Michał Piętniewicz – Koniec?

0
343

     Zobaczyłem fragment prozy Jasia Kapeli, strasznie to marne… Co ciekawe, on jest niezwykle popularny – stał się głównym punktem odniesienia dla prawicy, co dowodzi straszliwej żenuy intelektualnej obecnej Polski, odnoszę wrażenie, że ludzie albo nie mają czasu czytać, albo po prostu nie umieją czytać w sensie krytycznym.
Ciągle mnie zastanawia, czy bycie celebrytą w jakiejkolwiek profesji, nie ciągnie za sobą zależności od jakiegoś wpływowego środowiska, mecenatu, itp. Mówię tu o Szustaku, ja jemu ufam, ale nie bezgranicznie. Podobno żyje z ludzi, którzy go słuchają, wierzyć w to? Nie wiem. Modny stał się dzisiaj bardzo atak na św. Jana Pawła II – Szustak nie dość, że go nie bronił, to jeszcze mówił, że niczego mu nie zawdzięcza. Tym samym sytuuje się raczej po tej lewej stronie, co niesmaczne dla mnie jest bardzo. Podobno popiera Hołownię, ale Hołowni też nie wierzę, nie mam cienia wątpliwości, że zależny jest od jakichś lewicowych mecenasów, w polityce nie jest możliwe być niezależnym – chyba że mowa o Korwinie Mikke, który kasę ma z włości ziemiańskich. Jestem głęboko przekonany, że ludzie prawicy są o wiele uczciwsi od lewej strony sceny politycznej i w ogóle od lewicowców, którzy są po prostu bardzo często chamscy, agresywni i przemocowi. Prawica kojarzy mi się z umiarem, zdrowym rozsądkiem, choć często nie grzeszy nadmierną błyskotliwością i otwartością na co innego, aniżeli „prawe”, ale doskonały jest tylko Pan Bóg, liczmy się z tym. Obecny stan polskiej literatury uznaję za zadowalający, choć uważam jednocześnie, że podaż góruje nad popytem. Literatura kiedyś wyginie całkiem jak dinozaury, przestanie być potrzebna, jako potrzeba wtórna, naddana, a nie pierwotny atawizm, w postaci choćby potrzeby rywalizacji, prowadzenia wojen, lotów na księżyc, bójek, itp. Człowiek zmierza w kierunku odruchu jaskiniowego, bo jego pole problemów, wraz z poszerzaniem się możliwej oferty świata, zaczęło się gwałtowanie kurczyć i zawężać, stąd pragnąć przezwyciężyć nudę, wywoła choćby np. zagładę części populacji, lub poleci Orbisem na księżyc. Po co komu Puszkin, Mann, albo Cervantes, do których trzeba się zdrowo utyrać intelektualnie, zanim cokolwiek się z tego pojmie, są rzeczy nie dość, że prostsze, to jeszcze przyjemniejsze. Sztuka czytania pomału jest wypierana przez inne sztuki, choćby sztuki walki. Poeci jak Kapela, wolą się teraz bić – może lepiej ich atawistyczna agresja sprawdzi się w zdrowej młócce na ringu, aniżeli w porządnym trudzie intelektualnym, jakim jest czytanie i pisanie, który traktuje per noga, bo pewnie by pisał lepiej, gdyby umiał, a niezbyt mu to pisanie dobrze wychodzi. To wszystko byłoby bardzo poczciwe i rozczulające (dobre trolle i inne), gdyby nie pewien kompleks z tej poczciwości wynikający, wyrażający się i wyładowujący się w ekspansywnej chęci narzucenia całemu światu swojej wizji tego, jak świat zdaniem Kapeli powinien wyglądać. Takie działanie zabija literaturę i uczciwy wysiłek intelektualny na rzecz chęci przypodobania się tym najmniej odpornym niestety i podatnym na manipulację, również z racji swojego nigdy niewyżytego kompleksu pokazania całemu światu, że moja racja i prawda powinna być w centrum. Tym samym sięga się wtedy po kiczowate i agresywne narzędzia, uwyraźniające potrzebę bycia w centrum. Mnie to zniesmacza. Zresztą nie ma się teraz czym przyjmować, bo ilość narracji, w  których żyjemy obecnie, przekracza zdolność percepcji nawet najbardziej pracowitego i wytrwałego socjologa albo badacza kultury. Każda narracja jest teraz centralna, ergo każda jest peryferyjna i ograniczona do ludzi na wielu oddzielonych od siebie wyspach mieszkających. Gdzieś słychać głos silnych proroków, czy to z prawej, czy to z lewej strony, ale wszystkie drzwi i okna i tak są szczelnie pozamykane, więc sprawdza się stara, sprawdzona i chyba jedynie słuszna recepta w jakich warunkach powinna powstawać literatura: pustelnia, samotność i zaufane grono bliskich oraz przyjaciół. Niestety dzisiaj to de facto niemożliwe, ponieważ literatura nie jest już samotną i heroiczną przeprawą przez życie, ale stała się sprawą określonych środowisk, powiązanych siecią wspólnych interesów i bardzo często dążących do zbicia na tym niezłego szmalcu, nie tylko z grantów.
Wylasnowany przez Żakowskiego „samotnik” Jan Kapela jest groteskową manipulacją, uczynioną na potrzeby chwili, która chce jak najwięcej wykorzystać pewien rynkowy popyt.
Punktem odniesienia stał się bardzo popularny i nieumiejętny moim zdaniem pisarz, który jest egzemplifikacją pewnego szerszego zjawiska społecznego, któremu na imię powszechne wkurzenie młodych ludzi. Niestety nie wiem o co im chodzi: te wszystkie strajki kobiet, manify, marsze równości, nie wiem o co tym państwu chodzi. Chyba chcą przede wszystkim zwrócić na siebie uwagę, ponieważ, przykre to, ale powiem, przeważnie nie mają niczego do powiedzenia ani zaoferowania światu, stąd wyładowują swoją gorycz na ulicach, oskarżając oczywiście zło całego świata, czyli frakcję konserwatywną. Ów żal stał się obecnie centralnym problemem dyskursu publicznego i w ogóle kulturowego, antropologicznego – problem wykluczenia, marginalizacji, opresji, itp. To mniej więcej tak, gdybym ja hodował karalucha i nagle część mediów zaczęła o tym mówić, jako o niezwykle ważnym wydarzeniu, przed którym klęknąć ma każdy, kto jest przynajmniej choć trochę czuły na krzywdę innych, nie mówiąc o jego wysokiej inteligencji. Dawniej karaluchy hodowano w ukryciu i oczywiście nie mam na myśli insektów, ale rozmaite traumy, zahamowania, obsesje, perwersje, czy nawet zboczenia, a literatura była polem starcia i napięcia między tym, co jawne i ukryte, ergo nie była dosłowna, więc była ciekawa. Dzisiaj wielu mainstreamowych literatów jak diabeł święconej wody boi się zagadki, szyfru, niejednoznaczności, metafory, wskazujące na pewien anachronizm czy konserwatyzm, który jest „burżuazyjnym przeżytkiem”. Żeby literatura była dzisiaj czytelna, musi nieść ze sobą określony, polityczny sztandar, co skutkuje tym, że nawet niektóre dzieła socrealistyczne były bardziej udane artystycznie. Zjawisko, o którym wspomniałem, skutkuje radykalnym zawężeniem pola wolności dla ludzi, którzy chcą pracować w słowie mając na uwadze inne wartości aniżeli anty wartości. Krytycy również przestali być niezależni, nawet kiedy im się coś nie podoba, nie mogą tego powiedzieć, pozostając w określonym układzie środowiskowym. Pewnym panaceum jest tutaj działalność Instytutu Literatury, ale to w dalszym ciągu zbyt słaby ośrodek, by mógł sprostać realnym decydentom w sferze kultury. „Nastanie wielki ucisk”.
Tak, to już niedługo.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko