Andrzej Walter – Dekada literackich rozterek – na 10-lecie E-dwutygodnika literacko-artystycznego Pisarze.pl

2
180

   Nasze czasopismo istnieje już 10 lat. Urodziny nie będą jakieś okazałe, acz z pewnością syntetycznie i treściowo: subtelne, a nawet szlachetne. Nie lubię mów pochwalnych, hagiografii, słów wzniosłych i ogromnych, patetycznych, wygłaszanych dziś gromko, tu i ówdzie, przy wszelakiego rodzaju wściekle mnożonych okazjach, stanowiących koło zamachowe promocji i propagandy. Jednak dziesiąte urodziny naszego E-dwutygodnika literackiego stanowią pewnego rodzaju wydarzenie ważne, skłaniające mimochodem ku kilku pogłębionym refleksjom. Skłaniające do wyrażenia kilku myśli i przekazania ich na ekranowy e-papier. Ocaleniu od zapomnienia kilku wspomnień.

   Dziesięć lat temu zadzwonił do mnie pewien szalony mężczyzna, który miał wizję, zapał, chęci oraz pomysł. Nazywał się Bohdan Wrocławski i krzyczał. Ma tak do dziś, a ja, przyznam się szczerze, lubię takie ostre i agresywne „rozkazy” oraz wyraziste i często brawurowe sądy, poglądy i artykulacje punktów widzenia.

   Punkty widzenia naszego Redaktora Naczelnego są bowiem często wyrazem marzeń i fantazji powściąganych słowem i doświadczeniem, acz z popuszczonymi jednak luźno wodzami emocji, aczkolwiek też opanowywanymi wnikliwymi i mądrymi, choć jednak czasami iście życzeniowymi ryzami. To mikstura zapalno-wybuchowa często gaszona przez nasz Zespół Redakcyjny, a czasami nawet przez tak zwane samo życie. Nie byłoby jednak tego pisma bez Jego żywiołu. Nie byłoby Go bez tej wichury słów Naczelnego, bez tego wulkanu: wiary, nadziei i energii zderzającej się z murem czasów, okoliczności oraz defraudacji znaczenia słowa drukowanego w XXI wieku. Nie byłoby tych 10 lat pisania, publikowania i działania propagującego literatów oraz literaturę w tym coraz mocniej merkantylnym świecie materii oraz technologii na przeciw: sztuce, wrażliwości, artyzmowi, słowem, na przeciw: poezji, prozie, literaturze zwanej kiedyś piękną oraz na przeciw wyrafinowanej publicystyce, o której świat i media bodaj już zapomniały.

   Nie byłoby tych 10 lat też bez i naszych redakcyjnych wybryków, wyskoków oraz zaburzeń świadomości związanych z literackimi emocjami, czy wręcz z emocjami towarzyszącymi naszym czasom i dylematom, naszym prywatnym i publicznym historiom i wydarzeniom osadzonym mocno w środowisku literackim i w tej buzującej magmie owej resztki bohemy artystycznej, którą tworzymy albo usiłujemy tworzyć w takim świecie. To wszystko tworzy pewnego rodzaju środowiskowy folklor oraz wartość dodaną do aktów twórczych, albo i kulisy aktywności literackiej, które Bohdan Wrocławski przez o wiele dłużej niż ostatnich dziesięć lat usiłował scalić, pogodzić, zaciągnąć na jeden wspólny okręt, który być może możemy i nazwać już dziś śmiało arką, potop bowiem nadciąga coraz żwawiej i silniej napierając w tę łajbę, która póki co ma się jeszcze jednak całkiem dobrze.

   Okazuje się, że nadal żyjemy. Ba, okazuje się, że nadal tworzymy, wydajemy, piszemy i cała ta maszyneria destrukcji nie jest w stanie unicestwić potrzeby twórczej, zamysłu, pomysłu, ideałów i idei, a w końcu istoty żywiołu prozy i poezji, tej z wyższej półki niż kabaret czy kryminał, tej z innej półki niż „produkt na użytek” czy „komercja zgodna z zapotrzebowaniem”.

   Żyjemy a nasza nienagradzana, nieczytana i niedoceniana twórczość, gdzieś tam funkcjonuje, gdzieś tam kogoś zachwyci, gdzieś tam zmieni czyjeś życie. Bijemy się przecież z potężną maszynerią – maszynerią kapitału, środków, logistyki, dystrybucji, promocji oraz potężnych działań rynkowych, za którymi stoją ogromne pieniądze oraz zaangażowanie korporacyjne wielkich liczb. A my, okruch wszechświata oraz świadomości społecznej wciąż mamy – między innymi – taką też platformę społecznej aktywności jak nasz E-dwutygodnik literacki Pisarze.pl, który dziesiąty już rok drażni tych włodarzy, ministrów oraz troglodytów wszelkiej maści, którzy literaturę wsadziliby na półki zatęchłych bibliotek oraz osadziliby w ramach przeżytków społecznych i zaszłości mało potrzebnych współczesnemu społeczeństwu. Jako dziedzinę najmniej potrzebną, skostniałą, nieżyciodajną i prawie martwą. Jako teren nudny, mierny i zmuszający do poruszenia komórkami mózgowymi, które przecież przyzwyczaiły się do poruszania utartym szlakiem kanałów medialno-internetowego cyberświata.

   Żyjemy sobie 10-ty już rok i piszemy, wciąż piszemy: o życiu, o świecie, o coraz to nowszych książkach, o tomach poezji, o coraz to nowszych świetnych spektaklach teatralnych, o wolnym świecie literatury i twórczości bez polityki, bez ograniczeń materii, bez zawłaszczeń cenzury, bez kłaniania się trendom, modom i oczekiwaniom nakręcanym medialnie, publicznie i nachalnie przez tak zwaną współczesność, za którą czają się siły oczekujące jedynie posłuszeństwa, podporządkowania, a tak naprawdę totalnej konsumpcji wyrażonej ogromnym finansowym zyskiem.

   A przecież nie żyjemy w próżni. Nie żyjemy w oderwaniu od Kowalskiego i Nowaka, którzy dziarsko dziś deklarują – nie mam czasu na jakąkolwiek lekturę, książka mnie nie interesuje, książka nie jest mi potrzebna, książka to przeżytek, a jakiś pokręcony nowy autorytet w stylu znanego, że jest znanym – celebryty, polityka, trenera – Kowalskiemu przytaknie i pogłaszcze go po głowie: – Ależ tak dziecino, nie idź, ja cię uczyć nie każę. Dołączyłbym do tego grona ministrów edukacji naszego pięknego 30-lecia prawie wolnej Polski, którzy tak już porozkręcali system edukacji, że nie da się już go w nic sensownego skręcić z powrotem i ryczy ta maszyna, rzuca się i wyje produkując półanalfabetów na rynek pracy z konkretnym zadaniem oświeconego planktonu. Brawo. Główną determinantą społeczną stał się sukces – wyrażony statusem materialnym, pozycją w hierarchii władzy, w łańcuchu wydawania decyzji oraz w posiadaniu rekwizytów będących atrybutami owego statusu – marka, rasa pieska, nowość technologiczna, a nawet model spędzenia wolnego czasu, który odarł nas z intymnego spotkania z myślą i książką. W takim oto świecie tworzymy czasopismo, które idzie w kierunku: wolności, awangardy, prawdziwej, nieskomercjalizowanej sztuki i chcemy sobie nadal trwać. Istne szaleństwo.

   Zatem są to urodziny zaprawione goryczą, 10-te urodziny, które uświadamiają nam miejsce w szeregu oraz pozycję, którą mamy na mapie elitarności i wyrafinowania współczesnej kultury, która odeszła od kultury, a przekształciła się w jarmark, targowisko próżności oraz harce intelektualne pożytecznych idiotów. Na tej mapie nasze czasopismo zawsze było ponad – ponad podziałami, ponad trendami, modami, ponad gildiami, enklawami, ponad zamkniętymi gronami, towarzystwami wzajemnej adoracji, ponad światem odebranym w spadku po PRL-u, a na przeciwko otwartej i fascynującej przyszłości. Zapewniam też wszystkich o tym, że aby taki okręt, aby taka arka mogła nadal płynąć jeden pozorny despota … wystarczy. Stąd z humorem zawsze traktuję krzyki Redaktora Naczelnego naprzeciw własnej krnąbrności. Jego cudowne krotochwile, kiedy tracąc do mnie cierpliwość prosi do telefonu moją niezastąpioną Małżonkę oznajmiając, że chce rozmawiać z kimś inteligentniejszym ode mnie i nadal krzycząc prosi Ją, aby po pierwsze wywiesiła nad łóżkiem pas, a po wtóre karmiła mnie jedynie wtedy, kiedy w końcu coś napiszę… O bogowie! dlaczegóż ja to wciąż wytrzymuję?

   Jednak groteska i anegdota są tutaj jako niezbędne i orzeźwiające narzędzia, aby popchnąć ten wózek dalej i do przodu, do pięćsetnego wkrótce wydania Pisarzy.pl – największego portalu literackiego w Polsce, docierającego do najszerszego grona czytelników i cenionego w środowisku pisma broniącego jak to się mówi status quo literatury, twórcy i pisarza oraz poety. Zaprzyjaźniliśmy się, zaufaliśmy sobie, scaliliśmy przeciwieństwa i rozbieżne poglądy, pogodziliśmy ogień z wodą, lewicowość z prawicowością, myśl z wyobraźnią, słowa z obrazami i stworzyliśmy redakcję oraz rzeszę niesamowitych ludzi współpracujących i wciąż praca w E-dwutygodniku artystyczno-literackim Pisarze.Pl sprawia nam radość, dumę i poczucie sensu. Robimy wszyscy swoje. Po polemikach i kłótniach następuje zgoda i pojednanie. To nie było bowiem łatwe 10 lat. To było dziesięć lat funkcjonowania literatury w takim świecie jak tu wyżej opisałem, w świecie, który był i jest nam przeciwny, obojętny i nieżyczliwy. W świecie, w którym upokorzenie to częsty towarzysz tej żebraniny o ochłapy środków na opłatę: serwerów, informatyka, domen, skrzynek i całej infrastruktury technologicznej. O honorariach za teksty zapomnieliśmy już dawno, ale przecież na taki były cele i założenia, choć to właściwie jaskrawy dowód jak traktuje nas i naszą sztukę ten świat – wyrażony panem ministrem, panem prezydentem (miasta, wsi czy państwa), panem burmistrzem, panem (albo i panią) prezes, panią dyrektor, panią kierownik, wreszcie panią czy panem nauczycielem … schodząc hierarchicznie w dół. 10 lat wycisku. 10 lat upokorzeń, umniejszania naszej roli, kładzenia kłód pod nogi, albo wręcz podkładania nogi.

   Na koniec chciałem Wam wszystkim podziękować. Najpierw czytelnikom – niektórych, stałych, znam z imienia i nazwiska, innych nie znam, ale wiem, że nas czytacie. Dzięki Wam żyjemy. Potem Bogusiowi Wrocławskiemu. Za całokształt i wiarę – w to dzieło i w nas… A potem Koleżankom i Kolegom z Redakcji oraz wszystkim współpracownikom. To było niesamowite dziesięć lat. Najważniejsze dziesięć lat życia. Choć to działo się obok, ponad, gdzieś poza głównym nurtem naszego życia, a jednak stanowiło cały czas tego życia motor oraz kręgosłup. Pozdrawiam Was wszystkich kochani oraz wierzę, że ciągle nie jest to jeszcze żaden koniec. Świętujmy zatem…

Andrzej Walter

Reklama

2 KOMENTARZE

  1. Nic więcej nie można już dodać, Andrzeju. Tylko jeszcze raz, i raz, i raz życzyć naszemu Naczelnemu siły, zdrowia i wytrwałości w kontynuacji stworzonego przez siebie dzieła – zacnego i poczytnego literackiego PISMA!

  2. Praca nienagradzana – zgodzę się, pożyteczni idioci – przełknę, ale nie zgodzę się że nie czytani!
    Dowiaduję się od doktorów, profesorów, urzędników i robotników że czytają Pisarzy.pl, a niektórych autorów chyba nawet wstecz, bo twierdzą, że przeczytali wszystko.
    Przypominam sobie podobny telefon od Bohdana Wrocławskiego, wiele lat temu, równie emocjonujący. Jeszcze za niego nie podziękowałem. Teraz mam okazję.
    Dziękuję Ci Redaktorze Naczelny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko