Krystyna Konecka – KRZYSZTOF RAU – WIZJONER OD LALEK

0
217

     …kim tak naprawdę byłem w tym życiu? Ile w nim było kłamstwa, a ile prawdy? Ile wiary? Ile naiwności? Ile wyrachowania? Ile normalnego ludzkiego współczucia, czyli współodczuwania, a ile potrzebnej bardziej mnie niż innym taniej dobroczynności? Ile egoizmu? Co można w nim nazwać sprzeniewierzeniem, co wiernością samemu sobie? Nie wiem (…). Byłem zapewne holonem. Wszyscy jesteśmy holonami…

     To gorzkie refleksje Krzysztofa Raua na ostatniej, 213 stronie jego pamiętnikarskiej książki pod prowokacyjnym tytułem „Autolustracja”. Wydano tę publikację w roku 2009 w łomżyńskiej Oficynie Wydawniczej STOPKA, którą stworzył Stanisław Zagórski. Autor książki nazwał edytora Wielkim Mistrzem stopkowej rodziny (czyli Społecznego Stowarzyszenia Prasoznawczego „Stopka”). Dwa lata wcześniej red. Zagórski przywitał Krzysztofa Raua – w rodzinie „koronowanych głów z różnych krain humanistyki” – jako Króla Lalek.

     W roku 2005 Białostocki Ośrodek Kultury wydał imponującą księgę pt. „Artyści Białegostoku. XVIII – XX wiek”. Biogram życia i dzieła Krzysztofa Raua, wypełniony mnóstwem dokonań i sukcesów, także międzynarodowych, należy tu do najobszerniejszych. Tymczasem, zamykając „Autolustrację”, sumującą jego niekonwencjonalne życie i twórczość, autor na wszystkie zadane sobie pytania odpowiada po prostu: Nie wiem…      

     Profesor Krzysztof Rau. Wielki Artysta Polskiego Teatru. Lalkarz i Ukochany Nauczyciel. Inicjator powstania uczelni lalkarskiej w Białymstoku – dzisiejszej Filii Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie, gdzie pełnił rolę prorektora i wieloletniego wykładowcy. Reżyser, aktor, dramatopisarz. Wychował kilka pokoleń lalkarzy i lalkarek…

     Nota z Wikipedii? Z leksykonu? Zwięzła i rzeczowa, ale serdeczna, definiująca dorobek twórczego życia… Niestety… To słowa z nekrologu, jakimi pracownicy i studenci  macierzystej uczelni, żegnali zmarłego Artystę w dniach Bożego Narodzenia 2022 roku…

Folketeatret w Kopenhadze, maj 1995. Ekipa Teatru 3/4 Zusno z szefem Krzysztofem Rauem (w środku) i gospodarze (z prawej) po owacyjnym przyjęciu przedstawienia „Gianni…”. Fot. K. Konecka

     Jak odnaleźć się w tak trudnym czasie, mając w pamięci pierwsze dziennikarskie rozmowy z tym Wizjonerem od Lalek sprzed ponad czterech dekad: m.in. o początkach w poznańskim teatrze lalkowym „Marcinek” i w gdańskiej „Miniaturze”. I już na wstępie lat 60. w  białostockich lalkach (reaktywowanych z przedwojennych początków teatru „Świerszcz” po wojnie przez ich twórcę, Piotra Sawickiego, seniora), dokąd ściągnęła studenta… prawa kontynuująca pasję poprzednika Joanna Piekarska). Wspominając też liczne spotkania w nowym, najprawdziwszym (a wzniesionym według wyobrażeń Krzysztofa Raua, wbrew wszelkim trudnościom polityczno-gospodarczym), jedynym podówczas w kraju teatrze, który przygarnął pacynki, marionetki i jawajki; uczestnictwo w premierowych przedstawieniach dla dzieci, potem także dla dorosłych – z aktorami grającymi w żywym planie, ożywiającymi przedmioty; zagraniczne wyjazdy z zespołem Białostockiego Teatru Lalek oraz rodzinnym Teatrem 3/4 Zusno… Tylko z rozsypanych okruchów, z pojedynczych puzzli można na tę chwilę próbować łączyć wszystko w abstrakcyjny obraz…

     O dokonaniach utytułowanego artysty mówi książka pt. „Krzysztof Rau” z serii „Lalkarze”, wydana z okazji 40-lecia jego pracy twórczej (imienne zaproszenie na promocję w styczniu 2000 r. w „Teatrze Banialuka” – Ośrodku Teatralnym w Bielsku-Białej zachowało się wśród archiwalnych fotografii). O doświadczeniach życiowych, dojrzewaniu twórczym, sukcesach i kontrowersjach, wyborach, błędach i rozczarowaniach opowiada sam Krzysztof Rau w swojej „Autolustracji”. Na zdjęciach z autorskiego wieczoru w foyer macierzystego Białostockiego Teatru Lalek w roku 2009 – autor, wydawca Stanisław Zagórski, licznie zgromadzeni słuchacze oraz my, z poetą – redaktorem Radia Białystok, Wiesławem Szymańskim, zaproszeni do prowadzenia promocyjnego spotkania. Czy to dużo? Bardzo. Bo można dzięki temu  przywoływać nieoficjalne  „didaskalia” przeróżnych relacji z osobistego punktu widzenia. Wiesiek czytał wtedy swój wiersz, jedyny zamieszczony w „Autolustracji”, w którym w poruszających strofach zapisał wielogodzinną podróż przedwojennym radzieckim autobusem z zespołem Krzysztofa Raua, w towarzystwie Niemców i Japończyków, przez syberyjską tajgę do Tomska:

     …Krzysztof układa nowy scenariusz
     jego aktorzy śpią – tylko
     ich dłonie powtarzają jeszcze fragmenty
     nabożeństwa
     z którym pielgrzymują…  

      W numerze „0” z czerwca 1991 r. osiedlowego „Ilustrowanego Magazynu Białostoczan” Krzysztof Rau zwierzał się Barbarze Hirsz ze swoich wizjonerskich wyobrażeń o posłannictwie teatru współczesnego, które już niebawem stawały się rzeczywistością.

     – W nowych okolicznościach BTL, który jest teatrem pomyślanym funkcjonalnie, będzie mógł poszerzyć swoją działalność, udostępniać salę, prowadzić działania promocyjne. Szkoła może organizować międzynarodowe staże, a jej niedawno otwarta scena to dydaktyczna i kulturowa szansa miasta… Musieliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, kogo kształcimy. Czy aktora, który nic więcej poza tym, że jest lalkarzem, nie potrafi? Czy ludzi, którzy będą w przyszłości tworzyć swoje małe przedsięwzięcia… W przyszłości teatry – instytucje będą znikać, szanse będą mieli ci, którzy tworzą małe przedstawienia. Co nie znaczy, żeby popadać w skrajność i znowu tworzyć jeden model teatru.

Z Krzysztofem Rauem (z lewej) i jego rodzinnym zespołem przed domem w Zuśnie. Lata 90… Fot. Z archiwum K. Koneckiej

     W tym czasie, już były (po ponad dwudziestoletnim okresie sprawowania funkcji) dyrektor BTL i prorektor Wydziału Lalkarskiego PWST w Białymstoku realizuje się w stolicy.

     – Odbudowuję teatr „Lalka” w Warszawie – opowiadał na łamach „IMB” – to znaczy chcę wyciągnąć tę instytucję z impasu artystycznego i powrócić do tradycji dobrego artystycznego teatru, jakim była za dyrekcji Jana Wilkowskiego… Na przeszkodzie w tworzeniu teatru zgodnego z moją koncepcją stoją przepisy, które ugruntowują anachronizmy i powodują, że muszę działać w garniturze przyciasnym i źle skrojonym.

     …Już wtedy dojrzewała koncepcja teatru własnego, niezależnego od wszelakich tradycji, form i decydentów. Teatr 3/4 Zusno urodził się ponad 30 lat temu, w roku 1992. To kolejne „dziecko” Krzysztofa Raua od pierwszych spektakli zaczęło odnosić sukcesy, także międzynarodowe. Również w kraju, jak to miało miejsce podczas V Ogólnopolskich Zderzeń Teatrów w Kłodzku: tam „szarlatani” z Teatru 3/4 Zusno wyprzedzili m.in. Scenę Plastyczną Leszka Mądzika z KUL-u czy Dejvickie Divadlo z Pragi czeskiej, zdobywając Grand Prix publiczności.

     Bazą dla nowej grupy teatralnej stało się Zusno – wioseczka na Suwalszczyźnie koło Filipowa, gdzie białostoccy artyści urządzili na starej posesji swoje atelier, i gdzie bardzo szybko zostali zaakceptowani przez lokalną społeczność. Nie sposób bawić się tutaj w sprawozdawczość chronologiczną równorzędnych działań twórczych Krzysztofa Raua. Ale, owszem, przywołam kilka wydarzeń, do świadkowania dziennikarskiego którym miałam zaszczyt być zapraszana: podobnie jak niegdyś, w roku 1985 – uczestnicząc w tournée Białostockiego Teatru Lalek z „Turlajgroszkiem” („poetycką opowieścią ujętą w ramy moralitetu” Tadeusza Słobodzianka i Piotra Tomaszuka) po (jeszcze przedwojennej) Jugosławii, tak w 10 lat później ze spektaklem ”Gianni…” Teatru 3/4 Zusno do Kopenhagi, a jesienią następnego roku z „Gają” do Budapesztu, Banskiej Bystrzicy na Słowacji (ach, ta niezapomniana nazwa teatru – Babkove Divadlo na Razcesti) i Baden pod Wiedniem… A to zaledwie promil aktywności wyjazdowych zespołu i jego twórcy, który równolegle przez trzy sezony pod koniec wieku przeorganizowywał teatr „Banialuka” w Bielsku-Białej…

     „Gianni…”. W pierwotnej wersji tytuł przedstawienia złożony był z kilku wersji imienia Jan w różnych językach. Jak potem objaśniał jego autor, Krzysztof Rau, recenzenci zagranicznej prasy sprowadzili tytuł do równie wieloznacznego słowa „Everyman”. Do Kopenhagi zespół udał się po sukcesach m.in. w Nowym Jorku, Chicago i Dijon. To przedstawienie – fenomen.

     – Jak twierdzą niektórzy krytycy, jest to antymoralitet, który posiada swoją wyraźną moralną treść i moralne znaczenie – mówił reżyser. – Według innych spektakl ten jest przekreśleniem moralitetu we współczesnym świecie. Ale są i tacy, którzy mówią prościej: iż jest to historia KAŻDEGO, od narodzin aż po śmierć, i że jest to spektakl, którego się nie zapomina.

Białostocki Teatr Lalek, 12.02.2009. Wiesław Szymański (z lewej) prezentuje „Autolustrację” Krzysztofa Raua (w środku). Fot. Z archiwum K. Koneckiej

     „Gianni…” to postać wykreowana przez szarlatanów sceny, powstała z ich ciał, z ich rąk i nóg. Jego twarz, pełna realistycznej ekspresji, budowana jest za każdym razem na nowo z aktorskich dłoni. Refleksje rodzące się z dystansu czasu uświadomiły mi, że to budowanie natury bohatera zależne było także od osobowości i fizycznych umiejętności manualnych młodych aktorów, którzy co jakiś czas wymieniali się w tym przedstawieniu. Z czasem też zaczęłam dopatrywać się w historii bohatera… alter ego jego twórcy… Pozostał „Gianni…” ze swoim przesłaniem jako postać symboliczna i żywa, wytrzymując rywalizację z – doskonałymi przecież – kolejnymi propozycjami teatru, jak „Gaja” czy „Metamorfozy”…  

     Zusno odwiedzaliśmy także. Bo – jakże nie dotknąć tej magicznej enklawy, gdzie latem można było zastać członków rodzinnego (w dużym stopniu) zespołu, z którym wcześniej dzieliło się trudy długich wędrówek i wspólnego taszczenia na dworzec strojów czy bagaży gdzieś po nocy w Berlinie, albo jadło się kanapki u stóp duńskiego zamku w Helsingborgu (Elsynorze), w którym akcję „Hamleta” umieścił przed wiekami William Szekspir… Tej enklawy, gdzie rodził się eksperymentalny, i od razu skazany na sukces maleńki przybytek Melpomeny, który rekomendowałam potem czytelnikom tu i tam jako ten, który rozsławiał Polskę, wyruszając „z obory w świat”. Teraz, kiedy twórca teatru już niczego nie dopowie, przypomnijmy…

     …Kiedy w Zuśnie pojawiły się skromne afisze z zaproszeniem do teatru, ludzie myśleli, że to żart. A tu – proszę: prawdziwe przedstawienie, prawdziwi aktorzy, chociaż już niby sąsiedzi. Tylko ta sala widowiskowa – zwykła, murowana obora.

Krzysztof Rau właśnie miał za sobą lata przekształcania warszawskiego teatru „Lalka”… Pewnego dnia zabrał żonę Bernadetę do zupełnie nieznanej wioski i powiedział: – Tu będzie nasz dom.

     Ale dom oznaczało także – teatr. Dlatego też cała artystyczna rodzina zabrała się do prac remontowych, budowlanych i aranżacyjnych, w wyniku czego powstała także „obora prób” z możliwością wystawiania spektakli.

     Kiedy zespół przeniósł się na trzy sezony do Bielska-Białej, gdzie Krzysztof Rau został dyrektorem Ośrodka Teatralnego „Banialuka”, w Zuśnie nie zmieniło się nic. Nadal co roku w gnieździe na słupie rządzi rodzina bocianów. Nadal odbywają się tutaj próby, tyle że do stałego zespołu co jakiś czas dochodzą nowi aktorzy, gdy inni ubywają. A spektakle budowane są w sposób rzucający widownię i krytyków na kolana. Zbudują żywy świat z kawałka tkaniny, a z własnych dłoni twarz, która ma „anatomię”, jak zachwycał się sam Franciszek Starowiejski.

Białostocki Teatr Lalek, w obiekcie wzniesionym przez Krzysztofa Raua, rozbudowanym, od dekady pod dyrekcją jednego z następców – dr. hab. Jacka Malinowskiego. W tym roku BTL świętuje 70-lecie istnienia jako instytucja kultury. Fot. K. Konecka

     Zespół rodzinny to mocna baza. Bernadeta Rau, która była pedagogiem od muzyki dla przyszłych aktorów Wydziału Lalkarskiego i opracowywała muzyczne spektakle w BTL, nadal robiła to samo w Bielsku-Białej, zajmując się też coraz liczniejszą gromadką wnucząt. A w Zuśnie – na zmianę stoją przy kaflowym piecu z córką Martą (aktorką i reżyserem teatru lalek po Akademii Sztuk Pięknych w czeskiej Pradze) oraz synową Basią (również aktorką i pedagogiem). Kulebiak z kapustą i żurek pani Bernadety z zuśnieńskiej kuchni pamięta się bardzo długo…

     …Z kolekcji fotografii, które powstały wtedy podczas kilkugodzinnego spotkania, zachowały się dotąd zupełnie nieoficjalne. Jedno w wydłużonym pionie – bo Krzysztof Rau stoi pod wysokim betonowym słupem, zwieńczonym gniazdem z młodym bocianem. Basia w fartuszku przy kaflowym piecu w kuchni. Marta i Darek Jakubaszek z kolegami podczas muzycznej próby pod kierunkiem Bernadety Rau. W „oborze prób” Krzysztof Rau uśmiecha się do Marty, Basi i Bohdana. I wreszcie Marta układająca kloce drewna, porąbanego przez Darka. Ach, i jeszcze promienne uśmiechy wszystkich, którzy zmieścili się na ganku tego magicznego domu – teatru…

     Po trzech sezonach pracy artystycznej w górach, Krzysztof Rau powrócił z Bielska-Białej do Białegostoku. Jest lipiec 2000 roku. Znany w kraju i świecie animator polskiego lalkarstwa, współtwórca Wydziału Sztuki Lalkarskiej PWST (obecnie Filii Akademii Teatralnej) w Białymstoku, budowniczy Białostockiego Teatru Lalek  oraz jego wieloletni dyrektor i reżyser, założyciel prywatnego Teatru 3/4 Zusno, również w Bielsku-Białej pozostawił wiele zmian na lepsze w strukturze tamtejszego teatru: przekształcił go w Ośrodek Teatralny „Banialuka” skupiający kilka zespołów aktorskich. Będzie nadal miał kontakty z ośrodkiem, ale od nowego sezonu szefem w Bielsku-Białej zostaje Piotr Tomaszuk, również wywodzący się z Białegostoku reżyser, szef Towarzystwa Wierszalin Teatr w Supraślu.

     W lipcu ostatniego roku XX wieku Krzysztof Rau (mogąc już przecież spocząć na laurach po sześciu dekadach żywota) nie myślał o relaksie. Już jest umówiony na rozmowy z prorektorem szkoły teatralnej, Markiem Waszkielem, bo padła propozycja, żeby związał się z tym miejscem na stałe. I już wie, że raczej odmówi, ponieważ w planach ma jeżdżenie po Polsce i po Europie. W dniu naszej rozmowy rozpoczynał w Wydminach warsztaty artystyczne w ramach imprezy „Lato na Mazurach”. Nie do zapomnienia są te, pełne entuzjazmu, działania.

     – Odbędą się w różnych miejscach i różnych terminach w ciągu dwóch miesięcy – opowiadał reżyser. –  Takie warsztaty prowadzi również Leszek Mądzik, kompozytor Jacek Ostaszewski, Skrzek ma warsztaty muzyczne, prof. Jura – plastyczne itd. Moje mają miejsce na wyspie na jeziorze. Dla grupy, która bierze udział w tych warsztatach, ogłosiłem temat: „Dzień i noc”. Spróbujemy wyprowadzić ciągi kojarzeń związane ze światłem i ciemnością, dniem i nocą. Musimy zbudować scenariusz, następnie przygotować do tego środki plastyczne i podjąć próbę zbudowania w plenerze sytuacji teatralnej, która zacznie się o ósmej wieczorem, a skończy się o północy. Co z tego wyniknie, to będzie zależało nie tylko ode mnie, ale i od ludzi, z którymi razem mamy to tworzyć…

3 lutego br. obejrzeliśmy na scenie BTL spektakl pt. „Garderobiany” Ronalda Harwooda w reżyserii Pawła Aignera, z Krzysztofem Bitdorfem w roli tytułowej. Zespół wykonawców związany jest z teatrem od wielu lat. M.in. Barbara Muszyńska-Piecka, Ryszard Doliński (tu jako Sir – mierzący się u schyłku życia z rolą szekspirowskiego Króla Leara), Piotr Damulewicz, Krzysztof Pilat, Adam Zieleniecki (Błazen). Fot. K. Konecka

     Zbigniew Fałtynowicz na początku stycznia 2023 r. w kwartalnych „KRONIKACH według Muzeum im. Marii Konopnickiej w Suwałkach” zwięźle a rzetelnie wypunktował w swoim wspomnieniu dokonania Krzysztofa Raua, a wśród nich to, że „Zainicjował w teatrze Scenę dla Dorosłych oraz Scenę Propozycji Aktorskich, zapoczątkował Ogólnopolski Konkurs Solistów Teatru Lalek i Ogólnopolskie Spotkania Teatrów Lalek…”.

     Lalek. Bo przedtem… Pół wieku wcześniej historia teatru w Białymstoku ogarniała przede wszystkim dzieje (niedługie i sprzed ponad dwustu lat) sceny magnackiego teatru Izabeli z Poniatowskich, królewskiej siostry i jej małżonka Jana Klemensa Branickiego, hetmana wielkiego koronnego w ich „Wersalu Podlaskim”. Także wspomnienia wzniesionego przed II wojną światową budynku teatru z gościnną sceną i niespełna rocznego funkcjonowania Teatru Polskiego (sierpień 1940 – czerwiec 1941) pod kierownictwem Aleksandra Węgierki. Także – powojenną inaugurację Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki, który trwa już ósmą dekadę. Co do lalek – tylko przed wojną zaczął się tworzyć zespół „Świerszcz”, do którego w latach 60. dołączył niedoszły prawnik, później absolwent filologii polskiej Uniwersytetu  Warszawskiego – Krzysztof Rau, realizując, wbrew wszelkim trudnościom ekonomicznym, politycznym itd. śmiałe koncepcje rozwoju sztuki lalkarskiej. Niech minie trochę czasu po ostatnim grudniu. Wrócą wspomnienia, podsumowania dorobku Artysty, refleksje, oceny i analizy… Niech minie trochę czasu…

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko