Wiersze tygodnia – Joanna Nowocień

0
161
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


POWRÓT DO LEKKOŚCI

kobiety z mojego klanu
unoszą się niczym czajki
szybując nade mną
w bezszelestnym przyzwoleniu

wnikam w jedność ich oczu
przepływam łzami
przez pępowinę rodu
i zdeptane chusty

z kręgu wyłania się kobieta
w długiej koronkowej sukni
ubłocony tren wplata się bliznami
w pasma mgieł rozsnutych
nad powtarzalnością losów

oddaję jej ciężar
który nie należy do mnie
wtedy wszystkie pramatki radośnie
rozbiegają się po obłokach
zawijając włosami brzegi błękitu

wracam na starą fotografię
i znowu jestem mała  


BOGINI NOCY ODCHODZI W SEN

to czas kiedy heroizm
spotyka się z bojaźnią
sacrum i straganowy kicz
przystają na cmentarnej płycie
w dualnych pętlach   
aby doświadczać światła i mroku

Lilith zdejmuje koronę
i odchodzi w długi sen          
           
a kiedy śni
zanika prastary demon
dzieło mężczyzny wypluwane przez stulecia
kiełkuje wybaczenie
mariaż światów spiżu i jedwabiu

bogini nocy zapisana w ciałach kobiet
odradza się z modlitwą         

wreszcie cień dopełnia się jasnością
a jasność rozpoznaje swój cień


ECHO SERCA

kiedy rozkwita w niej magnolia
słyszy szeptne prośby
z głębi rdzenia
rzeźbi kształtne hiperbole
i korą powleka formę
pod powiekami

odkrywa sytość gałęzi
dumę kwiatostanów
czuje jak pęcznieją
spijając mleko z jej żył
jak gęstnieje pewność i krzepnie
w słyszalnej przestrzeni serca
bum bum
bum bum

a ona zanurza się
w nieważkości macierzyństwa


UŚWIĘCONA

rodziła już zdrowe kasztany
więc skąd mogła wiedzieć
ze Bóg wybierze ją na święte drzewo

rozrastała się bujnie i dumnie
nie wyśniła uszkodzonej skorupki
bezradnych czuwań przy urywanym oddechu
ani tułaczki po uzdrowienie

ogrodnik nie pielęgnował korzeni
porzucił obrączkę
i wstydliwe brzemię
a ona modliła się oczami o cud


SNOPEK SŁOMY
Ryszardowi Zawojskiemu

niespodzianie ich powojenne  życie   
utknęło pomiędzy żebrami
wychudzonego zwierzęcia 

więc wybrała się z synem
i jedyną krową
do sąsiada po snopek słomy
dla mlecznej żywicielki

w leśniczówce ocalałej z wojennej zawieruchy   
gospodarz zatrzasnął stodołę
suchymi słowami
pani Zawojska ja te słome to sam zgryze

przez osiemdziesiąt lat
chłopiec dźwigał naukę hojności
i nigdy nie wrócił w tamte strony


ZAMILKNĘ

ja powojenna
nic nie wiem o żałobnych miastach
chociaż pamięć przodków
odziedziczyłam w kościach

zapamiętałam lekcje historii
słowa dziadków
i przesiąkłam słowami
nigdy więcej…

wprawdzie ekran telewizora krwawi
wciąż nic nie wiem o żałobnych miastach
mój wiersz pod puszystym kocem
może tylko zamilknąć

maj 2022


DREWNIANY BOHATER

rósł w siłę aż po dachówki
spłodził kilka pokoleń
powił dębowy stół i wiele krzeseł
a kobiety zamykały dni
powiekami okiennic

przetrwał gradobicia
ołowiane kule i ludzką nienawiść
kiedy krył pod podłogą
przerażone jarmułki

teraz starzec porasta zielskiem
szczerzy zęby krokwi
na skraju wsi
przez demencję nie pamięta
kiedy opadł z sił
ale ktoś zna jego historię


OGRÓD W WIEŻOWCU

na skrawku balkonu
mała świątynia zieloności
nawet poziomki rozkrzewiły się
jak na grządce
w smogowej metropolii

z ósmego piętra łatwiej wypatrzeć
samotne drzewa
na ostatnim fragmencie matecznika
wykradzionego wiewiórkom

skażeni betonozą
sycą oczy namiastką ogrodu
i najmniejszą stokrotką
jaka się przedarła
przez cementową skorupę


MAGNETAR

nie oczekujesz w leśnej głuszy
dyliżansu z zalakowaną kopertą
wystarczy enter
by otrzymać przesyłkę

w miejskim jazgocie
cyfrowych nomadów
nurkujesz w hałas opinii
i emaliowane serca    

diaboliczna sieć (nie)dostrzegalnie
wysysa czas
niczym magnetar
gwiezdny wampir

kosmiczne pulsary wchłaniają materię
a sztuczna pajęczyna uwodzi
współczesnymi fajerwerkami


JAK DOMINO

podobno czas osiadł
na wszechwieczności
szklanymi kafelkami
– uformowane w domino
czasami wpadają na siebie

wtedy kłaniam się królowej Bonie
wyrastam dębowym cieniem* pod piórem Leśmiana
rozlewam się akwamaryną na płótnie Moneta
sprzątam pracownię Marii Skłodowskiej
a może rozpalam ognisko w jaskini

kolejny raz zasypiam i budzę się
na innej stronie Kroniki Akashy
 
ożywiam kukiełki dnia wczorajszego
dziergając współczesną kurtynę

*Bolesław Leśmian, Cień


PODSZEPTY I  PEWNOŚĆ         

stłoczone myśli
rozbiegają się po neuronach
w gorączkowych wątkach
popychają w chimeryczny świat
gdzie rzeczywistość uwiera
zaś ułuda przymierza buty prawdy

kiedy szept intuicji
gasi mydlane emocje 
w ciszy owocuje zaufanie

z oddechem wybudza się wolność
nienamacalna pewność granitu         
twarde nic
o które można rozbić głowę


PRZENIKANIE

umysł przeplatany wątkami
(niczym łyko w koszu)
podsuwa zdumiewające miraże
i nad ranem strąca nas z gwiazd

myśli przychodzą i odchodzą
tak samo trwałe w nieistnieniu
jak niewidoczny wiatr
czy szkiełka czasu

bo przecież wszystko się przenika
w miłości czy zeskaleniu
odpowiada poezją w tobie


SUPREMACJA

nie oczekuję misterium narodzin
podniosłej epifanii
 
dokonasz inwazji
przy gaszeniu świateł
oniryczny szorstki
nowatorski lub klasyczny

a potem szturmem
zniewolisz mój czas
niecierpliwym kołataniem w papier
zażądasz wyłączności

dostrojona zamienię się w szelest
ulecę w wysoką biel
i opadnę zadumaną stronicą

wiernopoddańcza
wiersza

Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko