Leszek Żuliński – Wspomnienia weterana (30)

0
266

Było, minęło

         No i proszę: ledwo zacząłem „wisieć” na tej witrynie, a to już 30-te moje banialuki. Do 60-tych wspominków wytrzymam na pewno, ale wtedy już będę miał nowe wspominki. Ot, chociażby takie jak ten poniżej, bo jak się ma wiek raczej niemłody, to wspomnienia pchają się same pod pióro.

*

         U nas, na podwórku, pojawiał się starszy facet, który ostrzył noże. Rozwijał swój „warsztat” i wrzeszczał: ostrzę noże i nożyczki… Rozwijał warsztacik na kółkach i zachęcał: ostrzę noże, ostrze noże… Szybko zjawiały się kobitki zadowolone z tej usługi. Ale był i inny fachowiec, który naprawiał dziury w metalowych garnkach. Obaj mieli popyt.
         Mój ojciec – dyrektor fabryki – miał służbowe auto marki Warszawa oraz kierowcę imieniem Holdek (od Reinholda), który woził go do roboty. Ale nie tylko. Zdarzało się, że uśmiercał na drodze zająca. No, to był fachowiec nie lada. Na przykład przychodził do naszego mieszkania jako fryzjer i Ojcu oraz mi strzygł włosy. Lecz nie tylko, bo gdy zająca utłukł na drodze, to potem odzierał go ze skóry i frajda konsumpcyjna była mile widziana.
         Ale skór zajęczych się nie wyrzucało. Holdek sprzedawał je we właściwych punktach odbioru.
         My mieszkaliśmy w powojennej już kamienicy. Okna jednej strony wychodziły na ulicę Krakowską. A to była ważna ulica, ponieważ łączyła Opole z Gliwicami.
         Od strony podwórka było kilka garaży, a krok dalej ogródki działkowe przynależne każdemu mieszkaniu. Nasz ogródek był pierwszy. Tam rządziła Mama – dominowały w tym ogródku ważne frykasy: agrest, rzodkiewki, trochę ziemniaków itd. itp. Najmocniej zapamiętałem wielki krzew bzu oraz mniejszy krzak obfitujący w czarną porzeczkę.
         Niektórzy właściciele działek hodowali tam w klatkach króliki, inni nutrie, którym trzeba było zbudować betonowe „baseny”. Nutrie były wtedy w modzie. Czy je smakowałem? – tego już nie pamiętam.
         Wszystko to, co opisuję, jednak z biegiem lat „modernizowało się”. Już kiedyś tu chyba pisałem, że Państwo Filusiowie pierwsi tu mieli telewizor. Ojejku!, to już pachniało Ameryką! A my, podwórkowa hałastra, chodziliśmy do Filusiów oglądać telewizję. Królował Disney! O, rety!, ależ to było przeżycie.
         Lecz ja miałem jeszcze jeden cymes: niemal o rzut beretem od mojego domu było kino. Ależ frajda! Tam, w tym kinie, były też filmy dla dzieciaków.
         Było, minęło… Wszystko to czasami jeszcze mi się śni. Przekraczam za chwilę 72-tkę i myślę jaki szmat czasu przeze mnie przepłynął i być może jeszcze przepłynie.
         Żyję w dwóch Polskach – tej PRL-owskiej i tej obecnej. Tamtą – pierwszą – znakomicie pamiętam; tą dzisiejszą Polskę mam na co dzień. Która jest lepsza? Nie ma na to dobrej odpowiedzi
         Polska ogromnie się zmieniła. Mamy chyba lepiej pod wieloma względami, ale czy to jest Raj na Ziemi? Pandemia to mały pikuś – jest i przeminie. Ale Polska jest podzielona, skłócona, rozwarstwiona. Czy doczekam jeszcze Polski, która będzie lepsza?

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko