Irena Kaczmarczyk rozmawia z Krzysztofem Nurkowskim

0
336

Z JAMY MICHALIKA
Z DWORU DO JAMY – o Karolu Fryczu rodem z Cieszków

Irena Kaczmarczyk z Krzysztofem Nurkowskim

Irena Kaczmarczyk:  (…)Od dziecka interesował się materiałami i krojami strojów, grzebał w rupieciach, miał talent i zamiłowanie do rysunku. Urodził się w roku 1877 w szlacheckim dworku w Cieszkowach niedaleko Kielc, w zaborze rosyjskim. Bawił się w domu wypełnionym pamiątkami po kilku pokoleniach Fryczów, otoczonym wiekowym ogrodem porośniętym jabłoniami. Z pewnością wsłuchiwał się w opowieści ojca, weterana powstania styczniowego. Uczył się w Galicji: w gimnazjum w Krakowie i w Bochni. Razem z matką jeździł w podróże po zachodniej Europie, poznawał języki, do których miał wrodzony dar. Już w młodości mówił po niemiecku, włosku, francusku i angielsku. Czuł się Polakiem i Europejczykiem. Studia rozpoczął w Monachium na Wydziale Architektury, po dwóch latach przeniósł się do krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych (…) tak o Karolu Fryczu pisze w swoim znakomitym szkicu Jakub Kasprzak*.Zanim jednak porozmawiamy o jednym z najważniejszych scenografów w historii polskiego teatru, związanego z Jamą Michalika, proszę powiedzieć kilka słów o sobie.   

Krzysztof Nurkowski: Wodnik, urodzony w 1960 roku w Skalbmierzu w rodzinie inteligencji wiejskiej. Mama była nauczycielką, ojciec głównym księgowym w latach 60-tych ub. wieku, a przed laty, sekretarzem Urzędu Gminy w Czarnocinie. Pozostała mi w genach estyma wobec dokumentów. Gdy jedni palili pisma z okresu stanu wojennego, aby nie podpaść SBcji, ja zachowywałem i gromadziłem, dlatego moje mieszkanie to jedno wielkie archiwum książkowe, płytowe i dokumentacyjne. Byłem wokalistą działającego w Krakowie w okresie stanu wojennego punk-rockowego zespołu „Martwy Fiolet” i poniosłem tego konsekwencje. Z wykształcenia jestem  historykiem (WSP). Pracuję już 4 dekady w szkolnictwie – w grudniu br. minie 40 lat pracy, ciągle z kredą i gąbką – z dwuletnią przerwą, gdy zostałem powołany na funkcję z-cy burmistrza w Kazimierzy Wielkiej, okolicznym miasteczku powiatowym, gdzie kończyłem w dekadzie gierkowskiej tamtejsze Liceum Ogólnokształcące im. Marii Curie-Skłodowskiej.

Zbyt dużo skromności, Panie Krzysztofie. Jest Pan barwną i aktywną postacią nie tylko na Ponidziu. Nie bez powodu przecież z okazji Pana urodzin w 2015 roku uczennice napisały esej o swoim wychowawcy, w którym ujawniły Pana rozliczne pasje*. 

Pozazdrościć takiego apetytu na życie…

Nie mogę zaprzeczyć.Robię wiele rzeczy naraz, czasami ślizgam się po kwestiach, albo zaczęte tematy, wiersze, teksty pozostawiam w szufladzie, fascynując się nowymi. Nie jest to dobra cecha. 

Wróćmy do Karola Frycza, który przyszedł na świat w 1877 r. w dworze we wsi Cieszkowy. Tu  Pan pracuje i jest jedynym sygnatariuszem pamięci o wszechstronnie utalentowanym artyście. Wieś położona jest w województwie świętokrzyskim. Co to za miejscowość?

Cieszkowy są znaczącą wioską w naszej gminie. Tu urodziły się dwie postacie encyklopedyczne, wspomniany Karol Frycz w 1877 i Ryszard Bukowski w 1916. Każda z naszych wiosek w gminie Czarnocin ma późnośredniowieczną historię. O każdej z nich pisał Jan Długosz w Liber Beneficjorum dioecenzis cracoviensis, a grodzisko w Stradowie to kultowe miejsce dla polskiej archeologii i do końca niezbadany habitat polskiej państwowości.

Cieszkowy mają swoją bogatą księgę. Też były uwzględnione przez Jana Długosza w Liber beneficiorum. Nie znam dokładnego ducha wioski. O tamtejszych mieszkańcach mówiono, iż są znani z wysokiej kultury osobistej – być może to pozostałość dworku, w którym wyrośli artyści i ludzie kultury – chociaż na zabawach ludowych, zdarzało się różnie. Bywały bijatyki. Zresztą w czasach mojej kawalerki – jak to się tutaj powiada – każda wieś miała swoich harcowników. Bitników, jak się powiadało. Młodzi wzajemnie się naparzali, najczęściej wioska na wioskę. Ponoć w latach powojennych bywało jeszcze gorzej. Legenda rodzinna powiada, że mojemu tacie w pobliskim Miernowie na zabawie ludowej pocięto brzytwą nowy garnitur. Był początkującym urzędnikiem. W Cieszkowach zawsze był silny ruch ludowy i siła tego ruchu sprawiła, że na miejscu zniszczonego dworu Fryczów, Bukowskich i Mieroszewskich zbudowano szkołę. Był taki czas, kiedy każda wioska chciała mieć szkołę. To była lokalna duma. Wracając do dworu w Cieszkowach, to o ziemianach Bukowskich z Cieszków napisałem książkę Był dwór, w której skorzystałem z udostępnionych mi memuarów rodzinnych Bukowskich, a nawet zaprzyjaźniłem się z nieżyjącym nestorem rodu Janem Nepomucenem. 

Są we wsi jakieś ślady po sławnym krajanie, który pozostawił po sobie wiele znakomitych dzieł sztuki, sprawował zaszczytne funkcje w kulturze, był mistrzem scenografii? Wspomina się Karola Frycza?

Karol Frycz był zapomniany. Może istniał w gabinetach uczelnianych i wyspecjalizowanych seminariach. Podzielił los wszystkich ziemian na naszej żyznej ziemi. W historii lokalnej nie istnieli ziemianie. Prosta wiedza ludzka tutejszych mieszkańców kończyła się na istnieniu Państwowych Gospodarstw Rolnych (PGR), a skąd się one wzięły, to było wyparte. PRL zniszczył ze względów politycznych historię polskich ziemian, nie tylko tutaj. Mnie o tym nie uczono na żadnym poziomie dydaktyki szkolnej. Na studiach też o tym nikt nie mówił. Cisza. Powstanie III RP po 1989 zmieniło tę sytuację, jak wiele innych aspektów naszej rzeczywistości. Wtedy Bukowscy zaczęli oficjalnie przyjeżdżać do Cieszków. Wiem skądinąd, że bywali wcześniej w niektórych zaprzyjaźnionych domach chłopskich, zwłaszcza u tych rodzin, których przodkowie należeli do pracowników dworskich. To świadczy o dobrej pamięci wobec właścicieli.

Niestety, nie ma w Cieszkowach śladów po Karolu Fryczu, żadnej tablicy, obelisku czy Izby Pamięci.

Aż trudno uwierzyć…Władysław Orkan ma „Orkanówkę”w Porębie Wielkiej, Jan Kasprowicz „Harendę”w Zakopanem. Czy Karol Frycz nie zasłużył na „Fryczówkę” w Cieszkowach?

W każdym projekcie, który dotyczył historii regionu, a brałem udział z uczniami w multum tego typu projektów i innych kreacji, Frycz był bardzo istotny. Ba, Pani Profesor Akademii Teatralnej w Warszawie Lidia Kuchtówna, widząc nasze działania przysłała nam do szkoły swoją książkę o Fryczu. Nie skojarzyła, że w bibliografii, tej cegły, bo to wielka rzecz, jest mój tekst z okazji 120. rocznicy urodzin naszego bohatera, zamieszczony w kieleckim dodatku Gazety Wyborczej. Od tego czasu polubiliśmy się z Panią Profesor. Wracając do pytania, zaznaczam, że nie jestem osobą decyzyjną, kwestia rozpropagowania pamięci o Fryczu jest w gestii władz lokalnych. Chociaż jako były samorządowiec, mogłem zrobić więcej w tej kwestii, ale mój czas bytności w polityce samorządowej był krótki, za krótki. Walka polityczna sprawiła, że tacy idealiści jak ja musieli przegrać. Ale filozofowie od wieków zastanawiają się, dlaczego zło wygrywa. Od Sokratesa, po Josefa de Maistre. Na marginesie, polecam tego ostatniego Wieczory petersburskie. O doczesnym panowaniu Opatrzności. Gdy chodzi o depozytariusza wiedzy o Fryczu, muszę wspomnieć Tadeusza Rogalę, cieszkowianina zamieszkałego w Niemczech. Robi dużo, aby ludzie w Polsce pamiętali o tej postaci. Pisze bloga. Kupił dla wioski książkę profesor Kuchtówny, która ponoć krąży po domach.

Nie przypadkowo rozmawiamy o Karolu Fryczu w Sali Zielonej zwanej Fryczowską, gdzie artysta z Cieszków zaprojektował meble, okna, drzwi, kominek, kandelabry, lampy a na ścianach wiszą jego obrazy, karykatury, litografie… Rozmawiamy o artyście, którego polichromie uświetniają kościoły: w Sulisławicach błyszczy zaprojektowana przez niego korona do obrazu Matki Boskiej Bolesnej, w dominikańskim kościele świętego Jakuba apostoła w Sandomierzu są drewniane skarbony na ofiary. A w Cieszkowach? Nawet szkoła podstawowa, która została wybudowana na miejscu wyburzonego dworu nie nosi jego imienia…

Jak już wspomniałem. Ziemianie zostali wykastrowani z naszej pamięci. Nie wolno było o nich mówić. Nie miałem też w tym względzie pamięci rodzinnej. Może ci mieszkańcy, których przodkowie pracowali w dworach wiedzieli więcej, ale raczej się tym nie chwalili. Znany był podział socjospołeczny na wieś/gospodarzy i tzw. dworusów. Mieszkańców wsi pracujących w dworze. Oczywiście za zapłatą, wszak pańszczyzna już dawno została wyrugowana, a gospodarstwo ziemiańskie/z niemiecka folwark, był zakładem produkcyjnym, czyli dużym gospodarstwem rolnym w rodzaju dzisiejszych latyfundiów. Pracować mógł każdy, kto chciał i musiał, aby wyżyć. Kwestia za ile, ale to już inna historia. Ówczesnej ekonomii. Te spory społeczne i podziały dziś zanikły. Wszystko się zdemokratyzowało. 

Pytam uczniów o źródła historyczne w postaci aktów nadania ziemi pańskiej przez władzę ludową. Nikt nic nie wie, a jak ma wiedzę, to pewnie nie chce się nią dzielić. Starsi chłopi – w większości już nieżyjący – opowiadali mi, że przed nabożeństwem w kościele – a chłopi zawsze zbierają się w grupki przed nabożeństwami, aby pogadać o bieżących kwestiach – biedny gospodarz, jeszcze po II wojnie światowej, nie śmiał podejść do grupy zamożnych gospodarzy. Dziś już nie ma tego problemu. Skończyło się wraz z wygnaniem ziemian i zajęciem ławki kolatorskiej w kościele, gdzie zasiadała rodzina ziemiańska, przez najstarsze panie w parafii.

Na fali odnowy w III RP Armia Krajowa, która była potępiana najbardziej – jeśli można mówić o gradacji nienawiści w PRL – była na pierwszym miejscu. AK-owcy, BCH-owcy mieli największy lobbing. Ziemianie żadnego. Byli nieliczni i delikatni. Odnośnie Frycza, gdyby jeszcze tworzył malarstwo symboliczne i narodowe jak Matejko, los jego pamięci byłby inny. Dodam, że na grobach Fryczów na pobliskim cmentarzu były składy śmieci. Przed przeszło dwoma/trzema dekadami wraz z żoną oczyszczaliśmy je z krzaków i innych cmentarnych wysypisk. Dziś już jest inaczej. Stanowczo inaczej.

Wspomniał Pan, iż jest autorem książki: Był dwór…Obraz wsi i dworu w świetle pamiętników rodziny Bukowskich 1843-1939. Proszę powiedzieć, czego dowiedział się Pan z pamiętników Bukowskiego o dworze, o rodzinie Karola Frycza? A może i o samym Karolu?

W sumie, niewiele. Bukowscy mówili mi o sobie – jeździłem do nich do Katowic, Świętochłowic, byłem na pogrzebie profesora Andrzeja Frycza w Gliwicach – , ale też polecali mi książki i teksty profesor Lidii Kuchtówny, dzięki którym trafiłem na bogactwo i dorobek Karola Frycza. Najlepszą metodą poznania rodziny Bukowskich będzie przeczytanie mojej książki, a także w nieistniejącym „Czasie” krakowskim (dziś krakowski Gość Niedzielny) tekstu Wygnani z ziemi ojców traktującym o tymże. Zachęcam do lektury. 

Najsłynniejszą uczennicą Karola Frycza była Pani Krystyna Zachwatowicz-Wajda. Czy miał Pan z nią kontakt?

Tak, chyba w 1998 roku, byłem na otwarciu filii Muzeum Teatralnego na ulicy Szewskiej, gdzie spotkałem panią Krystynę – wybitnego scenografa i wykładowcę tej dyscypliny w krakowskiej ASP. Chciałem ją zaprosić do Cieszków, ale ona spytała czy jest jeszcze dwór, gdzie urodził się jej profesor z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Nie, istnieje tylko na łamach mojej książki Był dwór – odpowiedziałem. Na tym skończyła się rozmowa. Jakiś czas później przeczytałem w prasie, że zwiedziła wraz z grupą studentów z krakowskiej ASP zbory ariańskie w naszej gminie. Pewnie była też w Cieszkowach.

Pracuje Pan, o czym wspomniałam wcześniej, w Szkole Podstawowej im. Armii Krajowej w Cieszkowach. Jest znakomitym nauczycielem historii i wiedzy o społeczeństwie. Organizuje wycieczki do stolicy, pokazując młodzieży np. sejm na Wiejskiej, ale nie tylko. Proszę pozwolić, że zacytuję Pana wypowiedź: Spacerujemy z dziatwą po okolicznych kurhanach, zborach, cmentarzach, szukając śladów dziedzictwa kulturowego. Plebania w Czarnocinie, zbudowana na wzór zburzonego dworku Śląskich z Turnawca, cmentarz choleryczny z końca XIX wieku, groby ziemian Dobrzańskich na miejscowym cmentarzu, grodzisko w Stradowie czy prasłowiański kopiec w Czarnocinie. Zbory ariańskie w Cieszkowach czy Kolosach, to podstawowa wiedza, którą nabywają moi uczniowie, in situ. Zdarzają się lekcje tematyczne w przestrzeni. Dodam, że wiele szkół to robi i wielu kreatywnych nauczycieli. A dopiero później są podręczniki. Precz ze szkolnymi ławkami.

Panie Krzysztofie, chapeau ba!… Pozazdrościć młodzieży takiego Nauczyciela!!!

Młodzież Pana uwielbia?              

Nie wiem. Są różni uczniowie, są różni rodzice. Generalnie jestem uśmiechniętym pesymistą. Wymagam, jako belfer – nie wszyscy wiedzą, że to słowo ma etymologię żydowską – a tacy są lubiani po latach, dekadach. Dobry nauczyciel jest jak stare wino. Smakuje po długim leżakowaniu, ale z codziennością bywa różnie. Choć też zbieram dowody prostego uczniowskiego i rodzicielskiego oddania, zwykłej ludzkiej  życzliwości. Podłości jakichś dramatycznych – a te się zdarzają – nie doświadczyłem. Szkoła stara się być coraz bardziej empatyczna, ale uczniowie uzbrojeni w telefony, potrafią być nieprzewidywalni. W gimnazjum dopracowaliśmy się zdrowych stosunków między całą społecznością szkolną, ale jak to w Polsce, nic co dobre, nie może wiecznie trwać. Gimnazja zostały zlikwidowane w okresie swojej największej prosperity. Sukcesów też miałem ci dostatek, porażek też trochę. Dodam, patrząc z perspektywy swoich dekad w pracy nauczycielskiej, że szkoła w PRL była represyjna, ale dużo i dobrze uczyła, a dzisiejsza  jest regresywna, wycofana, nie nadążająca za światem. To jest wina systemowa. Nauczyciele robią co mogą, aby w tym chaosie organizacyjnym, poznawczym i psychologicznym, przeprowadzić uczniów przez rzekę dydaktyki. Przeżyłem tylu ministrów edukacji, tyle rządów i jest coraz bardziej nieciekawie, a przecież cały aparat naukowy, psychologiczny, dydaktyczny mamy na wyciągnięcie ręki. Coś z nami nie tak. Z całym systemem szkolnym. Teraz, dzięki tzw. dobrej zmianie biegam po trzech szkołach. Cierpi na tym moja dydaktyka i somatyka.

A czy uczniowie byli z Panem w Jamie Michalika? Zobaczyli wystrój secesyjnej kawiarni, która zawdzięcza swą urodę Karolowi Fryczowi, artyście z Cieszków? Przyglądali się litografiom „ Z Teki Melpomeny”w Sali Czerwonej?

Byli chyba tylko raz. Innym  razem, gdy próbowałem, nie mogliśmy wejść ze względu na stanowczą postawę właściciela. Zawsze mówię o Fryczu, gdy jesteśmy w Krakowie. Zaglądamy też na Cmentarz Salwatorski, gdzie jest pochowany. Próbuję uczyć i kształtować dumę z tych postaci jak i braci polskich, których znaczące artefakty/zbory arian znajdują się na terenie naszej gminy Czarnocin. Nagrywano wokół nich filmy, choćby w Kolosach „Sąd nad braćmi polskimi” Jerzego Janickiego i tegoż ”Bracia polscy”. Trzeba przyznać, że zbory ariańskie są zaopiekowane przez władze gminy. Inna sprawa, że stoją milcząc, a powinny służyć kulturze i wiedzy. Była próba zakupu przez jedno ugrupowanie polskich protestantów, ale spełzło na niczym. Moją ideą fixe są koncerty, choćby jakieś nagrania in situ/ w miejscu. Dla przykładu, wybitny polski muzyk jazzowy, saksofonista Mikołaj Trzaska nagrywa swoją muzykę w synagogach. Chciałbym, aby taka kreacja powstała w jednym z naszych zborów ariańskich i nawet pisałem do pana Mikołaja. Ale sprawa musi dojrzeć…

Wracając do Frycza, to odwiedziłem, niestety sam, wielką wystawę jego prac w Muzeum Narodowym w Sandomierzu. Plakat z reprodukcją jednego z jego obrazów wisi przy wejściu do pokoju dyrektora w szkole w Cieszkowach. Podarowałem szkole, jak wiele innych drobnych pamiątek z moich podróży po Europie.

Panie Krzysztofie, jest pora południowa, w Jamie Michalika w tym czasie jest w miarę swobodny dostęp do ścian, więc podelektujemy się dziełami Karola Frycza, artysty o którym zapewne niekiedy Pan rozmyśla zmierzając do szkoły w Cieszkowach…może z sentymentem wypatruje jabłonek, które rosły wokół dworu? Zna Pan piękny obraz Frycza „Stolik malarski w Jamie Michalikowej” znajdujący się tuż przy wejściu z Barku do Sali Czerwonej (Starej)?  Osobiście bardzo lubię się przy nim zatrzymać… 

Pozostaję w zachwycie. Doprawdy, wszystko co w Jamie pozostało po Fryczu jest imponujące.

Nie dziwi mnie Pana wrażliwość, przecież jest Pan poetą, autorem kilku tomów wierszy. Pozwolę sobie zacytować dwa z nich, które nawiązują do naszego tematu rozważań: 

Ponidzie              

                    Adamowi Ochwanowskiemu
Soczyste bogactwo ogrodów
dary ziemi godne królów 
przeciągi historii i histerii
oczodoły dworków 
gdzie czas zatrzymał się na popas
tylko kamienne świątki
z niezmienną pobłażliwością 
spoglądają na słomiaste chochoły
tańczące jesienne tango smutku

Przed burzą         

na czarnocińskich łąkach
szare chmury pogasiły gwiazdy
diabły w wierzbach zbudzone
którymi straszyła mnie babka
prostują starcze kości 
obłąkane świerszcze
wibrują pod niebem
Lisich Jam Przymiarek Grabówki
nad grobami domów Bukowskich Fryczów Mieroszewskich
wiatr niesie zło
uciekam przed sobą do domu

Panie Krzysztofie, mieszka Pan na obrzeżach Europy, ale w Domowym Centrum Literatury. Czytam w mediach społecznościowych: Nie daję rady. Potykam się o książki. Jakie książki królują w domu bibliofila Krzysztofa Nurkowskiego?

Różne, zbieram książki od pięciu dekad. Generalnie szeroko rozumiana humanistyka. Historia, literatura, tomiki poezji, esej, politologia, publicystyka, muzykologia. Koledzy proponują, bym otworzył własną  bibliotekę…Biblioteka Nurkoviensis. Mam także olbrzymią płytotekę. Winyle, płyty CD, kasety. Aleks Dancig z Izraela, którego gościłem przed laty u siebie, który zanocował u mnie, patrząc na obfitość moich zbiorów, rzekł: Tyś intelektualista. Aleks niejedno widział i wszędzie bywał, więc wie co mówi. Żeby przemówić do wyobraźni uczniów, mówię że moje zbiory to wartości dobrego mercedesa. Dodam, że przez lata pracy nauczycielskiej, gdy nie stało internetu, uczniowie przychodzili i pożyczali książki. Zwłaszcza ci ze szkół średnich. Dzisiaj przestawiłem się na zakupy na ebookach, chociaż są książki, które dostępne są tylko na papierze. I tak musi być. 

Co proponuje Pan swoim podopiecznym?

Czytać dobre książki. Czytać książki. Zacząć od „Zewu krwi” Londona przez „Egipcjanina Sinuhe” Waltari po„Następnego do raju” Hłaski. To były dla mnie wstrząsające spotkania. A potem według gustu i potrzeby. Słuchać dobrej muzyki. Chodzić do teatrów, sal koncertowych, do galerii sztuki, nie tylko handlowych, klubów jazzowych i rockowych. Polecam pisanie pamiętnika, dziennika, aby utrwalać mijający czas, kreowanie swoich pasji, dużo mądrych ludzi na swojej drodze. Standard. Wielu tak robi. Widzę po ich aktywności w fb. Tych, co wyjechali na studia i nie tylko. Nie mam jednoznacznej recepty na aktywizm kulturowy. Polecam swoje doświadczenia. Czasami przychodzą do mnie byli uczniowie, szukając moich książek. Dojrzali, wszak Sowa Minerwy…..Miłe. 

Dzwoniąc do Pana w sprawie zgody na przeprowadzenie wywiadu, dowiedziałam się, że jest Pan w podróży wraca z warszawskiej Narodowej Filharmonii. Z jakiego koncertu? Skąd zainteresowania muzyką klasyczną? 

Nie tylko muzyka klasyczna. Kocham muzykę jazzową i rockową. Lubię też folklor ludowy, taki jak to się u nas mówi, grany „od lasa”, ale też muzykę egzotyczną z Azji, Afryki, czy Indii. Nie jestem homogeniczny. Interesują mnie różne doświadczenia kulturowe. Jak Frycza, który też dużo podróżował, choć kudy mi do jego znajomości świata.

Ludwik van Beethoven był powiedział, że muzyka jest najwznioślejszą ze sztuk pięknych. I z tym się zgadzam. Muzyka oddziałuje na wszystkie zmysły, Choć jest ulotna, daje mi radość estetyczną i poznawczą. Wręcz fizyczną. Najczęściej bywam w Filharmonii Krakowskiej i Świętokrzyskiej, nie obce mi są kluby jazzowe i rockowe Warszawy, Krakowa, a w porywach Wrocławia. Tak samo – może to jest jakieś odchylenie poznawczo-estetyczne – kocham muzykę Sex Pistols, jak i muzykę wspomnianego Beethovena. Ostatnio rozmawiałem w foyer Teatru Wielkiego z Pawłem Mykietynem, który też zaczynał od jeżdżenia do Jarocina a dziś jest wziętym kompozytorem muzyki współczesnej. Kocham też malarstwo i plastykę Stasysa Edregiveciusa, który ostatnio wystawiał w Zachęcie. O moich przebojach z zespołem Martwy Fiolet piszę książkę, więc nie będę teraz się wypowiadał.

Jeśli już dotykamy muzyki. Powiedział Pan wcześniej, że w Cieszkowach urodził się także wybitny kompozytor Ryszard Bukowski. To z jego pamiętników korzystał Pan pisząc książkę Był dwór. Może kilka słów o tym artyście? I, czy jest jakiś ślad po kompozytorze, pedagogu i krytyku muzycznym w Cieszkowach? Czy tylko pozostały płyty z jego nagraniami, które Pan wręczał w Warszawie znanym współczesnym kompozytorom, muzykom, dyrygentom?

Jako regionalista chcę reklamować Ponidzie i swoją gminę Czarnocin (Pińczowski, jak kiedyś nas nazywano). Że nie wylecieliśmy spod ogona przysłowiowej sroki. Ponidzie to nie tylko żyzne gleby, czyste powietrze, piękne krajobrazy z Nidą w tle, zabytki, ale także ludzie. Wielcy ludzie. Sporo Polaków nic na ten temat nie wie. Zawsze prowokacyjnie egzaminuję z wiedzy o Ponidziu. Rzadko kto wychodzi z tego obronną ręką. Dlatego, gdy Filharmonia Świętokrzyska pod batutą pana Jacka Rogali, który był uczniem Bukowskiego w Akademii Muzycznej we Wrocławiu wydała płytę z jego muzyką, zgłosiłem się i dostałem kilkanaście płyt cd, które rozdałem osobom opiniodawczym.

To świetny sposób na promowanie artysty. Czego Panu życzyć przy kominku zaprojektowanym przez krajana Karola Frycza?

Tradycyjnie zdrowia i nieustającej aktywności czyli wydania kolejnej książki, ergo sponsorów, zabrania się w sposób poważny za doktorat, udanego powrotu do szkoły/jestem na urlopie zdrowotnym; urbi et orbi…pokoju;

Proszę jednak mieć na uwadze (będę to śledzić) kultywowanie pamięci o człowieku, który z dworu w Cieszkowach wyruszył w intelektualno-artystyczną podróż po świecie i przybył do Krakowa do Jamy Michalika, gdzie teraz w zaprojektowanej przez niego Sali dywagujemy nad ocaleniem jego artystycznych zasług…

Pandemia, wojna w Ukrainie – wiem, że stereotypizuję znane powszechnie fakty – sprawiły, że z Tadeuszem Rogalą zawiesiliśmy działania na rzecz upamiętnienia Frycza w Cieszkowach. Ale plany mamy. Jakiś obelisk, tablica, etc. Trzeba dodać, że nie jesteśmy z Tadeuszem osobami decyzyjnymi, a to wymaga decyzji władz i stworzenia silnego lobby. Wraz z Krakowem i tamtejszymi miłośnikami twórczości Karola Frycza.

A najbardziej to chciałbym, by powstały „Fryczalia”, impreza kulturalna promująca tu w Cieszkowach, w miejscu urodzenia pana Karola, twórczość młodych adeptów sztuki.

Świetny pomysł. Będę czekać na realizację planu. Dziękuję za przybycie do Jamy Michalika z Cieszków, oddalonych od Krakowa ok. 60 kilometrów.  

*Jakub Kasprzak: Ojciec polskiej scenografii, teatralny.pl

*https://buskozdroj.naszemiasto.pl/krzysztof-nurkowski-pedagog-i-historyk-doczekal-sie/ar/c13-3346285

Jama Michalika, Sala Fryczowska (Zielona),20.06.2023

Krzysztof Nurkowski (1960) – nauczyciel. Samorządowiec I kadencji. Ukończył studia historyczne i administracyjne. Był redaktorem naczelnym pism: Nidzicy i Gazety Kazimierskiej (wyróżnionej w 1994 roku II nagrodą w ogólnopolskim konkursie). Publikował: Gazeta Wyborcza (Kielce),Tygodnik Ponidzia, miesięcznik Radostowa, chicagowski Kurier Codzienny, krakowski Czas; współpracuje z miesięcznikiem Akant. Opublikował: Był dwór (2000), Drobiazgi podróżne (2009), Limeryki toskańskie (2009), Droga do Koryta (2019). Antologie: Tradycje literackie Ponidzia (2011), Pieśni i fraszki – słowne igraszki (2020), Klechdy świętokrzyskie (2022) oraz teksty w  almanachach miesięcznika Akant. Wyróżniony publikacją w zbiorze limeryków Smocze jajo, z okazji 750-lecia lokacji Krakowa (2007). Otrzymał Nagrodę MEN (2009) oraz odznakę „Za zasługi dla kultury polskiej”(2011). Posiada też medal KEN (2015). W stanie wojennym był wokalistą działającej w Krakowie punk-rockowej grupy Martwy Fiolet. 

Jama Michalika Sala Fryczowska (Zielona) z widokiem na Salę Czerwoną
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko