DARIUSZ PAWLICKI – O PISARSKIEJ & CZYTELNICZEJ ŁATWIŹNIE. O POETYCKIM POTOPIE & ESEISTYCZNEJ NĘDZY

0
113
Fot. Dariusz Pawlicki

Nigdy nie brałem swych książek zbyt poważnie,
ale bardzo poważnie biorę swoje przekonania.

Gilbert K. Chesterton

I. Na czym polega owa łatwizna.

      Moja teza jest następująca: literatura polska, zawsze, współczesnej w żadnym razie nie wykluczając, cechowała się nadmiarem wierszy, a niedostatkiem esejów (także szkiców literackich). W niej zaś kluczowe są dwa słowa: „nadmiar” i „niedostatek”.

      Powody tego, że taką właśnie sformułowałem tezę, są dwa. Pierwszy jest czysto subiektywny: po prostu lubię i cenię eseistykę (eseje i szkice); jej lubienie wyraźnie przewyższa uczucia względem poezji (jeszcze kilkanaście lat temu ta pierwsza nie znajdowała się w ogóle w polu mego widzenia). Tym bardziej podkreślam tę różnicę w osobistej ocenie, że tak niewielu ludzi pióra w Polsce – szczególnie, gdy ich liczbę porówna się z liczbą poetów i poetek – uprawia eseistykę. Rezultatem tego jest wspomniana w tytule eseistyczna nędza, o której rzadko, a może w ogóle się nie mówi. Mało kto bowiem widzi w tym problem. Znikomej obecności eseistyki w polskim życiu literackim nie poprawiają tłumaczenia z innych języków. Ich także niewiele – oczywiście w porównaniu z utworami poetyckimi – jest przekładanych. Rzecz jasna nie jest łatwo porównywać ilość wierszy z ilością esejów (i szkiców). Z tego chociażby względu, że utwór poetycki może składać się jedynie z kilku słów (haiku to przecież ledwie 17 sylab, a są i inne lapidarne gatunki poetyckie). Natomiast na tekst eseistyczny, i to chociażby zasługujący na miano krótkiego, składa się przynajmniej kilka tysięcy słów.

      Już może łatwiej jest dokonywać wspomnianych zestawień, porównując rozmiary książek poetyckich i eseistycznych. Choć jeśli chodzi o te pierwsze, i tak będziemy najczęściej mieli do czynienia z publikacjami cienkimi, a na ich stronach będzie z reguły dużo „niewykorzystanej” przestrzeni. Będą one oczywiście „chudszymi” w zestawieniu z większością książek eseistycznych (nie wspominając o beletrystycznych). I będzie bez znaczenia to czy będą one zawierać kilka esejów, czy tylko jeden, ale obszerny.

      Rzecz jasna można uprzeć się i tekst krótszy, krótszy od typowego (cokolwiek to znaczy) dla eseju, nazwać miniesejem ∕ mikroesejem. Ale przyjęło się nazywać esejem utwór – pomijając w tym miejscu kilka innych jego cech, i to istotniejszych – na który składa się wiele zapisanych standardowych stron. Jednak nie ze względu na czyjeś, widzi mi się, lecz z istoty samego eseju, jako takiego. Jest nim bowiem: „krótka rozprawa [krótka w porównaniu z tym, jakiej wielkości może być i bywa rozprawa] na dowolny temat, zabarwiona świadomym subiektywizmem autora” [1]..


II. Minusy poezji (nie tylko współczesnej): niechęć (bo nie niemożność) do formułowania prawd, unikanie pewnych tematów.

    Wiersz najczęściej jest poetyckim (bez względu na to, co to znaczy) zapisem odautorskich wrażeń wywołanych jakimś zdarzeniem, widokiem ∕ obrazem. Gdyż tylko owa liryczność interesuje ogromną większość poetów i poetek; z prób opisania świata i jego zrozumienia – czyli z epiki – zrezygnowali. W takiej sytuacji pozostało im już tylko epatowanie swą wrażliwością, spostrzegawczością, uduchowieniem. Towarzyszy temu niekiedy oryginalna, to fakt, metaforyka, której celem jest podkreślenie kunsztu poetyckiego. Mając do czynienia z dominująca miałkością treści, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to wyłącznie sztuka dla sztuki. I biorąc pod uwagę większość (współczesnych) utworów poetyckich – lecz traktując odrębnie ową kunsztowność, która jest przejawem rozeznania w świecie poezji – śmiem twierdzić, że poetą można być odwiedzając jedynie łąki i lasy, a szerokim łukiem omijając biblioteki; te dosłowne i niedosłowne.

III. Eseistyka potencjalnie bogata, ale rzadko wykorzystywana forma wypowiedzi.

     Eseista nie może nie przebywać pomiędzy regałami bibliotecznymi. Natomiast jego obecności na łące i w lesie nic nie wyklucza; będzie ona tylko z korzyścią i dla niego, i dla jego pisarstwa.

      Esej to, z założenia, rozważania, dywagacje, spieranie się np. z dominującym aktualnie punktem widzenia w jakiejś kwestii; przedstawianie racji za proponowaną zmianą w tym względzie. Mówiąc krótko, spór wpisany jest w istotę eseju (szkic to przedstawienie ⁄ prezentacja). Nie chodzi jednak o spieranie się dla niego samego. Przede wszystkim rzecz jest w tym, aby czytelnik został intelektualnie poruszony, doznał ,,dźgnięcia” zaprezentowanym poglądem. Jakość eseju polega też na obecności w nim takich właśnie ,,poruszeń” ∕ „dźgnięć”. Ich obecność, jak też ich liczba, jest uzależniona od tematyki tekstu eseistycznego, jak i od temperamentu pisarskiego jego autora.

      Porównując charakter eseju z wierszem można śmiało stwierdzić, że ten pierwszy jest znacznie trudniej powołać do życia, niż ten drugi. Także ze względu na ,,masę”, którą z racji bycia esejem – o czym była mowa – winien posiadać. Ale siła „rażenia” wiersza przy nieporównywanie mniejszej „masie”, może być równie wielka jak eseju. Pośród tak ogromnej ilości utworów poetyckich, jakie zostały napisane przez kilkadziesiąt wieków istnienia poezji, obecność wierszy będących w stanie wstrząsnąć czytelnikiem (poniżej padnie kilka stosownych nazwisk), nie może dziwić; wręcz jest czymś, jak najbardziej oczywistym: one nie mogły nie zostać napisanymi. Zaś historia eseistyki to tylko kilka stuleci. W przypadku Polski – mając na uwadze niniejszy temat – tych kilkaset lat zostało zaprzepaszczonych. Esejów, które powstały, najczęściej nie było widać zza wierszy.

IV. Niepisanie i nieczytanie esejów – przykład intelektualnego zgnuśnienia.

      Dotąd w mym eseju pisałem o subiektywnym – choć takim nie do końca – powodzie przedkładania przeze mnie esejów nad wierszami. Teraz wspomnę o drugiej tego przyczynie, bardziej obiektywnej: jestem zdania, że natłok wierszy, wręcz ich zalew, przy jednoczesnym pisaniu w języku polskim niewielu esejów (i szkiców) jest odzwierciedleniem mizerii, wręcz ubóstwa naszego życia intelektualnego. Zapisywanie obserwacji i wrażeń dominuje bowiem nad przemyśleniami∕ zastanowieniami (rzecz jasna nie są one zawarte wyłącznie w esejach). Do tego właśnie zjawiska nawiązywał np. Stanisław Ignacy Witkiewicz – moim zdaniem najwybitniejszy polski intelektualista pierwszej połowy XX w. – który, przykładowo, wyrażał uznanie dla Skamandrytów w związku z ich umiejętnością pisania zgrabnych utworów poetyckich. Jednocześnie jednak ubolewał nad tym, że poza rymowaniem i zabawą niewiele ich interesuje. Wobec tego mało mają do powiedzenia. Z kolei Jarosław Iwaszkiewicz na temat Witkiewicza napisał i takie słowa:

„[…] uznawałem jego fenomenalną inteligencję i piekielną mądrość, które mnie olśniewały i krępowały, nie pozwalając na swobodne z nim obcowanie […]” [2].

      Zażenowanie swą niewiedzą, niezdolnością do dyskutowania z autorem Pożegnania jesieni na tematy np. filozoficzne, odczuwało wielu (J. Iwaszkiewicz i tak wyróżniał się pozytywnie na tle tych ,,wielu” – dysponował dużą wiedzę w dziedzinie literatury, sztuki i muzyki). Sądzę, że świadomość tego stała się powodem chęci uczynienia z Witkacego, dosłownie, wariata. A jeśli nie wariata, to przynajmniej osoby nie w pełni poczytalnej, gdyż działającej pod wpływem narkotyków (jakby tego było mało: także egoisty i egotysty żyjącego na koszt matki i żony). To stworzenie czarnej legendy, z którą wielu wciąż się styka, wokół tego dramaturga, filozofa, prozaika, malarza, także poety, jest klasycznym przykładem resentymentu: aby się wywyższyć trzeba innego ⁄ innych poniżyć.   

V. Poezja jest często beztreściowa – esej jest jej zdecydowanym przeciwieństwem.

      Poezja niezmiernie często poprzestaje na prezentowaniu piór, puszeniu się, jak paw ogonem. Zwłaszcza wtedy, gdy nie ma niczego do powiedzenia. Większości i poetów, i czytelników to wystarczy. Do tych pierwszych należał Stefan George. Mawiał bowiem:

„W poezji – jak we wszelkiej działalności artystycznej – nikt ogarnięty pragnieniem «powiedzenia» czegoś, wolą «oddziałania» na coś nie jest wart wstąpić nawet do przedsionka sztuki”.

„W poezji nie decyduje sens, lecz forma […]” [3].

      Tym samym w gruncie rzeczy jest jedno z haseł Nowej Krytyki:

           „Wiersz nie powinien znaczyć, lecz być”.

      Jeżeli także krytycy podzielają taki punkt widzenia, wówczas i im pozostaje wyłącznie ocena piękności owego ogona. Zaś ocena pogłębiona, jeśli można o niej w ogóle mówić, polega na wyrażaniu opinii na temat urody bądź brzydoty pojedynczych piór. Bo czym innym mieliby się oni zajmować, jakie inne kryterium brać pod uwagę, skoro króluje powierzchowność, której na imię bez-myśl.

      Do pisania esejów, ale i do ich lektury, skłania Coś zdecydowanie innego (trochę już na ten temat było). Innego niż chęć olśnienia zewnętrznością; jeśli olśnienia, to zaprezentowaną myślą. Tym bowiem – używając kolejnego skrótu – jest esej. I niczym innym, z racji swego charakteru, być nie może. W eseistyce liczy się treść. A do tego – siła argumentów wykorzystanych dla przekonania czytelników do tezy zaprezentowanej przez eseistę. Owi czytelnicy muszą być gotowi na tę próbę. Muszą też chcieć skonfrontować się z zaprezentowanymi racjami. Forma zaś utrzymuje treść w karbach: nie jest więc bez znaczenia. Ale kryterium piękna rzadko jest stosowane odnośnie eseju; może nawet nigdy. Używa się natomiast wobec niego takich określeń jak: przenikliwy, odkrywczy, kontrowersyjny, mądry; żeby pozostać przy, jakby nie było, pozytywach. Jeśli chodzi o termin ,,piękny”, to – jak najbardziej – można mówić o pięknym języku, jakim, ten czy ów, esej został napisany. Ale ,,piękny esej”, co to, to nie. W głowie autora tekstu obdarzonego takim mianem powinien pojawić się znak zapytania, i to duży. Tak więc dywagacje na temat upierzenia, w przypadku eseju, są ucieczką od tematu, i w ogóle nie powinny pojawić się w polu widzenia; zarówno ludzi pióra, jak i czytelników. W eseistyce obecne jest Coś, o czego braku – ale w kulturze – Adam Schulz SJ tak powiedział:

„Nasza kultura nauczyła nas, że konflikt jest czymś złym, że lepszy jest spokój. Wielu mężczyzn [nie zapominajmy o kobietach] w imię własnej egoistycznej wygody rezygnuje z podejmowania konfrontacji, byle mieć  święty spokój i spędzać życie przed telewizorem lub przy piwie” [4].

VI. Dla literatury czytelnicy są równie ważni jak pisarze.

      Może jest też tak, że jeśli imperatyw zapisywania słów nie przestaje dawać o sobie znać, z braku czasu na pisanie esejów (i szkiców) pisze się wiersze. Ale na ilość pisanych esejów wpływa przede wszystkim to, że utwór należący do eseistyki jest zawsze o czymś. Wobec tego wymaga wiedzy z takiej czy innej dziedziny bądź z wielu (to, że wiedzy dyletanckiej, nie jest istotne i wiedzy tej nie deprecjonuje). Jej dawka i jej pogłębienie zależą od tematyki. I tu – jak sądzę – leży istotny, a może wręcz podstawowy problem: takich ludzi pióra jest niewielu. Inny problem, ściśle wiąże się z pierwszym – tym wymienionym przeze mnie na początku. A polega na tym, że w eseistykę – przytoczony termin słownikowy jednoznacznie na to wskazuje – wpisana jest subiektywność. Tak więc eseiście, z założenia, przyznane jest prawo do prezentowania własnego poglądu, często wręcz obrazoburczego, w tej czy innej kwestii. Lecz nie tylko prezentowanie, ale i jego udowadnianie ∕ udowodnienie. A sprawy w tym zakresie tak się mają, że niewielu ludzi jest źródłem oryginalnych poglądów (do tego przemyślanych, zaakceptowanych i uznanych za własne – niekoniecznie na całe życie). Jeszcze mniejsza liczba spośród nich czuje się na siłach, by swe przemyślenia przelać na papier. I nie chodzi tylko o umiejętności pisarskie. Rzecz bowiem także w tym, że autor każdorazowo musi brać pod uwagę i to, iż po opublikowaniu tekstu, może spotkać się – obok, niewykluczonych, pochwał – również z odzewem w postaci ostrej krytyki (nie zawsze rzeczowej), także drwin, nie wykluczając obelg. Taka zaś ewentualność sprawia, że liczba potencjalnych eseistów, zmniejsza się jeszcze bardziej. A przecież myśli własne – choćby nazajutrz miało się uznać ich błędność – winny być dla ich autorów najcenniejsze. Nade wszystko dlatego, że właśnie są ich. Te zaś, jak zaznaczyłem, są formułowane przez nielicznych.

      Wspomniana, i jak najbardziej stosowna, autorska subiektywność (w postaci np. wybiórczości) – esej nie jest przecież pracą naukową – wymaga jednak od czytelników choćby podstawowej wiedzy. A to po to, aby mogli ocenić walory wykorzystanych przez eseistę argumentów, w tym m. in. ich adekwatność. A następnie, ewentualnie, z jego poglądami byli w stanie polemizować. Większość czytelników nie chce jednak takiej konfrontacji. Nie podejmują nawet próby w tym względzie. Może zdają sobie sprawę ze swej niewiedzy. A może, nawet jeśli tę wiedzę mają, to nie dowierzają jej. Z kolei inni, zaprezentowane poglądy przyjmą do wiadomości: na słowo honoru bądź za radą uznawanego przez siebie autorytetu. Są też oczywiście i tacy, najmniej jednak liczni, którzy uznają je za własne bądź je odrzucą – przynajmniej na jakiś czas – po gruntowym przemyśleniu.

      Rezultat? Taki oto, że eseje mają w Polsce bardzo niewielu czytelników (żywię przekonanie, że we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii jest ich, nie tylko w liczbach bezwzględnych, ale i procentowo, zdecydowanie więcej). Romanse i kryminały mają się pod tym, i nie tym, względem o wiele, wiele lepiej. Korzystniejsza sytuacja – i to może wielu zaskoczyć – przedstawia się też w dziedzinie krytyki. Ale to tylko odnośnie ilości pisanych recenzji. Prawie zawsze chodzi bowiem o chwalenie kolegów i koleżanek – licząc na wzajemność w tym względzie – a nie o rzeczową krytykę.

 *

     Nawet jeżeli jakiegoś wiersza nie zrozumie się, to funkcjonować będzie zawarty w nim opis (choćby i on był nieczytelny). Sprawa związana z beletrystyką np. w postaci romansów czy kryminałów jest jeszcze prostsza. Kwestia ich zrozumienia – nawet takowa próba – w ogóle nie wchodzi w grę. Nie ma bowiem w ich przypadku takiej potrzeby: w te pierwsze wczuwa się i snuje wyobrażenia na temat własnego, ewentualnego, romansu; w tych drugich, w miarę zagłębiana się w lekturę, czytelnik próbuje wskazać sprawcę. Na koniec jednak i tak dowiaduje się, że mordercą jest ktoś inny. Kwestię wiedzy, jaką ewentualnie można posiąść w wyniku kontaktu ze wspomnianymi powyżej rodzajami literatury, i do czego może ona zostać wykorzystana, pominę milczeniem.

      Może z poezją jest też tak, a przynajmniej bardzo często bywa, że – jak uważał John Ashbery – „chodzi o to, że o nic nie chodzi” [5]. Nawiasem mówiąc, mam wrażenie, że autor tych słów prawie całą swą twórczością poetycką dowiódł powyższych słów (jego teksty prozatorskie są o niebo treściwsze).

      W zbliżonym duchu zabrał głos George Moore:

„Być może nadszedł już czas, by zadać sobie pytanie, czy w rzeczach nie ma więcej poezji niż w ideach […]” [6].

*

      Wiesław Juszczak w Poecie i micie pisze o poetach, jako tych, którzy myślą czy raczej „czują obrazami”. W rezultacie czego mamy, jakoby, do czynienia wyłącznie z obrazami wynikającymi z przeżyć wewnętrznych podmiotu lirycznego. Natomiast wizerunkom tym brakuje analizy zjawisk rozgrywających się dookoła; zarówno tych immanentnych, jak transcendentnych. Ale w diagnozie W. Juszczaka obecne jest słowo ,,raczej”. I jest ono dla mnie o tyle istotne, że zza niego, na plan pierwszy wysuwają się, na szczęście, poeci i poetki tej miary, co np. Zbigniew Herbert, Czesław Miłosz, Anna Świrszczyńska. Najlepsze przykłady ich twórczości, a nie są one pojedyncze, nie pozwalają przejść obojętnie nad tym, co mają do przekazania: zmuszają do zastanowienia, przemyślenia, zajęcia stanowiska. Ich liryczność nie jest zapatrzona w siebie, we własny ogon – ma swój istotny ciąg dalszy. Więc można pisać wiersze o świecie i o tym jaki on jest? Okazuje się, że tak. Na szczęście…

______________________________________

      [1] Słownik wyrazów obcych, PWN, Warszawa 1980.
      [2]. Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, Kraków 1983.
      [3] Ten i wcześniejszy cytat z: Gottfried Benn Czy poeta zmienia świat?; Warszawa 2017.
      [4] Z wywiadu „Różnic boją się tylko ludzie słabi”, kwartalnik „Więź” [?].
      [5] J. Ashbery, Inne tradycje, Kraków 2008.
      [6] Cytat z G. Moore’a pochodzi z: John Ashbery Inne tradycje; Kraków 2008.

Reklama