Weronika Romańska – wiersze

5
701
Hieronim Bosch

Opowiem ci wszystko we śnie, a zacznę od tego, że jesienne dni wcale nie są tak ciężkie, są raczej jak zmoczone skrzydła motyla w spoczynku. Wiesz, że jeśli zacznie się teraz szamotać, to już nigdy się nie uniesie. Pył z jego skrzydeł spłynie i splami, ale tylko na moment, wszystko z czym miało styczność. 
Jesteś tym który rozciera go w palcach i obserwuje.
 Wejdź i rozgość się, a ja cię oprowadzę. Widzisz te szare ulice? Ciemność robi szpagat nad przemoczonym miastem.


słowa Dorotki

Ta noc jest brzegiem stłuczonej szklanki 
po której stąpa, a wchodzi głęboko. Ciemność
nie ma w sobie nic

z litości. Czarne, soczyste babie lato strąca
z warg resztki wilgoci. Strach bywa powiernikiem 
i go pyta wciąż, 

czy jej nie skrzywdzi. On strzeże alabastrowych 
połaci pól i stoi, gdzieś pomiędzy granicami 
jej fantasmagorii. Chciał 

być powiernikiem lecz się bał. 
Czy go nie skrzywdzi.

deszczyście

Siedzi na parapecie okna swojego domu. Pierwszy 
niedopałek trafia do rynny. Wiatr zdmuchnął z koron
resztki mroku. Miedzy nim, a dniem jest jakaś
niespojność, którą trzyma w dłoniach, mimo, 

że są puste. Kawa na czczo, na dwa łyki 
wywołuje odruch. Między nią, a nocą bywa 
wieź, jakiej nie potrafi pojąć i odbija jej się 
w poparzonych ustach.


Alicja dorosła

Między przystankiem, a hotelem przyśpiesza kroku. Nerwowo
palcami w kieszeniach, próbuje dotknąć kluczy. Alicja
ma w pracy szafę, a w niej tajemne przejście. Zasłania je
bielą prześcieradeł, które po kolei głaszcze. Bawełniany

mur. Mówią, że ma swój świat. Dziwaczka. Ona wypada czasem 
na korytarz i patrzy rozmydlonym wzrokiem, zwyczajnie 
nie wierząc, że ominęła ją rzeczywistość. Bywa pytając, 
dlaczego boimy się bardziej Boga, od Diabła i siebie.


gdybyś był

w tej co ja rzeczywistości, to może nie bałabym się tak
końca świata. Nie będzie i nie będziesz dlatego wmawiam nam
sen w którym cierpienie uszlachetnia i że to nie banał
kiedy piszę o tobie wiersz. Zrozumiałam co znaczy chcieć
utopić się w czyichś źrenicach. Musiałbyś mnie wpuścić. Tam
gdzie nigdy, nikogo poza wszystkim czego lękasz się
i ukrywasz 

przed załamaniem światła. Drobny chłopiec klęczy w modlitwie
do wymyślonego boga, bo prawdziwy zawiódł. Jeśliby mógł
nie wychodziłby spod łóżka, zgubił się w miękkiej sierści kota,
może przez noc zapomni o nim ziemia, bądź spełni w końcu
ktoś jedno z jego życzeń. Nienawidzi kiedy śmieją się
i zapachu domu. Rysuje właśnie na pożyczonej kartce buty
bez dziur. Pulsacja w której dotąd realny był jedynie szloch.

świat
nierealne przejścia
rodzaje ciszy


Weronika Romańska

Reklama

5 KOMENTARZE

  1. O wierszach Weroniki Romańskiej

    Recenzja

    Zygmunt Jan Prusiński

    W PAMIĘCI MAM ZARYS SKRZYPIEC

    Będzie to ostatnia część recenzji opracowana dla 14-ście wierszy które wybrałem z twórczości Weroniki Romańskiej. Powinna się autorka cieszyć że jest taki krytyk w mojej osobie bo inni nie piszą do poszczególnych wierszy, co jedynie opisują tomiki poezji. Aczkolwiek to jest mój warsztat – lubię pisać recenzje.

    Oto wiersz “Zapamiętasz”:

    “Patrzysz, wiem.
    To nie thriller. Budujemy napięcie.

    Jak pies wzdychasz.
    Tylko nie wyj do księżyca. (…)

    Ustami muskasz mgłę. (…)

    Oddech wchodzi w rytm
    nazwijmy go nietaktem.
    A teraz obnażam się.

    Tajemnica zostaje odkryta”

    – Och te różne gry, kobieta i mężczyzna, ile jest woli zdobywania, każdy dryfuje, narzuca moc by skorzystać z dobrodziejstw jakie ma ciało, ona jego on ją, szukają się choć są obok siebie. Potem jest regułą. Powszechne wibracje, czasem kłamstewko unosi się jak dym z papierosa. Ona grzmi: “Tylko nie wyj do księżyca”., a (piesek) posłucha. Na tym polega znużenie. Dlatego kobieta powinna mieć czterech mężów a mężczyzna cztery żony. Jestem pewny że rozwody znikłyby w sądach.

    Wiersz “Hotel jak grejpfrut” od razu go zauważyłem jako dopracowany utwór i jestem pewny że tempo napisania nie zatrzymało w którejś części tego wiersza. Na pewno Weronika Romańska była na coś lub na kogoś wkurzona, bo tu naprawdę dzieją się niesamowitości. Burzliwy początek:

    “Świeczuszki, lampeczki, pierdołeczki.
    Prawie uwierzyłam w klimat jak ze snu… (…)

    Przy barze kelnerka.
    Z kijem w dupie stoi sztywno. (…)

    Za dychę na godzinę można
    sobie kupić kukłę. (…)

    Prezes. Widzę po figurze,
    że wszystko w życiu zaokrąglił. (…)

    W toalecie drze ryja na sprzątaczkę
    i wyciera czoło papierem trzy warstwowym
    miękkim. (…)

    Gdyby wszystko w życiu wracało
    właściciel byłby świnią a ja
    dywanem na klatce schodowej.
    Chodziłyby po mnie
    buty już z błota wytarte.”

    – Potrafi autorka zaskoczyć. Fabuła nastrojowa, hotelowy blues. Umie zauważyć drobne szczegóły które stają się ważne w jej poezji. Wiersz “Przyciąganie” i “Wszyscy wielcy moraliści” zostawiam w idealnym spokoju. Ale jest co czytać, bo poetka jak wcześniej napisałem, nie tworzy cukierkowych smaków. Ma w sobie taką armatkę i każdemu który na to zasłużył, trafia celnie, w tym społecznym zidiociałym ich banałem. Niby receptą na życie…

    – Poetka Weronika Romańska kieruje się swoją czułą inteligencją i za to jej dziękuję.

    Ustka. 29.4.2015

    __________Część piąta_________

  2. O wierszach Weroniki Romańskiej

    Recenzja

    Zygmunt Jan Prusiński

    W PAMIĘCI MAM ZARYS SKRZYPIEC

    Wracam do recenzji, opisuję pojedyncze wiersze przez siebie wybrane a autorką jest Weronika Romańska. Co jest szczególnego, bo zadbałem żeby jej wiersze zostały zauważone i w następnej antologii poezji były tym świadectwem że zasługuje na to…

    Czytam wiersz “Skrupulatni”, no i ta zadziwiająca zadziorność z pikanterią włącznie.

    “Niesforna pani numer dwa
    wzrokiem pogania długopis w ręce.
    Problemy wyrysowane w podkrążonych oczach
    i rozklejonych butach.
    To nic, że się śpieszy po dzieci i nikt ich za nią nie odbierze.
    To jej wina, że jest samotna. Mogła myśleć wcześniej”.

    No właśnie, każdy w życiu waleczny jak ma partnera, ale kiedy go brak, bo coś się tam narozrabiało, no to trzeba poukładać obowiązki od do… Więc autorka w dobrym kierunku wymiata skryte lub ukryte niezgrabne codzienności z żyjącego świata tak zwanych homo sapiens. To zła nazwa, bo nie wszyscy mają ten ważny poziom intelektualny. Zatem poetka spieszy donieść, że:

    “Kolejni zdmuchują kurz z parapetów
    wyglądając przez okna.
    Wycierają krzesła, niszczą wykładzinę.
    Kolejka zobowiązuje do ekshibicjonizmu.

    A ja w zębach dłubię wykałaczką.
    Mogę ją jeszcze wsadzić w ucho”.

    No to rozbierajmy się, w gęstości masy tych ciał nic nie widać, ale można zawsze zaprotestować. Ja rozbieram się dla jednej wybranki ale i przy niej trochę tak tańcując nie całkiem ukazuję – przecież tu nie chodzi o nagi taniec., ona ma czuć w sobie. – To nie pokaz ogierów. – Chyba za lekko napisałem. Przyznaję, mam taki wąski wąwóz męskiego wstydu…

    Poetka Weronika jest bardzo kusząca, zatem kusi i motyle w nocy. Diabelna przystawka – jakby stary młyn pracował i dzień i noc, obracają się zębatki, koło się kręci, ziarno miażdżone jakby młyn był sadystą.

    Ale autorka zaczyna delikatnie w wierszu “Spotkanie”… ale jak:

    “Zrobię sobie rzęsy węglem zimnym
    będą wtedy nęciły jak noc. (…)
    Usta namaluje od nowa,
    najlepiej w burgund je schowam.
    I nie zapomnę o uśmiechu zalotnym.
    Pędzlem poprawię policzki
    ubierając je w pewność siebie.
    W nie moim guście sukienkę włożę (…)
    Na uszach zawieszę kolczyki
    – rękodzieło kłamstw.
    A na szyi sznur masy perłowej
    chociaż sztuczny, stwarza iluzje.
    Nie zapomnę o żadnym szczególe.
    A wszystko po to żeby móc
    wyjść na przeciw przeznaczeniu
    z twarzą
    – nieprawdziwą”.

    I to cała jest odtwórczyni ironicznych zalewajek słownych. No ma w tym pazur, i co ważne naigrywanie się z siebie, a to jest sztuką, no bo kto zaczyna od siebie? Ta zwinność łączenia słów konkretnych, to nie przychodzi łatwo, to trzeba się z tym urodzić, nie tylko (mlaskać) lub pędzlem rzucać że niby on sam namaluje obraz. Poetka Weronika Romańska ma swój stan odniesienia do świata zewnętrznego, z nim też czyni porządek, że wszystko to pic w tej epoce. Naśmiewa się właśnie w swoich wierszach, i nie poddaje się choć nie łatwo brnąć w tej kniei ku szczęśliwym szczytom.

    Ustka. 20.4.2015

    _______Część druga_________

  3. O wierszach Weroniki Romańskiej – Recenzja

    Zygmunt Jan Prusiński

    W PAMIĘCI MAM ZARYS SKRZYPIEC

    Ten tytuł zapożyczyłem z wiersza “Skrzypce” autorki Weroniki Romańskiej.
    Mogę śmiało napisać, że znalazłem ją na portalu Zacisze.pl – i od razu w kilku przeczytanych wierszach wyczułem że autorka ma pojęcie i wie co to jest Poezja. Nie słodzi jak wielu – czyni wysuszenie uczuć w trakcie pisania. Ona po prostu zrywa stronice ze swego życia. Chyba sama nie jest świadoma, ile po drodze w tych wierszach zostawia uroku.

    Mam do tej pory jej 14-ście utworów z kilkudziesięciu napisanych. Wybieram według gustu to czym mnie poruszyła, to dramatem i ironią dnia – jakby zrywała korę drzewa by ujawnić głębię życia ze swoją głębią. Lubię u niej tę bystrość spojrzenia. Jakby miała do tego i dobry słuch…

    W wierszu “Nie kupuję – cudowności” czytam:

    “Jestem wyczerpana bezmyślnością
    Tą między rankiem a nocą. Z pracy do pracy.
    Mieć jeszcze siłę na…, wyżymać się do cna.

    Nie wiedzieć czemu pięćdziesiątki
    przy barze nie wypiję w spokoju.”

    No i zaczyna się to co lubię u niej:

    “Wszechobecni piękni ludzie
    pieprzą coś bez sensu. (…)

    Dobrze dobrani. Ach, jak tu ślicznie.”

    No pewnie, nie wolno darować żadnej sekundy czy minuty, ale i bronić się by nie zostać pożartym przez ludzką współczesną korozję. Jeśli już odbieramy sobie te przywileje bycia ludźmi to co jest lepsze, staczanie czy obrona godności. – Jak utrzymać to wszystko w ryzach, tak myśli zapewne poetka, by nie spierdolić tego życia w tym politycznym bałaganie. I czytam:

    “Ważne, że świat jest różnorodny.

    Pod domem bezdomny pyta
    czy mu dorzucę na wino.
    Chyba z zazdrości mu nie pomogę.
    Też bym chciała zapomnieć
    o tym bożym świecie.”

    Czy nie mam racji że Weronika Romańska jest na dobrej drodze, ozłoconą romantyczną przygodą?

    Ustka. 16.4.2015

    _______Część pierwsza_________

  4. O wierszach Weroniki Romańskiej

    Recenzja

    Zygmunt Jan Prusiński

    W PAMIĘCI MAM ZARYS SKRZYPIEC

    Jestem pewny że Weronika Romańska jest w pełni utalentowana i dojrzała w tym co robi. Mógłbym dodać, czuje się dobrze w tej energii przestrzennej w której ma powstać wiersz. Może zgaduję ale nie przysparza autorce ułożyć zaskakujące treści, choćby w wierszu “Karuzela, poczekalnia”:

    “Ateiści mówią, że nie ma sensu.
    A ja zwyczajnie, nie mając
    już siły w nim się kryję. Tam tłumy jak ja niepewne. (…)

    Bóg jak to Bóg,
    krzyżuje wszystkie swoje dzieci.”

    O religiach napisano tony… Tak się zastanawiam, że jeśli jest jeden Bóg to po co tyle jest religii na świecie? A gdyby jej nie było to i by ten Stwórca sobie odpoczął. Przecież on nie jest w stanie tego ogarnąć. Na przykład matka Jezusa nie była dziewicą tak do końca, urodziła tego nieszczęśnika bo była zapłodniona jak każda kobieta, czy to było 500 lat temu czy 1000 lat temu czy 2000 lat temu – czy w okresie kamienia łupanego. – Jakie tam cuda! Kontakt musi być fizyczny, no teraz to jest taka nowoczesna technologia, że mężczyzna może być w kosmosie na Marsie a jego kobietę można przez ten czas sztucznie zapłodnić. Ludzie dziwnie wierzą, a przecież matka Jezusa miała nie tylko to jedno dziecko. Więc jak to jest? Przecież Józef był stolarzem i po pracy należała mu się nagroda. Przecież nie onanizował się, był zdrowym mężczyzną. Nawet nie wiem kiedy zmarł, ba, nie wiem kiedy zmarła Maryja. Ale pismaki jak to pismaki, zapomnieli dopisać. O, mógłbym tu pisać bardzo ciekawe rzeczy ale po co, wierzcie i pijcie i bawcie się w kłamstwa jakich jest niemało na tym świecie. Próżność robi swoje…

    Ale poetka Weronika Romańska nie odpoczywa. Oto jej wiersz “Mam romantycznego stajla”:

    “Połykam, wypluwam obłoki od rana,
    w rytmie radiowych przebojów.

    Przy kawie mam wybór;
    zachwycać się kiczem
    lub butem odwzorować
    urocze landszafty.

    Przy lunchu z towarzystwem
    wygłupię się parę razy
    chcąc podkreślić kim jestem.
    Opowiem o moim regale z książkami.
    Wszystkie w ładnych okładkach.

    Na obiad wgryzam się
    w jelenia na rykowisku. (…)

    I może też pousycham z tęsknoty
    na dwa łyki włoską wytrawną butelką.”

    I tak trzeba autorko, nie zaglądać co idioci czynią, wziąć butelkę przenieść w inne miejsce choćby na łąki puszyste, a wieczorem lub nad ranem napisać o idiotach których nie przekonasz nawet wierszem. Bądź taka. Bądź taka jaka jesteś, na luzie odbieraj ten świrowaty świat. Czym dalej to nic z jasności. Rosną ludzkie drzewa, rośnie ludzki las o nazwie: Analfabeci.

    A ty poetko masz tylko pisać, choćby dla kilku osób takich podobnych co ja, na luzie, na luzie panienko, bierzmy butelki jak miecze i idźmy do ogrodów spoczywać od zgniłej cywilizacji.

    Ustka. 26.4.2015

    ________Część trzecia_____

  5. Okiem krytyka… Recenzja

    Zygmunt Jan Prusiński

    W PAMIĘCI MAM ZARYS SKRZYPIEC

    No i proszę, płyną recenzje jak rzeka bez nazwy ale to dzięki tylko wierszom Weroniki Romańskiej. – Gdyby takich Weronik było więcej na pewno byłoby mi trudno pisać te krótkie opracowania. Dobrze że jest jedna. Bo tak naprawdę nie ma dużo piszących o ważnych sprawach, społeczne nawlekania igły, by szyć, słowem po słowie, być alternatywnym. I taka jest autorka która pamięta (zarys skrzypiec). Jej melodia wykrada to co ma do powiedzenia, to ochronę przed korozją…
    Oto wiersz “Na szklanej powłoce ślady dłoni”. – Od początku zauważyłem, iż w moim wierszu jest ta myśl: (Na szklanej powłoce), nie wiem o który chodzi, chyba napisałem w Wiedniu ponad 20 lat temu. Ale co tam, nie będę drobiazgowy… Może przeczytała ów wiersz i skorzystała do swojego wiersza:

    Wyłożona brukiem z twarzy droga

    Purpurowa fontanna
    tryskająca wszystkimi wydzielinami
    Wzrok przez który nic się nie przedostanie. (…)

    Bzy tylko więdną
    w smutku spływają po posągach.

    Oczywiście każdy krytyk z takiego opisu napisze zupełnie inaczej – co innego. Ja tylko wskazuję ile rezerwy ma poetka żeby przekazać choćby ten fragment. A zakończenie wiersza, idealna metafora, bzy i posągi. Ten fragment wiersza świadczy o cechach wewnętrznych, Liryka czystej wody, tak, poetka Weronika Romańska jest lirykiem metaforycznym!

    W wierszu “Jestem” zupełnie inny klimat:

    Bólem podcinam struny głosowe
    żeby móc krzyczeć
    ciszą absolutną
    Klękam ubrana w rozpacz

    Nad przepaścią się śmieję
    Wszystko robię po to żeby wstać
    i pójść w każdą stronę

    – Ile w jednej kobiecie jest kobiet? Ktoś powie jedna, a wcale nie. Kobieta może mieć kilka zasłon w sobie. Z tego wiersza wyłaniają się jakby dwie kobiety. Pierwsza to ta która poddaje się i upada klęcząc, druga nad przepaścią się śmieje. Ciekawe rozdzielenie dźwięku…

    Wiersz “Taniec o świcie” to mój pomysł, bo jak pamiętam nie był ciekawy pierwszy tytuł, więc zaproponowałem Weronice właśnie wziąć z jej wiersza…

    Dozgonnie wierna zostałam
    skreślona na miał

    awans od życia
    codzienny gwałt

    dla wybrańców taniec o świcie
    pod rękę blady cień

    taki taniec ja i ona (…)

    butelka jak krzyż żaden grzech
    rzeczywistość ucieczka pali w gardło

    – Pokonujemy. Pokonujmy dlatego że wrażliwi jesteśmy. Poetka ma zasadny zapas tej wrażliwości. Tak, tańczmy z cieniami. Unośmy niezgrabnie to co nam nalane jest w kieliszku by tę truciznę zalać, żeby o tym nie myśleć. Idźmy pod górę, co jedynie zwie się., życiem. Bo “wyłożona brukiem z twarzy droga”…

    Więc piję z tobą poetko bo i w moim życiu jest wiele hałasu, zatem uciekam do mojej krainy, na Wydmy, stawiam butelkę, patrzę na morze i przelewam by gardło paliło.

    – Krzyczmy razem, niech cienie usłyszą… Może, może się zawstydzą.

    Ustka. 27.4.2015

    __________Część czwarta_________

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko