Andrzej Wołosewicz – Wiersz jako doświadczenie filozoficzne

0
507

Możliwość rozpatrywania wiersza jako doświadczenia egzystencjalnego a właściwie konieczność takiego rozpatrywania prowadzi ku zależnościom między poezją a filozofią. Dobrym przykładem, by – po husserolwsku – pozostać przy rzeczy, rzeczy poetyckiej rzecz jasna, jest stanowisko Krzysztofa Gąsiorowskiego: „Już sama możność pomyślenia czegoś takiego jak malrauxowskie „Muzeum wyobraźni”, a więc koncepcji zasadniczej równorzędności i równoważności form, świadczy o tym, że problemy sztuki współczesnej sięgają głębiej. Z wydeptanego podwórka jej najprzeróżniejszych teorii i modeli należało więc czym prędzej przejść na nazbyt już opustoszały gościniec – jej filozofii, jej ontologii. (podkreśl. moje) Taka sytuacja wyjściowa musiała zaważyć na kierunku zainteresowań i stronach artystycznej penetracji poetów z „Hybryd”.”[1] Nie będę tu jednak zajmował się Gąsiorowskim, więc ograniczę się tylko jeszcze do jednego cytatu z Krzysztofa: „Zaczynać od początku, czyli zaczynać od świata, nie znaczy zarazem, jak się z nawyku sądzi, zaczynać od opisu realności potocznej. Dla poetów pozbawionych przez szczęśliwszą niż dawniej historię doświadczeń ostatecznych jedyną szansą i wewnętrznej, i zbiorowej tożsamości było poszukiwanie własnych „stałych psychicznych”, „stałych wyobraźniowych”. Interesowało ich – wnętrze świata. A ono jest poezji dostępne”[2]
Dialog filozofii z poezją toczy się „od zawsze”. Najpierw Platon wyganiał poetów ze swego „Państwa” a dwadzieścia wieków później Heidegger szukał autentyzmu i podstaw filozofii w poetyckich źródłach. Jednak atmosferę na styku filozofii i poezji bardziej prawdziwie charakteryzuje chyba pytanie prof. Czeżowskiego skierowane do Herberta – wówczas początkującego studenta filozofii – czy pisanie wierszy nie przeszkadza filozofii?[3] Nie jestem tu od rozstrzygania tego pytania, ale jako zamieszany w obie działalności czuję się w obowiązku zdać z tego sprawę. Przypomnijmy więc jeszcze, że z innym swoim Mistrzem, profesorem Henrykiem Elzenbergiem Herbert przez lata dyskutował o poezji (i filozofii) analizując konkretne wiersze, metafory, sformułowania.[4] 

Takie relacje, spotkania i rozmowy, wspólne pochylanie się nad wierszem mogą być zapewne jednym z tropów ułatwiających śledzenie koligacji wiersza i filozofii. Kiedy więc mówię o wierszu jako doświadczeniu filozoficznym to uwzględniam co najmniej trzy elementy. Pierwszy to wyjaśnione już traktowanie wiersza jako doświadczenia egzystencjalnego, zawsze wszak konstytutywnego dla naszego ja. Drugi to owo zawieszenie języka poetyckiego – jak to nazywam – gdzieś między światem a językiem wskazujące na swoisty, samodzielny sposób penetracji poznawczej, sposób niezastępowalny żadnym innym (stąd te kłopoty z interpretacją, dyskursywną opowieścią o wierszu). Trzeci element, spinający niejako tamte dwa jest już elementem interpretacyjnym: podejście do języka poezji pozwala na konstrukcję, w której wiersz nazywam doświadczeniem filozoficznym. Idzie tutaj o to, że tak naprawdę jedynym „narzędziem”, którym filozofowie operują przez całą historię swej dyscypliny jest to specyficzne (specyficzne w tym sensie, że prowadzące do wytwarzania osobnego zespołu pojęć, osobnego słownika; o jego skuteczności świadczy choćby to, że „zarażał” często (i czyni to nadal) inne dyscypliny humanistyki) złączenie języka i intelektu. Filozofowie ugruntowali swoją pozycję jako bodaj jedyni (obok teologów), którzy używając języka operują bezpośrednio na rewirach rzeczywistości (jej głębi?) innym sposobom użycia języka i intelektu niedostępnych! Czy ktoś wejrzał, dla przykładu, w metafizykę używając fizyki, biologii, językoznawstwa czy czegoś innego? Jeśli jednak język i intelekt, to powiedzmy sobie – czym mniej dysponuje poeta? A może nawet dysponuje on czymś więcej, bo jego sposób używania języka jest bliższy naszej codziennej praktyce językowej niż językowa praktyka filozofów,[5] bogatszy o te elementy ludzkiej duchowości i ekspresji, których filozofia (wzorująca się tu akurat na nauce) stara się unikać – subiektywność, emocje, intuicja, pasja wreszcie. Zatem można poezję traktować filozoficznie. Oczywiście nie wszystką, tylko tę, o której pisał Stachura że „Trzeba mieć coś do powiedzenia czyli mieć wrażliwość, wyobraźnię i trochę przebytych dni i nocy. Wielu znam dwudziesto-, trzydziesto-, czterdziesto- i więcej –letnich, a nie przebyli ani jednego dnia i ani jednej nocy. To się może wydawać dziwne, ale nie za bardzo. Trzeba więc mieć coś do powiedzenia i jeśli chce się to powiedzieć, to trzeba to jakoś zrobić, jakoś napisać, a nie pisać poprawnego wiersza, wiersza-pogodynki czy czegoś w tym rodzaju.”[6] Twierdzę, że poezja spełniająca warunek postawiony przez Stachurę i spełniająca ten, gdy Hebbel mówi o wcieleniu może być rozpatrywana jako doświadczenie filozoficzne. Na pewno zaś ta, która spełnia warunek filozofowania sformułowany przez Husserla: „Filozofami nie stajemy się dzięki filozofiom. Pozostać przy faktach historycznych, zajmować się nimi w sposób historyczno-krytyczny i chcieć przez eklektyczne opracowanie osiągnąć naukę filozoficzną, jest rzeczą daremną. Impuls do badań powinien pochodzić od rzeczy i problemów, a nie od (historycznych) postaci filozofii.”[7]  Czyż impuls dobrej poezji nie pochodzi od rzeczy i problemów? Gdy poezja spełnia te wszystkie warunki i jest sytuowana gdzieś między światem a językiem, to może stanowić owo narzędzie poznawcze, które nazywam tutaj doświadczeniem filozoficznym. A dzieje się tak dlatego, że żywioł języka jest wspólny różnorodnym formom, które uruchamia nasza duchowość dla swego wyrażenia. Wtedy możemy patrzeć na wiersz nie tylko jako na wiersz i nie tylko poezję poprzez niego widzieć. Zatem, by spełnić husserlowski wymóg bycia przy rzeczy, skoro się już nań powołałem, podaję przykład takiego wiersza:

Językoznawstwo na poziomie elementarnym

Zaprawdę, powiadam Wam, tam
w dzieciństwie, a nawet w młodości, wśród
przymiotników i przysłówków nie ma jeszcze
rzeczy i ludzi.

Z widnokręgu rodziców, których zobaczymy
najpóźniej, wyłaniają się – rodzą się w bólach
rzeczowniki: laska ze srebrną gałką – czyli ciotka,
ołówek i okulary z nauczyciela, Tadzik to piłka,
Agatka – płacz z piegami…

Z czasem wszystko staje się coraz mniej
niewinne. Świat zaczyna poruszać się. Czasowniki.
Goni nas miejscowy osiłek. Adiunkt zezuje.

Krystyna stale się spóźnia. Pomińmy, dyszącą,
podstarzałą, stale podpitą Wandę, z jej rozpalonym
do białości brzuchem i jej czasownik.

Bardzo, bardzo mozolnie lepimy
coś sensownego z tych części mowy. Toporny
Golem wciąż sprząta nasze podwórko, donosi
wodę i bywa, z braku kogoś lepszego – kochany…

Któregoś dnia cały ten wszechświat
nagle się zapada. Wracają do słownika,
który był na początku – nasze miłości,
małżeństwa, dyplomy, ordery, choroby,
lęki i urazy. I odzyskują porządek
alfabetyczny.

Idziesz potem zatłoczoną ulicą, rozglądasz się,
patrzysz na pomijających cię ludzi…I zagarniają cię
nieodparte abstrakcje: odraza, litość i współczucie.
           
Tego typu poezja, sądzę, pozwala traktować doświadczenie wiersza jako doświadczenie filozoficzne.


[1] Trzeci człowiek, dz. cyt., s. 123.
[2] Trzeci człowiek, dz. cyt., s. 125.
[3] Dla porządku dodajmy, że Herbert odpowiedział, że się wstydzi i będzie próbował odzwyczaić.
[4] Zilustrujmy temperaturę ich zaangażowania w ten dialog. Herbert: „Postawiłem sobie – jako odpowiedź na list Pana Profesora – pytanie, czego ja właściwie szukam w filozofii. (…) Odpowiedź na pierwszą, bardziej „moją” wersję pytania wypada dla mnie zgoła kompromitująco. Szukam wzruszeń. Mocnych wzruszeń intelektualnych, bolesnego napięcia rzeczywistości i abstrakcji, jeszcze jednego rozdarcia, jeszcze jednej, głębszej niż osobista, przyczyny do smutku.” A Elzenberg odpowiadając na ankietę Znaku pisze: „Fakt drugi – to pewna fatalna – równie zawiniona jak ciężko odpokutowana – sprzeczność życiowa: z racji pełnionej funkcji społecznej pozwoliłem się zbyt jednostronnie zaliczyć do obozu uczonych, gdy tymczasem moja postawa najistotniejsza postawą uczonego nigdy nie była, raczej trochę artysty, lecz zwłaszcza moralisty, filozofa kultury, układacza „tablic wartości”.
[5] Wystarczy prosty test na rozumienie tekstów filozoficznych i tekstów poetyckich.
[6] E. Stachura, Abyście w: Za progiem wyboru, dz. cyt., s. 14.
[7] E. Husserl, cyt. za świat przeżywany (red. Krzysztof Michalski), Warszawa 1993, s.166.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko