DARIUSZ PAWLICKI – W ZACHWYCIE NAD PIÓREM WIECZNYM

0
95

          W pierwszych klasach szkoły podstawowej stale, a do końca jej trwania bardzo często, pióro wieczne nazywałem wietrznym. Ale i później, i to przez wiele lat, musiałem zastanowić się chwilę – zanim powiedziałem bądź napisałem – czy ma być pióro wieczne, czy wietrzne. Nie wiem co było źródłem tego, że wieczność myliła mi się z wietrznością:  bezczasowe trwanie z przemieszczaniem się powietrza. Ale tak było…

I.                                                 

          Szkic ten najpewniej będzie krótki, gdyż bardzo poważnie biorę pod uwagę to, że materiału dotyczącego przyboru pisarskiego, o którym mowa jest w tytule, nie będzie wiele dostępnego: czy to w literaturze, czy sztukach plastycznych. Nie to, co ma miejsce w przypadku piór ptasich, szczególnie gęsich, używanych do pisania. Na te często można bowiem się natknąć. Stoją za tym wyjątkowo różne przedziały czasowe, w których pióra gęsie były, a pióra wieczne nadal są używane. W przypadku tych pierwszych są to wieki. Zastąpiły one bowiem pióra trzcinowe, i to w całej Europie, we wczesnym średniowieczu. I pozostawały podstawowym narzędziem pisarskim Zachodu do XVIII w. (wtedy z kolei zaczęła wypierać je z użycia stalówka obsadzona w obsadce). To znaczy przez prawie tysiąc lat. Zresztą są one używane nadal, tyle, że sporadycznie.

           Jeśli chodzi o pióro wieczne, to przedział czasowy, gdy znajduje się ono w użyciu jest o wiele, wiele krótszy. Choć dla porządku należy wspomnieć o znajdowanych przez archeologów, w Egipcie i na Bliskim Wschodzie, pochodzących sprzed naszej ery, przyborach pisarskich, które można uznać za pierwowzory pióra wiecznego. Gdyby nie upadek świata hellenistycznego (I w. p. n. e.), niezwykle nowatorskiego jeśli chodzi o rozwiązania techniczne (cywilizacja rzymska była nastawiona – pisząc skrótowo –  na doskonalenie tego, co już istniało), owo narzędzie pisarskie pojawiłoby się w dłoniach osób parających się pisaniem (nie tylko tym o charakterze literackim) o wiele wcześniej. Wcześniej, to znaczy na długo przed początkiem XVIII w., gdy we Francji skonstruowano pierwsze – już nowożytne – jego modele. Daleko im jeszcze było do doskonałości, do tego były bardzo drogie. W trzeciej dekadzie XIX w., pióro wieczne zaczęło jednak powoli konkurować ze stalówką obsadzoną w obsadce (tą, która zapoczątkowała – wspomniane – odchodzenie w przeszłość pióra gęsiego). A w wyniku zwiększającej się sprawności w działaniu, jak i niższej ceny, obecność pióra wiecznego na blatach biurek i w brustaszach (choć według wskazań mody – przynajmniej tej rygorystycznej –  nie jest to odpowiednie miejsce dla niego), zaczęła systematycznie się zwiększać.

II.

          Ten szkic piszę piórem wiecznym. Nie użyłem tu słowa ,,oczywiście”. Równie dobrze mógłbym przecież do pisania użyć długopisu. Rzecz jednak w tym, że wykorzystałbym go tylko wtedy, gdybym nie miał pod ręką żadnego innego przyboru pisarskiego, choćby pióra ptasiego, niekoniecznie gęsiego (buteleczki z atramentem i tuszem mam zawsze w zasięgu ręki). A nie mam w zwyczaju pisać od razu na laptopie.

          Tak więc piszę piórem wiecznym. Lubię, bardzo lubię, to nim czynić: wystarczy lekko dotykać stalówką papieru, aby pozostawały na nim litery bądź jakieś inne znaki. A są one przy tym niezwykle estetyczne. Pisanie piórem wiecznym może trwać i trwać (ogranicznikiem może być tylko wena pisarska bądź poziom atramentu w zbiorniczku). Nie to, co długopisem, który trzeba mocniej przyciskać. W wyniku czego dłoń szybko – a przynajmniej szybciej – męczy się. Długopis jest jednak dużo tańszy. I stąd głównie bierze się jego popularność. Choć i w tym przypadku może pojawić się – bardzo częste jeśli chodzi o pióra (wiem o czym piszę) – przywiązanie/sentyment do konkretnego egzemplarza.

          Rzecz jasna używanie nie każdego pióra wiecznego sprawia mi tę samą przyjemność. Łączy się ona bowiem z jego kształtem i kolorem. To pierwsze ma związek z prostotą: żadnych udziwnień w kształcie, najlepiej aby było ono pozbawione wszelkich zdobień, miało pewien ciężar, aby czuło się je w dłoni. Jeśli zaś chodzi o kolory, na pierwszym miejscu stawiam brązowe i zielone, są one jednak rzadkością w sprzedaży (aktualnie nie posiadam pióra, w którymś z tych kolorów). Zaraz potem jest czarny (mam trzy w tym kolorze). Żadne niebieskości, srebrzystości, czerwienie, żółtości itp. nie wchodzą w grę.

          Używam zawsze atramentu czarnego: pięknie wyglądają czarne litery pozostawione przez stalówkę na białym bądź jasnokremowym papierze. A im są one grubsze, tym lepiej. To zaś zapewnia stalówka odpowiedniej grubości.

*

„Kiedy masz już dość życia, zacznij pisać: atrament jest doskonałym lekarstwem na wszystkie ludzkie bolączki; o czym przekonałem się dawno temu”.

          To Clive Staples Lewis napisał powyższe słowa. Wspomina w nich o pisaniu i używaniu do tego atramentu. Nie musimy zastanawiać się nad tym, jakim narzędziem pisarskim się posługiwał. Wiadomo bowiem, że było nim pióro wieczne. Miał ich zawsze kilka do dyspozycji. I napisał nimi zarówno, przykładowo, cykl Opowieści z Narnii, jak również Alegorię miłości czy Boga na ławie oskarżonych.

III.

          Wielu jest pisarzy, ich przede wszystkim mam na uwadze, którzy swe książki napisali piórem wiecznym. Pewnie jednak nie więcej niż tych, którzy użyli do tego celu czy to stalówki obsadzonej w obsadce, czy długopisu, czy też maszyny do pisania.

          Nie należę do niezmiernie licznego grona miłośników kryminałów. Ale bardzo lubię, przede wszystkim ze względu na atmosferę/klimat, cykl nowel (nie wiem dlaczego nazywanych opowiadaniami), których głównym bohaterem jest detektyw nad detektywami. A tak się składa, że zostały one zapisane piórami wiecznymi. Prawie zawsze, a może nawet wyłącznie, były to Parkery Duofoldy (classic)*. Pióra tej marki, a szczególnie ów model, preferował bowiem sir Arthur Conan Doyle. To dlatego wyraził się kiedyś, że „Sherlock Holmes wyrósł ze stalówki tego modelu”.

          Parker Duofold był także ulubionym piórem Grahama Greene’a. Napisał nim m. in. powieści, które przyniosły mu uznanie: W Brighton, Sedno sprawy, Nasz człowiek w Hawanie.

          Również Dylan Thomas był przywiązany do Parkerów. Z tym, że preferowanym przez niego modelem był Parker 51. Ten poeta na niejednym zdjęciu został utrwalony, gdy w jednej dłoni trzyma papierosa, a w drugiej to właśnie pióro (gdyby dysponował trzecią, tkwiłaby w niej szklaneczka do whisky, albo kufel).

          Mark Twain był, jak najlepszego zdania o piórach wiecznych marki Conklin. Z kolei Stephen King wychwala Watermana Hémisphère’a. Miał się o nim wręcz wyrazić, że to pióro jest najlepszym… edytorem tekstu, jakim kiedykolwiek się posługiwał.

          Piór wiecznych używał Czesław Miłosz. Pisał nimi wiersze, teksty prozatorskie, listy. Na spotkaniach z czytelnikami podpisywał także książki (mam na to dowody).

          Nie wiem jednak nic na temat tego, czy preferował pióra jakiejś konkretnej firmy.

*

          Piórem wiecznym posługiwał się mój Tato (pamiętam egzemplarze produkcji wietnamskiej i polskie zenithy). Miał je zawsze przy sobie. Z tym, że używał atramentu niebieskiego.

IV.

         Pisaniu przyborem, który jest „bohaterem” tego szkicu – wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście będzie on krótki – towarzyszy skrzypienie. Zyskuje on nieco na głośności, ilekroć przyśpieszony zostaje proces pisania. Lecz ów odgłos nie ma nic wspólnego z bezduszną mechanicznością. Wszystko natomiast łączy go z… ręczną robotą. Tę zaś ceniłem i cenię niezwykle. Owo skrzypienie jest zresztą wspomnieniem po znacznie głośniejszym skrobaniu, nieodłącznym składniku przesuwania, w wiekach minionych, pióra gęsiego po szorstkich kartach ówczesnych papierów. Pergaminy były od nich gładsze, lecz pisaniu na nich, również nie towarzyszyła bezgłośność.

          Z piórem wiecznym wiążą się niewielkość (tak to nazwę) i lekkość – nie tylko wtedy, gdy porówna się je z pierwszymi modelami maszyny do pisania – i są to niewątpliwie jego atuty. A z nimi łączą się, wspomniane powyżej przyjemności związane bezpośrednio z pisaniem nim. Na dodatek można to czynić, gdziekolwiek. Wtedy niezbędna jest już tylko kartka papieru. Gdy jest ona gruba, nie jest nawet potrzebna żadna podkładka.

*

         Fakt, że jako użytkownik piór wiecznych przynależę do mniejszości, bardzo mi odpowiada – lubię współtworzyć niewielkie grupy (szczególnie takie, których istnienia można jedynie domyślać się), a i samotnictwo mnie pociąga. To, że do tej nielicznej grupy przynależą, jako posiadacze piór – choć ich sporadyczni użytkownicy – także banksterzy i politycy, skomentuję tak: trudno, nie mam na to wpływu. Ważniejsze bowiem jest to, że mniejszość ową tworzyli (niestety, czas przeszły w tym wypadku, jest najwłaściwszy) autorzy utworów poetyckich, eseistycznych i prozatorskich. Nie ulega jednak wątpliwości, że przeczytałem niewielką część tego, co zostało zapisane piórami wiecznymi (nie zawsze wiedząc o tym). I tylko drobny fragment tego piśmiennictwa wzbudza moje zainteresowanie, nie wspominając o zachwycie. Nie inaczej jest jednak z pozostałą częścią literatury, która powstała przy użyciu długopisu, maszyny do pisania, laptopa, czy pióra gęsiego bądź trzcinowego, albo też rylca, którym wodzono po tabliczkach glinianych bądź woskowych, a od użycia którego zaczęła się literatura.

          Lecz gdy czytam coś interesującego, a wiem, że manuskrypt został napisany piórem wiecznym – niestety, rzadko dysponuję taką wiedzą – ów tekst nabiera w moich oczach  dodatkowego waloru, jakieś subtelności… Bo przecież pióro, nieważne, że przede wszystkim ptasie, symbolizuje lekkość, natchnienie, uduchowienie, wewnętrzną siłę, a także boskość…

V.

          Od kilku dni jestem szczęśliwym posiadaczem pięknego pióra firmy Faber-Castell, stworzonego w Niemczech. Wykonano je z pochromowanego metalu (łącznie ze skuwką), a korpus oprawiono w drewno gruszowe czerwonobrązowego koloru, więc jak najbardziej naturalnego. Do wyboru miałem taki sam model, ale w grę wchodziło drewno orzecha włoskiego. Bez wahania zdecydowałem się na gruszę. Lubię bowiem to drzewo, zwłaszcza ulęgałkę. Na dodatek z konkretnym drzewem tego właśnie gatunku łączą mnie wspomnienia.

          I to właśnie tym nabytkiem piśmienniczym zacząłem dopisywać kolejny fragmenty tekstu, który zdawał się być ukończony i zakończony. A tymczasem…

______________________________________________________________

         * Niestety, firma ta, jak i pozostałe wymienione w mym tekście, nie potraktują tego, jako reklamy i nie przyślą mi czeku. Chyba, że…

Reklama