Wira Wowk – Wiersze

0
273
Zbigniew Ikona Kresowaty. Portret poetki Wiry Wowk z Rio De Janeiro. 2021


Przekład z języka ukraińskiego Tadej Karabowicz


Z E   S K R Z Y N I   Z A P O M N I A N Y C H   P R Z O D K Ó W


1.

I W A N

Rozpłynąć się w muzyce, przeminąć w pieśni
między konarami buków i gałęziami jodeł,
gdzie Mariczka zbiera jagody,
a ja pasę jelenie i moją miłość,
która nie spełni się nigdy
i rozproszy w marzeniach jak porywy wiatru.
Rozprysnąć się błyskawicami po skałach,
przypaść ustami do źródła Czeremoszu,
i na skrzydłach sokolich wzlecieć do Boga!

Pozwól mi, Panie, upaść deszczem na pole,
aby rodziły się kukurydza i żyto,
pozwól skropić się rosą na niwy,
aby czterolistna koniczyna zakwitła.
A jak wyniosą z cerkwi chorągwie
z Archaniołem Michałem i Świętą Katarzyną,
może wyjdzie śladem za nimi
moja dusza w czerwonych kapczurach,
z fłojerą za zdobnym gwoźdźmi czeresem.

2.

N I E D Ź W I E D Ź

Na otoczakach Czeremoszu siedzi Iwan,
zamyślony przebiera wypłukane kamienie.
Sam siebie pyta, co z tego piękna
darować Mariczce na zabawkę.

A z wąwozu, czy może z bazaru w Kosowie,
w  kapeluszu na bakier, z toporkiem,
sunie ogromny niedźwiedź. Na plecach
nowy kontrabas…
Nie wierzycie, spójrzcie na talerz
z pracowni garncarskiej majstra Cwiłyka!

A Iwan tak tęskni. Bo gdzie jest Mariczka?
Czy jak Mawka teraz sama lasem brodzi?
czy z Perełesnykiem niecnotą,
zupełnie zapomniała piosenki Iwana?

Struna pękła. Nie pocieszy
niedźwiedzia kołomyjka.
I sypią się na ziemię kolorowe kamyki.

3.

P A Ł A H N A

Zapomnij o swoich nawykach, Iwanie!
o swoich połoninach, czaharach, fłojerze…
Masz Pałahnę, prawdziwą gazdynię,
w jej rękach furkocze wrzeciono,
ona piecze dla ciebie chleb i małaj
na liściu kapusty,
i twoja chata – pisanka z Kosmacza,
obrus i pościel na słońcu bielone.

Po co te wszystkie sny i przewidzenia
co pieśnią z oddali się iskrzą?
Ukój, uspokój niepokorne serce
i bądź szczęśliwy w swoim obejściu!

Pałahna jak na szkle malowana
różowolica Święta Barbara
jedzie na odpust, fudula pawica,
od zgard i barasul gnie się jej szyja
pod chustką w róże!
                                        A ty tęsknisz za tamtą
zagubioną pieśnią „siedem razy na godzinę”,
co drży w duszy pajęczyną rozdartą…

4.

T R Z Y   C E K I E W K I

Przyszły do Iwana trzy cerkiewki
jak zasuszone krzywe pieczarki,
z Kosmacza, Krzywrówni i Sokołówki.

 – Przyszłyśmy się z tobą posmucić,
zobacz, jakie jesteśmy obdarte
z ikonostasów, świeczników, ewangelij,
krzyży i szat liturgicznych,
zupełnie jak i ty z twojej miłości,
z twoich snów nierozumnych.
Siądźmy tutaj razem na murawie,
zmówmy litanię do Matki Bożej:
„Za wszystkich modlącej się Patronki”,
niech pokój w naszych duszach przebywa.
A potem zagrasz nam na fłojerze,
jak długo milczą trombity w tych górach
o naszej niedoli. Bo piosnka
zawsze smutnych pocieszy.

Na czeremoszowym błoniu,
czy na murawie koło Tudiowa,
Iwan się modlił i smucił
z trzema starymi cerkiewkami:
z Kosmacza, Krzywrówni i Sokołówki.

5

F Ł O J E R A

Brodzi fłojera w świerkowym lesie,
bezszelestnie skrada się na czacie:
– Gdzieś tutaj moja dola zbierała jagody,
gdzie ona teraz wędruje?

Pyta borsuka, wiewiórki, lisicy,
dzięcioła i dzikiej gołębicy
ale nikt tej doli nigdzie nie widział,
chyba lata innymi światami…

Fłojera rozpacza, tu jej dola chodziła
gdzie ta kręta ścieżyna,
tam na wzniesieniu widniał jej zamek,
czy po prostu biedna chatyna…

Nawołuje dolę. Tylko bezdola
odpowiada chichotem.
Fłojera milknie. Noc zapada.
Każda godzina się zmienia.

6.

G A Z D A

Przyszli kot i pies domownicy
prosić u Iwana o łaskę :
– Wróć, Iwanku, jesteś nam potrzebny,
jedzenie co prawda podaje nam gazdyni,
ale jesteśmy twojej dłoni spragnieni,
że plecy zwierzakom pogłaszcze.

W zagrodzie owce beczą i proszą:
– Wracaj do domu, gazdo!
My radzi z tobą na połoninie
szukać lubczyku w trawach.

Wrócił Iwan do chaty, bo gazda
o swoje obejście troskliwy.
– Wypij moje serce lubczyku na zapomnienie,
niech Mawka sobie po debrzach szaleje
i mnie przy tym zapomni,
lub niech wypłacze nową rzekę,
gdy wyschnie Czeremosz!

7.

H U C U Ł

Pasłem cudze owce za przełęczą,
mogłem tam się ożenić,
lecz nie chciałem wdówki Węgierki
za jej lusterko i piórko pawie.
Ja – Hucuł!
Nie chciałem zostać butnym watażką
i być świetlikiem biedocie,
nie szukałem szmaragdów
i do śmierci będę pił huślankę, nie warenuchę.

Jedno wiem: wietrzysko
jak za wędzidło konia mnie ciągnie
na tej ziemi kamienistej, by ją zasiewać,
ponieważ tutaj, tylko tu rośnie i kwitnie
moje bizderko.

8.

C Z U H A J S T E R

Gdzieś biją w bębny, słychać kotły,
szalony Czuhajster przez ognisko skacze,
a ja rozmawiam fłojerą z ilmami
i patrzę na chmurki baranków na niebie.

Tak płyną nasze lata…
Meteoryty z niebios spadają,
lodowce topnieją, giną narody,
co znaczy ludzkie nieszczęście?

Co tam nasza hrażda, obejście,
piękno, moc i chwała?
Czeremosz bywał onegdaj bawołem,
I nawet on wysycha.

Zostanie taniec Czuhajstra przy watrze,
językiem ognia w powietrzu zapisany,
zostanie pieśń, co drży na liściach.
Co boskie – będzie na wieki.

9.

C Z A R N O K S I Ę Ż N I K

Ten czarnoksiężnik trzyma błyskawice w rękach
i gradowe chmury rozgania!
Jest dostojnym kochankiem Pałahny
połoniny księciem potężnym,
godnym bałwochwalstwa.

Tylko dla nas Mariczko,
pozostanie las ze swoimi strachami,
bajki i opowieści, szukanie w gęstwinach,
niepewne kroki, nieznane mary,
szepty w liściach, krzyki z otchłani,
duchy w ciemnościach.

My zawsze w duszach bezdomni, bezbronni
zawsze jakoś obdarci…
Tylko fłojera nas uszczęśliwia,
tylko ona dla nas najbliższa.

10.

D I A B Ł Y

Aridnyk łasy na naszą bryndzę,
na nasze owce, nasze połoniny…
Nadojadło jemu jego gospodarstwo
wśród mchu i suchych badyli.
Zwąchał się z wiedźmą co chodzi do stajni
ssać potajemnie krowie wymiona.
Po co im dwom gospodarzyć w domu,
kiedy za płotem wszystko już gotowe?

Trzeba przypiąć do wejścia stajni
święcone ziele od wszelkiego biesa.
Modlę się o opiekę Świętej Barbary,
by nas ocaliła od biedy gradu,
i Świętego ojczulka Mikołaja
z brodą białą jak śmietana,
aby nas chronił od zgryzoty i smutku.

11.

N O W Y   R O K

Zima pokrywa ziemię peleryną
aż po cerkiewną kopułę,
a w Nowy Rok na jodły
spadają z nieba gwiazdy,
i Bóg boso idzie po śniegu
rozmawiać ze stadem w zagrodzie,
a w lesie z sarnami i głuszcami,
bo wszelkie stworzenie jest mu bliskie.

Ziemia się iskrzy jak diament,
w jej wnętrzu się budzą
pędy młode do nowego poranka,
kiedy z gór popłyną roztajałe śniegi
i znów zarechoczą skalne wodospady.

Naszym przeznaczeniem jest dbałość, Iwanku!
Między brzegami zawsze płynie
roślinne, zwierzęce i ludzkie istnienie.

12.

M A R I C Z K A

Mijamy się, Iwanku!
Ja już odpłynęłam z szumem Czeremosza,
i ty pójdziesz śladem. Jak woskowa gromnica
będziesz leżał na ławie,
i tak, jak na gołe skały wpełzają
liszaje mchów, po twoim ciele
ciemne chmury będą chodziły.
Pałahna będzie nad nimi rozpaczać,
z obejścia będą chlipać trombity,
owce zabeczą i pies będzie skowyczał.

Co pozostanie dalej na świecie?

Pozostaną góry owinięte chmurami,
zazielenią się połoniny na wiosnę,
będą rosły w gałęzie jodły i sosny,
kochać się będą chłopcy i dziewczyny,
urodzą się dzieci, ukocą się jagnięta…
Spełnią się wesela, bazary, wieczorki,
święta, chrzciny i pogrzeby.
Wszystko wydarzy się jak przed wiekami…

Świat dalej potoczy się krągłym jabłkiem.
Nie rozpaczaj, Iwanku!

2013


© Wira Wowk, Ze skrzyni zapomnianych przodków. Przekład z języka ukraińskiego Tadej Karabowicz, 2021

© Pisarze.pl


Wira Wowk (Wira Selańska) urodziła się 2 stycznia 1926 roku w Borysławiu. Dzieciństwo spędziła w Kutach na Huculszczyźnie, gdzie jej ojciec Ostap Mychajło Selański był lekarzem. Naukę pobierała w gimnazjum we Lwowie (1939), a następnie w Clara Schuman Schule w Dreźnie (1941–1945). Od 1939 roku wraz z rodzicami mieszkała w Dreźnie. Ojciec poetki zginął 13 lutego 1945 roku w szpitalu podczas wykonywania operacji w czasie nalotu dywanowego aliantów na Drezno.       Wira Wowk studiowała germanistykę, muzykologię oraz literaturoznawstwo porównawcze na Uniwersytecie Eberharda Karola w Tybindze (1945–1949). W roku 1949 wraz z matką Stefanią Marią Selańską emigrowała do Brazylii, gdzie w Rio de Janeiro ukończyła studia. Ponadto odbyła staż naukowy na Uniwersytecie w Monachium (1956–1957) oraz w 1965 na Columbia University w Nowym Jorku. Tytuł doktora filologii otrzymała na Papieskim Uniwersytecie Katolickim w Rio de Janeiro w 1952 roku. Była profesorem literatury germańskiej i literaturoznawstwa porównawczego na Uniwersytecie Federalnym w Rio de Janeiro (1952-1996).  Wykładała na Uniwersytecie św. Urszuli w Rio de Janeiro. Od 1957 roku wykładała teorię poetyki na Fakultecie Filologicznym w Cabo Frio.

         Wira Wowk to wybitna ukraińska poetka i  tłumaczka z języka ukraińskiego na język portugalski. W latach sześćdziesiątych należała do ukraińskiego ugrupowania literackiego “Grupa Nowojorska” i drukowała się w roczniku literackim grupy “Nowe Poezje” (1959-1971). Jest autorką wielu tomików wierszy, prozy, dramatów oraz tłumaczeń.

            Cykl huculski Ze skrzyni zapomnianych przodków (2013), został napisany w formie poematu i podzielony na dwanaście części, by przypominał swoją kompozycją miesiące krągłego roku. Taka konfiguracja literacka znana jest w literaturach europejskich jako opis dwunastu miesięcy. W utworze zawarte jest znawstwo archaicznej leksyki huculskiej, wydobytej po latach z pamięci, w nawiązaniu do powieści Mychajły Kociubyńskiego Cienie zapomnianych przodków (1911). Wira Wowk jako mała dziewczynka spędzała wakacje u swojej babci w Tudiowie, gdzie jej dziadek Hryhorij był księdzem w cerkwi greckokatolickiej. Stąd w poemacie przewija sie motyw sacrum i profanum, opisy życia na połoninach, huculskie wierzenia i przebogaty folklor karpacki. A z drugiej strony poematem włada fikcja literacka z mityczną linią przytulenia się do wspomnień dzieciństwa na wielkim emigracyjnym wydziedziczeniu.



Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko