Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
115

Drut kolczasty na gołym ciele

Ze wstydem musze się przyznać, że do tej pory nie czytałem żadnej z książek Rafika Schamiego stykam się z jego twórczością po raz pierwszy. Ale już wiem, że każda inną jego książkę „wezmę” w ciemno (a jest ich po polsku sporo, nie mniej niż siedem).

Rafik Schami, Syryjczyk mieszkający od ponad pół wieku w Niemczech  (rocznik 1946) i piszący po niemiecku, ale napisał przepiękną książkę o swojej pierwszej ojczyźnie.

„Samiego i pragnienie wolności” zadedykował „Dzielnym dzieciom z Dary, które wiosną 2022 roku wszczęły powstanie, aby pomóc dorosłym chodzić z podniesioną głową”. Ta dedykacja, skonfrontowana z rzeczywistością Syrii ostatniego dziesięciolecia musi powodować skurcz krtani. Bo Syria przecież wciąż krwawi, wciąż giną tam setki, tysiące ludzi. Być może wojna na Ukrainie przytłumiła ten obraz, ale przecież nie umniejsza zbrodni, które mają tam miejsce.

Zbudował swą opowieść – opowieść to właściwe słowo – Schami na relacji. Relacji – może prawdziwej, może zmyślonej – poznanego u niemieckich przyjaciół młodego mężczyzny, uciekiniera z Syrii, z Damaszku. Relacji z przyjaźni. Niezwykłej, bezwarunkowej, bliźniaczej, od urodzenia. Szarika i Samiego. Trzydzieści cztery skonstruowane w piękne całości opowiadania, często wybiegające do przodu, często zahaczające o to, co miało miejsce wcześniej. Dominuje w nich poczucie, że obcujemy, wciąż, bezustannie, z opresją. A przecież, to niemal pewnik, standard życia obu chłopców musiał być – ojcowie byli policjantami – wyższy niż innych. Tylko, co z tego? Można być biednym policjantem, w tej drabinie społecznej nisko, bardzo nisko.

Rys, który dodaje kolorytu – chłopcy są chrześcijanami.

Przemoc, przemoc na każdym poziomie. Szkoła, któryś z uczniów coś tam przeskrobał. Ale jego ojciec jest ważna figurą, powiedzmy kuzynem dwunastego stopnia przywódcy Syrii. Nauczyciel karci chłopca słownie, ale karę, lanie rąk ma przyjąć za niego – oczywiście dobrowolnie – Sami. Nie, nie godzi się, a co więcej, to zdarzenie doprowadza do buntu. Nauczyciel staje się dla chłopców niewidzialny, nikt go nie dostrzega. Chyba, że pojawia się dyrektor…

Strach, na każdym poziomie. Ale też uczucia. Te pierwsze, gdy jesteśmy gotowi dla ukochanej zrobić wszystko, łącznie z ryzykiem utraty życia. Tylko… jak wydobyć jej brata z więzienia na pustyni. No jak? Ale też rodzinne, do siostry. Ile można zrobić dla jej uśmiechu, chwili szczęścia?

Chłopcy mają starszego przyjaciela, Eliasa, listonosza, lutnistę. Marnie kończy, na starość zakochał się. W niewłaściwej, jak zdecydowano, kobiecie. Ten myśliciel, kończy jak inni. Dziwnym trafem policja znajduje w jego mieszkaniu paczkę haszyszu.  Ale to od niego Szarik przejmie miłość do instrumentu, to w nim – mimo informatycznego wykształcenia – zobaczy przyszłość. Ale może ważniejsza była jednak miłość do komputerów. To ona pozwoliła obu chłopcom budować przestrzeń wolności, dawała możliwość wyrwania się z więzów, o których Europejczycy, od czasów Stalina, nie pamiętają. Czasów, gdy najdrobniejsza uwaga, bez znaczenia prawdziwa czy zmyślona, w której była jakakolwiek nuta krytyki prezydenta, powoduje nieprawdopodobne represje. Bicie, więzienie, śmierć. Ale być może jeszcze gorsza była, zapewne dalej jest, utrata nadziei, zaparcie się samego siebie, przyznanie do wszystkiego, do każdej zmyślonej bzdury. Donos, donos, donos.

Sadik, biedny chłopiec, wygrywa zawody, bieg na sto metrów. Dostanie w nagrodę tysiąc lir. To sporo. Tyle, że nagle dowiaduje się, że dziesięcioletni syn prezydenta chce się z nim zmierzyć. To, oczywiście absurdalne. Sadik nie może przegrać. I nie przegrywa. Ze stadionu wyprowadza go dwóch mężczyzn. „Sędzia główny podszedł do mikrofonu i oznajmił, że Sadik przeliczył się z siłami i trzeba go było odwieźć do szpitala. Tym samym został zdyskwalifikowany…” Setki takich zdarzeń…

To także książka o rewolucji, o brutalności wojska i policji, o tym jak odwaga wypełniła serca tysięcy młodych ludzi, jak nie bali się zaryzykować życia, jak wyszli na ulicę domagając się zmian. Przegrali… Musieli uciekać z własnego kraju. A może nie? Może ich zwycięstwo jest tylko odsunięte w czasie? Ktoś powie to tylko dziecięce pragnienia, najważniejsze jest życie. Ale jak żyć, gdy ktoś staje ci butem na gardle, gdy nie możesz złapać oddechu, gdy krztusisz się kłamstwem.

Czyta się każdą z tych opowieści, pięknych przecież, jakby po gołym ciele przeciągano drut kolczasty. Rozoruje skórę, powoduje zakażenie, amputuje kolejne elementy. A jednocześnie ta przyjaźń, oddanie, wiara, ludzkie pragnienie ciepła tworzy inną perspektywę. Perspektywę nieustającej nadziei. Może tak trzeba, może bez niej byłoby jeszcze trudniej?

Rafik Schami – Sami i pragnienie wolności, przekład Jacek St. Buras, Noir Sur Blanc, Warszawa 2023, str. 240.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko