Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
62

Niech dalej spokojnie śpią…

Mam wrażenie, że od kilku lat panuje swoista moda na Azjatów, na ich literaturę. Oryginalną przede wszystkim ze względu na swoistość kulturową, często nieprzystającą do europejskiej czy amerykańskiej.

Z Chiang-Sheng Kuo jest inaczej. „Stroiciela fortepianów” mógł napisać Polak, Francuz, Amerykanin. Tak, realia w tej krótkiej powieści nie maja znaczenia. Znaczenie mają dwie postaci Lin Sang, któremu po śmierci żony pozostała jej szkoła muzyczna i tytułowy stroiciel. Jeszcze dwa fortepiany, Rachmaninow, czy raczej jego muzyka. No i genialny rosyjski pianista, Swiatosław Richter.

Lin Sang, mimo, że zmarła Emily, druga żona, z pierwszą się rozwiódł przed laty, a ta druga, dwadzieścia lat od niego młodsza, była muzykiem, jest muzycznym ignorantem. Inaczej niż stroiciel. Muzyczny geniusz, ktoś, kto w innych okolicznościach, przy innym zrządzeniu losu mógł, może nawet powinien, podbić światowe estrady, mistrzowsko grać Rachmaninowa, Chopina, Schuberta, innych najwspanialszych kompozytorów. Zamiast tego… Zamiast tego stroi fortepiany. A może nie. Stroi je przy okazji. Gra, ćwiczy, na tych strojonych instrumentach, bo nie stać go na kupno własnego.

Mógł być wielkim muzykiem. Grał, mimo sprzeciwu ojca, od dziecka. Miał po prostu niezwykły talent. Co więcej spotkał na swej drodze kobietę, panią Chiu, niespełnioną pianistkę, która dostrzegła ten talent, zaopiekowała się nim, kształciła – widząc w nim, zapewne, spełnienie swoich marzeń.

Tych dwu mężczyzn połączyły dwa fortepiany i szkoła. Ich relacja, początkowo przypadkowa, potem głębsza, z pomysłem na lekcje, a jeszcze później na wspólny interes ma, oczywiście, głębsze podteksty.

Może najważniejszym jest scena, w której pani Chiu oddaje na chwilę młodziutkiego stroiciela pod opiekę wielkiej gwiazdy. Ich rozmowa, „To, czego nie potrafiłeś opisać – powiedział – to czas. Muzyka pozwala nam usłyszeć upływ czasu. Usłyszeć nasze własne cienie. […] Dotąd wiedziałem jedynie, że mam wyjątkowe predyspozycje, ale nikt nigdy mi jeszcze nie powiedział, że muzyka nie kryje się w fortepianie, lecz w moim cieniu.”

Ta relacja między wirtuozem, a kilkunastoletnim chłopcem mogła być przełomem, ich wspólne granie podczas koncertu, obaj ubrani we fraki, z muszkami… Tak, padła taka propozycja, przez moment wydawała się realna. A potem uchylone drzwi i miłosne pocałunki gwiazdy z jego francuskim partnerem. „[…] ich usta szukały się łapczywie jak rozgorączkowane cykady świadome zbliżającego się kresu lata i godów…” Wszystko w jednej chwili się rozwiało. To z tamtym grał… Pozostało porysować instrument.

Nie zrobił kariery, nauczył się stroić fortepiany, dawać im inne życie. To w szkole poznał Emily. Dla niej muzyka też wydawał się najważniejsza. Ale i ona miała swoją tajemnicę. Więcej, tajemnice miała nawet pani Chiu.

A może tajemnica Emily wcale nie była, przynajmniej dla jej męża, tajemnicą?

Richter nie potrafił wybrać fortepianu, na którym chciałby grać. Tak się ponoć często zdarza. Stroiciel to też talent. Swoisty. „[…] zawsze uważałem, że praca stroiciela pasuje do mnie bardziej niż nauczyciela czy pianisty – ponieważ mogłem zachować chłodny dystans wobec uporu i perfekcjonizmu muzyków żądających konkretnych barw.”

Jest ta powieść jak wyciszona gra. Nie ma gwałtownych, mocnych uderzeń w klawiaturę. To raczej spokój, zgoda na trwanie we własnym świecie. Świecie, w którym następują zbliżenia, które łączy muzyka, instrument, ale zaraz okazuje się, że bywają chwile, gdy inne emocje będą brać górę.

Lin Sang i stroiciel fortepianów mogli połączyć muzykę i biznes. Pewnie ich relacja z czasem nabrałaby innych barw, ich przyjaźń – dwu kompletnie różnych ludzi, także ze względu na wiek i status majątkowy – stałaby się, szukam właściwych słów, bardziej przenikająca, wykroczyłaby poza ściśle wytyczone granice.

Lin Siang zdecydował się ratować czy też odbudować relacje z synem z pierwszego małżeństwa. Stroiciel poleciała z Nowego Jorku do Moskwy aby zobaczyć mieszkanie Richtera. Nie obudził stojących tam fortepianów. Mimo, że dostał na to zgodę… Niech dalej spokojnie śpią…

Chiang-Sheng Kuo – Stroiciel fortepianów, przekład Katarzyna Sarek, ArtRage, Warszawa 2024., str. 128.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko