Zbyszek Ikona – Kresowaty – NA ZNIKANIE CZASU MUZY TREN Z URIELEM

0
113
Na odejście Muzy – wyk. Zbyszek Ikona - Kresowaty

Odchodzisz Muzo – widzę ten rybny czas
Okrywasz się płetwami z aury jak biała zjawa
Twój sen coraz bardziej z mych oczów już sypie
Teraz zostanie – wiem tylko moja krzywa twarz
Pomięta ona zmięta odprasowana jakaś inna
Jak w obrazach Wróblewskiego wyprasowana
Jeszcze twój cień kołysze się na wietrze z bielizną
Powiewa zanim zabierzesz jego powiew łopot głos
Za nim zabierzesz długie włosy czasu pokręcone dni
Naszych widzeń w szumie mórz Teraz rozbijają się
Nie zamykaj jeszcze po-wiek na wieki czarnych rzęs
Ale czy zostanie dla mnie fiołkowy twój zapach czas?
Jak patrzę po kilku seansach trutki źrenice twoje mocniej
Błękitnieją rozwarte usta jakby śpiewały Urielowi Psalm
Ale to nie ten śpiew nie ten grymas na chwili przetrwania
Usiądę pod kamiennym drzewem – Tam kamienny słowik
Coraz wyraźniej słyszę jego głos w kolorze ciemni Ogrodu
Już się faunem staję ciepły deszcz wypełnia ciała pojemnik
Pogrywam na au – losie zaraz zjawi się piękny kat?
Szarej godziny staję z samotnością nie odchodzę z tobą
Widzę już w niej twój dotyk bezgłośnie snuje się zatoką
W Kontach Rybackich? biały żagiel oznaczałby czekanie
Nie gniewam się zapomniany czas nie gniewam się na
Śmierć czuję drepta po piasku i zostawia czcionki
Trzeba mi je tylko odczytać na później odpowiedzieć
Napisać kolejną ikonę – tylko jak ją teraz nazwać?
Druk po pazurach zapis kiedy odchodzi służebna LOV
Jeszcze tunel a w nim jakby żołnierz jedwabny czekał
Na śmierć zapomniany nie musiał marnować piękna
Ale gdy zniknie jego cień pojawi się niebieski zaśpiew
Eskadra chórów zawsze służebnych i słodkiej chwili
Elektroda zapachu dotknie i moich ust przełknę grudę
Zwęglonej śliny nutę naszego bytu w mdłej ciszy
Będzie urokliwy krzyk już muszę go uporządkować
Odesłać daleko ileż to ikon pamiętam odsyłałem w dal
Każda była okienkiem na świat Boga piszę znów wołam
Ty idź a ja przyjdę po nitce obok psów i ryku Upioru świata
Wszystkie ikony teraz w łodzi mi świecą a ja widzę ich oczy
Pojmuję te światełka i ich wyobrażenia wiersze łaskę?
Ty rozumiesz przestrzeń inaczej szepcesz – poczekam
Czuję ją wciąż siedzę pod kamiennym drzewem Dramy
Słowik kamienny śpiewa coraz wyraźniej Go słyszę
Każdy dźwięk w posłuchu dla nuty jedynej mały
To prawda każda przestrzeń zawsze na obraz za mała
Każdy śpiew na sen za mały jak bajka za cichy jedyny
Teraz za częsty i błyskotliwy twój okrzyk do światła
Nawet gdy obraz już namalowany dla obrazu dni
Coraz bardziej pojmuję też obrazy Malewicza ich mowę
I bardziej rozumiem malarstwo bóstw na starych skałach
Będę cię tam szukał i namaluję ci twarz – zostań poszeptuj
Wnet umrze cywilizacja pojawią się humaidalne filmiki
Kim Teraz jesteś? –  A kim ja? – Jesteśmy znikającymi punktami
Bo kiedy umierasz Muzo zaczyna się koniec kolejnego świata
I kolejnego wymiaru udar – wpatruję się w kolejną przestrzeń
Nałożoną na przestrzeń czasu i mało dla niej miejsca

„bo kiedy wpatrujesz się w przestrzeń – ona również
ciebie podgląda” (Nietzsche)


– Czy to mój największy dystans:
nieokreślony, choć tak często w literaturze eksploatowane jego miejsce pomiędzy życiem a śmiercią, to bardo, czyściec (choć nie w owym znaczeniu ukutym przez doktrynę wiary). Miejsce, w którym czas nie odgrywa roli, za to znaczenie ma duchowe oczyszczenie z ziemskich trosk, tylko czasowe pogodzenie się ze sobą i z losem inicjującej Sztuki, na która zawsze czyha kosmos.

Zbyszek Ikona Kresowaty

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko