Marek Płoszczyński – wiersze

0
474

***

Marmur i granit –
W nowym Milenium
spadł popyt na gładkie
cena granitu zrównała się
z ceną marmuru.
Masywne i szorstkie
budzi wiarę w przetrwanie
nieskazitelne – w nieśmiertelność.
Ściany lustrzanych fasad
w zderzeniu z betonem –
w nowym Milenium
zbudzona pokora
spogląda w wieki średnie.

***

Zbyt długo już nas oślepia
lejąca się z nieba jasność
i trwa konkwista miast
do granic ciemności.
Królestwa światła
nie znoszą sprzeciwu;
tylko noc czasami
uchyla zasłony
na wykluczony
byt bez granic.

***

Wolność – stara ułuda świata
choć rodem z innej planety
wciąż jest wysoko w cenie.
Najczęściej pochodzi z odzysku
i trwa możliwie najkrócej
bo za nią już czeka znużona
codzienna wolność wyborów:
między tym, co wolno, a nie
nowym autem, a spłatą kredytu
lub ta, z nadania co cztery lata
bo przecież zawsze jest czas
na nie – byle by nie za późno.
Jest wreszcie i ta najdroższa
wolność za cenę wyrzeczeń
która kosztuje najwięcej.
Więc nie dziwi nikogo
że jest na wszystkich ustach
wzywana nadaremnie.

***

Jam częścią twojego obłoku
bez Ciebie, który mnie trzymasz
w objęciu i żywisz promieniem
byłabym skałą lodu pędzącą bez celu
a tak, dla Ciebie rodzę, ożywam
i nie zapominam niczego
co kiedy bądź nas łączyło.
Wiem, że dni moje są policzone
lecz dla ludzi wciąż jestem wieczna
choć są i tacy, co już w to nie wierzą.
Ra, miły mój, złotoloki –
kto będzie Cię sławił jak ja
chylił wody o zmierzchu
ścielił łąki o świcie
gdy wyschnie me łono
a płomień spali mą twarz?

***

Spotkałem cię po sześciu latach –
tyle już czasu się rozlało
między Ciebie, a Twoją żałobę.
Miałaś na sobie popielatą suknię
prostą i elegancką, jak zwykle
i uśmiechem zbyłaś komplement.
Wtedy to właśnie ujrzałem
błysk szarości w Twych oczach –
tam czerń też płowieje.

***

Mówią – pisz o miłości
co rumieniem flamingów
spływa na śnieżne pola
rozkwita w ogrodach Alhambry
jakby chcieli usłyszeć
starą pieśń zakochanych
a nie miłości szukać
w spojrzeniach nieśmiałych
które chcą ją odnaleźć
zatrzymać jej postać
nie dotykając –
kruchą, ulotną
lecz wierną jak cień
wśród tylu śladów.

– A. I –
Zrodzone z krwi naszej i myśli – ono
Homunculus z wyciagniętą dłonią-
Nie daj sie zwieść na pokuszenie
ale nas zbaw od złego. Amen.

– Chagall –
Trzymali się za ręce
śniąc nad uśpionym miastem.
Ona w ślubnej sukience
z naręczem bzu w długich rękach
ulatywała jak obłok
unosząc go w lila indygo
gdzie już otwierało się niebo
i niosła Pieśń nad pieśniami.
On, w czarnym ubraniu
z rozwianymi włosami
sięgał krzyży i kopuł.
A świat wirował im wokół
i w mądrych oczach bydlęcych
szkliło się wniebowzięcie
Beli i Marka Chagall
nad porzuconym Witebskiem.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko