Andrzej Zaniewski – wiersze

0
176


xxx

14 kotów kardynała Richelieu unikało strażników,
sekretarzy, doradców, a nawet kochanek… Rozpieszczane,
pielęgnowane, karmione smakołykami gwiazdy gwiazd
wyczuwały zawiść, nienawiść, skrywaną złość…

A wokół płonęły stosy, wyniszczano Hugenotów, uderzał
głucho młot na czarownice, wyrywano paznokcie,
łamano kołem, Bóg milczał nad lochami, kat
pracował systematycznie…

Książę Armand Jean du Plessis de Richelieu
kochał swoje koty, pilnował kamerdynerów i
pokojowe zajmujące się ich pałacowym życiem,
głaskał, przytulał, doglądała i ufał,
słusznie chyba tylko im ufał.

W ponurych czasach podstępnych pytań, przesłuchań
z góry przesądzonych, skrytobójczych cieni,
14 kotów wylegiwało się na jedwabnych poduszkach,
sofach i dywanach, jadły na srebrnych talerzach,
piły mleko z porcelanowych spodków.

Służba, strażnicy z gwardii kardynała,
zaufani, szpiedzy i donosiciele, mordercy
płatni i nie płatni, oczekiwali, liczyli dni i godziny.

Chorował, oddychał ciężko, kasłał, wychudł,
zbliżał się do krawędzi- nie wiedząc co
czeka po tamtej stronie, wątpiąc i modląc się…
A koty mruczały szczęśliwie, łasiły się, ocierały,
 ogrzewały swym ciepłem starca, z ufnością…
I były to najszczersze, najpiękniejsze uczucia
ich i kardynała.

Zmarł… Koty wyłapano… Zamknięto w piwnicy…
Torturowano, umęczono. Oskarżono o czary i
konszachty z diabłem! Spalono na stosie
14 płonących kotów kardynała Richelieu
miauczy przeraźliwie w historii Francji,
wołają oskarżając, nie milkną…


xxx

Rozbójnicy czyhali na drodze do Komunizmu…
Przybywali z zewnątrz i z wnętrza; niegdyś towarzysze
dziś nadtowarzysze- dozorcy, straznicy, sekretarze, sędziowie.

Trakt wyboisty, zaniedbany, wśród zgliszczy i wertepów,
przepaści, lotnych piasków, bagien, wiecznej zmarzliny…
Zmurszałe mosty, zabójcze mgły, i oni: zbójcy, podpalacze,
zdrajcy, i chore, biedne zwierzęta pędzone przez step…
Obozy, więzienia, widma- Morozow, Korczagin, Beria i
tysiące tysięcy demonów… Białomorski Kanał, Wyspy
Sołowieckie, Workuta…

Przy drodze do Komunizmu niewolnicy- towarzysze
bali się, milczeli, wznosili ukradkiem kapliczki,
uciekali, kłamali… A przy stalowych żłobach Idei
pasł się tłum złotych cielców. I Ty- dziś taki prawy-
handlowałeś, obliczałeś, dzieliłeś, podziwiałeś
banki i katedry… Kapitol, Reichtag, Luwr, Kreml…
Róża Luksemburg malowała paznokcie purpurą.
Tańczyła Maja Plisiecka, drżał Świat !

Spece od fata- morgany pracowali… Miliony konały
na wojnach, z głodu, w gułagach… Oszukiwani maszerowali…
Fantaści- fanatycy- żołnierze zajmowali miejsca najwyższe,
a my poza hierarchią, smutni, z paragrafami na plecach
próbowaliśmy przechodzić krawędzią nad ruinami, odetchnąć,
odpocząć przez moment, pokłócić się…

Sekretarze czuwali grożąc świetlistym jutrem… Trwał
sen o przyszłości… Pędziły wagony, czołgi, statki, łodzie podwodne,
tyrały spychacze… Walczyliśmy ze zmęczeniem i żalem.

Przy drodze już nie do Komunizmu, lecz Idei zdradzonej
przez bliskich- przy drodze rozstajnej i krętej,
w pijackiej knajpie podrzucam te słowa młodym,
jak mit o n iepełnionej pracy Heraklesa.

Idea powróci! Najpierw niezauważalnie
jak przechowane w naszych oczach
odbicie światła starych gwiazd…


xxx

Andrzejowi, Romualdowi

Zasypiajcie łagodnie! Zasypiajcie spokojnie!
Nie brońcie się przed samotnością moi synowie!
Zmęczenie przychodzi szybciej niż mądrość,
więc zamknijcie oczy i bądźcie szczęśliwi,
wiedząc mniej niz ja,
pamiętając mniej niż ja…

Istnieje nasza pamięć- istnieje ich pamięć,
nasze groby- ich groby… za mną idzie Oświęcim,
Babi Jar, Oranienburg… Wy znacie place zabaw,
ogrody zoologiczne, szkolne boiska i skate parki.

Na piwo zaprasza staruszek- kapo Ginter i
obracając Ziemię pożółkłymi palcami
szepce- ” Nie zapominaj ! “
Rozroszyli sie snajperzy z Zatoki Utoja
namierzają cele… Muzułmanie zabijają za uśmiech,
za spojrzenie, za czułość, za piękno… Trwa rzeź,
rozstrzeliwanie, wieszanie, podpalanie…
Lady Gaga nie wystąpi w Indonezji.

A Wy w snach przeżywacie Gwiezdne Wojny,
Władcę Pierścieni, wędrujecie po Krainie Oz…

Śpijcie moi synowie, jak dlugo możecie śnić,
dopóki nie wiecie, nie znacie, nie pamiętacie.
Mnie pamięć nie pozwala spać, i uczy lęku
o Was.


xxx

Najwięksi poeci moich czasów odeszli,
nie wznoszą już wież,
nie wyważają bram,
bezdomni i wypędzeni nie szukają schronienia,
nie rozbijaja murów i
nie tłuką butelek po wódce.

A jednak są!
W ciężkich łodziach pamięci, przez milczącą rzekę,
szmuglujemy ich twarze, dłonie,
portrety godzin, przygody pojęć…

Wracaja na chwilę- przecież nie wracają,
obecni- nieobecni… Wciąż ich potrzebujesz,
tęsknisz za cieniem…

Słysze ich oddechy wczorajsze, z przeszłości,
z lat minionych.

Siedzą na murku przy Harendzie,
popijając piwo, liczą ostatnie grosze…

Kopernik trzyma nad nimi kulę starej Ziemii.
Skarżą się, popłakują, odchodzą
w klęsce.


” Mężczyźni stoją nad kobietami,
Bowiem Bóg dał wyższość jednych nad drugimi…
Przeto cnotliwe kobiety są pokorne
I zachowują w skrytości to, co zachował Bóg.
Lech upominajcie te, których nieposłuszeństwa sie boicie,
pozostawiajcie je w łozach i bijcie je.
A jesli sa wam posłuszne,
to starajcie sie nie stosować  wobec nich przymusu.”

Koran, sura IV ” O kobietach”, 34

Stoisz przed moim domem i krzyczysz: – Wpuść!
Skarżysz się, narzekasz, płaczesz, gniewasz,
powtarzasz:- Jestem człowiekiem!- i prosisz
o litość i miłosierdzie. – Wpuść!- unosisz pięść…
– Słuchaj prawd z mojej księgi- powtarzasz.-
I uznaj ją za swoje prawo… I pamietaj:
Jesteś mężczyzną…

Pamiętam! I odpowiadam:- odejdź!
Nie ucz mnie! Nie nawracaj! Nie oszukuj!
Obrażasz moją matkę!
Obrażasz moja żonę!
Obrażasz moje siostry!
Obrażasz wszystkie kobiety!

Nie wpraszaj sie przymilnie, fałszywie, nie zaprzeczaj,
bo słowa Księgi świadczą przeciw tobie, więc
nie podsuwaj mi haniebnych, złych myśli,
bo obrażasz nie tylko kobiety, ale i mnie,
i wszystkich ojców,mężów, braci,
poniżasz, upokarzasz, depczesz.

Nie oczekuj gościnności za drapiezne słowa,
nie pukaj, nie forsuj drzwi, nie krzycz,
nie siadaj przy moim stole,
nie wchodź do mojego domu…

Odejdź.


xxx

” Dobrze wam radzę! Po pierwsze: podpalajcie ich synagogi i szkoły,
a co nie da sie spalić, zarzućcie ziemią i zasypcie, by nikt po wieki
nie dojrzał nawet kamienia, ani szlaki.
Po drugie: niszczie i burzcie ich domy.
Po trzecie: ich rabinom zabrońcie nauczać pod karą śmierci.
Po piąte: odbierzcie Żydom prawo do glejtów ochronnych.”

” Von den Juden und ihren Lugen”- Marcin Luter

Berlin Wannsee, sympatyczna zielona stacja,
wychodzą, wchodzą, rozesmiani, szczęśliwi.
Drzewa uciekają za oknami w Magdeburgu.
Macin Luter spogląda w niebo ołowianym wzrokiem,
cisza w tym zborze, pastor w spódnicy zamiata posadzkę.
Nieopodal, w katedrze spoczywają Otton Wielki z małżonką…
W cytadeli niedaleko Łaby przebywał Piłsudski…

Spokojne, odbudowane miasto… Tu prawo jest prawem,
pokrzywdzeni mają swe kamienie w bruku,
studenci- uniwersytet, poeci- dialog z poetami,
Bóg- swoich katolikó, ewangelików,muzułmanów,
kilkunastu buddystów i 187 Żydów w 2003 roku.

Monumentalny Marcin Luter z brązu, na tle
najczystszego błękitu- syn górnika z Eisleben,
student z Erfurtu, bakałarz, magister, zakonnik,
teolog- augustianin, profesor filozofii w
Wittemberdze, wróg papieża i odpustów, 95
swych tez przybił na drzwiach kościoła.

Milcząca. połyskująca w słońcu twarz reformatora…
Wracając mijam kolorową schludna stację Wannsee.


xxx

Najpotworniejsza karą jest starość.

Karą za całe życie, za
posłuszeństwo i bunt,
lojalność i zdradę,
szczerość i fałsz.

Ta sama okrutna kara za wszystko,
co uczyniłeś, powiedziałeś, pokochałeś,
za uczciwośc i podłość,
za dobre i zle.

Wyrok nieodwracalny,skuteczny, najwyższy,
nie ma apelacji,
ułaskawienia,
zawieszenia.

Nie znasz sędziego, prokuratora, adwokata,
chociaż wchodzisz w ich role,
skarżąc sie i płacząc.

Odbywasz nieuchronna starość,
chyba, że nie zdążysz przebiec jezdni
przed kolumną pędzacych, rozkrzyczanych aut.


xxx

Nadeszła epoka doradców! Sa wszędzie!
Pewni- pewniejsi- najpewniejsi siebie i
wciąż doradzają, korygują, udoskonalają…
Są twoim codziennym garbem… Twoim stałym
betonowym głazem… Nie chcesz- ale słuchasz!
Nienawidzisz ich- a uśmiechasz się, a oni
zaczynaja od nowa poprawiać i pouczać:
jak pisać powieść- jak ścierać kurz- jak
wybłagać mieszkanie kwaterunkowe- jak głosować-
jak gotować- jak i co jeść- co zdrowe- co
zabójcze- ile ?- kiedy ?- dlaczego ?

Doradcy- przekonani o swym posłannictwie-
twierdzą, że sa niezbędni, potrzebni, jedyni,
 a ty przytakujesz z grzeczności, słysząc co by robili
 będąc tobą, wciśnięci w twoją skórę…

Boisz isę, unikasz, uciekasz, a oni ulepszają
twój charakter, zmieniaja twą psychikę, są
misjonarzami w twej biografii, jak kraby
obrabiające twarz topielca- łapczywe i głodne
nie rezygnują…

Jesteś  poraniony, pocięty, rozczłonkowany i
już rozumiesz, ty także powoli stajesz się doradcą,
i krzyczysz: – Tak trzeba!, Tak lepiej! Tak uczyń!
Chyba, ze stracisz głos.

Andrzej Zaniewski. Fot. K. Konecka
Andrzej Zaniewski. Fot. K. Konecka

Andrzej Zaniewski-(ur. 13 kwietnia 1939 w Warszawie) – polski poeta, prozaik, autor tekstów piosenek.  Ukończył historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim w 1964 r. Debiutował wierszami zamieszczanymi w Głosie Wybrzeża, w 1958 r. Współtworzył orientację poetycką Hybrydy. Autor wielu tomów poezji i prozy (znana powieść Szczur, Cień Szczurołapa, Cywilizacja ptaków, Nasturcja, gra, która trwa, seria Commedia del Morte, Misto Hefajstosa) przełożonych na ponad 30 języków. Wydał zbiory wierszy:

Przed siebie

Podróż

Twarzą w twarz

Poemat dzisiejszy

Nadzieja przychodzi o zmierzchu.

Wyschnięte drzewa tez płaczą

Dziewczętom

Wierszw wybrane

Przed

Nie bądż torbą foliową w rękach wiatru

Laureat Nagrody Czerwonej Róży (1966), nagrody im. W. St. Reymonta (1995) i in.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko