Elżbieta Leśniak – wiersze

0
398
Franciszek Maśluszczak


niecelna riposta

dedykuję Wszystkim, którzy odeszli…

czas bez dżipiesa wyznacza kierunek trasy
życia niecelna riposta daje pięścią w twarz bez zapowiedzi
istotne milczenie słowo bez znaczenia potwierdzone pinem
grudki ziemi rzuconej na trumnę

cmentarz życia galeria linii papilarnych
ostatnie oznaczenie w poście na lajfbuku

odzyskane życie nazywa się pamięć 


Węglówka, 01.11.2019 r.


bycie sobą

dedykuję samej sobie

wkładamy uniform zasad  przebierańcy myją ubikację
szczoteczką do zębów  ubrany  w strój anioła człowiek
pachnie wodą kolońską wystrojony w garnitur myśli
skrojony na miarę propagandy skrywanych  uczuć  
bawimy się jak to na balu przystało bawić się w role
każda zawodowa funkcja kształtuje wolę bycia sobą
na granicy gdzie ja spotyka ty rezyduje ochroniarz
pamięci o wspólnym domu bez wężowatego  milczenia
trudnych słów niepokornych pytań rozmów nieistotnych
sprowadzanych do tematów na które nie mamy wpływu

 – może deszczu dzisiaj nie będzie?

Kraków, 11.11.2019 r.


dokąd  idę?

dedykuję Michałowi

tak daleko do ciebie ułożone równanie wspomnień
z jasną niewiadomą przyszłość zawarta w liczbie pi
marzeń i planów słowo zakute w kajdanki obietnicy
niezrealizowanej tęsknota z bujną czupryną mówi
dowcip kąciki ust pochylone w dół jak kciuk Nerona
spojrzenie matki na wiecznie krnąbrnego synalka
wielowiekowa tradycja mówienia szeptem głuchy
telefon prawdy przeinaczanej zgodnie z fejk nius

tak daleko do ciebie z klocków pamięci układam
pejzaż zdania wielokrotnie złożone mącą wodę
zrozumienia wyjaśnienie nie przychodzi wcale


 Kraków, 13.11.2019 r.


uczucia

złote runo fantazji daje sygnał do drogi
pielęgnowany niemowlak przypuszczeń wsiada za kierownicę 
otwarta rana rzeczywistości (dając w twarz) trudno się goi 
cieknąca krew z kranu realności niemożliwa do zatrzymania
bezsilna potęga której odebrano wpływ
pomocna dłoń egoisty świadczącego przysługę
nieodebrana jak ostatnie połączenie czułość wystawiona na próbę
igła przyszywająca guzik stereotypów do swetra póz i funkcji
wiarołomna żona prawdy niekoniecznie obiektywnej
krnąbrny syn nadopiekuńczej matki która nie stawia granic

uczucia…

Kraków, 15.11.2019 r.


powiedzieć

doświadczenie podrzuca myśli nieokiełznane
usta wypowiadają słowa nie oddające znaczenia
wiara w siebie zastępuje wiarę w życie wieczne
siła budowana na słabości wznosi się ku szczytom
życie rozdarte jak kartka papieru zyskuje nowy kształt
złudzenie utracone  w wyniku reakcji spalania
słowo jak płatek śniegu spada na nos Pinokia
który mówi tylko o przeżytym czasie

Kraków, 16.11.2019 r.


miliardy ludzi

miliardy ludzi na świecie ale ty jeden

w mieście bez złudzeń na tanie szczęście
oczy zasnute tłem niedopowiedzenia
zaryglowane drzwi spojrzenia nieistotnego
bez znaczenia wobec braku woli bycia
razem mieszkamy w tym samym mieście

miliardy ludzi na świecie ale ty jeden

ostrzysz ołówek by pisać wyraźniej
szczęście oznaczone milionami lajków
na fejsbuku życie zakryte wiekiem trumny
nad którą nikt nie płacze bo nie wie
o innym typie śmierci tej społecznej

Kraków, 17.11.2019 r.


niedopowiedziane

potykam się o słowo niezręcznie wypowiedziane
strumień świadomości wygłasza odczyt niedopowiedzenia
paradoksów obcy klimat wola życia zawarta w sejfie
skomplikowane prawdopodobieństwo poznania racja
bycia po tej samej stronie lustra zapładnia umysł szczerość
wypowiedziana niezręcznie chowa rękę do kieszeni
płatek śniegu na nosie Pinokio dawno zapuścił
brodę kłamstwa już tak nie widać…

Kraków, 21.11.2019 r.


odgłos

cichy szmer myszy przemykającej popod nogami
miliony kilometrów obojętności sprowadzanej do
wspólnego mianownika przypuszczeń nietrafionych
pięść w stół nożyce w ruch facet nie ten co miał być
kobieta czesze córkę dzisiaj jej pierwsza komunia
deszcz pada za oknem wiary w lepszą przyszłość
trzeba będzie uważać by biała alba się nie pobrudziła
niewinność zamieniona na grzech następnego Adama
Ewy żeby zachować parytet odpowiedzialności
słowo rzucone na wiatr przemyka cicho jak mysz
popod nogami zrównoważonego rozwoju ekonomii
serca powykręcane jak ręce w dwie strony życia
nawołującego do wiecznego odpoczynku
po czynie zarezerwowanym dla dorosłego

bujam w obłokach mam dość ziemskiego przyciągania
które z czasem przyciągnie mnie jeszcze bardziej

Kraków, 23.11.2019 r.


kpinka

wiara nadzieja miłość z nich zaś największe zaufanie
w wiarę autentyczną nadzieję wzmacniającą miłość przemieniającą
wchodzi kobieta do celi niewiadomo czy strażniczka  czy więźniarka
dusza schowana tak że trudno znaleźć odpowiedź niepewna
sprawia wrażenie lęku krzyk głośny jak ujadanie wściekłego psa
prycza bez koca poduszki w rogu celi zlew z którego cieknie woda
kap kap puk puk jeden huk w oknie kraty bo jakby inaczej
wiary nie zastąpisz niczym nadzieja skruszona powraca po latach
jak marnotrawny syn miłość może nie przyjść wcale tylko zaufanie
przysiada pod zakratowanym oknem rozjaśniającym mrok w celi
do której wchodzi mężczyzna niewiadomo czy strażnik czy więzień

Kraków, 23.11.2019 r.


***

Podobnie jak jesień może być najpiękniejszą porą roku, tak i starość  może być najlepszym okresem życia, w którym osiąga się prawdziwą mądrość i czuje prawdziwy smak życia, a to co się w ciągu życia przeżyło, daje poczucie rzetelnego dzieła. Bywają jednak jesienie słotne i bezowocne i starość też jałowa, bolesna, a nawet tragiczna być może.
Antoni Kępiński Rytm życia

zakotwiczeni  w orbicie relacji wkładamy pancerz
robaka niepewni zmierzchu czasu nieprzygotowani
złaknieni pigułki dzień przed momentem ostatnim
nadzieja pcha wózek wiary pokątnie spoziera
w otchłań śnieg znika niby człowiek widzący
ostateczność lekarz podaje tlen oddech coraz płytszy

Kraków, 24.11.2019 r.


ubite szczęście

szczęście ubite w zdania wielokrotnie złożone
przemawia cisza niepewna  usta zakneblowane
krzyczą triumfalna dowolność mówienia  nie ma nic
do powiedzenia przekorna nieobecność żyjących
spojrzenie zakute w kajdanki wyobrażeń złudzeń
rzeczywistość zahasłowana kombinacją uczuć
skierowanych Bóg gdzieś wie czym spowodowanych

szczęście zamknięte w ubitym kubku kawy

Kraków, 26.11.2019 r.


kosmykiem włosów

dedykuję pewnej Osobie

kosmykiem włosów zamiatam ulicę
perłowate szczęście tam na mnie nie czeka
ani droga biżuteria uczuć

kosmykiem włosów zamiatam ulicę
mam tam swoją hostię
widzę ją z bardzo bliska

kosmykiem włosów zamiatam ulicę
czcigodni mężowie dostojne kobiety
patrzą na mnie skuloną

kosmykiem włosów zamiatam ulicę
z niska widać  wyraźniej
jak wysoko góra

kosmykiem włosów zamiatam ulicę
może w końcu ją pozamiatam 


kim jesteś

kim jesteś że nie widzę twojej twarzy
nie słyszę głosu
nie dotykam ciała
(nie wyczuwam obecności)

kim jesteś
że tak bardzo chciałabym żebyś był
obecny
(tu i teraz)
jak najwspanialsza rzeczywistość
o jakiej nie śniłam
dziś  nie śnię o tobie
który milczysz
konsekwentnie
jak to ty

kim jesteś że nie sposób porównać cię
do nikogo ani do niczego

kim jesteś
jeśli życie dajesz i odbierasz
czy jestem ci to życie winna

śmierć spłaca dług
zaciągnięty przy narodzinach


wybór

jedni dokonują wyboru
drudzy mają odwagę błądzić

jedni słuchają i zachowują
drudzy szukają i próbują

jedni wierzą niezachwianie
drudzy są jak trzcina na wietrze

gdy Tanatos zagląda w oczy
i jedni i drudzy rozwierają usta niepewnie

później idą
kupić chleb masło i cukier

nocą Morfeusz przytula ich we śnie
spotykają zmarłego w środę dziadka

później idą
kupić chleb masło i cukier


niby przypadkiem

dedykuję pewnej Osobie

utknąć z tobą w windzie niby przypadkiem
szmelcowate życie odłożyć na bok później albo nigdy
rozedrganą duszę niczym wprawioną w ruch strunę
zatrzymać windę wspomnień bezużytecznych

(kiedy ciebie nie ma)

utknąć z tobą w windzie niby przypadkiem
oddać obawę lęk strach usta rozwarte pełne zdziwienia
czerwieni blaskiem odchodzącego jak ty słońca
pić świat jak wodę niegazowaną w momencie pragnienia

(kiedy ciebie nie ma)

życie daje  sygnał: nie ten to inny – jakaż to bzdura –
przecież każdy jest inny


kto powiedział

że należy iść drogą sprawdzoną
wyasfaltowaną jak dla subordynowanych  konformistów
przygotowaną

że

należy… powinno się… trzeba…

to a to… tutaj… tędy…

Kościół mówi… ojciec mówi… matka mówi…

wszyscy mówią… co… jak…

tylko
mało kto pyta jakie to ma znaczenie

lub

co ja na to


kosz czasu II

wrzucam do kosza czasu
opakowania codziennych wydarzeń
naga zawartość prezentuje zgrabny tors wypręża pierś
w nadziei że ktoś będzie ją pamiętał
jaszcze z opakowań codziennych wydarzeń
na które miała minimalny wpływ

ktoś teraz zjada drugie śniadanie
ktoś uprawia seks
ktoś płacze bo zmarła mu córka
kogoś życie wywraca się do góry nogami
kogoś choroba uczy pokory
kogoś tu nie ma choć być powinien
znajomi żałują że go wcześniej nie znali

po słowach
zostaje wielka otchłań
z pytaniem
o Kres


***

W życiu piękne są tylko chwile
Ryszard Riedel  Naiwne pytania

zbliżamy się do siebie jak dwa samochody
jadące w przeciwnym kierunku
przypadkowe zdarzenie skutkuje zderzeniem
dwóch ciał obcych sobie nawzajem

w ruchu jednostajnie przyspieszonym
jedziemy do nieba 
co nie trwa zbyt długo
zatopieni w miłosnym odruchu ciał
obcych sobie nawzajem
złaknieni bardziej niż zazwyczaj
odchodzimy z nadzieją powrotu

przecież ziemia nie trwa wiecznie


cel

wyszłam z domu by do niego wrócić
otworzyłam drzwi by je zamknąć
wyruszyłam w podróż by z niej powrócić

skuwa mnie strażnik w więzieniu doznań

forma kształtuje treść życia

podana ja ostatnia deska ratunku – brzytwa kaleczy dłoń

polewam ją spirytusem jak wodą święconą

może stanie się czystsza?


uciekająca miłość

jak bogowie olimpijscy pijamy nektar zwycięstwa
ale nieme swary drążą w sercach szczelinę
pustki
niewypełnionej ani krwią ani wodą
lecz chwilami doznań

upojnych nocy wspomnienie
ożywia nas
zatrzymuje w orbicie tu i teraz

niepodobni do siebie sprzed lat
i tak bliscy sobie dzisiaj
że odległości między nami zabrakło
a ciepło drugiego
podkręca temperaturę pierwszego
czekamy
na odpowiedni czas

piękna miłość nam ucieka

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko