Mikołaj Melanowicz – Lektury obowiązkowe: Kazuo Ishiguro i Abe Kōbō

0
66

Kazuo Ishiguro, laureat Nagrody Literackiej Nobla, urodzony w Nagasaki, autor Malarza ułudy, U schyłku dnia i Pejzażu w kolorze sepii wydał w 1995 roku najdłuższą — jak dotąd — swą powieść pt. The Unconsoled, przełożoną na język polski pt. Niepocieszony. Czytając ją odniosłem wrażenie, że skądś już znam ten rodzaj wizji świata powieściowego. Niełatwo jednak uzasadnić to wrażenie.

Przedzierając się przez kręte labirynty (zob. recenzja Jerzego Jarniewicza w „Gazecie Wyborczej”, 8 kwietnia 1997) onirycznej wizji byłem coraz bardziej przekonany, że najbliższą tej powieści wizję labiryntów egzystencji stworzył Abe Kōbō w ostatnich powieściach, poczynając od Schadzki a kończąc na Notatniku kangurowym (1991). Krytycy Ishiguro sugerują, że Niepocieszony „wyrasta z fascynacji pisarza literaturą »obcą« w dwojakim sensie kulturowym (wzorcem jest tu proza Borgesa, Kafki, Calvino) oraz estetycznym, gdyż Ishiguro odchodzi w niej od dominującego nurtu prozy psychologiczno-obyczajowej” (Jerzy Jarniewicz. op. cit.). Być może tak. Inshiguro był i jest bardzo pilnym studentem, niezwykle wrażliwym czytelnikiem najważniejszych osiągnięć twórców nowoczesnych technik powieściopisarskich. Uczył się też pisania powieści  (creative writing) w University of East Anglia. Predyspozycje i talent wyszlifował w angielskich szkołach, opanował obcą mowę, podobnie jak Joseph Conrad, do którego bywa porównywany. Czy jednak czytał utwory Abe Kōbō — nie wiem. Zresztą podobieństwa można dostrzec dopiero w Niepocieszonym, który wpisuje się do bliżej nieokreślonego nurtu twórczości, nazywanego postmodernizmem.

W rozmowie z Ōe Kanzaburō („The Novelist in Today’s World”, „The Japan Foundation Newsletter”, XVII/4) Kazuo Ishiguro powiedział, że został zmuszony pisać w sposób międzynarodowy, ponieważ jego wiedza o Japonii była bardzo skromna. Anglia natomiast nie była jego rodzinnym krajem, więc krytycy nazywają go pisarzem bezdomnym, piszącym o tym, co go najbardziej dręczy i martwi. A jeśli już pisał o kraju dzieciństwa, to raczej jako o kraju z wyobraźni, ponieważ obchodziło go tworzenie własnego świata, a nie kopiowanie powierzchni rzeczywistości. Abe Kōbō — mimo jego stałej obecności w rodzimej Japonii — stał się pisarzem bez ojczyzny, zaludniającym swe wizje wielu postaciami bezimiennymi, przezroczystymi i bez właściwości. Nawet główni bohaterowie Schadzki czy Kangurowego notatnika są bliscy stanu apatii. Ishiguro robi krok dalej — pozbawia bohatera mowy, tzn. pozostawia mu potencję mowy, ale nie wykorzystaną do końca powieści. Choć bohater o nazwisku Ryder w powieści istnieje, to jednak tylko jako niewypełniona ciałem — a być może i duchem — abstrakcyjna idea. Nie potrafi — czy nie chce — zadać choćby jednego pytania, mimo że wokół niego dzieją się zaskakujące rzeczy. Właśnie rzeczy, których on jest częścią, martwą częścią. Swą apatią irytuje czytelnika.

A czy nie irytuje czytelnika bohater w Schadzce, czy Kangurowym notatniku? O bohaterze i narratorze dowiadujemy się nieco tylko w konfrontacji z innymi postaciami. Dzięki niej zaczyna się coś wyjaśniać: konkretyzują się oznaki umożliwiające określenie świata i zdarzeń. Ale nim do tego dochodzi, pojawiają się deus ex machina następne wydarzenia, które całkowicie rujnują świat kształtujący się w wyobraźni czytelnika. Poszukuję — jako czytelnik — sensu zdarzeń, ich logicznych powiązań w tej powieści, jak i we wspomnianych utworach Abe Kōbō. I nie znajduję ich. U Abe narrator jeszcze wątpi, zadaje pytania, natomiast w Niepocieszonym nie ma śladu wątpliwości, a więc i prób wyjaśnienia pierwotnego i zmienionego planu jego działania, przewidzianego przez tajemniczych sponsorów koncertu Rydera, światowej stawy muzyka, który przybywa do anonimowego miasta w Niemczech na koncert w filharmonii.

Ryder z czasem zrozumiał, że oczekuje się od niego zupełnie czego innego niż sądził. Korzystając z zaproszenia do udziału w jakimś ważnym dla miasta koncercie trafia do wrogiego świata, w którym musi się poruszać w zamkniętych przestrzeniach, krętych ulicach zazwyczaj wyprowadzających go na tajemnicze przedmieścia. Spotyka ludzi, którzy go znają albo też on ich kiedyś znał, w tym również członków domniemanej rodziny. Tajemnicze są jednak jego stosunki rodzinne.

Okazuje się ni stąd, ni zowąd, że odnajduje się w tym labiryncie jego żona i syn, których opuścił; byli tu też rodzice, którzy jakoby mieli przyjechać na jego koncert muzyki nowoczesnej, ale ktoś inny miał ich witać, więc do końca nie wiadomo, czy przyjechali, czy też nie. Wszyscy mają tu kłopoty z pamięcią. Wydaje im się, że pamiętają jego rodziców sprzed kilkunastu lat. Głównym rozmówcą na ostatnich stronach powieści jest tajemniczy elektryk, spotkany w tajemniczym, wciąż krążącym po mieście tramwaju. Mówi on: „Jestem pewien, że pański ojciec był tu z pańską matką. Zwłaszcza że inni tak mówią. Naprawdę, jestem ostatnią osobą, na której można polegać”, (s. 508) I rzeczywiście. A poza tym na nikim nie można tu polegać. Wszyscy żyją w swoich zakamarkach podzielonej przestrzeni, w których raczej nie ma miejsca dla Rydera, który — w związku z tym — nie osiąga żadnego z celów tej wizyty, jeśli je miał. Nie spotyka się z rodzicami i nie odbudowuje związków z żoną i synem. „Zawsze trzymałem się z daleka od naszej miłości” (s. 508) — mówi Sophi, na co syn Boris odpowiada: „— Nie, nie. Musimy trzymać się razem”. A Sophi na to: „Nie, to nie ma sensu. Zostaw go, Boris. Niech jeździ po świecie, niech służy innym mądrością i doświadczeniem” (s. 509). Ryder dogonił ich w tramwaju, ale nie wysiadł z nimi. Jechał dalej, bo musiał wysiąść przed hotelem, spakować się i lecieć do Helsinek. Nie wiadomo, co uczyni. Na razie wyobraża sobie posiłek (ten tramwaj jest z bufetem) i rozmowę z elektrykiem. Może będzie krążyć po tym mieście bezkreśnie, jak w koszmarze sennym, gdy śniący nie może się podnieść i uciec z torów przed nadjeżdżającym pociągiem. Jak dowiadujemy się później, na swój koncert przyszedł spóźniony, a gdy spojrzał ze sceny na widownię, ujrzał tylko podłogę, nawet krzesła zostały już uprzątnięte. „Tak czy owak, przede mną rozpościerała się ogromna, mroczna pustka” (s. 496) taka też jest jego przyszłość. Nie ma w niej uczuć ani sensu. Są tylko pozory, nie ma faktów. Biesiada z elektrykiem w tramwaju też jest pozorem. Jest wytworem wyobraźni, hipotetycznym istnieniem, abstrakcyjną grą.

Podróż, w którą Ishiguro wysłał swego bohatera, nie ma żadnych realnych konsekwencji. Prowadzi raczej w głąb umysłu, w której powikłania przeszłości z teraźniejszością paraliżują bohatera. Potwierdzają na pewno jedynie jego całkowitą klęskę. Kiedy Ryder decyduje się wrócić na miejsce w tym onirycznym tramwaju, ani on, ani czytelnik nie jest przekonany o tym, że tam jest jego miejsce. Pewnie nigdzie nie ma dla niego miejsca. Może już nigdy nie wróci do realnego, racjonalnego świata, podobnie jak nie mają powrotu bohaterowie Abe Kōbō, żyjący podobnie jak w Niepocieszonym w świecie tajemnic istnienia, gdzieś w głębi ludzkiego umysłu raczej niż świata realnego.

Bohater zachowuje się jak medium, wyzwala działania innych, nie czyniąc w tym kierunku niczego. Nie rozumie też, co się dzieje dokoła niego. Nie zna swej roli. Porusza się w świecie zbudowanym z realnych elementów, które raczej nie przystają do siebie. Wszyscy czegoś od Rydera oczekują, ale on nie jest świadomy swego posłannictwa, pozwala się nieść fali, obojętny na to, dokąd ona go zaniesie. Jak wiecznego wędrowca, którego nic nie jest w mocy zatrzymać na miejscu. Świat, jak się zdaje, stoi przed nim otworem, a jakaś nieznana siła niesie go do miejsc, w których ma spełnić jakieś posłannictwo, którego sam dokładnie nie rozumie. Zapewne nigdzie nie znajdzie możliwości spełnienia: wytrącony został ze wspólnoty i będzie wciąż żyć na jej peryferiach, niepocieszony.

(Kazuo Ishiguro, Niepocieszony, w przekładzie Tomasza Sikory, Dom Wydawniczy „Rebis”, Poznań 1996, s. 512; Abe Kōbō, Schadzka,  przełoży Mikołaj Melanowicz, Wilga, 1995)

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko