Alina Barbara Nowak – Światło w różnych odsłonach

0
62

Wpadła mi do ręki skromna z pozoru książeczka. Mowa o zbiorku poezji pt. „Pełno światła” Teresy Radziewicz, wydanej jako nr 3 Białostockie Kolekcji filologicznej, w roku 2016. Na okładce możemy przeczytać, że seria ta prezentuje „twórczość literacką – autorów nie tylko białostockich – oraz studia naukowe poświęcone literaturze, językowi, przestrzeniom, w których literatura spotyka się z filozofią, religią, ze sztukami pięknymi.”

Po przeczytaniu utworów tam zawartych pierwszy odruch nakazał mi wyszukać poetkę w sieci i podziękować jej za dobrą, oryginalną poezję.

Teresa Radziewicz jest poetką, autorką książek „lewa strona” (SLKKB , Łódź 2009), „Sonia zmienia imię (KWADRATURA , Łódź 2011), „Samosiejki” (Galeria Literacka BWA i Biblioteka FRAZYY, Olkusz 2011) oraz „rzeczy pospolite” ( Stowarzyszenie Salon Literacki, Warszawa 2014).

         „Pełno światła” to zbiór wierszy zebranych w trzy części: „małe światy”, „w wirach, w powrotach”, „w utracie zanurzyć stopy”.

Prowadzą one w obszary wiejskie Białostocczyzny- i nie tylko tam, na bezdroża, łąki, miejsca opuszczone ze śladami przeszłości, nad rzekę, do domostw już nieobecnych, do ludzi dawno umarłych, do utraconych miłości, do refleksji, tęsknot, żalu.

Tytułowe światło jest i nie jest obecne w wierszach. Bo gdy mowa o przeszłości, niespełnieniu lub śmierci – światło gaśnie, a jego miejsce zajmuje szara chmura smutku.

Poezja Teresy Radziewicz nie zrywa ostentacyjnie z tradycją poetycką. Jej ars poetica jest wolna od eksperymentatorskich, krzykliwych zabiegów, które często prowadzą na manowce.
 I oto tercyny, które znajdziemy w tym tomiku- z konsekwentnie zastosowanymi rymami np. w wierszu „vilanella sentymentalna” lub bez nich, jak w „wierszu noworocznym”, „on: drewno” oraz w „on: list ostatni”- nawiązują do ugruntowanych w literaturze ścieżek wersyfikacyjnych.

Podobnie rzecz ma się z formą sonetu zastosowaną w pełnym urody i czułości utworze przywołującym młodego Marca Chagalla i jego ukochaną – w liryku „erew tow”. Poetka dołożyła wiele starań, by zagrały tu również regularnie rozmieszczone rymy. Ale już w „sonecie o smutku i łagodności” z rymów rezygnuje. A zatem wolna jest od schematów, porusza się swobodnie wśród literackich, formalnych  możliwości.
Pokora wobec zabiegów poetyckich idzie w parze z – jakże udanymi – zabiegami językowymi. Dostrzec je można na poziomie słowotwórczym, gdy neologizm oparty na słowach już istniejących nadaje wypowiedzi szersze znaczenie. Ilustruje to choćby występujący w trzech (z czterech) strofach wiersza „pastorałka o nadziei” czasownik odrzeczownikowy „nadzieić się”, który koniugowany jest jak każdy inny czasownik zwrotny, np.:

   w świeżym śniegu, w nowym roku
   się nadziei
albo:
   i te słowa się nadzieją.

Podobny środek zaobserwujemy we wzruszającym utworze „rudzik” , poświęconym ojcu, który w chorobie i niemocy staje się bezbronny niczym mały, zmizerowany ptaszek, choć jeszcze niedawno był silnym, solidnym jak drzewo mężczyzną. To niejako odwrócony motyw Jakubowej przemiany w ptaka w prozie Brunona Schulza. Tę metamorfozę obrazuje nowo utworzone słowo, którym podmiot  liryczny zwraca się do adresata – ojca: „odszumiało ci się”, a które  obrazuje egzystencjalnie dramatyczną metamorfozę zmierzającą do odejścia.

Warto dodać, że zabiegi tego rodzaju w tomiku „pełno światła” nie występują w znaczącej ilości. Są rzadkie, ale ich stonowane dawkowanie tym bardziej przykuwa uwagę, wydobywając nowe pola sensów. Poetka nie jest zwolenniczką nadmiaru dobieranych środków, każdy z nich jest uzasadniony, a mimo to jej teksty poruszają.

Wiersz „długie, wieczorne cienie” jest nienachalną afirmacją krajobrazu, piękna otaczającego świata, z którymi łączy się kilka ważnych konstatacji, np.:

 (…)- tylko tyle.
a przecież to wszystko. jestem u siebie.

W utworze pełnym czułości dla miejsc, które odeszły w niebyt, (tytuł: „zaginione wsie” ), a w których mieszkańcy wiedli życie „wyregulowane wschodami i zachodami/ jednakowo zgrzebne dla wszystkich”, czytamy:

ludzkie słabości, ludzkie miłości, ludzkie nienawiści
i ludzkie cierpienia- nic się nie zmieniło przez wieki.

Miejscami znajdziemy szorstki wyraz mentalności ludzi wywodzących się ze wsi (lub z nią związanych) oraz ich odnoszenie się do wypadków życiowych, za które uznawano np. ciąże panien. Poetka dobiera środki zgoła inne od tych omówionych powyżej. Brak delikatności, naturalizm i prowincjonalny cynizm werbalny oddaje szorstki, niewyszukany język potoczny, rodzaj kontrolowanej stylizacji. Tak jest w wierszu „komórki, tkanki, układy”:

(…) trumna czy kołyska,
jedna gęba mniej, jedna więcej, co za różnica? wyhoduje się
każde

w innym miejscu tego samego utworu znajdziemy:

(…) babskie wzgórza i dorzecza, też mi tajemnice
-mruczał felczer z miasteczka-kochanie, kochanie
co za kochanie? komórki, tkanki, układy. po co
ten cały ambaras, te wszystkie wydzieliny…

Wśród zabiegów stylistycznych Rodziewicz stosuje również powtórzenia. Ich uzasadnieniem jest pragnienie zwielokrotnienia siły wyrazu słów opisujących uczucia. Gdy jeszcze sprzężone są przy tym z anaforą – również de facto powtórzeniem na poziomie składniowym i wersyfikacyjnym – oddziaływanie tak zaprojektowanej struktury wypada jeszcze dobitniej:

nie mogę oglądać filmów o miłości, nie mogę
oglądać filmów o śmierci, o miłości, o śmierci,
(…)
filmów o żydach, o pruskich mazurach,
o tych ze świerzowej, o tych z tykocina,
(…)
o tych z pogranicza, nie mogę
o światach, które giną, nie mogę,
nie mogę.

W ten sposób podmiot liryczny, nadwrażliwy obserwator światów zaginionych, po których zostają tylko resztki albo zgoła nic,  mówi o Żydach, Łemkach, których historia bezceremonialnie przegnała lub unicestwiła.

Zaś świadomość odosobnienia w świecie, pojedynczość i wynikająca z niej samotność, nakreślona jest za pomocą niepretensjonalnej personifikacji w ten sposób:

(…) -nie obchodzę świata,
świat mną niezajęty (w wierszu
„stopy w świetle”)

         Byłoby błędem nie wspomnieć o niektórych metaforach. Jest w nich siła przekazu prawd istotnych. Jak choćby ta z wiersza: „on: list pierwszy”, w której podmiot liryczny wciąż szamoce się z relacją z przeszłości, z doświadczeniem, które pozostawiło ranę. Dylemat, co z nią począć, oddaje dwuwiersz:

i nie wiem co wybrać: pozwolić na przysychanie
czy rozdrapywać- licząc, że nigdy się nie zagoją.

Zaś w „do święta daleko” wymowna przenośnia mówi lakonicznie, lecz wszystko o przemijaniu:

po nazwiskach zostały skamieniałe blizny.

Nie mogę nie zatrzymać się na jeszcze jednym z tych kilkudziesięciu interesujących liryków. Na uwagę zasługuje bowiem szczególny rodzaj erotyku, (może warto go nazwać erotykiem możliwości?), czyli utwór „przybywaj, przybywaj!” Podmiot liryczny oczekuje, pragnie, manifestuje swoją emocjonalną i erotyczną gotowość do relacji spełnionej. Ukrywa się za nim kobieta świadoma swojego niespełnienia, nienasycenia w związku, który – jak łatwo zauważyć – dopełniony może być tylko potencjalnie. Napięcie oczekiwania jest dominującą aurą tego tekstu, który rozpoczyna się następująco:

wyłonić się z nicości, poskładać zebrać
w kobietę – linie palców, rozpostarte ręce.
nazwać się oczekiwaniem, penelopą
spragnioną dotyku: rozwarte nozdrza, usta
rozchylone, pytające, przymknięte oczy

Innym konsekwentnie prowadzonym zabiegiem zarówno na poziomie graficznym jak i znaczeniowym jest częstokroć występująca przerzutnia. Z jednej strony rozbija ona przyzwyczajenia zwolenników wkładania fraz w całe wersy, z drugiej wyostrza i skupia ciekawość, pomagając w konkretyzacji dzieła. To jedna z zaaprobowanych przez poetkę cech współczesnej swobody poetyckiej, która – w moim odczucie – jest jak najbardziej uprawniona. (Widać to chociażby w przytoczonych powyżej fragmentach).

Wydaje się, że każdy z tych 39 utworów godny jest szczegółowej analizy. Powyższe spostrzeżenia stanowią zaledwie dotknięcie tej poezji ściszonej, nienachalnej, objawiającej wrażliwość szczególną, niedążącej do efektów spektakularnych, ale objawiającej swą naturalną , pojedynczą urodę w percepcji świata zewnętrznego i – co istotniejsze – wewnętrznego oraz nadawaniu mu ciekawych lirycznych imion.


Teresa Radziewicz, pełno światła, Białostocka Kolekcja Filologiczna nr 3/ literatura, Instytut Filologii Polskiej Uniwersytet w Białymstoku, Stowarzyszenie Schola Humana, Wydawnictwo Prymat, Mariusz Śliwowski, Wyd. I, Białystok 2016. ISBN978-83-943277-3-6

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko