Wiersze tygodnia – ­Urszula Małgorzata Benka

0
283
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

KSIĘŻYC SIĘ POKŁÓCIŁ Z JAJKIEM

W piekle
Jesteś jak w lustrzanej kuli Orfeuszu
Ścieżka twojej ucieczki
Ślizga się po powierzchni
Jak mucha po zamkniętym oknie
Uciekasz, wleczesz się zmęczony
I tylko śluz zostawiasz
I twój obraz coraz bardziej zaćmiony

W piekle
Jesteś Psyche posłuszna
To co ci przykazano, wykonujesz
A zadanie polega na okradaniu
Bogini zmartwychwstania z nieśmiertelności
Tylko mały flakonik – myślisz sobie
I czyż w piekle można jeszcze zgrzeszyć?
Czy w sytuacji ostatecznej można zgrzeszyć?
Czy ubędzie coś tym pławiącym się w bezmiarze życia
Kiedy my żywe trupy
Tak rozpaczliwie chcemy kochać?

W piekle
Nadal zabijasz Odyseuszu
Nadal przywabisz filozofów
Szukasz porad i prognoz
Jakby cała twoja odyseja nie potrafiła cię zachwycić
Jakby wszystkie symbole po drodze były dla ciebie nieme
Niewidzialne
Jakby liczył się tylko koniec
Tylko kres

W piekle
Wciąż wybaczasz Zbawicielu
Chcesz do nieba brać
Idiotów nikczemników nieszczęśników z przetrąconym kręgosłupem
Zimne kurwy i Syzyfów z ich syzyfową zażyłością ze świętością
Z ich syzyfowym przejrzeniem na wskroś
Marności świętości

Moja siostra Psyche pijana
Chłepcze eliksir nieśmiertelności
Na swoim dnie bez Erosa

W piekle
Oglądasz Dante struktury zła
Obracasz  słowa – artefakty zła
Straszne okręty- widma gnane lodowatym wiatrem
Odkrywasz patronkę żeglarzy: Afrodytę
I kochasz lubisz miłujesz Beatrycze
Im gwałtowniej maszynownie okrętów pracują
Tym słodsze spojrzenia
Erosa-kapitana
Erosa-cienia

Oj, Dante, mało ci było piekła i miłości
Chciałeś doznać jeszcze drugiej strony
Doznać chciałeś jeszcze ich odwrotności
Po kręgach piekielnych czyśćcowych
W kółko
Biegniesz za niebem jak za jaskółką
A niebo ulatuje w niebo
A ty na metafizycznym szczycie
Stoisz z ręką tkliwie wyciągniętą

Oj, Dante
Spotkałeś swoją panią serca kiedy miała roczek
Pokazała się pośród irysów
Kielichy fioletowe
W każdym piekła sprężone
Cyprysów czerń nad wami dwojgiem sprężona
Spirale gwiazd i wiatrów sprężone
I słowo za słowem jak okręt za okrętem
Płynie w bramę gdzie nadziei już nie ma
I gdzie idzie się już z mitem-przewodnikiem jak z psem
Na smyczy ślepca

Oj, Panie Jezu miły
Złożony do kościelnej mogiły
Cały w kwiatkach wiosennych w babim wianku
Śpiewnym rozmodleniu pod koralami czerwonymi pod białymi bluzkami
Kwiecistymi spódnicami
W wieńcu koszyków z pisanką plackiem drożdżowym ćwikłą chlebem i kiełbasą
Piękny ciałem a duchem
Obezwładniasz Kostuchę

Ej, Jezuniu, w piekle Kostucha ciebie słucha
Jak ta suka
Węszy niucha śladu ducha
Diabliska jedne w strachu umykają
Inne się ze śmiechu zataczają
Dusze wolno puszczają
Cuda cuda powiadają

Ej, Jezuniu
Coś ty zadał śmierci-siostrze temu skąpiradłu
Że kocioł za kotłem ci opróżnia
Tak posłuszna
Tak powolna w zbawiennym wyzwalaniu
Jakby sama wyzwolona z konwenansów
Z rozumu obrana
Aż do szpiku kości
Nie masz granic twojej czarowności?

Ej, Psyche, Psyche
Leżysz, Cerber cię obwąchuje, poszczekuje
Eros czemuś nie na twój płacz a dopiero na jego szczekanie
Przed dziurą do piekła przystanie

Piekło jest wszędzie
Gdzie nie pójdziesz ono: a kuku!
Piekło-kukułka

Ej, piekło
Swoje jaja kukułcze miedzy pisankami wtykasz
Moja kwoka wewnętrzna musi je teraz wysiadywać
Musi potem patrzeć jak wypada na ziemię
Chleb i sól
Jak butelka wina się toczy i – bbbuch!
Skoro wszędzie to wszędzie
Tylko tego brakowało
Żeby jakieś jajo między hostie się dostało

Oj, kwoko moja biedna
Wysiadujesz jaja piekła
Twoje własne złote rozbite
Płyną przez ulicę
Może tymi piekielnymi zabawmy się i my
I niech teraz piekło łyka łzy
I niech kuka żałośnie kuku kuku  gdy kot-Jezus się skrada
Dopaść ptaka

Oj, piekło, po co ty tak jesteś
Nikt na świat się nie prosi
Trwałoś sobie niewinnie w nieistnieniu
Zachwycone najpiękniejszym aniołem
A ziemi jeszcze nie było ani śmierci
Ani szatana ani poezji

Oj, obcy byłeś, Dante w piekle i nieswój
Obcy zawsze łypie okiem ślinę przełyka a nie czuje
Ty informacje gromadziłeś w jakimś buchalterskim bezrozumie
I sensacje
I rangę sobie za to kupiłeś i zyski księgarskie
I bardzo dobrze
Księgarz dzisiaj woli angielski niż toskański
i zobacz jak absurdy szaleją:
W niebie potem byłeś a pożegnany raz na zawsze z nadzieją

Toczysz się piekło jak piłka
Wpadasz w serca jak do kotłów
W ciekły azot we wrzątek
Zmarznięte poparzone
Daj się Zbawcy przytulić
Nic ci nie ubędzie
W niebie niebieskie psy zbawienia
Wyliżą ci rany

A ty Dante
Też jak piłka się potoczyłeś
Po kręgach piekielnych po czyśćcowych po niebiańskich
Po całej zrozpaczonej wyobraźni
Kochanka a nie amanta
Z Afrodyty łask została ledwo pianka
Piekło poznałeś bez wybaczenia
Niebo bez spełnienia

Oj, niebo, niebo niebożę
Bez Amora bez Kupały
Same tylko Gracje stare panny
Beatryczę uszczęśliwiały
Oj dziurawe ty niebo, dziurawe
Jak się przyjrzeć same czarne dziury
Po Priapie po Baubo po Merkurym
A z Wenus została tylko obca planeta
Niegościnna dla człeka

Nagich małp bez liku
W piekle i w niebie i w czyśćcu
Jedna taka naga małpa zakochana
Przemierzyła wszystkie owe zakrętasy niepojęte
I wróciła z pustką w rękach

Jezuniu ty niebożę
Skoroś do piekieł wszedł a piekło to piłka
Toczysz się, podlatujesz i ty
Trochę w zgrozie trochę w śmiechu
Jednak ulga
W niebie święta pustka
Na ziemi idioci nagie małpy
A tu jak w lunaparku

Toczysz się jak kulka po ziemskiej kuli
Coraz inną postać pokazujesz coraz to ktoś inny cię przytuli
Atahualpa Inka w tobie się skąpał w przedśmiertnym chrzcie
Toporami ścinani Sasi otrzymywali ciosy łaski
Swedenborg cię poczuł kopniakiem niekochania od ukochanej
Nietzsche od bata po szkapie steranej
Leśmian od garbu
A Tereska że żadnego znaku nie dostała
Po drogach tedy wielkich i maciupkich
Po katedrach i po garkuchniach
Przez gazowe komory i szkółki niedzielne
I jeszcze to niepojęte
Z Apollem Dwunastym aż na Księżyc

Kula ziemska jak boże jajo
Kokosz boża ją wysiaduje
W otchłani kosmosu
Wielka kokosz theotokos
Zad ma cieplutki przytulny
I ma czas miliardy lat
Aż coś się wykluje

Takiś ciekaw czytelniku po co ziemia, po co niebo
Po co na co dlaczego
Posłuchaj bywalca Danta Alighierii
Komedii

Bywalcze Dante przemierzasz piekło i niebo
Za kobietą
Za podwiką Beatryczą
Cudzą żoną
jakbyś był
Wstyd rzec Casanovą

Oj, piękny aniele aniołeczku będziesz jeszcze
Zbawiony w swoim piekle
I słowo złym duchem się stanie narodzi się w bracie szatanie
I smoczątka i żmije i bazyliszki
Będą mu śpiewać u kołyski
I cienie królewskie z kurhanów przybędą
Ze skarbami
I uklękną razem z gadzinami

Oj Hermesie co za każdym jednym w piekło włazisz
Żeby z bogiem nabierał odwagi
I nie cofnął się przed Psem
I odpowiedział śmiało: – Wiem.
O Hermesie co w każde słowo jak w okręt
Dmiesz znaczeniem
Tak że po niebie płyną całe mądrości obłoczki i chmurzyska
Ty z bliska
Ty Afrodyty kochanek
Układasz ciała miłosne tak jak ścieżki
W znaki zapytania

A kuku piekło
Tu jajeczko tu jajeczko
To ja ciebie młoteczkiem
Popłyniesz ze skorupek lepką jajecznicą
Zapaćkasz posklejasz co ci się nawinie
Kwiaty z sercem księżyc z poezją
Boga z bogami z poezją w kleistego zlepieńca
Anioły ze śmietnikiem
Noworodka z umrzykiem
Zmrok ze świtem

Ze złem walczyłeś Heraklesie wielki
Potworności brałeś w ramiona
Obrzydlistwa w metafory
A z piekła jak ze skarbonki
Tylko nienormalnego Psa przyjąłeś

Oj piekło takie dzisiaj jakieś nienormalne
Plama ropy i ugrzęzłe w niej śmieszki
Głębia morska i okrętów niej zardzewiałe bebechy
I jak blizna zarastasz nas dookoła
Albo jak błonka ozonowa
Gdzie palcami tknę – tylko ty
Czy na dyskotece czy w bibliotece
Czy w szpitalu czy w raju

Nie był raj rajem
Pókiś się wężyku nie wwinął
A ziemia ziemią być przestanie
Gdy już ciebie nie stanie

Mówisz Orfeuszu brzuchem w trawie
Oj brzuchomówco żartownisiu
Że tak cię porwała Święta Oczywistość
Ta od rozwiązanego labiryntu
Żołądkiem porwanym przez orlika
Mówisz że porwała cię w gwiazdy
A łokciem w zębach wilka
Że misteria gwiżdżą na cywilizację
A palcami co strun dotykały
Filozofię wytykasz
Oj, Orfeuszu kompletnie porwany

I w kółko razem
Jajka malowane i niemalowane
Skoczne kropidła i baby zapłakane
I dziewuszki śmieszki przy śmigusie
I kawałki po Orfeuszu
I pośladki rozśpiewane i alleluja
I zdechła w suchym błocie szczeżuja
I świnie i księżyce
I śmierć i życie

Oj kółeczko graniaste
Nieruchome a rozlazłe
Jajowate trójkąty
Tańcują piekła urwipołty
I kosmosy obwiesie
I flaki orfejskie
I komunie przenajświętsze


Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko