Tomasz Rejzdrowicz – wiersze

0
356
Hieronymus Bosch


Wtorek

Telefony o tej porze to te z banków
kredytowe, na przyszłość,
najczęściej takie

I wreszcie jest ten jeden,
pierwszy w życiu:

Na początku pauza z oddechem jakby ktoś się wynurzał
lub próbował gryźć coś zbyt wielkiego
i mówi głos:
abym usiadł
akurat wtedy kiedy siedzę
(wyliczanka, możliwości, kombinacje
sprawdzanie inwentarza,
wysilianie pamięci
– czasu po raz pierwszy mam więcej niżbym chciał)

bo ten głos bierze drugi oddech
a to wiele czasu na kombinacje, wyliczanki …
i mówi głos…
mówi

Później długo nic nie czuję
balkon ma ten sam krój prostokątny
kształty nie zmieniły gęstości
nic nie zmieniło się aż tak bardzo
zastanawiam się czy to coś ze mną
czy może to całkiem zwyczajne
jak telefony z banków o tej porze


Środa

Wchód słońca był za Tarnowem
mgła krochmaliła pola
sarny deptały krochmalony koc

Dziesiąta godzina w pociągu
godzina niewygodna
jak wpijający się w ramię pasek zbyt ciężkiej torby

W pustym przedziale
-niewielu jeździ na koniec kraju
w środku tygodnia –
w tubie powtarzalnych luster
ćwiczę miny
                        wśród luster
                                   żal ćwiczę
                                               w lustrach
                                                           smutek ćwiczę
                                                                                  przed lustrami
                                                                                                          skupienie trenuję
Mam jeszcze godzinę z kawałkiem
tysiąckrotnie widzę zmarszczki
więc pewnie już nie jestem młody
tylko o tym zapomniałem


Czwartek

Było puste
Dwupokojowe
Jak dwa puste żołądki
Z kiszką kuchni
I wylotem na podwórko
(jakby ktoś tu połknął światło i teraz cierpliwie trawił)

Jabułko czerwone
Japko czerowne
Czerwone jabółko
Owoc z baśni
choć pomarszczone, miękkie, woskowe
z puchem pleśni i koronką muszek
które wpadają do gardła jak kurz
(on pewnie zdążył o nim zapomnieć jeszcze wcześniej)

Z pokoju wyszedł kot
duży, spasiony o stalowej barwie
był świadkiem jedynym
pod jego łapami
nie trzeszczały deski


Piątek

“Śmierć miał piękną”
mawiają
“Śmierć miał królewską”
“nawet nie poruszył pościeli”
“tak zmarł, jak zasnął”
“tylko siny nieco”
i zimny o poranku
jakby jeszcze nie było maja
choć gołębie twierdziły inaczej
drepcząc po parapecie

“Nie było sensu wiedzieć”
“drzwi na zamek zamknięte”
oczy zamknięte
usta otwarte

“Nie było sensu sprawdzać”
“Jak nie znajdziesz starego kradzionego roweru
tylko więcej dokłada się roboty
tym, którzy mają robotę”
orzekł prokurator dnia siódmego
odpowiedniego miesiąca

Tylko ojciec Jego
myślę
i siostra ojca Jego
całkiem podobnie
i w całkiem wieku podobnym

On nie chciał wiedzieć
nie chciał pytać, sprawdzać
zgodnie z tym rachunkiem
zostało mi dwadzieścia trzy lata


Sobota

We wnętrznościach szuflady
jak w wyłowionym rekinie
obrączka ślubna, spinacz do papieru
tożsamość niezmienna, niezmieniona
uprawnienia nieaktualne, niepotrzebne
Połykane bibeloty pływów

Gdy ścieknie to, co było
przy jednym sprawnym otwarciu;
odłożone lata nieużytków
nieurodzaju, głodu, pragnienia
niewybredności potrzeb i smaku
Gdy wyleje się to na dywan
zielony jak wodorosty
minie ból przytrzaśniętych palców

Pozostanie pysk na ścianie powiesić
rozdać na pamiątkę wyłamane zęby
Poczekać tak zwyczajnie, cierpliwie
aż przejdzie wszystko
w następną dekorację

Niedziela
I
Dla jego bolesnej…
zmieścił się w kamiennym słoiku
jak sucha konfitura
Zakazywano palenia
podobno przez Zaratustrian
teraz niewielu wierzy
że powstaniemy tacy sami
wielu czuje ulgę
II
Dla jego bolesnej…
Focha, Zasanie, Konopnickiej
dworzec, Reymonta, Monte Casino
Wilcze, Wybrzeże, 17/37, 12/25, 4
678-35-47, 721-186-967,
Bohaterów Getta, Polna, Pomona
Krasice, Olszany, Starzawa,
Węgry, Francja, NRD, Londyn
III
Dla jego bolesnej…
Dominiczakowie, Tompalscy,
Rejzdrowiczowie, Pilchy, Burdyszkowie,
Pawliszakowie, Laskowscy, Michalikowie
Ciotka, kuzynka, siostra, syn,
Córka, żona, kuzyn, wuj,
siostrzeniec, przyjaciel, przygodny
znajomy z zakładu
IV
Dla jego bolesnej…
listwa w rogu ułamana
dziura w ścianie po kołku,
siedzi jak stara mucha,
czarny judasz na zaplecze
tam klei się chłodny puder
łamie kości przed czuwaniem
ostatni raz jest się nago
V
Dla jego bolesnej…
Fugi szare jak skóra
ktoś zaraz potknie się na progu
będzie łapał równowagę
jak egzotyczne łodygi
z czerwonymi pióropuszami kwiatów
stacatto na obcasach
bo nogi niezbyt nawykłe
VI
Dla jego bolesnej…
Lodówka jak pęcherz pławny
trzyma powietrze i światło
wszystko z siebie wydusiła
było stare
było tłuste
niejadalne
nieznanego pochodzenia
VII
Dla jego bolesnej…
Nie tutaj w proch się obrócił
jeszcze przebył czterysta kilometrów
w dwóch formach
jak pomylony motyl
od nowa w kokonie
z garniturem i deskami
wszystko zamknięte wieczkiem
VIII
Dla jego bolesnej…
Na zewnątrz jest ciepło
na zewnątrz jest maj
stara nasza rzeka
i pewnie jakieś chmury
w witrażu tego nie widać
w witrażu jest Jerzy
dziurawi niezbyt udanego smoka
IX
Dla jego bolesnej…
Organista poci sie nieco
musi mu coś dolegać
przewraca koralikami czasu
odlicza mechanicznie skrawek
kilka osób chciałoby już zapalić
połykali szybko papierosy
palili na zaś nim potknęli się o próg
X
Dla jego….
W kalendarzu czas stoi
7 maja imieniny Augusta, Ludomiły, Rózy i Sykstusa
słońce wzeszło o 4.54 i chyba zaszło jeszcze
była ostatnia kwadra i przepis na klopsiki

dziś wreszcie uspokoiłem kota


Poniedziałek

Przymierzaliśmy się do tego
jak do skoku do wody
Przymierzaliśmy też czarne ubrania
Ciemnej materii nie mieliśmy
była gwałtownie poszukiwana

Przepłaciłem za czarną koszulę
ktoś przepłacił za czarny płaszcz
przepłaciliśmy za kwiaty i drewno
byliśmy rozrzutni

Pewnie będziemy wyglądać szczególnie
stado gawronów nielotów
a głośnik będzie za nas skrzeczał

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko