Krystyna Konecka – O PREZYDENCIE RYSZARDZIE KACZOROWSKIM – NIEOFICJALNIE

0
69

     Te wspomnienia o ostatnim prezydencie II Rzeczypospolitej na Uchodźstwie nie pochodzą z książek, chociaż jedna z nich pojawia się i tutaj. To Adama Czesława Dobrońskiego praca pt. „Ryszard Kaczorowski. Dziewięć wieczorów z prezydentem”. Jej bohater (który udostępnił archiwalny zbiór fotografii) przywołuje autorowi w londyńskim domu swoje dzieciństwo przy ulicy Mazowieckiej w Białymstoku, przedwojenną aktywność harcerską, której kontynuacja po wejściu Sowietów doprowadziła go do celi śmierci, a potem na syberyjską Kołymę. Także kolejne etapy życia, II Korpus, powojenny Londyn, a tam nieustającą działalność w służbie ojczyzny, i w konsekwencji – otrzymanie od rodaków najwyższego urzędu na emigracji. A te wspomnienia to epizody, doraźne kontakty na przestrzeni kilku lat z człowiekiem, o którym nie można, nie da się zapomnieć…

Listopad 1991

     Spotkanie pierwsze. Niepolityczne, nieoficjalne, nieformalne, podobnie jak i późniejsze. W białostockim Muzeum Historycznym licznie zgromadzeni goście uczestniczą w otwarciu wystawy fotograficznej Juliusza L. Englerta z Londynu. Wystawa jest szczególna:  dokumentuje uroczystości na Zamku Królewskim w dniach 22-23 grudnia 1990 roku, kiedy ostatni prezydent II RP na Uchodźstwie, Ryszard Kaczorowski przekazywał swój urząd oraz insygnia na ręce prezydenta RP Lecha Wałęsy. W niespełna rok po tym historycznym wydarzeniu, wraz z autorem ekspozycji, zatytułowanej „Prezydent Rzeczypospolitej jest znów na Zamku” gości w swoim rodzinnym Białymstoku. Rozmawiamy wtedy po raz pierwszy i umawiamy się na styczniowe spotkanie w Londynie, kiedy główny bohater wystawy wpisuje dedykację w katalogu, nazwanym przez autora, Juliusza L. Englerta „Reportażem fotograficznym”. Jeszcze nie wiem, że to początek podarowanej przez los znajomości…

     Nazajutrz w redakcji „Gazety Współczesnej” nawał pracy. Redaguję pionierskie  wydanie czterostronicowego dodatku dla pań pt. „EWA”. Makiety są w zasadzie gotowe, tematy związane z Bożym Narodzeniem, brakuje tylko wstępniaka oraz kandydatki na krótką rozmowę w rubryce „Kilka pytań do:” na pierwszą stronę. Zaglądam do sekretariatu po książkę telefoniczną, ale przy biurku sekretarki siedzi wczorajszy znajomy – prezydent Ryszard Kaczorowski! Czeka, po spotkaniu z naczelnym, na przyjazd samochodu. W jednej chwili gość wita się serdecznie i, chyba przez zaskoczenie – godzi się odpowiedzieć na kilka pytań. Tak powstała pierwsza  rozmowa w eksperymentalnym wydaniu „EWY”, inaugurującym pierwsze z blisko 50 wydań w ciągu dwóch lat. Oto zapis tego, zgoła niepolitycznego tekstu, pt. „Szyszka w ryżu. Kilka pytań do: Ryszarda Kaczorowskiego – ostatniego  prezydenta RP na Uchodźstwie”:

     – Panie prezydencie, co Pan sądzi o płci pięknej?

     – Uważam, że rola kobiety w naszym narodzie była zawsze ogromna. Przecież to, że nie zatraciliśmy naszej tożsamości narodowej było właśnie ich zasługą. Kiedy po Powstaniu Styczniowym tysiące ojców i braci wywożono na Sybir, to na nasze matki-Polki spadła ta wielka odpowiedzialność za wychowanie tego pokolenia. Nie zabrakło kobiet, kiedy walczyliśmy o niepodległość w 1918 roku. Ta sytuacja powtórzyła się w czasie ostatniej wojny: o Polskę walczyli nie tylko mężczyźni, ale w znakomitym procencie brały w niej udział kobiety.

     – To nasze wspaniałe wzorce historyczne. A jak Pan widzi kobiety współczesne?

     – Do życia społecznego kobiety zawsze wnoszą jakąś delikatność, mniej zacietrzewienia i bardzo często – zdrowy rozsądek. Kobiety mają swoje własne życie zawodowe, a więc zwiększone obowiązki poza domem. Przecież ja mam dwie córki i obie pracują zawodowo. Żona też. Bardzo lubię i cenię kobiety.

     – Tylko tyle?

     – Nie, nic już pani ode mnie nie wyciągnie.

     – Czy zdarza się Panu pomagać swoim paniom w kuchni, w londyńskim domu?

     – Poza kawą i herbatą nie robię raczej nic. Wiem, jak wiele czasu zabiera kobietom gotowanie. Tym bardziej je cenię.

     – Ale przecież były jakieś próby w kuchni w dzieciństwie, jak u większości młodych ludzi. Czy Pan je pamięta?

     – Oczywiście. W młodości często chodziłem na wycieczki harcerskie. Podczas jednej z nich, przypominam, że było to pod Białymstokiem, musiałem ugotować ryż dla wszystkich. Rozpaliłem ogień w pobliżu wysokiej sosny. Wsypałem ryż do garnka i gotowałem. On rósł, a ja go wpychałem na siłę z powrotem. Przy okazji z sosny, pod którą było ognisko, wpadła do garnka szyszka. I to było moje pierwsze doświadczenie kulinarne.

     – Zapewne nie przepada Pan za ryżem. Więc za czym? Co najchętniej jada się u państwa Kaczorowskich?

     – W moim domu są przede wszystkim polskie potrawy. Czasem gotuje się coś włoskiego lub angielskiego do wypróbowania. A ja właściwie lubię wszystko.

     Wydanie z opublikowaną rozmową zostanie niebawem zabrane do Londynu.


Styczeń 1992

     Kiedy wrócę z Anglii, pierwszy tekst, który napiszę, będzie miał tytuł „Podzwonne dla „Zamku””. Pominę mnóstwo szczegółów, wędrówkę z Ewą po coraz bardziej rozpoznawalnym, wymarzonym jeszcze w Białymstoku, Londynie i spotkanie w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym z Juliuszem L. Englertem, który zabiera nas do królewskiego Windsoru, a potem – na kawę u prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego… 

       Na południe od Hyde Parku, w londyńskiej dzielnicy Belgravia przy 43 Eaton Place stoi narożny dom z kremową fasadą i kolumnami na parterze oraz piętrami z czerwonej cegły. Trudno powiedzieć, żeby wyróżniał się wśród innych: Belgravia zasłynęła jako dzielnica arystokracji już w czasach królowej Wiktorii, A dzisiaj większość ekskluzywnych i bardzo drogich budynków to apartamenty wziętych modelek i dobrze sytuowanych aktorów oraz europejskie ambasady. W domu z kolumnami, zwanym przez emigrację „Zamkiem” zamieszkała polska historia współczesna. Przez kilka dziesięcioleci mieściła się tu siedziba władz II  Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie.

      Dzisiaj, jak zwykle na początku stycznia, prezydent RP Ryszard Kaczorowski powinien był przyjmować życzenia noworoczne od przedstawicieli rządu i reprezentantów polskich organizacji w Londynie. Ale przy Eaton Place jest cicho: na wysokim parterze, w ogromnym pokoju pełnym biurek i szaf, samotnie porządkuje papiery starszy, przygarbiony, nienagannie ubrany pan. To Bohdan Wendorff, były minister, dotychczasowy szef Kancelarii Cywilnej Prezydenta RP, obecnie – szef Komisji Likwidacyjnej rządu. Także – żywa kronika zdarzeń politycznych, o których informacje przez długi czas przenikały tylko do wtajemniczonych w kraju.

     Bohdan Wendorff opowiada o sobie z charakterystycznym śpiewnym akcentem, zdradzającym kresowe pochodzenie. Sentyment do rodzinnej Wileńszczyzny tkwi w nim bardzo głęboko. Burzliwe wojenne losy sprowadziły go do Anglii. Był adiutantem pierwszego prezydenta RP w Londynie, Władysława Raczkiewicza, który przejął insygnia władzy od prezydenta Ignacego Mościckiego w dniu 30 września 1939 roku i sprawował swoją funkcję do 6 czerwca 1947 r.

     Niestety, jeszcze w 1945 roku Wielka Brytania wraz z USA i Rosją Sowiecką zadecydowały o losach Polski na konferencjach w Teheranie i Jałcie bez udziału konstytucyjnego rządu RP w Londynie. Trzy mocarstwa cofnęły też uznanie temu rządowi, uznając rząd PRL w Warszawie. Mimo to, ciągłość władz polskich w Londynie została zachowana – w oparciu o artykuł 24 Konstytucji z 23 kwietnia 1935 roku. Przez kolejne 25 lat, do roku 1972 urząd prezydenta sprawował August Zaleski, ale mówi się o tym okresie, iż „zachwiał się autorytet urzędu prezydenta”, a faktycznie decyzje podejmowała tzw. Rada Trzech z udziałem Edwarda Raczyńskiego.

     Bohdan Wendorff obserwował wszystkie zdarzenia w budynku przy ulicy Eaton Place jako urzędnik, minister, a w roku 1975 został szefem Kancelarii Cywilnej Prezydenta RP, pełniąc tę funkcję przy wszystkich kolejnych prezydentach RP, aż do końca. Do kwietnia roku 1979 prezydentem był prof. dr Stanisław Ostrowski. Już na początku jego kadencji doszło do połączenia dwóch niepodległościowych ośrodków politycznych w Rząd Pojednania Narodowego. W kwietniu 1979 roku prezydentem RP na Uchodźstwie został osiemdziesięcioośmioletni Edward Raczyński – dyplomata, pisarz i polityk, cieszący się wielkim autorytetem moralnym wśród rodaków na emigracji. Sprawował z godnością swoją funkcję przez siedem lat, doczekał wolnych wyborów prezydenta RP w kraju i pierwszego po wojnie Parlamentu Rzeczypospolitej. Rok 1991 był dla prezydenta Raczyńskiego szczególnie uroczysty: zawarł on związek małżeński z Anielą Mieczysławską, która otoczyła go przyjaźnią i opieką, kiedy stracił wzrok po śmierci pierwszej żony w 1963 roku. I oto kilka dni temu, 19 grudnia w sławnym POSK-u, czyli Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym odbył się uroczysty wieczór artystyczny w setną rocznicę urodzin prezydenta Raczyńskiego – z udziałem dostojnego jubilata wraz z małżonką. Pięknie opracowany na tę okoliczność, wciąż jeszcze „ciepły” program dedykuje mi jego autor i ostatni zastępca szefa Cywilnej Kancelarii Prezydenta RP, Juliusz L. Englert.

     Od kwietnia 1986 roku do lipca 1989 prezydentem RP był Kazimierz Sabbat, po którego odejściu stanowisko objął – nominowany na nie już w roku 1986 – minister spraw krajowych w rządzie prof. dr. Edwarda Franciszka Szczepanika, Ryszard Kaczorowski. W jego kancelarii Bohdan Wendorff pozostał do końca. Wraz ze swoim szefem i członkami rządu miał zaszczyt przylecieć do Warszawy, i uczestniczyć w dniu 22 grudnia 1990 roku w przekazaniu insygniów prezydenta II Rzeczypospolitej Lechowi Wałęsie na Zamku Królewskim. Teraz doczekał likwidacji tego wszystkiego, z czym związany był przez czterdzieści pięć lat.

     – Znam tu każdy kąt, każdy drobiazg – opowiada wzruszony. – Teraz częściowo likwidujemy niektóre wnętrza. Portrety i biurko prezydenta z Sali na pierwszym piętrze już są na Zamku Królewskim w Warszawie, gdzie przygotowywana jest stała ekspozycja dla zwiedzających. Pracy bardzo dużo, a ja ostatnio miałem operację. I tak to wciąż po tych schodach, z dołu do góry.

     – No, jak na tę sześćdziesiątkę z kawałkiem to ma pan doskonałą kondycję – mówię.

     – Proszę pani, za dwa i pół miesiąca kończę osiemdziesiąt osiem lat!

     Umówiony z nami, i nieco spóźniony, prezydent Ryszard Kaczorowski oczekuje gości z Białegostoku na drugim piętrze, w swoim służbowym mieszkaniu. Tytuł prezydent zachowa dożywotnio. Mieszkanie w „Zamku” trzeba będzie opuścić.

     Siedzimy w przestronnym salonie z kominkiem. Na gzymsie – kolorowe fotografie wnuków. Wygodne aksamitne fotele, białe meble, kotary w oknie, okrągłe poręczne stoliki do podejmowania gości kawą, właśnie przyniesioną z jasnej kuchni przez pana Juliusza, który czuje się tutaj u siebie. To naprawdę bliski przyjaciel. Stolik, przykryty po polsku ręcznie szydełkowaną serwetą, zajmuje strojny wieniec dożynkowy ze snopem owsa i zwojami biało-czerwonych wstążek. Na biurku, przy którym prezydent Kaczorowski wypisuje odręcznie życzenia dla czytelników „Gazety Współczesnej” w rodzinnym mieście, honorowe miejsce przeznaczone zostało na barwną, dużą fotografię pięknej żony Karoliny. To mieszkanie służyło także poprzednikom. Następców o tej randze już nie będzie.

     – Ten dom potrzebny był tak długo jak długo urzędował prezydent – mówi prezydent.  – Jak go nie ma, to nie ma też racji bytu taka posiadłość. W tej chwili wszystko jest w rękach Komisji Likwidacyjnej.

     Wysokie schody prowadzą na pierwsze piętro. Tutaj urzędowali kolejni prezydenci. Są też pomieszczenia, gdzie spotykał się rząd. Wszyscy ministrowie: Spraw Emigracji, Oświaty i Kultury, Spraw Wojskowych, Spraw Krajowych, Spraw Zagranicznych, Sprawiedliwości, Informacji oraz Skarbu pełnili swoje funkcje honorowo. Z budżetu rządowego wynagradzano prace biurowe, porządkowe i zlecone. Na Skarb Narodowy składały się dobrowolne świadczenia Polaków w „wolnym świecie”. 70 proc. wpływów przekazywano do dyspozycji rządu RP, pozostałe stanowiły rezerwę Skarbu. W czerwcu 1979 roku powstał Fundusz Pomocy Krajowi, a w roku 1982 – Rada Pomocy Uchodźcom Polskim.

     W gabinecie prezydenta RP czas świetności należy już do historii. Jeszcze w blasku gigantycznego kryształowego żyrandola iskrzy się wysokie zwierciadło w złoconej, rokokowej ramie, Ale na ścianach obok tym wyraźniej odbijają ciemne kontury po zabranych stąd niedawno obrazach. Po solidnym prezydenckim biurku i fotelu razi pustka. Były szef byłej Kancelarii Cywilnej Prezydenta RP, Bohdan Wendorff z żalem rozgląda się po dostojnym wnętrzu.

     – Ile tutaj było zdarzeń. Ile ludzi…

     – Powinien pan to wszystko zebrać, opisać.

     – Nie wiem, czy zdążę… Może już po wszystkim… Spróbuję.

     Juliusz Englert, wiceszef Kancelarii, fotografik i dokumentalista życia polskiej emigracji, współautor historycznych albumów o Józefie Piłsudskim, generałach Andersie i Sikorskim, papieżu Janie Pawle II, fotografuje prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego na tle opustoszałej ściany w miejscu, gdzie stało biurko. Jeszcze pozostała piękna tkanina z godłem państwowym, a pod nią niewielki portret Lecha Wałęsy. To wszystko.    

     Pan Juliusz odstępuje swój aparat fotograficzny Ewie. Wraz z prezydentem Ryszardem Kaczorowskim siedzącym na fotelu pozujemy we trójkę obok dożynkowego wieńca na koronkowej serwecie. Wkrótce otrzymam fotografie z wytłoczonym nazwiskiem Juliusza L. Englerta jako autora. Na odwrocie – m.in. odręczna informacja: Juliusz L. Englert  inicjator i współautor albumów historycznych. I dowód rzetelności: przekreślona informacja: fot. Bohdan Wendorff, pod nią nazwisko: fot. Ewa Konecka.

1992, 3 stycznia. Londyn, Belgravia. W służbowym mieszkaniu na „Zamku” prezydent Ryszard Kaczorowski, Juliusz L. Englert i autorka. Fot. E. Konecka


Maj 1992

     21 maja piszę w „EWIE”:

     To było święto całej rodziny. – Jestem bardzo wzruszona – powiedziała pani Karolina, kiedy jej mąż, ostatni prezydent RP na Uchodźstwie, Ryszard Kaczorowski został w dniu 8 maja br. uhonorowany tytułem doktora honoris causa przez Senat białostockiej Akademii Medycznej. Bezpośrednio po uroczystości, która miała miejsce w pięknej auli AMB, w dawnym Pałacu Branickich, poprosiliśmy całą rodzinę prezydenta, honorowego obywatela Białegostoku do wspólnej fotografii. Reporterka radiowa Barbara Ciruk zarejestrowała na kasecie wspólną recytację „katechizmu” pt. „Kto ty jesteś?” w wykonaniu wszystkich wnucząt prezydenta Kaczorowskiego: Wandzi i Zenka Szulców oraz Rysia (po dziadku), Marcinka i najmłodszej Krysi Jankowskich. Bo wnuki też są wychowywane na Polaków, mimo że urodziły się w Anglii.

     …Zasługą pani Karoliny jest wychowanie córek, Jagody i Alicji w duchu polskości oraz czuwanie nad rodzinnym gniazdem… Mąż pani Jagody, Bogusław Szulc i małżonek pani Alicji, Adam Jankowski wspierają obie mamy w ich wychowawczym trudzie.

     – Myśmy zaangażowali się w tę rodzinę poprzez małżeństwa – powiedział pan Adam po uhonorowaniu swojego niezwykłego teścia, którego po prostu nazywa: tato. – Jesteśmy ścisłą jednostką rodzinną. Jesteśmy jedyną jego rodziną w Anglii. Staramy się mówić po polsku tak, jak można mówić na emigracji. W młodości działaliśmy w harcerstwie i w organizacjach społecznych.

     Starsze wnuki prezydenta Kaczorowskiego chodzą od poniedziałku do piątku do szkoły angielskiej. Do polskiej – tylko w soboty, ale chodzą.

     – Bardzo cieszę się, że tutaj jestem – powiedziała czteroletnia Wandzia. – Bardzo kocham dziadka.

     – Jak odebraliśmy tę uroczystość? – zastanawia się pan Adam. – Tak jak 22  grudnia  1990 roku na Zamku Królewskim. Ze łzami w oczach, z sercem w gardle, z dumą.

1992, 8 maja. Wyjątkowa pamiątka z panią Karoliną Kaczorowską i całą rodziną w auli Pałacu Branickich. Fot. Z. Lenkiewicz


Czerwiec 1996

     W białostockiej Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej bohaterką popołudnia była  Bronisława Sanejko-Kwaśnicka z Nowego Jorku, autorka książki pt. „Zapomniane dziewczęta”. Uroczystość miała szczególny charakter, bowiem uczestniczył w niej Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent RP na Uchodźstwie, który opatrzył książkę słowem wstępnym. Spotkanie prowadził prof. Adam Dobroński, minister-kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, m.in. przez lata związany z Filią Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku.

     Bronisława Sanejko-Kwaśnicka była żołnierzem 316 Kompanii Transportowej w II Korpusie Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Kompania ta składała się wyłącznie z kobiet-żołnierzy, które też w warunkach frontowych same nią dowodziły. Pierwszą publikacją o działalności 316 Kompanii Transportowej był, wydany w 1988 r. album pt. „W służbie Ojczyzny”. Jego publicystycznym uzupełnieniem jest właśnie książka „Zapomniane dziewczęta”, wydana w roku 1995 przez Oddział Lubelski Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”… Autorka przybyła wraz z mężem do Białegostoku nieprzypadkowo. Urodziła się w pobliskim Zabłudowie, skąd w wieku 15 lat została wywieziona z matką i bratem na Syberię. Zabłudowskie dzieciństwo i lata zsyłki opisała również w swojej książce, zawierającej m.in. także relacje innych ochotniczek z 316 KT. (To temat na osobny tekst, podobnie jak nasze późniejsze wieloletnie kontakty z autorką – KK).

     Poproszony przeze mnie o refleksje na gorąco w bibliotece prezydent Ryszard Kaczorowski powiedział: – Ta książka to część naszego życia narodowego. I zawsze wdzięczni jesteśmy tym wszystkim, którzy to zapisują dla wszystkich pokoleń. Przeżycia, które miała pani Kwaśnicka, są przekrojem tego, co przeszło polskie dziecko wywiezione na Syberię. Jej wspomnienia są dla mnie bliskie, ponieważ moi koledzy więzienni również mieli rodziny wywiezione w głąb Rosji i widziałem, jaka to była dla nich męka, że nic o nich nie wiedzieli. Autorka należała do wybrańców losu, którym udało się skrócić ten pobyt, i wyjechać. Trzeba podkreślić, że większość żołnierzy 2 Korpusu pochodziła z Wileńszczyzny, Nowogródczyzny, Białgostoku.


Rok 1999

Adam Czesław Dobroński wydaje pracę pt. „Ostatni prezydent II Rzeczypospolitej Ryszard Kaczorowski”.

Rok 2005

Ukazuje się książka Adama Czesława Dobrońskiego pt. „Ryszard Kaczorowski. 9 wieczorów z prezydentem”. W roku 2007 jest już wydanie trzecie.

Rok 2010

Juliusz L. Englert zmarł w Londynie 13 stycznia 2010 roku.

Prezydent Ryszard Kaczorowski  zginął w katastrofie pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku…

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko