Krystyna Konecka – WIESŁAWA SZYMAŃSKIEGO PRZYGODA ZE SŁOWEM

0
113
Wiesław Szymański. Fot. K. Konecka

     Szukając lirycznych fraz związanych z Bożym Narodzeniem, natrafiłam na „Pastorałkę” Wiesława Szymańskiego w polsko-białoruskiej antologii „Gniazda słów / słowa gniazd” z roku 2006. Szczególne jest potraktowanie w tym wierszu świątecznego tematu:

…Ksiądz nie przyjdzie w tym roku z kolędą
więc lichtarze i krzyżyk na półkę
jego strata kilka złotych będzie
na dżinsowe spodnie dla córki.

Kiedy premier w kamerę znów duka
że podwyżki to spadek po Gierku
mimowolnie w czoło się pukasz
i wspominasz kazanie z Pasterki…

Znów telefon – że jakieś odsetki
dzwon na wieży – jakby na trwogę…
zrzuć choinkę, wynieś butelki –
w nocy spróbuj pogadać z Bogiem…


     Spotykaliśmy się przez ponad 30 lat w różnych „okolicznościach literatury”: na międzynarodowym festiwalu literackim Maj nad Wilią, przy mikrofonie w Radiu Białystok, na przeróżnych imprezach literackich, które obsługiwał jako radiowiec, ale też np. razem rozmawialiśmy z siostrą Małgorzatą Chmielewską. W dworku aktora i przyjaciela poetów Wojciecha Siemiona w Petrykozach, gdzie w galerii sztuki ludowej na strychu Wiesiek prosił o fotki w otoczeniu drewnianych rzeźb i pasyjek. Na kiermaszach książki, w gremiach jurorów konkursów literackich, podczas wspólnego prowadzenia promocji książki „Autolustracja” najsłynniejszego kreatora historii teatru lalkowego w Polsce, Krzysztofa Raua (Wiesiek miał w tej artystycznej autobiografii swój wiersz, napisany po tournée zespołu aktorskiego na Syberię, ja – relacje dziennikarskie po wojażach z artystami do przedwojennej Jugosławii i do Danii). Wreszcie – podczas organizowanych przez kilka lat od roku 1998 „salonów literackich”, czyli „wieczorów u Janeczki” – dr Janiny Bolińskiej w białostockim mieszkaniu, reaktywowanych potem w innym już domu, gdzie spotkaliśmy się niemal przed dekadą po raz ostatni…
     Były więc okazje do rozmów o tym jak się wyrasta na poetę i czym jest poezja, o potrzebie rozwoju lokalnego środowiska literackiego i o niezbywalności własnego rozwoju twórczego. Wiele z tych rozmów umknęło, wiele zostało utrwalonych.    

     Tamten rok, który szczególnie zapamiętałam, a o którym rozmawialiśmy na łamach „Gazety Współczesnej” 15 grudnia 1995, przyniósł poecie laury w ogólnopolskich konkursach, liczne spotkania literackie, przewodniczenie jury w konkursie „Sianokosy poetyckie”, jubileusze i nowy tom wierszy. Można było dostać zawrotu głowy… Ale cóż – jeżeli przez dwadzieścia lat pozostaje się wiernym poezji, to nie jest to przypadek. Wiesław Szymański, absolwent filologii polskiej Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku,  zadebiutował wierszem na antenie Radia Białystok w 1975 r. Dwie dekady później jego pracodawca, w dalszym ciągu Radio Białystok, włączył do programu swoich kolejnych „urodzin” – promocję zbioru poezji Wiesława Szymańskiego pt. „Dedykacje”.

Dlaczego poezja?

Z wierszy trudno wyżyć. Poeci, którzy utrzymują się z pisania – rozmawialiśmy sobie – są bardzo nieliczni. Zatem pisze się nie z przyczyn materialnych. Ale pisze się. Poeta Wiesław Szymański wspominał:
     – Od poezji rozpoczęła się moja przygoda z literaturą. Od początku miałem, i ciągle mam, wielki szacunek dla słowa i wielki respekt przed słowem. Ono wszak – Słowo właśnie – było na Początku. Obcowanie ze słowem to prawie metafizyka. Najbardziej odczuwam to właśnie w poezji. Słowo znaczy tu o wiele więcej niż w prozie. Bliżej mu do Absolutu. Dla mnie zaś poezja jest ciągłym dążeniem do owego Pra-Słowa.

     Szymański przytaczał opinie złośliwców. Podobno wystarczy zapisać kilka linijek, żeby stać się poetą. Podobno pod względem liczby poetów przypadających na sto tysięcy mieszkańców, znajdujemy się na pierwszym miejscu na świecie.
     – Być może – godził się. – Ale przecież nikt nikomu nie każe pisać wierszy. Zatem jest to coś innego. Wiersz jest jak opoka. Jak życiodajne źródło. Z liryki rodzi się potrzeba opowiadania, powieści, dramatu. Tom opowiadań napisałem, ale nie wydałem. Powieść mnie ciągle kusi. Najbardziej jednak chciałbym spróbować się w dramacie.
     Spróbował się… Z powodzeniem.

Wiersze z anteny

     W rzeczywistości najbardziej poeta Szymański był radiowcem. Przez lata niemal codziennie jego głos dobiegał z anteny Radia Białystok. Szczęściarz. Bo przy okazji zwykłej „sieczki” informacyjnej czy audycji o tematyce kulturalnej, zajmował się profesjonalnie działką najbardziej go pasjonującą. W czwartkowe wieczory szedł w eter głos redaktora Szymańskiego: „Dobry wieczór, rozpoczynamy Pocztę Literacką”.
     – W każdy czwartek mogę czytać wiersze nadsyłane przez słuchaczy – wspominał. – Mapa Poczty Literackiej mogłaby być wspaniała: od Barczewa w województwie olsztyński, przez północno-wschodnie krańce suwalskiego, po siedleckie, ciechanowskie i ostrołęckie. Przez dłuższy czas był ze mną Dariusz Kulesza. Udało nam się wydać w roku 1991 tom wierszy słuchaczy, w którym znalazło się 25 autorów. Autorzy, którzy debiutowali w Poczcie Literackiej przed rokiem czy dwoma laty, dziś sięgają po laury w ogólnopolskich konkursach literackich.

Strofy wdzięczności

     Esej Waldemara Smaszcza ze zbiorku poezji „Dedykacje”, poświęcony twórczości Szymańskiego, znalazł się również w – wydanej przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną w Białymstoku – drugiej części opracowania pt. „Zbliżenia”, zawierającego prezentacje literackie twórców Białostocczyzny. Autor eseju z wielką życzliwością pisał o wydanych dotąd książkach.
     O „Witrażu wileńskim”: „…powstał z ogromnego napięcia emocjonalnego, z wybuchu, którego nie można było opanować (…) Szymański (…) sięgając do utrwalonego w poezji narodowej widzenia spraw polskich, podjął subtelną grę z tradycją, tak ważną w świecie mitów i symboli”.

     Z wiersza bez tytułu, podpisanego – Rossa:


…Zapadłe mogiły
Otwierają się pożądliwie
Jak kobieta

Zdeptane ścieżki
Zdarte marmury
Strzaskane twarze
Z porcelanowych fotografii

Zapomniani przez Boga i ludzi
Skarżą się
Szumem drzew i śpiewem ptaków

     O „Icones barbarae”: „…tom należy do tych zbiorów poetyckich, których nie można czytać bez ogromnego poruszenia naszej wrażliwości zarówno estetycznej, jak i etycznej. Wiele zaś wierszy sprawia, że chciałoby się biec i wołać, iż tak być nie może, zostały bowiem naruszone wartości fundamentalne… Odwieczna ikona, przed którą chyliły się czoła przez stulecia, jest takim samym towarem do sprzedania jak butelka spirytusu”.
     O „Dedykacjach”: „…osobnego zbioru dedykacji chyba jeszcze w naszej literaturze nie było i już choćby z tego powodu… zasługuje na uwagę… Poprzez obecność w tym zbiorze nazwisk wybitnych pisarzy współczesnych możemy ustalić swoistą mapę powinowactwa ideowych i artystycznych, a także sympatii naszego poety”.

     Ponad połowa spośród kilkudziesięciu wierszy w „Dedykacjach” ma określonego odbiorcę. Wielu adresatów lirycznych, często poruszających wyobraźnię i emocje wynurzeń, to ludzie powszechnie znani, chociaż są też postacie z kręgu najbliższych poecie.
     – Wiersze dedykowane konkretnym osobom, z imienia i nazwiska, nie są próbą „kupienia” ich przychylności – podkreślał Szymański. – Wręcz przeciwnie: są moim podziękowaniem za słowo, za myśl, za inspirację, za przeżycie. Za to coś, co dzięki tym osobom wywołało we mnie taki, a nie inny, stan. Efektem tego stanu jest wiersz. Oczywiście, inny sens i wymiar ma dedykacja Zbigniewowi Herbertowi, którego uważam za Mistrza, inny zaś – mojemu przyjacielowi Pawłowi Szymańskiemu.

Każdy na swój rachunek

     Wiesław Szymański, zanim został członkiem Związku Literatów Polskich, stworzył  w latach 90-tych wydawnictwo „Assunta”. Zaczął od wydania zbiorku anegdot o… Wałęsie. W „Assuncie” wydawał wszystkie swoje książki. Ale nobilitacja wierszy przychodzi wraz z laurami na ogólnopolskich konkursach. Nie trzeba oglądać się na miejscowe środowisko literackie.
     – Trudno mówić o środowisku literackim Białegostoku – mówił wtedy Szymański, a wraz z tymi refleksjami odwija się teraz obraz tamtego środowiska twórczego wschodniej metropolii. – Łatwiej o życiu literackim czy rynku literackim. Spotkania odbywają się w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej, w Galerii im. Sleńdzińskich, w Klubie Inteligencji Katolickiej, w ośrodku Civitas Christiana, w kawiarni „Fama” Białostockiego Ośrodka Kultury. Każde miejsce ma swoich autorów, swoją publiczność. Jest Oddział ZLP, kilkoro członków Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, grupa młodych autorów skupionych wokół „Kartek”, wielu niezrzeszonych. Znamy się prawie wszyscy, spotykamy się, rozmawiamy. Ale każdy osobno, na swój rachunek, niekiedy nawet po swojej stronie piaskownicy, a może barykady.

     Tak mówił twórca, który jak mało kto w tym miejscu, obracał się profesjonalnie w sprawach literatury. Niestety, twierdził, nie rozmawia się o potrzebie integracji środowiska.  Może po prostu takiej potrzeby nie ma.
     – A może tak jest wygodniej – zastanawiał się. – Nie wiem. Sądzę, iż szansą na środowisko literackie w Białymstoku byłoby pismo. Miesięcznik, może tygodnik społeczno-literacki, w którym spotkają się i członkowie związków twórczych, i niezrzeszeni, i „kartkowcy”. Poeci, krytycy, prozaicy, socjologowie, filozofowie i historycy. Wszak wiadomo, że nie grupy, pisma czy koneksje stanowią o pozycji pisarza – lecz jego książki. A te, złe i dobre, powstają niezależnie od środowiska.

     Po upływie kilku lat rozmawiamy znowu, kiedy Wiesław Szymański wzbogacił swój dorobek o parę nowych pozycji i – nadal pracując w Radiu Białystok – pełni funkcję prezesa miejscowego oddziału Związku Literatów Polskich. Udziela się też aktywnie w istniejącym od ponad roku „salonie muz”, który z jego inicjatywy powstał, pod roboczą nazwą „wieczory u Janeczki” w gościnnych progach mieszkania dr Janiny Bolińskiej. Dzieci dorastają, można uczestniczyć w tych wypełnionych poezją i muzyką spotkaniach wraz z żoną Joanną. W zależności od tematu wieczoru, goście otrzymują (poza świetnymi niespodziankami kulinarnymi gospodyni salonu) porcję poezji klasycznej polskiej i zagranicznej oraz lokalnej, autorstwa Wiesława Szymańskiego także.  Z dawką często jego poczucia humoru: nikt jak on nie poruszy dawnych wielkanocnych drewnianych kołatek, nikt nie wystąpi tak udatnie w kolorowej chuście jako Cyganka…

     Po wydaniu w roku 1998 „Wierszy nowych” poeta „dał sobie urlop” od pisania i publikowania poezji. Ale…
     – Myślę o zbiorze wierszy – zwierzał się – który będzie otwieraniem się do wewnątrz, głębiej i głębiej, nie zaś pokazywaniem siebie w rzeczywistości codziennej. I dlatego piszę ostatnio niewiele, bardzo oszczędnych tekstów.

Ten, czy jest „oszczędny”?

x  x  x

stepowieją nasze dłonie
w samotności

pustynnieją nasze wargi
bez czułości

wysychają rzeki ramion
opuszczone

umierają ptaki oczu
wygłodzone

zasypuje nam jeżyki
piach uproszczeń

kamienieją nasze serca
bez miłości


Nie w porę…

     Na pytanie, czy nie odczuwa pokusy, aby dokonać pewnego podsumowania własnego życia na przełomie nie tylko stuleci, ale i millenium, odpowiadał:
     –  Nie chcę ulegać modzie. Dostrzegam raczej potrzebę przewartościowania swojej postawy wobec świata… Chodzi o potrzebę wewnętrznego katharsis, oczyszczenia. Pisałem o tym w mojej sztuce „Białe światło śniegu”.

     Należy przypomnieć, że sztuka ta została wystawiona przez studentów roku dyplomowego Akademii Teatralnej w listopadzie r. 1997. Wtedy, kiedy jeszcze nikt nie mówił i nie pisał o przełomie wieków. Rozmawialiśmy też o kwestiach znacznie bardziej subtelnych. Zdaje się, że wyprzedzających ówczesną rzeczywistość. Autor „Dedykacji” mówił:
     – Od pewnego czasu życie literackie w Polsce stało się życiem kolegów i znajomych. Ja wydrukuję twoją recenzję – ty mi wydrukujesz kilka wierszy. Pan X pisze dobrze o panu Y (na łamach pisma, które wydaje pan Y), a tenże drukuje wielki esej pana X w piśmie, wydawanym przez swojego przyjaciela Z. Na szczęście, nie dotyczy to wszystkich środowisk i wszystkich pism literackich.

     W 2010 roku krytyk literacki Janusz Taranienko w swoim tekście na łamach „Gazety Wyborczej” pt. „Dziennikarstwo i literatura” napisał o książce „Skrawki” (zbiorze zapisków na gorąco w roku 2000) Wiesława Szymańskiego: „U Szymańskiego Słowo (wszystko jedno: w literaturze czy w publicystyce) jest po to, by niosło Prawdę; tak on to pojmuje. Idealistycznie i zaangażowanie, z dużych liter. Takie przesłanie – i zadanie – stawia autor słowu. A życiu – by tę prawdę ucieleśniać”. Sam Taranienko uważa, że najlepszym omówieniem twórczości autora „Icones barbarae” jest tekst prof. Dariusza Kuleszy z Uniwersytetu w Białymstoku pt. „Dziennikarz z etycznym zmysłem…” (do znalezienia w internecie).

     Od 2007 do 2012 roku Wiesław Szymański był jurorem w konkursie poetyckim o Srebrne Pióro, zainicjowanym, i dotychczas prowadzonym w białostockim Młodzieżowym Domu Kultury przez Janusza Taranienkę. Zbliżająca się jubileuszowa, XV edycja konkursu, podobnie jak wiele poprzednich, nosi imię Wiesława Szymańskiego…
    
     Kiedy „salon muz” został reaktywowany w 2012 roku, Wiesław Szymański znalazł się w gronie najdawniejszych i nowych uczestników. Rozmawialiśmy o książkach, które powstały w ostatnich latach. Dzieliliśmy się wierszami. Wiesiek czytał swoje z książki, i z kartek, najnowsze. Mówiliśmy o tematach spotkań w następnym roku… Odbyły się dwa: jedno, pod nieobecność poety, leżącego w szpitalu. I to, zamykające ostatecznie „salon”, kiedy wspominaliśmy Wiesława po jego odejściu.
     W wierszu z roku 2011 pt. „Nie ma takiej śmierci” napisał:

Nie ma takiej śmierci
Co przychodzi w porę
Każda jest nie nasza
I wszystkie za wcześnie

Czy się w duszę wgryza
Dźwiękiem wernyhorzym
Czy przez drzwi się wprasza
Lub przychodzi we śnie…

Krystyna Konecka


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko