Krystyna Habrat – MOJE NIEPOPRAWNE LALKI

1
209

  Lalkami nie bawię się już od dawna, ale stoi jeszcze na półce z książkami mój murzynek. Wprawdzie nie ten ukochany z mojego dzieciństwa, ale już moich dzieci,  jako pamiątka po tamtym, moim.

 I cóż ja teraz słyszę, że to jakoś tam niepoprawne politycznie.  Niepoprawny też, bo rasistowski,  wierszyk “Murzynek Bambo w Afryce mieszka”, choć  “Uczy się pilnie po całych rankach/ ze swej murzyńskiej pierwszej czytanki./ A gdy do domu ze szkoły wraca, psoci, figluje/ to jego praca.” Dziwne? To wzbudzało tylko sympatię. Był nam taki bliski. Każda chyba dziewczynka taka czarną lakę musiała mieć. Kiedyś, bo teraz już nie. Niby, że smartfony od lalek lepsze. Dziwne to? A kto pokocha później trudy prowadzenia domu, gdy nie gotuje lalkom, nie śpiewa im kołysanek?

  Jednak sympatia bywa czasem odbierana jako traktowanie protekcjonalne, nie tylko w takim przypadku. Podobno, dlatego nie wypada używać już pewnych słów. O tym jeszcze nie zamierzam pisać. Wystarczy już to, co jest teraz. A nawet zawsze.

  Wkoło nas  pełno jest ludzi tak przewrażliwionych na swym tle, że byle co traktują jako atak na siebie. Oni naprawdę z tego powodu cierpią.  Czują się wiecznie pokrzywdzeni i przekonani, że wszyscy są przeciw nim. I te ofiary losu, a czasem genialni artyści, w każdym, najniewinniejszym słowie doszukują się aluzji do siebie.  Obrażania i złych intencji. Znamy takich. Na każdym kroku.

  Nie wolno być  aż tak wrażliwym. Ot tyle, ile potrzeba, aby móc być dobrym dla innych, ale nie za dobrym, i tyle. Byle nie mieć potrzeby nieustannego analizowania, co  ten ktoś chciał przez to powiedzieć, czy mi nie dokucza.

  Ja od dawna wiem, że ludzie szczęśliwi, zadowoleni z siebie – na tyle ile trzeba – nie są chorobliwie przewrażliwieni. Jak się ma mniejsze czy większe sukcesy, to i nie ma się kompleksów niższości. Ale każdy może mieć w życiu jakiś gorszy okres, jakieś niepowodzenia. Rzecz w tym, by potrafić to sobie zrekompensować. Kiedyś Adler głosił taką teorię, by niepowodzenia w jednej dziedzinie równoważyć sukcesami w innej. Słaby w matematyce uczeń może zabłysnąć wynikami w sporcie,  niezbyt ładna dziewczyna, może nauczyć się pięknie tańczyć i dzięki temu mieć powodzenie. Chyba że woli zrobić wrażenie na koledze intelektualiście, to niech pospiesza do biblioteki. Teoria rekompensaty nawet się aż tak zbanalizowała, że  każdy o tym dobrze wie. No wiec dlaczego niektórzy mają jeszcze kompleksy niższości, zazdroszczą innym, nienawidzą?  Nie potrafią znaleźć w sobie mocnej strony i ją wyeksponować tak, by imponować? A może chcieliby być najlepsi we wszystkim?  Nigdy niesyci sukcesów. Wtedy nie daj Boże,  by ktoś inny zbierał laury w jakiejś dziedzinie, bo będą mu zazdrościć. Rywalizować, mścić się, wszczynać zamęt.  Jakże to znane! Tylko po co?!

  Inna sprawa, że ludzie najbardziej przewrażliwieni na swoim punkcie   bywają najbardziej okrutni w złośliwościach wobec innych. Po prostu oni cierpią z powodu urojonych “dokuczań” i mszczą się w dwójnasób. A najgorsze, że wcale nie widzą, iż sami okrutnie innym dokuczają. “Co ja takiego powiedziałam?? – dziwią się.

  Albo: “Lubię mówić każdemu prawdę prosto z mostu!” Znałam tak mówiącą “prawdomówną”, co zatruła tym życie całej rodzinie do kilku pokoleń, począwszy od synowej. Rodzina się rwała, rozpadała, rozjeżdżała, a potem dzieciom brakowało oparcia, jakie daje wspólne gniazdo i wyrastały pokrzywione.

  Oczywiście, to tylko rozważania o naturze ludzkiej, bez szczegółów, które by wskazywały o kogo chodzi, bo to i tak sprawa  dość częsta.

  Najgorsze, iż za dużo teraz wszędzie emocji, których nie powinno się okazywać publicznie.

  Te wcale nietłumione  emocje wyzwala się ostatnio zbyt szybko, pochopnie i potem żałuje, gdy się kogoś niepotrzebnie zrani albo samemu okaże się przez to osobą mało kulturalną.

   Plagą naszych czasów jest nadmierne folgowanie sobie w emocjach poprzez publiczne demonstrowanie tego, co dotąd nie wypadało, bo wstyd było pokazać się jako ktoś niekulturalny, nieobyty, cham, burak.

   Teraz, o dziwo, nawet w telewizji można zobaczyć tak nieprzyzwoite zachowania, jak publiczne wyzywanie innych, brudne słowa (wulgarne), kłamanie w żywe oczy bez zahamowań, bezwstydne pokazywanie niedoborów swego intelektu, kultury osobistej czy oczytania, wybuchy złości, popisy nienawiści, itd? A hejt w Internecie?  

   Jednak potrzeba nam jakichś hamulców.  Czy można tak bezkarnie demonstrować nienawiść do innych?

  Tu wzdycham do niegdysiejszego Kamyczka z Przekroju, który przed laty w swym “Demokratycznym savoir-vivrze” narzucał powszechnie zasady dobrego wychowania. Mówię powszechnie, bo czytywali go chyba wszyscy i nikt się nie sprzeciwiał. Sama widziałam  dziewczynę z małego miasta, która przyjeżdżając na studia, ukryła w walizce poradnik Kamyczka i  ukradkiem go podczytywała. Ludzie w listach do Przekroju dopytywali o najprzeróżniejsze sprawy życiowe i brali to sobie   do serca. Chłonęli tą wiedzę. Potrzebowali jej, bo czasy się po wojnie zmieniły, jak i obyczaje. Ale  nieraz pytali o ceregiele nieco już przebrzmiałe,  np. w którą stronę zagiąć róg wizytówki i który, gdy się ją zostawia pod nieobecność gospodarzy. Kto  z zapracowanych wtedy ludzi miał w głowie takie sprawy? Kto przestrzegał wizyt, wizytówek i całej otoczki niegdysiejszych czasów?  Jednak te smaki imponowały niejednemu.   

  Tu przypomniało się mi, jak raz w grupie kilku studentów szukaliśmy  lokum w Krakowie.   Zwykle pod wskazanym adresem nie było nikogo, albo nam odmawiano.   Pod kolejnym, któryś chłopak dojrzał na drzwiach w skrzynce na listy wystającą wizytówkę z zagiętym rogiem.  Nie wiem czemu, wyjął ją i przeczytał nazwisko jakiej aktorki. Potem  machinalnie zmiął i rzucił. Nie miałam okazji zapytać go później, dlaczego tak zrobił, i to on, rozpieszczony jedynak z dobrej rodziny. Był w tym chyba  młodzieńczy bunt, że my przyszli intelektualiści łazimy bezskutecznie  któryś już dzień po ulicach i schodach różnych kamienic oraz bloków w poszukiwania kąta do spania, a tu  aktorka obnosi się z przedwojennym  bon tonem.

 Chyba jednak żal tamtych czasów, gdy bardziej dbano o formy i to, co wypada albo nie.

  A ja  zapytałabym teraz Kamyczka, czy wypada publicznie demonstrować nienawiść? I to taką wściekłą nienawiść, taką zajadłą, głośną, rozjątrzoną, nabuzowaną zawiścią.

  Ostatnimi czasy przychodzą do telewizji różni ludzie bez żadnych hamulców i demonstrują taką nienawiść, słowem i miną, że nie da się na to patrzeć.

  Niby jednych słów nie wypada używać, by nie okazać wyższości wobec pewnego koloru skóry, ale wypada jak najbardziej obrażać ludzi mieszkających na tej samej ulicy, w tym samym bloku, bo… No właśnie, dlaczego? Brakuje słów na wyjaśnienie. Nawet nie ma takich słów, dlaczego części rodaków z jednej ojczyzny należy obrażać, wyzywać, okazywać im nienawiść.

  Nienawiść, ale nie pogardę, jak niektórzy mawiają. Przecież pogardę można okazać tylko komuś gorszemu od nas, a to nie wchodzi w grę. W demokracji przecież wszyscy jesteśmy równi.

  Z jednej strony narzuca nam cugle poprawność polityczna, że nawet ukochana lalka -murzynek bywa źle widziana, a z drugiej: hulaj dusza, atakować można wszelkie dotąd zakazane sfery, wszelkie świętości. To jest właśnie poprawne polityczne, co oznacza przekierowanie nienawiści na inne tory. Teraz kochany  Bambo pod ochroną, ale można, a nawet trzeba, nienawidzić bliźniego. Tego najbliższego, bo się mu zazdrości, gdyż jest lepszy lub ma lepiej, a przynajmniej nam się tak wydaje. Ale najbardziej trzeba nienawidzić tych, których wskazują niektóre media.

  Zatem huzia na  Józia!  I ratuj się kto może! Wolno wszystko, piekła nie ma!

  A przecież dobrze wiemy, że emocje negatywne szkodzą zdrowiu.  Powodują nie tylko nerwice i choroby psychiczne ale też somatyczne z zawałem serca, udarem mózgu i rakiem na czele. Mówi się, jak szkodliwy jest stres, ale i emocje: nienawiść, zawiść, złość…

  Po co więc ta nienawiść? To niepoprawne życiowo.

Krystyna Habrat

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. Sama mądrość życiowa i zawodowa w tych słowach , Krysiu. I ja nie miogę znieść tej hucpy. Tak wszyscy zachwyciliśmy się demokracją, wolmnością słowa i zachowań bez umiaru, że zgubiliśmy co najważniejsze: zwykłą, ludzką przyzwoitość. Znam panią, która właśnie ma skłonności do “mówienia prosto w oczy, co myśli o innych”. Po takim występie jest niezwykle zadowolona z siebie, bo to w końcu odważne wytknąć komuś jego głupotę. I z tym się zgadzam , odważne. Nie każdego wszak stać na to, aby innego człowieka potraktować jak życiowe zero, bezmózgowca. Ani mądrość, ani uroda, ani pozycja społeczna nie uprawniają do tego. Ze współczuciem /nie zawsze szczerym/ oceniamy osoby niepełnosprawne. Ciężko im żyć choćby z niewydolnością ruchową, ale i z innym problemami. A ja myślę, że nie brak nogi, oka, czy słuchu jest kalectwem. Kalectwem jest wchechobecna, porażająca ludzka głupota.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko