Marek Piechocki – wiersze

0
120

Z cyklu „Przychodzę do ciebie”

Przychodzę do ciebie z poematem symfonicznym
 Finlandia Jeana Sibeliusa
 bo chciałbym żeby było jak w Kalevali

Ośnieżone przestrzenie
Leminenkainen powozi
mkniemy na północ

Czeka Pani na Pohjoli

Pod okapami suszone ryby
ogień w saunie

Po drugiej stronie zamarzniętego jeziora światełko
ktoś tam czuwa

Jak my teraz
przy tym zapalonym ognisku
wtuleni w ciszę

Przychodzę do ciebie z krakowskimi klezmerami

Oczywiście nie wiem czy są Żydami

Rozpoznaję wiele melodii
spośród nich najbardziej te z repertuaru André Ochodlo

Byłem na jego koncertach mam płyty
słucham bo lubię tę muzykę

Moja Mama pamięta czasy kiedy w Jej miasteczku
sąsiadami byli Polacy Żydzi Niemcy
W 1939 roku wszystko runęło
przyjaźnie znajomości sąsiadowanie zabawy w teatr

Nie nie przypomina sobie by któryś z Jej żydowskich kolegów
grał na skrzypcach lub klarnecie

Pan Joel Salomoński sąsiad zza ściany trudnił się ubojem
drobnych zwierząt
Rabinem był Ezdrasz Sztaiberg a jego córka Hania była
rówieśniczką Mamy
Pani Herta niezwykle piękna kobieta mieszkała obok synagogi

Słucham klezmerów krakowska ulica tętni życiem
a ja myślę o wywiezionych odkrytymi lorami
we wrześniu 1939
myślę o Melanii Fogelbaum
zadaję sobie pytanie
czy kołysze Ją daleka senna Waikiki  jak marzyła w swoich wierszach

Przychodzę do ciebie z muzyką Franciszka Schuberta
 
bo jakże mi współczująco dzisiaj

…Krótkowzroczny, o niezgrabnym wyglądzie
dla swojego wzrostu nazywany Grzybkiem.
Nieśmiały, małomówny. Ożywiony, nieoceniony
tylko wtedy gdy siadał do fortepianu i grał do tańca
śpiewu

– zwłaszcza kiedy ona obok – sopranistka Teresa Grob

To dla niej partie Mszy F – dur
pieśni
arcydzieła zrodzone z miłości

A mógł być przy niej tylko w czas kiedy próby
kiedy koncert

Wykradanie chwil szczęścia
wzajemności uśmiechów dotyków dłoni

W 1820 koniec marzeń Franciszka
Teresę wydano za Johanna Bergmana – piekarza

Kroniki milczą o jej występach po ślubie

(może śpiewała czwórce swoich dzieci?)


ZAUWAŻENIA

15 stycznia 2022

Teraz w wakepark cisza
Srebrzą się łuski jeziora

Za nim drzewa domy wieża kościoła

Krzyż rozdziela styczniowe chmury


Gęsi nad osiedlem piaski

Księżyc w pełni

Głośne rozmowy w kluczu ptaków

Słuchałem ich ja mój pies
I cisza betonowego osiedla


W samo południe

Ścieżka na skarpie
W dole polodowcowe jezioro

Ponad dwa kilometry spaceru
Po jego wschodniej stronie
Drzewa krzewy wiewiórka ptaki

Na zachodniej wieś szosa
 
Stłumiony listowiem hałas

Wyławiam dźwięk sygnaturki
Głosi anioł pański

W Rzymie papież  wychodzi do okna


Las

Jeszcze jest

„Leśna gospodarka”
Pobojowiska nowych polan

Harvester

Chrzęst jadącej maszyny

Szczęki chwytają pień
Wysuwa się piła
Odcina drzewo od korzeni
Maszyna obraca je z pionu w poziom
Tnie na kilkumetrowe odcinki
I układa na ciężarówce

Na ściółce zostaje korona

Do niej przystępują pilarze


Miasto

Jego centrum

Tumult zabieganie
Sunące kawalkady samochodów

Harmider regulowany
Czerwone pomarańczowe zielone

Obłęd pośpiechu klaksony

A obok ze średniowiecznej cegły
Pełen spokoju monolit katedry


Jak Tam

Brzęczą obce samoloty na naszym niebie
Już nawet warkot ratunkowego helikoptera budzi strach…


Zygmunt Marek Piechocki. Rocznik 1947. Lubuszanin, sercem (po Rodzicach),Wielkopolanin. Z wykształcenia technik ekonomista, z wyboru zawodowy kierowca. Obecnie na emeryturze. Kiedy jesienią 2012 roku dostawał Nagrodę Kulturalną Prezydenta Miasta Gorzowa Wielkopolskiego, powiedziano o nim: „Poeta, felietonista, animator kultury, wydawca książek, propagator muzyki tzw. poważnej, zwłaszcza Fryderyka Chopina. Niezwiązany zawodowo z żadną instytucją kultury”.

Wydał kilkanaście tomików poetyckich. Za swój sukces uważa odczytanie rękopisów żydowskiej poetki Melanii Fogelbaum. Odnalezione, tuż po wojnie, w gruzach łódzkiego getta doczekały się po bez mała siedemdziesięciu latach wydania książkowego, do którego doprowadził wraz z drukarnią SONAR w Gorzowie Wielkopolskim.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko