Agnieszka K. Haas – Na początku było Słowo albo Po co w czasie marnym poeci?*

0
1675
By Donata Lam - Andrzej Lam, CC BY-SA 3.0


Te dwa tytułowe cytaty wydają mi się kluczowe dla próby zdefiniowania roli tłumacza, zwłaszcza tłumacza poezji. Pochodzą one z pierwszej części Fausta Goethego i z elegii Friedricha Hölderlina Chleb i wino, a towarzyszy im dodatkowa motywacja: to dzięki tym utworom dane mi było poznać Profesora Lama, najpierw korespondencyjnie, a później osobiście. Dziękując za zaproszenie na to wyjątkowe jubileuszowe spotkanie, chciałabym opowiedzieć o jego przekładach z literatury niemieckiej.

*

Kiedy Faust zmaga się z przekładem pierwszego zdania Prologu Ewangelii wg św. Jana i stara się oddać je w języku niemieckim, zastępuje Logos innymi słowami: myśl (sens), moc i czyn. Łamiąc chrześcijańską tradycję Logosu, eksponuje znaczenie pojęcia „Tat” (czyn), będącego zwiastunem narodowego mitu Fausta, w którym działanie i dążenie („Streben”) zajmują centralne miejsce. Faust, zwłaszcza część pierwsza tragedii, może poszczycić się w Polsce bardzo bogatą tradycją przekładową. Niemal dwadzieścia tłumaczeń, nie licząc manuskryptów i fragmentów, powstających w mniejszych lub większych odstępach czasowych od 1844 do chwili ukazania się obecnego tłumaczenia – wyłącznie rymowanych.
Przekład bezrymowy odpowiedniego fragmentu brzmi w nowym przekładzie następująco: „Napisano: ‘Na początku było słowo’! Już na tym się potykam! I kto mi pomoże? Nie mogę słowa cenić tak wysoko, inaczej muszę to tłumaczyć, gdy tylko mnie oświeci duch. Napisano: Na początku była myśl. Rozważ ten pierwszy werset dobrze, niech twoje pióro się nie spieszy! Czy naprawdę myśl jest tym, co wszystko rodzi, stwarza? Powinno być: Na początku była moc! Lecz kiedy to zapisuję, od razu coś mnie ostrzega, bym na tym nie poprzestał! Duch mi pomaga! Nagle widzę rozwiązanie i piszę śmiało: Na początku był czyn!”[1]

Faust trudzi się nad tekstem, skrywającym tajemnice stuleci. Podobnie rzecz ma się z tłumaczem literatury – prócz zdolności wyrażania myśli w jednym i drugim języku musi też mieć w sobie pokorę i odwagę, by swój tekst doskonalić, jak to czyni – wbrew wszystkiemu – sam Faust. Musi poszukiwać prawdy o świecie i tekście – jednocześnie.

Dorobek translatorski profesora Andrzeja Lama jest imponujący, ogromny: obejmuje twórczość poetów niemieckich i austriackich, pochodzących z Pomorza i Śląska, dzieła powstałe od średniowiecza do XX wieku. Składają się nań przekłady arcydzieł, na które polski czytelnik czekał bardzo długo. Na przykład na Okręt błaznów Sebastiana Branta – ponad 500 lat, na Parsifala Wolframa von Eschenbach – niemal 800… Andrzej Lam przełożył poezję minnesingerów, Pieśń o Nibelungach, wiersze Anioła Ślązaka, Goethego, Schillera, Klemensa Brentano, Hölderlina, Novalisa, Eichendorffa, Heinego, Mörikego, Georgego, Rilkego, Stadlera, Trakla, Heyma, Benna.

W  artykule pt. Rękopis jako świadek narodzin poetyki,[2] Profesor relacjonuje, w jakim stopniu rękopisy Trakla są świadectwem jego poetyckiego wysiłku, jak wskazują na czynione ręką poety zmiany, niekiedy usuwanie całych fraz, niekiedy dopisywanie całych poetyckich obrazów.
W wierszu Schweigen (Milczenie) nocny krajobraz księżycowy dopełnia widok wierzby bezgłośnie płaczącej nad stawem. Druga strofa, rzec można, zaczyna się od bezpośredniego dotknięcia ludzkiego jestestwa, pojawia się tu bowiem motyw gasnącego, stygnącego serca. Pod względem rytmicznym wers o sercu jest identyczny z tym o wierzbie. Na koniec wznoszą się mgły – i powraca motyw tytułowy: „Schweigen, Schweigen!”

Über den Wäldern schimmert bleich
Der Mond, der uns träumen macht,
Die Weide am dunklen Teich
Weint lautlos in die Nacht.

Ein Herz erlischt – und sacht
Die Nebel fluten und steigen –
Schweigen, Schweigen![3]

W przekładzie melodyjność, osiągnięta przez Trakla także poprzez chwilowe zakłócenie rytmu w jednym tylko wersie („Der Mond, der uns träumen macht”), objawia się w pełnym brzmieniu. Tłumacz odwzorowuje rymy męskie – u Trakla są to: bleich-macht-Teich-Nacht, nadające wierszowi surowe brzmienie, w przekładzie: lśni-śnić-mrok-noc – i tak samo sekwencję rymów żeńskich: steigen-schweigen (cienie-milczenie) – monotonną, wyrażającą może nieskończone trwanie tego milczenia?

Nad lasami blado lśni
Księżyc, co nam każe śnić,
Wierzba tam, gdzie stawu mrok
Cicho płacze w noc.

Serce stygnie – parę chwil,
Mgły już płyną w cienie –
Milczenie, o milczenie![4]

Przeglądając dorobek translatorski Andrzeja Lama możemy natrafić na niezwykłe powiązania pomiędzy tekstami z pozornie niezwiązanych ze sobą epok. Kiedy czytamy wiersze Trakla, w których milczenie wybrzmiewa niczym zapowiedź końca, a noc zamyka w sobie przerażającą rzeczywistość, przypomina się słynne zapytane Hölderlina „po co w czasie marnym poeci”, odnoszone – choćby przez Różewicza – do naznaczonych wojną czasów współczesnych. Lecz zaraz niemiecki poeta uzupełnia to pytanie (a może westchnienie) inną prawdą, przekonaniem o mocy słowa i roli poetów-kapłanów:

Lecz oni są, ty powiadasz, jak Boga wina kapłani,
Którzy od kraju do kraju ciągnęli w świętej tej nocy.[5]

Milczenie Trakla i zwątpienie żyjącego stulecie wcześniej Hölderlina staje się na nowo, tym razem na gruncie polskim, metaforą absolutną, odsłaniającą byt człowieka, który trwa mimo wszystko. Obecna jest ona też u śląskiego poety Anioła Ślązaka (Pieśń CXCIV):  „Zabierz mi nawet samo niebo, / I tak cię kochać będę; / Wymaż z umysłu mego piekło, / I tak ci oddam siebie”.[6] To poetyka braku, milczenia, nieobecności, paradoksu. To poezja pełna nieraz natrętnych powtórzeń. Na tę paralelę między Ślązakiem a Rilkem zwraca uwagę profesor Lam w wywiadzie poświęconym przekładom z Rilkego. Fragment Księgi godzin Rilkego, przekładanej w Polsce kilkakrotnie, ma taki właśnie antytetyczny charakter: „Lösch mir die Augen aus: ich kann dich sehn / wirf mir die Ohren zu: ich kann dich hören”.[7] Antytetyczność widzenia i niewidzenia, słyszenia i niesłyszenia nakazuje w przekładzie surowość stylu, nie ma tu miejsca na ornamenty: „Zgaś moje oczy: będę widział ciebie, / zatrzaśnij uszy: będę ciebie słyszał”. Tylko wtedy echa dawnej poezji – przetwarzanej w „czasie marnym” – mają szansę wybrzmieć. Oba przykłady pokazują też, jak cienka jest granica pomiędzy opiewaną przez Anioła Ślązaka mistyczną miłością do Boga a miłością i skrywającą się za jej poetyckim wyrazem erotyką u Rilkego.
Przekładaniu poezji towarzyszy filologiczna dbałość o formę, o komentarz, przypis, który dla odbiorcy jest nieocenionym źródłem wiedzy i dodatkowych odniesień. We wspomnianym wywiadzie tłumacz wspomniał o poszukiwaniu muzyczności frazy Rilkego, dość kapryśnej, zmieniającej rejestry – a wydaje się to odnosić i do innych przekładów: „Taka klarowna fraza przychodzi czasem nie wiadomo skąd, innym razem trzeba podejmować dziesiątki prób, tak jak nie do uchwycenia jest granica między spontaniczną iluminacją i żmudną pracą analityczno-eksperymentalną. A potem wyłania się kolejna granica: między jasnością tekstu i taką zagadką, która nie zniechęcając nadmierną komplikacją, zaciekawia i pobudza do odsłonięcia. Tylko wyjątkowo znaczenie oryginału jest tak ciemne, nawet dla niemieckich komentatorów, że nie pozostaje nic innego, jak zachować równy stopień ciemności. W życiu też się to przecież zdarza.”[8]
Bardzo ucieszył mnie fakt wydania II części Fausta. Tłumacz – jak to bywa w zwyczaju – nie opowiedział jednak o trudach przekładu, ograniczył się do jednego zdania: „Publikowany uprzednio przekład części pierwszej został ponownie przejrzany i wraz z częścią drugą przeczytany wspólnie z Donatą, żoną i redaktorką”. Dlaczego tylko to jedno zdanie?
Mimowolnie oddaje ono charakter jego pracy: pokorę i wierność wobec tekstu, który jest niczym work in progress, pozostawia miejsca do wypełnienia i nie rości sobie prawa do doskonałej, raz na zawsze ukończonej całości. I ta nadzwyczajna skromność. Dbałość o tekst prymarny, jego odczytanie z całą filologiczną dbałością o detal i kontekst, to atut tej twórczości translatorskiej.
Trzeba wiedzieć, kiedy od mowy wiązanej odejść. Niektórzy tłumacze próbowali przekładać prozą wiersze, np. niemieckich ekspresjonistów. Fausta przełożyć prozą przed Andrzejem Lamem nie odważył się nikt. A Faust prozą zyskał tak wiele, uwalniając się po latach rymotwórczych prób z gorsetu – jeśli nie jambu, to madrygałowego wiersza, średniowiecznego knittelwersu, aleksandrynu (i ich dość ułomnych polskich odpowiedników)[9]. Tłumacz pozostawił jednak poetycką formę pięknych partii lirycznych tego arcydzieła.
Trzeba także wiedzieć, kiedy rytm wiersza i jego męskie kadencje zachować. Dzieje się tak zwłaszcza w wierszach, które w świadomości odbiorcy istnieją także jako pieśni. Tak się stało z romantycznymi pieśniami Franciszka Schuberta.
Dla germanisty – ale i dla historyka muzyki – najważniejsza wydaje się ballada Der Erlkönig (Król olch), pieśń romantyka Schuberta do słów Goethego – nie-romantyka. To ballada utrzymana w nastroju okresu „burzy i naporu”, która łączy cechy irracjonalizmu magicznego, fascynacji naturą i jej demonicznym charakterem, z rozsądkiem. Dialogowy charakter utworu zaznacza się w muzycznej frazie: najpierw przymilny, a potem natrętny i przykry sposób mówienia króla olch współgra doskonale z muzyką. Budowa stroficzna w przekładzie aabb, rymy męskie – pozwoliłyby nawet wykonać ten utwór w przekładzie Profesora do muzyki Schuberta. Rytm w wierszu Goethe potraktował swobodnie, bawił się nim, eksperymentował, nawet dziś badacze mają kłopot z ustaleniem, jaka stopa metryczna została tu użyta, ale wiadomo na pewno, że punkt kulminacyjny to słowa króla olch: „Ich liebe dich, mich reizt deine schöne Gestalt; Und bist du nicht willig, so brauch’ ich Gewalt”[10] – muzyka Schuberta oddaje to genialnie. W przekładzie to nagromadzenie obok siebie akcentów brzmi tak: „Ja kocham cię, postać pociąga mnie twa; i siłą cię wezmę, gdy iść nie chcesz sam” – kumulacja akcentów, i w oryginale, i w przekładzie, przekonuje – także poprzez swoje brzmienie – jaką postacią jest król olch.
Wiersz Ludwiga Rellstaba Ständchen (Serenada), do której Schubert skomponował muzykę, należy do najbardziej popularnych jego pieśni. Bliskość rytmiki oryginału i przekładu może zdumiewać, dlatego warto je porównać:

Leise flehen meine Lieder
Durch die Nacht zu Dir;
In den stillen Hain hernieder,
Liebchen, komm’ zu mir!
Flüsternd schlanke Wipfel rauschen
In des Mondes Licht;
Des Verräters feindlich Lauschen
Fürchte, Holde, nicht.[11]
Cicho płyną moje pieśni
Do ciebie przez noc.
W cichy gaik pod okienko,
Miła, do mnie zstąp!
Szepcząc szumią drzew korony
W księżycowy blask
Zdrajcy szeptów wiarołomnych
Nie bój się już tak.[12]

Na koniec chciałabym wspomnieć raz jeszcze o Hölderlinie. Także w przekładaniu tego poety Andrzej Lam okazał się odważnym tłumaczem, przełożył bowiem nie tylko jego wielkie elegie i ody, ale także twórczość młodzieńczą, niezauważaną lub lekceważąco pomijaną nawet przez niemieckich germanistów. Polska recepcja Hölderlina stała się dzięki temu zadaniem do wypełnienia, sama wypełniając jednocześnie potężną lukę przekładową. Poezja Hölderlina – dla Stefana George, Rilkego, Trakla inspirująca i realizująca się w ich życiu w „czasie marnym”, zmusza do innego rozumienia poezji niemieckiej, jej formy i treści, trudnego do oddania rytmu i jego znaczenia dla interpretacji. Hölderlin odtwarza metrum antyczne, ale wyraża poprzez nie treści na wskroś aktualne – nie tyle dla odbiorcy żyjącego w jego czasach, bo na zrozumienie tego nie liczył, ile dla przyszłych pokoleń, z myślą o których pisał.
Przyszłych pokoleń, ale i współczesnych odbiorców: tego należałoby życzyć Profesorowi. Oby książki trafiły do odbiorcy, który żyjąc w czasie przez Hölderlina nazwanym „dürftige Zeit” – czasem „marnym”, choć nie tyle pojmowanym katastroficznie, ile profetycznie, w czasie czekającym na wypełnienie – bardzo ich potrzebuje.
——————–

*Odczyt wygłoszony z okazji 90. urodzin Profesora Andrzeja Lama w Niedzielnym Salonie Literackim, Klub Księgarza, Warszawa, 8 grudnia 2019


[1] Goethe. Faust. Tragedii część pierwsza i druga. Przełożył, posłowiem opatrzył i ryciny dobrał Andrzej Lam. Warszawa: Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR 2019, s. 34.

[2] Andrzej Lam, Rękopis jako świadek narodzin poetyki. Na przykładzie poezji Georga Trakla. W: A. Lam, Inne widzenie. Studia o poezji polskiej i niemieckiej. Warszawa: Dom Wydawniczy Elipsa, s. 85–93.

[3] Georg Trakl, Schweigen (1909). URL: https://www.textlog.de/19363.html [dostęp 6.12.2019]

[4] Georg Trakl, Milczenie. W: Ciemne źródła. Niemiecka poezja klasyczna. Antologia prywatna. Wybrał i przełożył Andrzej Lam. Warszawa: Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR 2018, s. 396.

[5] Friedrich Hölderlin, Chleb i wino. W: Ciemne źródła…, s. 188.

[6] Cyt. za: O przekładach. Rozmowa z prof. Andrzejem Lamem, tłumaczem licznych zbiorów poetyckich Rilkego (m.in. Księgi godzin, Księgi obrazów, Poezji nowych, a ostatnio także Elegii duinejskich i Sonetów do Orfeusza). Rozmawia Dariusz Guzik. URL:http://rilke.pl/o-przekladach [dostęp 6.12.2019].

[7] Rainer Maria Rilke, Das Buch von der Pilgerschaft. W: R.M. Rilke, Sämtliche Werke. Bd. 1, Wiesbaden/Frankfurt a. M. 1955–1966, s. 312.

[8] O przekładach. Rozmowa z prof. Andrzejem Lamem…, op.cit.

[9] Zob. Agnieszka K. Haas, Polskie przekłady “Fausta I” Goethego : próba krytyki i zarys recepcji w Polsce. Gdańsk 2005.

[10] Johann Wolfgang von Goethe, Der Erlkönig. W: J. W. Goethe, Poetische Werke. Bd. 1, Berliner Ausgabe. Berlin 1960, s. 116.

[11] Ludwig Rellstab, Ständchen. URL: https://www.gedichte-lyrik-online.de/rellstab_ludwig-gedicht_3380-staendchen.html [5.12.2019].

[12] Ludwig Rellstab, Serenada. W: Ciemne źródła…, s. 290.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko