Piotr Wojciechowski  – MŁODE SROKI

0
68

    Giną mi kartki. Zapisuję na nich pomysły powieściowe, odzywki w dialogach, adres przyjaciół i lekarzy, a także świetne tematy felietonów biesiadnych. Większość kartek ginie z metafizyczną skutecznością, nie odnajdują się nigdy, tak jakby swoją nieobecnością wskazywać chciały na inne światy, na rzeczywistości alternatywne. Najbardziej mi brak tych z tematami na felietony biesiadne, bo felieton nie powinien nudzić.

    Zginęła mi kartka z ukochanym cytatem z filozofa, Stefana Świeżawskiego. To był ważny cytat, więc od czasu do czasu odtwarzałem go nieprecyzyjnie z pamięci. Kartka się nie znalazła, ale cytat wrócił – był w odręcznym papierowym liście, jaki ostatnio nadszedł od Wojtka Wiśniewskiego. Wojtek jest jednym z czwórki korespondentów, którzy jeszcze pisują do mnie papierowe listy. To 90-letni znakomity pisarz literatury faktu. Pracuje teraz nad tomem korespondencji i swoimi komentarzami do otrzymanych listów.  Ostatnio napisał mi:” Tak bym chciał opisać ludzi, od których dostałem najwięcej. Dzięki Dominikanom chodziłem do nich wraz z Beatą na Służew, na cykl wykładów Prof. Stefana Świeżawskiego. Tyle mu zawdzięczam. Myślę, że jeżeli uda mi się coś jeszcze napisać, to mam już od niego motto: „Największym cudownym wydarzeniem w życiu są spotkania. I cała radość życia polega na tym, aby je docenić”.

    Literatura faktu jest dobra, jeśli z chaotycznej papki świata wydobywa ukrytą sieć sensu, hierarchie wartości – a czyni to przedstawiając łańcuchy spotkań powiązanych ze sobą logiką historii i miłością pokonującą samotność człowieka. Kuncewiczowa, Wańkowicz, Ksawery Żuławski, Hanna Krall – każdy z nich robił to inaczej, ma na to swoją receptę i Wojciech Wiśniewski, autor „Ostatniego z rodu”, „Pani na Berżenikach”, „Rzymianina z AK”. 

    Moją uwagę muszę jednak skierować ku literaturze pięknej. Miałem zaniechać tłumaczenie się z tego określenia, ale znalazła się kartka z bezpańską definicją kultury. Kiedy definiowałem kulturę pracując ze studentami, zawsze wiązałem podawaną definicję z nazwiskiem jej autora. Używałem też definicji o niejasnym rodowodzie. Reżyser i znawca teatru nieżyjący już Jan Bratkowski podrzucił mi ja podczas wspólnej podróży z Łodzi do Warszawy. Powiedział, że nauczyciel polskiego w gimnazjum używał tej definicji i jest dobra. Oto ona:

   Kultura to jest to, co przyjmujemy nie z nakazu prawa, czy pod przymusem, ale z wyboru, przyciągani pięknem, przekonani prawdą i podążający za godnymi podziwu wzorami.

   A więc ma być pięknie. Współcześniacy próbują ominąć ten imperatyw. Ma być oglądalność, ma być nowość, ma być szczerość, ma być słusznie, ma być katharsis, ma być rynkowo i sprzedajnie, ma być zgodne z opcją… Niech im będzie. Ja marzę o tym, aby było pięknie. Posłuchajcie, jak pięknie bywa u Jana Parandowskiego. Fragment eseju o Atenach ze zbioru „Z antycznego   świata”: „To jest chwila wiekuistego życia Aten. Gdybyśmy w taką chwilę weszli, zobaczylibyśmy w blasku gwiazd jakby samą duszę miasta. Oto noc ukryła w swych fałdach zaniedbane ulice i nędzne domy, nie widać ich prawie, nikn ą przytłoczone obecnością świątyń, kolumn, posągów. Ogromny obszar piękna wyłania się z ciemności jak ląd nieznany. Skała Akropolu podnosi szlachetne marmury Partenonu niby hymn majestatyczny. A w dole pośród uśpionego tłumu, czuwają dusze niespokojne i natchnione – skrzydła, które ten swój świat przeniosą ponad otchłanią śmierci.

    Młoda Polska – w krystalicznie czystym wydaniu, ale piękne. To literatura piękna – twierdzę. A tych,  którzy używają nazwy „literatura fikcjonalna” mogę tylko z dystansu pozdrowić. W literaturze pięknej to nie życie, nie świat realny budują łańcuchy spotkań powiązanych w rozmaity sposób.  To robota pisarza, który może wybudować całkiem nowy świat, a w nim zmieścić zbiorowisko czytelników i zbiorowisko postaci prozy. Jednych i drugich skleja pisarz we wspólnotę złączoną obiegiem myśli. Pisarska wyobraźnia ma określić – dla  kogo się piszę.

   Chcę teraz napisać powieść, o której czytelnicy będą rozmawiać. Muszę więc  sprawić, aby rozmowy toczące się między bohaterami powieści, dały początek  rozmowom czytelników,  podpowiedziały im tematy, odsłoniły sprzeczności, wzbogaciły  słownik, podniosły temperaturę emocjonalną.

  Trzeba do tego bardzo dużo słów – pojawia się ryzyko przegadania, zaczyna straszyć widmo nudy. Wielcy pisarze potrafią czasem nudzić tak, że czytelnik, choć znudzony – musi czytać dalej. Ostatnio znudziłem się w tym stylu w tomie prozy Cendrarsa „Od portu do portu”. Rozbuchany egotyzm autora eliminuje prawie zupełnie klejnoty spotkania. Maniakalna szczegółowość opisów nuży zabójczo – a jednocześnie – zostaję przy lekturze, która jest erupcją erudycji pomieszanej z mitomanią. Barwy, miejsca, postacie, okręty i klejnoty, knajpy i zamtuzy, pijaństwa, romanse, dezercje – to wszystko tak jest intensywne, tak pełne zaskoczeń, że trzyma. A na dodatek – wyczuwa się za tym osobę autora, który musiał zobaczyć kawałek świata, wypić, co było do wypicia, przeżyć dwie wojny tracąc tylko jedną rękę.

  Z pokorą myślę o Cendrarsie, porównuję jego nudę z nudą Parnickiego,  a  drżę lękając się nudy w swojej powieści. Unikam erudycyjnych wyliczeń, uciekam przed mitomanią w niefrasobliwe mitotwórstwo. Nie piętrzę historiozoficznych i intelektualnych konstrukcji. Ale dialogów potrzeba mi sporo.      Czy nie za dużo tych dialogów, czy nie lepiej grać niedopowiedzeniami, budować dramaturgię zamilknięć, nieporozumień, gestów i spojrzeń? A dla kogo w końcu piszę? Czy literatura jest nadal „krwiobiegiem kultury” – jak to określał Henryk Elzenberg?.

   To Pasierb w jednym z esejów przypomniał mi Elzenberga innym jego określeniem – że „sztuka jest sercem serca kultury”.

    W lutym 2017 roku podczas Biesiady Literackiej  przepraszałem biesiadników za to, że będą słuchać czegoś sprzed  czterech lat. Oczywiście nie powtarzałem wtedy całego tekstu, pisałem, że ukradnę przeszłości tylko sześć linijek, jakie zamykały tamten felieton z lata 2013. A dziś znowu  ich mi potrzeba, aby otworzyć nimi coś całkiem nowego. Oto autocytat:

   Literatura jest krwiobiegiem kultury, nic też dziwnego, że dzieli losy kultury współczesnej. Malarstwu potrzebne są książki o malarstwie, teatrowi książki o teatrze, muzyce książki o muzyce. Gdy odpływa krew, odpływa życie. Kultura bez książek może żyć o tyle, na ile żyje wypchany orzeł. Wygląda dekoracyjnie przez pewien czas, ale nie zerwie się do lotu. A potem mole zrobią swoje.

    Tyle cytat. Dalej będzie o tym,  jak mi się pokazała Warszawa w tym roku, dopiero co,  w piątek 23 czerwca. Jechałem autobusami z Sadyby  na Marszałkowską i zaraz z powrotem. Było koło południa. Wyfrunęła na miasto chmara czarno-białych srok. Tak sobie pomyślałem o młodych, którzy właśnie masowo wyszli ze szkół odświętnie w czerń i biel przybrani, wielu z maturami czy innymi cenzurkami w rękach. Przyglądałęm się ich młodości i urodzie. Tłoczyli się  do autobusów.  Zapełniali ogródki kawiarni na Marszałkowskiej. Ale gdzie im do srok! Sroka jest głośna, drapieżna, bezczelna. A oni? Czy nie zgaszeni nazbyt, zgłuszeni, może jakoś tym przepisowym strojem obezwładnieni. Może zagubieni przez to, że nagle – to mnie zaskoczyło – nikt z nich nie miał smartfonu, nie mieli gdzie nosów wetknąć. Mają te matury i co? Co ich czeka? Niepewne losy kraju, niepewne losy wojny tuż obok. Pewne to  – że będą spłacać dług nasz wspólny, a  drugie pewne: ich trudności mieszkaniowe w przyszłości. Tak czarno mi się to zobaczyło, bo myślałem: dla kogo ja piszę? Czy dla tych młodych srok byłbym pożywny? Mówiłem sobie z nutką rozpaczy – czy zechcą czytać moją powieść? Czy gdyby chcieli czytać – czy wyczytają tam jakąś nadzieję.

  Wydarzenia najnowsze przez swoja dzikość i szaleństwo wydają się bardzo dalekie od spraw kultury i literatury. A jednak odsłaniają one nieubłagane mechanizmy. Oto okazuje się, że prawdziwym zagrożeniem dla imperialnej Rosji jest właśnie imperialna Rosja. Kultura, mimo tak wielu zagrożeń, wydaje się niezniszczalna. A jednak – zagrożeniem jest kultura sama dla siebie, bo widzimy, jak ochoczo porzuca ideę piękna, pytanie o głębię prawdy i postulat przedstawiana pociągających wzorów postępowań i charakterów. Dla kogo ja piszę? Czy dla tych młodych srok byłbym pożywny?

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko