej
tego czegoś najważniejszego

jutra z nieznanym

ślady

kiedy dotrę na Eris
spotkam się z tymi
których mi brakowało
przez ten czas

teraz zostawiam ślady
w ogrodzie i na papierze
piórem zapisane

rodzące się we mnie kolejne
gwiazdy z porami roku
z kwitnącym jaśminem
i aniołem o fioletowych
skrzydłach

pozwalają na przeloty
w międzyczasach
zamkniętych w kolażach

dopowiem pozostałą resztę
ciszą która być może
właśnie wtedy
rozwiąże języki

piąta pora życia

pomieszkuję bo wiem
że jestem na chwilę
na skraju krajobrazu
z rzeką

płynie z myślami
rozbijają się o kamienie
i znikają jak
niezapisane wiersze

rozpływają się we mgle
która przechodzi przeze mnie
jak zwyczajne czynności
do których wracam

bez znużenia próbuję
przechytrzyć deszcz
może posadzę różę
albo dwie dla harmonii

w widokach czterech pór
dostrzegam przedświty
tej pomiędzy nimi

czy kiedykolwiek

przyjdzie czas na rozliczenia
za każde odebrane życie
nienarodzone
dziecięce młode
w kwiecie wieku
to starsze zmęczone
z zapisaną historią

zastygła w ostatnim geście
i wołającym spojrzeniu
o pomstę do nieba

czy kiedykolwiek
w okaleczonych sercach
pamięci pełnej strachu
zabłyśnie gwiazda nadziei
na budowanie

nowe okna z firankami
kwiatami na parapecie
spokojny rozgardiasz
pełen śmiechu dzieci
nabierze realności

po życiu pod gruzami
wśród umarłych za życia
z głodnymi myślami
by wstać otworzyć drzwi
i wyjść bez kołatania serca

czy to już
czy w ogóle będzie
to kiedykolwiek

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. Czytałem wszystkie Twoje wiersze, bawiłem się ich słowem. Każdy wiersz Bogusiu to życie które wspaniale czytasz i opisujesz. Masz naprawdę dar brać życie jak leci, tworzyć swoje by zaspokoić potrzeby najbliższych. Pozdrawiam serdecznie, zachwycasz swoją stronką która jest czytelna, przemiłego weekendu w spokoju z uśmiechem na twarzy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko