Waldemar Jagliński – wiersze

0
147
Filip Wrocławski
Filip Wrocławski


bez tytułu

życie pędzi wciąż w swoim spektaklu
a główną rolę odgrywa Pan C

od prawoskrętnych szarych nizin
aż po wysokie góry dostatku
trwa rewia kamuflażu
zasilana miedzianym brzękiem
defilada rozkładu i absurdu
z policzkiem dla przedwiecznej tęczy
i z filarowym festynem spienionej melaminy

życie pędzi wciąż w swoim spektaklu  

                                                        tom: NATURA


CZAS CIEMNOŚCI II

Za oknem naszego świata,
za białą granicą parapetu,
na którym postawiłem portret
wnuczki Michasi
rozciąga się nowa przepaść.

Na jej stromych ścianach
i na tęczowym dnie
wiszą i stoją przebierańcy.

Wychodząc z domu
musimy uzbrajać się
w twarzowe tekstylne tarcze
stosowane przeciw Panu C- 19.
Spadamy w codzienność,
a potem wczepiamy się mocno
w oślizgłe, szare ściany
i zmierzając mozolnie ku górze
półgębkiem dołączamy do maskarady.  


JESZCZE II

w dwuwymiarowych dniach
pośród stroszenia barwnych karoserii
róże wciąż nie zrzuciły szlachetności
chociaż Sztuka często jest daleka
jak załogowa wyprawa na Marsa
a niejedna domorosła Mona Lisa
 rozłożona jest jedynie
na topolowej desce

w dwuwymiarowych dniach
gdzie pięciominutowe tuzy –
Pieta jeszcze zbiera aplauz
a kardynał Wyszyński 
nie jest wyznawcą Mahometa

                                                              tom: NATURA


a jeśli Michał II

któregoś jasnego dnia
z przejrzystego nieba
może spaść skrzydlaty
złoty miecz –
młot na utracjuszy

                                               tom: HORYZONTY


KONTYNUACJE

                              I
A więc przybywamy ze starych spojrzeń,
z kadrów hołdujących światom ojców
gdzie Tradycja zajmowała zawsze
najwyższy stopień na scenie.  
My, epigoni sepii i wierni
słudzy konwenansów.  
                               II
A więc jesteśmy niewolnikami Nowiny.
Ona – relacja z codziennego szkła
ubrana w kwiecistą mowę.
                               III
A więc zmierzamy do nowych fantasmagorii
gloryfikując wciąż skórę i lapsus.
Jajogłowi nierzadko spadają z Księżyca,
a Pan Kowid obleczony w banknoty
zjada kolejne dusze.

                                                          tom: NATURA

                                                 
WRZESIEŃ ALBO OGRODY

Następny koniec świata
nadchodzi z żółtymi mackami
Niezwyciężonego SC2.
Głodne wciąż ramiona
wiją się prężnie wokół kuli
zastępującej teraz koronę
Tęczowego Drzewa Życia.
Homo sapiens jak zeschłe liście
zajmuje miejsce wokół pnia,
który chciał wystrzelić do gwiazd.
Gatunek porusza się ospale
i szuka jeszcze zieleni –
bramy do dawnych Ogrodów.

                                                           tom: NATURA

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko