Anna Kapusta – Kto nam prześnił Grotowskiego? Od lektury somnabulicznej do lektury etycznej

0
1346
Janusz Hankowski

Esej recenzyjny: Dariusz Kosiński, Farsy-misteria. Przedstawienia Jerzego Grotowskiego w Teatrze 13 Rzędów (1959-1960), Instytut im. Jerzego Grotowskiego, Wrocław 2018, ss. 278.


            Książka Dariusza Kosińskiego Farsy-misteria. Przedstawienia Jerzego Grotowskiego w Teatrze 13 Rzędów (1959-1960),wydana nakładem Instytutu im. Jerzego Grotowskiego we Wrocławiu w 2018 roku, to dialogiczny (także przypisowo dialogujący z odbiorcą) podręcznik seminaryjny, z którym spędzić można, a wręcz wypada, długie miesiące w aktywnej, perseweracyjnej lekturze, bo przegląda się w tej publikacji nie tylko proces twórczy Grotowskiego, ale i uruchamiana jest indywidualna wrażliwość pojedynczego czytelnika. Warto z tą książką po prostu pobyć we własnym tu i teraz rozumienia społeczeństwa polskiego, wracać do niej autorskimi i osobistymi przypisami, aby domykać – po swojemu – wątki polskich (narodowych) dylematów „teatralności” i „polskości”. Publikacja ta zaprasza czytelnika do stawiania odnawialnych (chronicznych) pytań o kondycję mentalną (duchową) polskiego społeczeństwa (nie tylko widzów teatralnych), zarówno z czasów Grotowskiego, jak i nam współczesnych, którymi sami – jako Polki i Polacy – jesteśmy (bywamy). Nazywając tę książkę – seminaryjną – mam na myśli jej równoczesną rekonstrukcyjność i dekonstrukcyjność (w odniesieniu do dzieła Grotowskiego z lat 1959-1960) oraz autodekonstrukcyjność (w relacji z jej autorskim horyzontem, ujawnianym otwarcie przez Kosińskiego). Autor zabiera czytelnika (seminarzystę tej lektury) w nieoczywistą podróż do źródeł nigdy niedokończonej, a już na pewno niedostatecznie przyswojonej, rewolucji teatralnej (społecznej) Jerzego Grotowskiego, straszącej w jej polskim niedokonaniu i nieprzyswojeniu („prześnieniu”) fatum lektury somnabulicznej, etykietowanej (w skrajnej interpretacji) pytaniem: kto nam „prześnił” Grotowskiego (czyli jak to się stało, że recepcja społeczna idei Grotowskiego w Polsce nie wybrzmiała)? Taki somnabuliczny akt lekturowej samoświadomości prowadzi (po jej traumie) w stronę etyki odkrywania chronicznych dylematów polskiej wspólnoty narodowej, która – analogicznie do rewolucji teatralnej Jerzego Grotowskiego – dotąd nie zaistniała. I w tej analogii zbiorowych „prześnień” i osobistych „przebudzeń” streszcza się potencjał lektury tytanicznej pracy Kosińskiego, bo jak uczy psychologia: żałoba (po niedokonanej wspólnocie), aby nie stała się psychozą (narodową) – musi kiedyś i w końcu, najlepiej raz na zawsze, ulec odżałowaniu. Świadomy obywatel (i widz) to etyczny początek zdrowej, bo wolnej od obsesji traum i psychoz, wspólnoty teatralnej (i narodowej). A mówiąc dobitniej: takie mamy teatry, jakim jest społeczeństwo. Albo: tacy jesteśmy, na ile się odważmy.

Lektura somnabuliczna

            Książkę Dariusza Kosińskiego Farsy-misteria. Przedstawienia Jerzego Grotowskiego w Teatrze 13 Rzędów (1959-1960) przeczytałam (trzykrotnie) około pół roku temu. Już po pierwszej jej lekturze doszłam do wniosku, że potrafię mówić/pisać o tej fascynującej swą rzetelnością i pieczołowitością źródeł pracy (niemalże wyłącznie) używając instrumentarium teoretycznego (w zakresie polskiej traumatologii narodowej) Andrzeja Ledera. Właściwie (po drugiej lekturze): poraziła mnie, by nie rzec: wtórnie straumatyzowała, narzucająca się co krok, analogia pomiędzy wizją społeczeństwa polskiego (widzów) z czasów młodego/debiutującego Jerzego Grotowskiego i światów mentalnych Polek i Polaków z polskiego tu i teraz. Trzecie czytanie pozwoliło mi zwerbalizować pytanie: jak to się stało, że Grotowski i jego wizja społeczeństwa polskiego przeglądanego w zwierciadle teatru, który zaprezentował w intensywnych latach 1959-1960, stała się niejako teatralną traumą społeczną, zamrożoną w chronicznych powrotach (dyżurnych w Polsce) konfliktów teatralnych? Kto nam „prześnił” tę rewolucję Jerzego Grotowskiego, by posłużyć się tu koncepcją teoretyczną „prześnienia”, autorsko sformułowaną przez Ledera? Bez (usprawiedliwionego) narcyzmu muszę się (raz jeszcze w tym miejscu) zwierzyć, że (traumatyczne dla mnie jako Polki) przekonanie o swoistym zamrożeniu, a więc de facto niedokonaniu w polskim teatrze rewolucji Jerzego Grotowskiego, kojarzy mi się z (chroniczną) transformacją obyczajową w Polsce, która utknęła (uległa społecznemu zamrożeniu), z jakimś magicznie zatrzymanym, somnabulicznym transem mentalnym (w deklaracjach – wolnościowej, równościowej i bratersko-siostrzanej, a w realności codziennej – pańszczyźnianej) umysłowości polskiej. W kolejnych lekturach książki Kosińskiego odsłaniały się więc przede mną nowe, (chroniczne) tropy, owej (chronicznie) „prześnionej” rewolucji teatralnej (i społecznej). Tropy te obecne są w powracających obsesyjnie „polskich” dylematach teatralnych: od kontrkultury teatralnej, uwikłanej w polskojęzyczną matrycę kultury chłopskiej, poprzez reżyserskie nawyki, które nazywam sobie prywatnie Polskim Teatrem Przemocy, wraz ze społecznym przyzwoleniem na instytucjonalne (jakoby stylowe, bo artystowskie) znęcanie się nad aktorkami i aktorami każdej płci kulturowej, kończąc na psychotycznej obsesji recenzenckiego tropienia duchowości innej niż ortodoksyjnie katolicka. Intymnie (ekshibicjonistycznie niemalże) rzecz ujmując: ta kilkukrotna lektura książki Kosińskiego, który to gest czytania nazywam sobie lekturą somnabuliczną, doprowadziła mnie do problematycznego wrażenia, iż od czasu niedokonanej w Polsce rewolucji teatralnej Jerzego Grotowskiego mamy ciągle do czynienia z ponawiającą się polską (narodową) psychozą kulturową: z obsesjami seksualności, władzy i duchowości, których teatr bywa wiernym lub krzywym zwierciadłem. Kto nam „prześnił” Grotowskiego? Dlaczego wciąż – jako Polki i Polacy – potykamy się o te same pytania: o dozwoloną/etyczną cielesność w teatrze, o gender reżysera i aktora, o duchowość inną niż katolicka (która wcale nie musi być ani antyklerykalna, ani z definicji antykatolicka), o metody pracy artystycznej i zarządzanie procesem twórczym, oparte o przemoc psychiczną (bo żadna sztuka nie musi niszczyć psychicznie i/lub fizycznie, jak ciągle wierzą postfeudalni i postromantyczni Polacy)? Te (psychotycznie) chroniczne tematy i ich (wtórnie) chroniczne realizacje w polskim teatrze/ społeczeństwie znajdują swe antycypacje w dwu, intensywnych latach, 1959-1960, życia i działań Jerzego Grotowskiego. Jak to możliwe, że po blisko sześciu dekadach, trudne dziedzictwo teatralne Grotowskiego jest (raz jeszcze powtórzę: chronicznie) aktualne w swej niedokończonej rewolucyjności? Jak długo jeszcze Polska (nie tylko) teatralna będzie somnabuliczną agorą (pozorowanych) dyskusji o obywatelskim prawie do seksualności, duchowości, szacunku dla własnej pracy twórczej, o sztuce wolnej od przemocy? Jerzy Grotowski (już w latach 1959-1960) postawił (teatralnie i biograficznie) każde z powyższych pytań. Każdy też, z tych polskich dylematów społecznych/narodowych/obyczajowych uobecnia się więc u źródeł teatru Grotowskiego. Sukcesem dydaktycznym książki Dariusza Kosińskiego jest delikatne, acz subtelnie rozdzierające mentalnie czytelnika, odczytanie tych pytań na nowo, w rekonstrukcyjnym i dekonstrukcyjnym dla samego Grotowskiego kontekście współczesnych wrażliwości odbiorczych. Jak to się bowiem stało, że rewolucja Grotowskiego została w Polsce „prześniona”? Kto nam w Polsce „prześnił” Grotowskiego, że tak bardzo męczymy się z nawracającymi, somnabulicznymi koszmarami polskich bitew teatralnych (i społecznych), od seksualności do duchowości? Książka seminaryjna Kosińskiego posiada tę wartość, że – rekonstruując idiom artystyczny Grotowskiego, czyli wizualizując jego proces twórczy – Kosiński uderza odbiorcę porażającymi (choć wiszącymi suspensowo) pytaniami o aktualność tej polskiej rewolucji (Grotowskiego), która utknęła mentalnie (w polskim społeczeństwie). Język „prześnienia” hipotetycznych odpowiedzi na te obsesyjnie „polskie” pytania podsuwa mi Andrzej Leder. Jest to język traumy, imaginarium braku jednostkowej decyzyjności, bo jak to w traumie bywa: najbardziej boli nas to, za co sami nie jesteśmy odpowiedzialni. Rewolucja, która (prawie) niczego (w społeczeństwie) nie zmieniła, staje się obywatelskim koszmarem. Śni się ona kolejnym pokoleniom odsłonami psychozy (społecznej). Wampirzy ona z uporem w teatrze: sztuki i polityki.

Prześnione tropy, czyli aura (chronicznej) „transpasywności” polskiej (humanistyki)

            Pantokrator[1] Józefa Łozińskiego. Aura: skandalu, akademickiego szeptu, informacji spod lady. Ta – trzecioligowa – powieść została mi kilka lat temu polecona przez emerytowanego kierownika literackiego jednego z teatrów krakowskich jako „dokument społeczny” ilustrujący „prawdziwy charakter praktyk teatralnych Jerzego Grotowskiego”. Polecający był wobec mnie pełen dobrych intencji. Wierzył, że dzieli się ze mną „inteligenckim obowiązkiem”, etosem „nauczycielskiego” powiedzenia mi, „jak to było naprawdę”. Rekomendacji tej towarzyszyła emocjonalizująca aura humanistycznej etyki troski. Mam tego pełną świadomość. Jako badaczka terenowa traktuję ten dar lekturowy – symptom społeczny – bez ironii. Symptom tego, w jaki sposób, współczesna Grotowskiemu, „krakowska inteligencja”, postrzegała jego pracę twórczą. Oczywiście nie uogólniam tu, że „każdy”, „zawsze” i „en bloc”, ale jednak ten szanujący swój „status inteligencki” człowiek z „czasów Grotowskiego” odsłonił przede mną dwa istotne tropy habitusu inteligenckiego i standardów polskiej humanistyki uniwersyteckiej, które zdefiniować pragnę tutaj używając wyobraźni społecznej i siatki pojęciowej Andrzeja Ledera. Trop pierwszy to lęk statusowy polskich humanistów, upokarzająco uwikłanych w powojennej Polsce zarówno w biedę i pogardę finansową, jak i w ambiwalentne romanse intelektualne z władzą z polityczną. Trzeba dziś uczciwe przyznać, że wielu z tych ludzi z zaskakująco dużą (choć milczącą środowiskowo) ulgą przyjęło marzec 1968, czasem też uzyskując – dzięki instytucjonalnym czystkom – trudne do uzyskania (bieda i brak perspektyw zatrudnienia) uniwersyteckie tytuły i stałe posady. To ci sami ludzie (oczywiście w pewnej części tejże –  zdecydowanie niejednolitej przecież – grupy społecznej) nie do końca też akceptowali tak zwane „chłopskie i robotnicze dzieci” na uniwersytetach i w renomowanych liceach, co z antropologicznymi detalami relacjonowali mi chociażby moi rodzice. I to ci sami ludzie miewali problemy z adaptacją swej wizji „inteligencji” do warunków wolnego rynku w Polsce po 1989 roku. To była ówczesna, profesjonalna publiczność Grotowskiego, podążająca za studentami w stronę „skandalicznych, teatralnych nowinek”. Trop pierwszy „prześnienia” rewolucji Grotowskiego w Polsce, to owo „humanistyczne” upokorzenie, mówiąc Lederem: „transpasywny udział w przemocy”. Leder mechanizm upokorzenia opisuje tak:

            Sądziłbym [Andrzej Leder – przyp. A.K.], że każda rewolucja przebiega w obu biegunach transpasywności: podmiot może gorączkowo działać, delegując całą rozkosz na wyobrażenie Innego; może też rozkoszować się i wewnętrznie zmieniać, nie podnosząc nawet ręki, gdy Inny działa za niego. Znakiem pozwalającym odróżnić te dwie postawy jest jednak skutek emocjonalny, nastrój, który pozostaje „później”. W pierwszym przypadku będzie to raczej egzorcyzmowane poczucie winy, w drugim – upokorzenie. [2]


            W moim odczuciu: trop pierwszy „prześnienia” rewolucji teatralnej i społecznej Grotowskiego w Polsce to właśnie ów „transpasywny udział w przemocy” wobec inności, nowości, eksperymentalności, mniejszościowości i wielu kolejnych wyzwań, rzuconych przez samego Grotowskiego, biograficznie i artystycznie, polskim humanistom jego czasów. To była (a może nawet nadal jest/bywa) – horyzontalnie rzecz ujmując – i (krzywdząco tu upraszczając) polska humanistyka uniwersytecka, pełna lęku o chwiejny, upokarzający status pensji asystenckiej, szemranej „naukowości” i (zbyt często) uwikłanej w pertraktacje z władzą polityczną (nie)zależnością myśli akademickiej. To musiało być (a może ciągle jeszcze jest/bywa) upokorzenie społeczne walką o byt (etat/pensję/mieszkanie/zatrudnienie/awans naukowy). W tym kontekście lękowego konformizmu celne zadry myślowe, ostentacyjnie czynione przez Grotowskiego społeczeństwu polskiemu, drapieżny warsztat teatralnego eksperymentu, mocne pytania o niekatolicką duchowość, czy cyniczne gry z władzą polityczną, nie mogły zostać w Polsce twórczo przepracowane. Opór psychologiczny wyrażający się radykalnym odrzuceniem lub lękową idealizacją zadań intelektualnych stawianych przez Grotowskiego polskiej inteligencji nie miał szans na sukces, czyli na urealnienie rewolucji społecznej w mentalności Polek i Polaków. Tego rodzaju społeczne i ekonomiczne staus quo polskiej inteligencji z czasów Grotowskiego dobrze ilustruje – w moim przeczuciu – trop drugi „prześnienia” owej rewolucji, określany przez Ledera stanem „wyznaczenia na świadków”, czyli dukt szoku konfrontacji, który rodzi zwykle bierny opór:

            Spotykając się z realnym, podmiot, człowiek, byt istniejący, doświadcza siły, która dezintegruje go, rozrywa; siły, która go unicestwia. Psychika istnieje po to, żeby chronić nas przed tym tym spotkaniem. Pozwala nam śnić takie istnienie, które nas chroni. Cały system symboliczny – logika, język, imię i prawo – są trajektoriami ruchu, które rozprowadzają niszczącą siłę realnego, zamieniając ją w znośne wyobrażenia. Ale czasem następuje przebudzenie. To przebudzenie może przyjść różnymi drogami; nie najmniej ważną drogą jest droga świadectwa, przynoszonego przez język. Atoli „po stronie przebudzenia stoi śmierć”.[3]


            To mocna i ryzykowna hipoteza, zrodzona z moich intuicji i kontaktów międzygeneracyjnych oraz instytucjonalnych, jednak będę dalej twierdzić, że u źródeł „prześnienia” Grotowskiego i (chronicznego, wtórnego) powtarzania sedna podjętych przez niego pytań o teatralny/społeczny status seksualności, duchowości i władzy, leży – niezwykle krucha w swych posadach intelektualnych i ekonomicznych – samoświadomość polskich humanistów, tych z czasów Grotowskiego, ale i tych nam współczesnych. Aby chcieć eksperymentować i czerpać satysfakcję z ryzyka, trzeba czuć się pewnie w wielu płaszczyznach swej egzystencji, od gwarancji socjalnych pracy, do przejrzystej, pozwalającej planować „siebie” w czasie ścieżce kariery instytucjonalnej. A tego od roku 1945 nie mieli (i nadal nie mają) polscy humaniści. Lederowska „śmierć”, którą ufundował polskiej rzeczywistości wczesny Grotowski była więc (i jest/bywa) widmem stawiania pytań o społeczne unicestwienie. Niektórzy ten atawistyczny lęk nazwaliby pewnie kastracyjnym. Kim będzie Polak, który odważy się wyzwolić swój erotyzm z bezpiecznych ram tradycji? Co się stanie, jeśli uznamy w Polsce, że duchowość inna niż katolicka ortodoksja nie musi być ani antyklerykalna, ani sekciarska, a ateizm to nie zawsze antyteizm? Czym mogłaby być „świecka eschatologia”? Jak funkcjonowałoby w Polsce świeckie państwo? Zdaje się, że – po sześćdziesięciu latach – groza społeczna tych pytań nadal mrozi w Polsce krew w wielu żyłach. A co jeszcze, jeśli w cielesności tkwi – jak chciał jogicznie zainspirowany Grotowski – ukryty skrypt duchowy pojedynczej biografii? Te (chronicznie „polskie”) pytania będą w Polsce obsesyjnie powracać dopóty, dopóki nie uznamy ich pozytywnego programu. Bo nie musi być tak, jak jest. I chciałoby się wierzyć, że animatorami społecznymi tych pytań mogliby być – w nowoczesnym państwie – właśnie humaniści, wytrenowani lekturowo w sceptycyzmie i etyczni w uznaniu równowagi wielu różnych racji. A jednak „transpasywność” biedy ekonomicznej i niepewności instytucjonalnej powraca w Polsce demonicznymi bitwami o narodowe instytucje teatru/uniwersytetu/władzy/religii. Dariusz Kosiński nie pozwala sobie na (sformułowane przez mnie powyżej) herezje społeczne i (naiwne, by nie rzec: bezczelne) ryzyko podobnych konstatacji, ale autor ten – dzięki rzetelnej pracy (nad często intuicyjną) rekonstrukcją procesu twórczego i dzieł Grotowskiego z lat 1959-1960 – nie kastruje w czytelniku woli czynienia skrajnych przypisów do lektury. I z tej (mentalnej) ścieżki somnabulicznego powrotu do myślowych praktyk Grotowskiego wyłania się (duchowa) ścieżka biograficznej odpowiedzialności czytelnika, swoista intelektualna sadhana. Taka praktyka lektury jest jednak myślową i rzec by można jogicznie: mentalną asaną. Z „prześnionymi” pytaniami (o) Grotowskiego budzimy się w polskim tu i teraz. I nie ma wyjścia. I trzeba z tym żyć, choć taka u nas aura. Bo żaden Konopielkowy fatalizm nie wyłania się z książki Kosińskiego, lecz siła etyki odpowiedzialności za rozumienie spraw Polski, która wcale nie musi być taką, jaką jest.

Lektura etyczna

            Perfekcyjna wręcz kompozycja książki Dariusza Kosińskiego wyłożona została już we Wprowadzeniu. Jak zapowiada autor „rekonstrukcja” i „reinterpretacja” dotyczy czterech pierwszych przedstawień, które zrealizował Jerzy Grotowski w Teatrze 13 Rzędów w Opolu (od połowy 1959 roku) wraz z Ludwikiem Flaszenem, a więc sfinalizowanych w latach 1959-1960: Orfeusza (według Jeana Coucteau), Kaina (wedługByrona), Misterium buffo (według  Włodzimierza Majakowskiego) i Siakuntali (według Kalidasy). Prace te uwolnił Kosiński z perspektywy ewolucyjnej i zdjął z nich (ugruntowany dydaktycznie w Polsce) stygmat juweniliów. Kosiński nakreśla (rzetelnie materiałowo i hermeneutycznie-intuicyjnie) horyzont intelektualny Grotowskiego jako „nieodległy od dzisiejszych poszukiwań młodych reżyserów” (s. 7). Tę „nieodległość” widzę w „prześnieniu” w Polsce rewolucji mentalnej Grotowskiego. Dostrzegam śmiałe, etyczne przyzwolenie dla tej otwierającej różnorodne myśli lektury, rozwijanej w przestrzeni całej publikacji Kosińskiego. Przyzwolenie, będące dowartościowaniem podmiotowego ryzyka czytelniczego myślenia nad Grotowskim, z którego zwierza się explicite Kosiński brzmi tak:

            W odróżnieniu od wielu kolegów nie hołduję [Kosiński – przyp. A.K.] zbytniej ostrożności i nie widzę w niej cnoty. Lepiej narazić się na ostrą nawet polemikę, niż przez lęk przed ryzykiem przemilczeć, co może się okazać ważnym tematem lub zarzewiem interesującej dyskusji. W historii polskiego teatru jest i tak zbyt wiele zagadnień i problemów przemilczanych przez nadmiernie ostrożnych badaczy. Dlatego też w niektórych momentach pozwalałem sobie [Autor – przyp. A.K.] na odejście od skupienia na poszczególnych przedstawieniach i wydobywania swoistej linii tematycznej czy wręcz części szerzej widzianego światopoglądu (nie tylko teatralnego) Jerzego Grotowskiego (s. 9).


            Passus ten i kilkanaście jemu podobnych, obecnych na kartach wewnętrznie dialogującej, seminaryjnej książki Dariusza Kosińskiego, to pozwolenie lub może lepiej – zaproszenie (albo jeszcze symboliczniej: Norwidowskie niemalże Vade-mecum) do indywidualnej lektury etycznej całości publikacji. Każde bowiem z czterech omówionych przedstawień Grotowskiego, oprócz wzorcowej i pietystycznej warstwy archiwistyczno-dokumentacyjnej, zaopatrzone zostało przez autora w swoiste, neuronalne wypustki myślowe badacza, znakowane przypisami będącymi zarazem treningiem dla czytelnika w, równie odważnym i wolnym od blokad mentalnych, stawianiu własnych sygnatur. Podążając taką oto ścieżką otwierania myślenia, sama wykonałam kilkadziesiąt odręcznych stron wypisów z „fiszkami” skojarzeń oraz pomysłów i – jak na solidną książkę seminaryjną przystało – każda z tych gloss mogłaby być początkiem osobnego artykułu lub monograficznego referatu. Lektura etyczna, prowadzona w taki właśnie sposób, to także szereg odautorskich autokomentarzy Kosińskiego, odsłaniających bez lęku styl pracy i dopełniający ją warsztat pisarski badacza. Tego rodzaju rezonator intelektualny, czyli nowoczesny podręcznik akademicki, uczący swego czytelnika śmiało stawiać nowe pytania badawcze, nie zaś wtłaczający go w zastane odpowiedzi, stanowi – na polskim rynku wydawnictw humanistycznych – naprawdę: rarytas. Nie ma tu natłoku (jak to w postzależnościowej, polskiej humanistyce dziś bywa) miażdżących przedmiot badań rewii importowanych teorii, jest zaś – przeciwnie – miejsce na myślenie odbiorcy, który dostaje i szansę obejrzenia teatralnych magazynów po Grotowskim, i wsłuchania się w mikrohistorie – rzec by można – zaangażowanego kustosza, którym co krok staje się autor. I w takiej podmiotowej formule etycznego pisania (preludium do etycznego czytania) upatruję największą wartość tej książki-seminarium. Do tej lektury seminaryjnej czytelnik chce się do/zapisać i pobyć w niej sobie. Bo niezależnie od tego, co z pobytu wyniknie, pozostanie po nim wdrożony trening hermeneutycznego myślenia nad konstrukcjami „polskich” światów mentalnych.

Grotowski: co zostało „prześnione”?

            Używając (dla niektórych zapewne nieco prezentystycznie i uzurpacyjnie) siatki pojęciowej stosowanej przez Andrzeja Ledera w celu postawienia (skrajnej) hipotezy interpretacyjnej (moderowanej poznawczo lekturą książki Dariusza Kosińskiego) – sugerującej, że Grotowski jako retor/orator fundamentalnych dylematów powojennego społeczeństwa polskiego został w Polsce „prześniony”, miałam też na myśli Heglowsko-Durkheimowskie przekonanie, iż jednostkowy fenomen społeczny, ramowany biografią i dziełem „rewolucyjnego” twórcy, nigdy nie jest de facto pozasystemowy i należy go czytać w kontekście problemów społecznych, które ów werbalizator wskazuje. Są to zawsze kluczowe dla danej zbiorowości (takiej jak na przykład „uważający się za Polaków”): zadry, tabu i lękosfery, z którymi grupa ta nie potrafi się jawnie skonfrontować wypychając swe znaki zapytania do symbolicznych kloak indywidualnej i zbiorowej  nieświadomości. Tak powstają toksyczne struktury mentalne długiego trwania. W Polsce rzetelnym i uczciwym intelektualnie komentatorem owych kloak narodowych „prześnień” jest Andrzej Leder i, mimo iż Dariusz Kosiński nie korzysta w swej pracy z tego właśnie instrumentarium pola symbolicznego, to mam silne wrażenie, że „nieodległość” Grotowskiego od najnowszych poszukiwań teatralnych, zdiagnozowana przez Kosińskiego dużo zyskuje, po podklejeniu pod nią epistemologicznego podobrazia w formie pojęć wdrożonych przez Ledera. Istotą bowiem „prześnienia” jest zawsze psychotyczny powrót „niezałatwionych” spraw społecznych, wampirzących na rozwoju zbiorowości i blokujących (tymi patologiami) zdrowy rozwój wspólnotowości, opartej – na innych niż zbiorowe traumy – wartościach. Powrót wypartego bywa agresywny, a wręcz realnie śmiercionośny dla wyrazistych/kontrastujących jednostek i grup społecznych. W Polsce nie trzeba chyba obecnie nikomu przypominać chociażby („gdańskiej” i „polskiej”) daty 14. stycznia 2019 roku, sygnującej empirycznie swym polem symbolicznym wiele figur narodowych dramaturgii długiego trwania tej „zbiorowści”, która nigdy nie stała się „wspólnotą”. I „prześniony” Grotowski powraca więc (nie tylko teatralnymi) chronicznymi pytaniami: o etyczność stawiania cielesnych/erotycznych/seksualnych granic w społeczeństwie, o indywidualne doświadczanie kosztów transformacji politycznej/społecznej/ekonomicznej, zarówno na poziomie rodziny, jak i państwa, o tradycyjne przyzwolenie na ów Polski Teatr Przemocy w zarządzaniu pojedynczymi biografiami ludzkimi w teatrach instytucjonalnych, ale i innych, posiadających rytualną strukturę organizacjach z różnych branż. Grotowski, „prześniony” także w pytaniu o świecką eschatologię i nową duchowość, wyziera tu i teraz z dziesiątków konfliktów wokół etyki pracy z ciałem w ramach – gigantycznego w Polsce – rynku usług rozwoju osobistego, ale przede wszystkim: w niedokończonej (a może wcale nierozpoczętej) bitwie obywatelskiej o świeckie państwo. Te i wiele innych, „prześnionych” pytań (o) Grotowskiego łączy spójnie wampirząca (bo demoniczna) w Polsce inkantacja o etyczny (czyli: transparentny, merytokratyczny i równościowy) styl sprawowania władzy politycznej. Najbardziej fascynującym (jak dla mnie) spójnikiem dla tej otwartej litanii „prześnionych” pytań jest równy akcent kładziony przez Grotowskiego na dowartościowanie duchowości w cielesności i cielesności w duchowości w podmiotowej formacji społecznej współczesnego człowieka, świadomego obywatela własnego ciała i globalnego świata. „Przebudzeniu” tych „prześnionych” pytań towarzyszyć musi jednak konsekwentnie etyczna praca z nawykową przemocą zmiany społecznej, wpisaną w narodowy, polski genotyp matrycy kultury chłopskiej (a szerzej: feudalnych i postfeudalnych więzi społecznych) w Polsce, od rodziny do państwa. Ten „prześniony” w Polsce Grotowski to (także instytucjonalnie rzecz wizualizując) program pozytywny: gotowa strategia etycznego zarządzania jednostkowym i zbiorowym rozwojem. O co chodzi? O konkret społeczny, który odciska się piętnem na każdej biografii, o to wspólnototwórcze „nie wiem” w felietonie Tomasza Rodowicza:

            Właśnie – co w nim [Grotowskim – przyp. A.K.] tak bardzo pociąga [Tomasza Rodowicza – przyp. A.K.]? To, że szukał w tym zawodzie nie grania, ale bycia? Że chodzi tu nie o kolekcjonowanie narzędzi, ale wewnętrzny samorozwój? Że proces jest ważniejszy lub tak samo ważny, jak efekt końcowy? Że nie można udawać kogoś, ale odkrywać w postaci, w pracy nad nią, siebie? Że trzeba przekraczać swoje ograniczenia i porzucając wyobrażenia o sobie, iść za tym, co w nas nieznane? Że ludzkie w tej podróży może okazać się nieludzkie? Że nasze ciało zawiera całą wiedzę o świecie i że trzeba odzyskać z nim kontakt? Że za każdym razem trzeba zaczynać od początku? Na te wszystkie pytania mogę odpowiedzieć tylko: nie wiem, muszę to przebadać. Dlatego właśnie jest jeszcze tyle roboty przy Grotowskim.[4] 

            „Dlatego właśnie jest jeszcze tyle roboty przy Grotowskim”, tej dotąd „prześnionej”.

Bibliografia

Józef Łoziński: Pantokrator, Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Wydawnictwo, Wrocław 1981, ss. 240.
Andrzej Leder: Transpasywny udział w przemocy, [w:] tegoż, Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014, s. 25.
Andrzej Leder: Wyznaczeni na świadków…, [w:] tegoż, Rysa na tafli. Teoria w polu psychoanalitycznym, Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 307-308.
Tomasz Rodowicz: I znowu ten Grotowski, „teatralny.pl” (22.03.2019), źródło: http://teatralny.pl/felietony/i-znowu-ten-grotowski,2627.html?fbclid=IwAR3uTYOzLaeqAq_3ez8v2zjoX1RdSuO9cWJtgK4XXPuyFiHDeFCrWjhyB0k


[1] Zob. Józef Łoziński: Pantokrator, Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Wydawnictwo, Wrocław 1981, ss. 240.

[2] Andrzej Leder: Transpasywny udział w przemocy, [w:] tegoż, Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014, s. 25. 

[3] Andrzej Leder: Wyznaczeni na świadków…, [w:] tegoż, Rysa na tafli. Teoria w polu psychoanalitycznym, Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 307-308.

[4] Tomasz Rodowicz: I znowu ten Grotowski, „teatralny.pl” (22.03.2019), źródło: http://teatralny.pl/felietony/i-znowu-ten-grotowski,2627.html?fbclid=IwAR3uTYOzLaeqAq_3ez8v2zjoX1RdSuO9cWJtgK4XXPuyFiHDeFCrWjhyB0k

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko