Krystyna Habrat – Oni

0
272

 Jeśli mi pomysłów wystarczy, zamierzam pisywać tu o książkach. Ale to dzięki ludziom książki są ciekawe. Zacznę więc dziś od gorszej strony człowieka i napiszę co nieco o hejcie i hejterach.

  Bywam, jak wszyscy, zniesmaczona, gdy w komentarzach internetowych widzę coraz więcej złośliwości, niepotrzebnej agresji i braku poszanowania dla drugiego człowieka. Pominę na razie aspekt polityczny, gdzie poprzez komentarze niektórzy usiłują dokuczyć przeciwnikowi i wydaje się im, że to coś da. Zdziwienie budzą dziwne komentarze na stronach odległych od walki politycznej czy rywalizacji. Nieraz na portalu turystycznym lub przyrodniczym ni stąd ni zowąd wyskakuje ktoś z dowcipem tak ciężkim, że, jak to się mówi, gdyby spadł na ziemię zabiłby kurę i stadko kurcząt. Po co tak robi? Zdaje się, że znajduje w tym przyjemność. Jak dziecko szarpiące kota za ogon.

 Gdzieś ktoś poprawił drobny błąd – jedną literkę w podniosłym komentarzu jakiejś pani, a ta w odpowiedzi chlusnęła pomyjami, jakby z góry miała przygotowane obelgi i tylko czekała. Dziwna, niewspółmierna reakcja. Tylko to się jej nie wymknęło niechcący, bo na grzeczne napomknienia jeszcze bardziej się rozjątrzała.

  Gdzie indziej znów ładna i lubiana pani dodaje na stronie swe aktualne zdjęcie, aby znajomi zobaczyli, że dobrze się ma, czego i im życzy. Oni ją komplementują i jest wszystkim miło. Za chwilę wkracza obca osoba i wszystko burzy. Kategorycznie stwierdza, że to jest zdjęcie sprzed lat, że retusz, że botoks, i… “niech się pani nie obrazi, wcale nie jest pani tak ładna”. Nawet nie zna innych zdjęć tej pani, a swoje już wie. Atakowana broni się potulnie, ale ta naciska coraz brutalniej, jakby uznała za swą misję udowodnienie, że ta nie ma czym się chwalić. I zaperza się coraz bardziej w kolejnych komentarzach. A przecież atakowanej nie zna. Wreszcie ktoś tej złośliwej pisze, że jest źle wychowana. Ta dziwi się i zaprzecza, bo ona jest tylko szczera.

  Nie wie, że szczerość jest jak pieprz, można go dodawać tylko w minimalnych ilościach i tylko tym, którzy sobie tego życzą.

Inna znów pani na portalu ogrodniczym zupełnie bez potrzeby wbija kilka szpilek w odpowiedzi na pytanie skierowane do wszystkich o sadzonki róż. Powstrzymana przez osobę trzecią, jest zaskoczona posądzeniem o złośliwość, bo przecież napisała: “kochana pani”. Tylko to była łyżeczka miodu w beczce dziegciu, czego nawet analogiczne przysłowie by nie zniosło.

 Lubimy być złośliwy? Dokuczać? Ale to nie tylko specjalność pań.

Pan, podpisany imieniem i nazwiskiem, śmiało sobie poczyna z postem reklamującym zniżkowe wczasy. Bez pardonu wypytuje o warunki i ceny, wykłóca się o rabat, każe sobie na forum publicznym wyliczać każdy drobiazg i wreszcie krzyczy (pisemnie), że to oszustwo, bo nie policzono mu rabatu! Nawet nie ujawnił, czy ma zamiar skorzystać z oferty, a zabiera komuś tam czas i jeszcze obraża. Cierpliwa pani odpisuje mu grzecznie, że rabat 10% otrzyma po przyjeździe i zaprasza. Ale on już tryumfuje, że przyłapał na oszustwie i uogólnia to, a dalej ani słowa, czy się tu wybiera. Z ciekawości zaglądam na jego stronę. Stoi razem z żoną, gruby, w kapeluszu obok drogiego chyba auta, na tle domu z ogrodem. Nazwy miejscowości nigdy nie słyszałam.

  Zaraz, ja też jestem chyba uszczypliwa, bo zdaje się coś jakbym sugerowała? Nie! Człowiek nigdy nie czuje ostrza szpilek, które wbija innym. Naprawdę dziwi się, gdy posądzą go o złośliwość. A ci co go posądzają też nie są bez winy. I tak w kółko. Niejeden autor musiał się gęsto tłumaczyć, że kobieta z jego powieści zdradzająca męża, to wcale nie ta pani X z miejscowości Y. bo on nigdy tam nie był, ani o tej pani nie słyszał. A nie daj Boże trafić tak na osobę nadwrażliwą, to już nigdy się nie wytłumaczy.

  Jednak każdemu zdarza się nieraz urazić kogoś niecący, powiedzieć coś nieopatrznie, dać się ponieść emocjom. To takie ludzkie. Staramy się być mili i dobrze wychowani, a język sam coś chlapnie. Pamiętamy dobrze, że przy łysym nie wolno wspomnieć o grzebieniu i tak usilnie o tym myślimy, że on sam zaraz pyta, “A co tam masz w tym różowym etui?” i natychmiast pada nieszczęsne: “grzebień”. I już za późno gryźć się w język.

   Tak więc ci “oni”, hejterzy, to też “my”. Różnice są dwie: jakie emocje się z tym wiążą? i jak często tak bywa? Poczciwy obywatel ma wyrzuty sumienia, gdy niechcący komuś dotnie. O, czasem też ma satysfakcję, że się komuś odciął, bo nie może być zawsze ofiarą losu i nadstawiać drugi policzek, ale na taką satysfakcję pozwala sobie rzadko.

  Natomiast rasowy hejter bez przerwy czai się w internecie, wypatrując, komu by tu dołożyć. Ostrzy sobie zęby na pomniejszych płotkach, ale z reguły poluje na znane z pierwszych stron gazet osoby, uznając je za swych osobistych wrogów.

  Nieraz dziwię się, że znana osoba nie kasuje złych komentarzy. Domyślam się, że po prostu ich nie czyta. Nie wie o nich i nie mącą jej głowy czyjeś niewybredne, często na bakier z gramatyką czy ortografią, wpisy. Jak by się nimi przejmować niewiele by się osiągnęło dla dobra publicznego. Tak myślę. Krystyna Habrat Katowice 11.1.21r.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko