Franciszek Czekierda – JEDEN SIEJE, DRUGI ZBIERA

0
66

PIONIER RUCHU NIE URZECZYWISTNIA NAJLEPIEJ IDEI RUCHU

Pisząc o Abrahamie Lincolnie, natrafiłem na jego wypowiedź dotyczącą senatora generała Johna Charlesa Frémonta: „Mam wielki szacunek do Frémonta, ale tak już jest na świecie, że pionier jakiegoś ruchu niekoniecznie musi być człowiekiem, który ideę tego ruchu najlepiej urzeczywistnia. Tak było już dawnymi czasy: Mojżesz zabrał się do emancypowania Żydów, ale do ziemi obiecanej wprowadzić ich nie zdołał i wszystko musiał przygotować Jozue, aby się wreszcie sprawa udała. Zdaje się, że reformator ma zawsze przeciwko sobie tak wielką opozycję, bywa tak obity i oplwany, że dopiero później, gdy ludzie spostrzegają, iż reforma jest im potrzebna, łatwiej ją przyjmują z rąk innego działacza” (Emil Ludwig Lincoln, 1930).
Przypomnę, że senator John Charles Frémont, kandydat na prezydenta z ramienia Partii Republikańskiej (w 1856 roku przegrał wybory z Jamesem Buchananem z Partii Demokratycznej), na początku wojny secesyjnej w 1861 roku, jako dowódca zachodniej części armii Unii, wprowadził w stanie Missouri proklamację znoszącą niewolnictwo i prawo konfiskaty majątków secesjonistów, gdyby nie zastosowali się do proklamacji. Choć prezydent Lincoln zgadzał się z ideą zniesienia niewolnictwa, dekret Frémonta był przedwczesny, ponieważ stwarzał niebezpieczeństwo, że Missouri i inne stany niewolnicze mogłyby przejść na stronę Konfederacji, czyli secesjonistów. Prezydent uchylił dekret Frémonta i zdymisjonował go z dowódcy Departamentu Zachodniego; kilkanaście miesięcy później sam ogłosił Proklamację Wyzwolenia znoszącą niewolnictwo.

PRZYPOWIEŚĆ O SIEWCY I ŻNIWIARZU

W tym miejscu sięgnę do źródła, z którego prawdopodobnie czerpał Abraham Lincoln, czyli do Biblii: „Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli” (Jan 4, 36-37).
Powyższa przypowieść dotyczy także jej autora, Jezusa; z wyłączeniem słów „że pionier (…) ruchu niekoniecznie musi być człowiekiem, który ideę tego ruchu najlepiej urzeczywistnia”, gdyż Chrystus był najdoskonalszym wcieleniem własnej idei. Był on bowiem siewcą ziarna, które – po wzejściu i obrodzeniu – wyznawcy chrześcijaństwa weszli w Jego trud i do dnia dzisiejszego zbierają plon. Inną sprawą pozostaje, że jest on różny: czasem stukrotny, czasem sześćdziesięciokrotny, niekiedy tylko trzydziestokrotny.
Opowieść o siewcy i żniwiarzu oraz słowa Lincolna są wciąż aktualne i dotyczą podobnych sytuacji, gdy na przykład ktoś, zapoczątkuje nową ideę, sposób rozwiązania pewnych zagadnień, spraw czy problemów, wpadnie na znakomity pomysł, dokona odkrycia, wymyśli oryginalny wynalazek, a ktoś inny kontynuuje jego dzieło, nadając mu doskonalszy kształt. Dobrym przykładem w dziedzinie wynalazczości co do pomysłu i jego kontynuacji przez inne osoby, jest proces powstawania światła elektrycznego, ściślej żarówki. Ktoś ją wynalazł (jako urządzenie jeszcze niedoskonałe), a ktoś inny kontynuował dzieło, doprowadzając je do finalizacji. Pierwszymi wynalazcami żarówki byli: Humphry Davy (1806), James Bowman Lindsay (1835), Marcellin Jobard (1838), Heinrich Göbel (1854), Joseph Wilson Swan (1860), Aleksandr Nikołajewicz Łodygin (1872) oraz Henry Woodward i Mathew Evans (1874). Daty podaję celowo, aby zobrazować różnice lat między powstaniem wymienionych wynalazków, a rokiem patentu Edisona. Żarówki przez nich skonstruowane miały jednak pewne niedociągnięcia, z których najistotniejszą była nietrwałość emitowanego światła. Dopiero Thomas Edison udoskonalił ją, a po opatentowaniu w 1879 roku wprowadził do powszechnego użytku w technicznym kształcie mniej więcej takim, jaki znamy dzisiaj. I to on uważany jest za wynalazcę żarówki, a więc za człowieka, który – co należy podkreślić – wszedł w trud swoich poprzedników.
Analogicznie było z historią komputera osobistego (PC); jego konstruktorzy weszli w znój swoich poprzedników. Jednak historia od powstania pierwszych elektronicznych maszyn przetwarzających dane w latach 40. ub. wieku do skonstruowania komputera osobistego w 1976 roku jest na tyle długa i skomplikowana, że wykracza poza krótką formę felietonową.
Pewne podobieństwa do siania i zbierania występują w relacjach rodziców i dzieci: ci pierwsi wychowując potomstwo, zasiewają ziarno (czasem dobre, czasem gorsze), a dzieci, kiedy zaczynają żyć swoim życiem, zbierają plon, czyli wchodzą w ich trud.
W przypadku Chrystusa kontynuacja dzieła odbywała się i wciąż trwa po Jego śmierci. Natomiast częstsze są przypadki, gdy kontynuacja dzieła (idei, ruchu) następuje po odsunięciu  twórcy, który nie potrafi lub nie może sprostać zadaniu niekoniecznie z własnej winy. W jego trud wchodzą ci, którzy potrafią lepiej ziścić zainicjowaną ideę.

CZY SIEWCA POWINIEN BYĆ ŻNIWIARZEM?

Pytanie to można by postawić biografom Winstona Churchilla, który wygrał dla Wielkiej Brytanii wojnę, lecz po niej przegrał wybory krajowe. Analogia do Mojżesza nasuwa się sama. Naród nie tyle go nie docenił, lecz – jak mniemam –  intuicyjnie przeczuwał, że przywódca, który sprawdził się w czasie zmagań wojennych, nie pokieruje dobrze krajem podczas pokoju. Dla Brytyjczyków lepszym mężem stanu w okresie powojennym był Clement Richard Attlee, który został wybrany na premiera w lipcu 1945 roku. I to on prawdopodobnie lepiej urzeczywistnił ideę funkcjonowania kraju w czasie pokoju, wprowadzając m.in. publiczną służbę zdrowia, nacjonalizując strategiczne obszary gospodarki i bank centralny Wielkiej Brytanii.
W Polsce można doszukiwać się pewnych podobieństw do przytoczonych przypadków w aktywności społeczno-politycznej Lecha Wałęsy. Jako przywódca wielkiego ruchu „Solidarność” przyczynił się w 1989 roku do odzyskania wolnego państwa. Jednak jako reformator był „bity i oplwany”, a jako reformator ewentualnie kierujący rządem z pewnością zostałby potraktowany znacznie gorzej. Domniemuję, że intuicja podpowiedziała mu, iż nie powinien być kontynuatorem ruchu na stanowisku premiera, dlatego zaproponował ten urząd Tadeuszowi Mazowieckiemu. O Wałęsie można by rzec: zasiał ziarno, a inni zbierali żniwo, tj. kontynuowali dzieło wolności i rozwoju państwa. Kiedy jednak w latach 1990-1995 został prezydentem RP i próbował wcielić w życie – mówiąc w uproszczeniu – własne pomysły, nie całkiem mu to wychodziło. Potwierdził tym samym prawidło, że siewca nie powinien być żniwiarzem.

NEGATYWNE SKUTKI TWÓRCÓW RUCHÓW, KTÓRZY KONTYNUOWALI SWOJE DZIEŁO DO ŚMIERCI

Kolejnymi przykładami na potwierdzenie słów Jezusa i Lincolna są przypadki przywódców XX wieku z czasu wojen, rewolucji czy ruchów społecznych, którzy byli także aktywni po nastaniu pokoju. Ich działania w tym okresie dowodzą, że byli złymi liderami, skutkiem czego ich panowanie wyrządziło wielkie szkody. Oto kilka przykładów.
Józef Stalin, jeden z przywódców rewolucji w 1917 roku, a po śmierci Lenina w 1924 roku rządzący niepodzielnie Związkiem Sowieckim, po wygranej II wojnie światowej kontynuował dyktatorskie rządy do śmierci w 1953 roku. Tragiczne skutki jego dyktatury dla własnego społeczeństwa i narodów podległych państw są powszechnie wiadome.
Mao Tse-tung (Mao Zedong) również po zwycięskiej wojnie domowej i proklamowaniu w 1949 roku Chińskiej Republiki Ludowej był przywódcą państwa do śmierci w 1976 roku. Złe skutki jego autorytarnych rządów również są dobrze znane.
Podobnie, lecz w mniejszej skali, działał Fidel Castro, który po zwycięstwie rewolucji kubańskiej w 1959 roku sprawował dożywotnio dyktatorskie rządy na Kubie (do 2016), doprowadzając naród i kraj do ruiny.
Analogiczne przykłady można wyliczać długo. Nasuwa się następująca konstatacja: przywódcy trzymający za wszelką cenę stery rządów po zakończeniu wojen, rewolucji i innych ruchów, tj. w czasie pokoju, nie przysparzali swoim społeczeństwom i państwom dobra. Przeciwnie, ich rządy były fatalne, a owoce rządzenia tragiczne. Nie można być bowiem jednocześnie siewcą i żniwiarzem; pionierzy ruchu czy idei, zgodnie ze słowami Lincolna, nie są ich dobrymi kontynuatorami.
 Można teoretyzować, co by się stało, gdyby przywódcy bądź dyktatorzy po zasianiu swojego ziarna w okresie niepokojów, przekazaliby w czasie spokojnym władzę ludziom znojnej pracy, czyli  żniwiarzom? Przypuszczalnie nie doszłoby do ogromu nieszczęść, jakie zostały sprowadzone przez nich na społeczeństwa i państwa.

ZAKOŃCZENIE

Rodzi się pytanie: dlaczego pionier ruchu i walki, będąc przywódcą także w czasie pokoju, popełnia błędy? Jedną z przyczyn jest, że taki człowiek ma naturę nieomylnego wodza i  zdobywcy, ma umysł dożywotniego wojownika, którego celem jest nieustanna walka. Wojownik chce być bohaterem nieustannie toczącym bój, jest człowiekiem niespokojnym, podejrzliwym, węszącym spisek i zdradę. Nie myśli o budowaniu, lecz o walce, okopywaniu się i intrygach. Obawiając się przegranej i odsunięcia od władzy, zawsze i w każdych warunkach będzie udowadniał, że potrafi dobrze przewodzić i wygrywać, że jest niezastąpiony. Jeśli nawet pozbył się wrogów, wciąż będzie wietrzył spiski i mordował niewinnych, jak to było w przypadku Stalina i jemu podobnych.
Dlatego w okresie pokoju lepszym przywódcą jest człowiek o mentalności budowniczego i żniwiarza, który, myśląc o zbiorach i budowaniu, nastawiony jest na pracę organiczną i pozytywistyczną. Celem żniwiarza nie jest walka, ani niszczenie przeciwników, aby utrzymać za wszelką cenę przywództwo i zachować własne interesy (i osób najbliższych), lecz praca i pomnażanie dobra.

Franciszek Czekierda

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko