Andrzej Dziurawiec – FELIETON DYGRESYJNY, CZYLI OD ARIADNY DO HIMILSBACHA

2
296
Andrzej Dziurawiec
Andrzej Dziurawiec

  1. W czasach schyłkowego Gierka biegałem za młodego poetę. Znacie ten typ: chuderlawe toto, całe na czarno, w okularkach. Klasyka. Jak pisałem uprzednio naczelny Poezji wstrzymał publikację moich wierszy i nie zyskałem oficjalnego potwierdzenia statusu „nowego dorzecza” polskiej poezji. Niemniej zatrzymanie będących już w druku wierszy też było swojego rodzaju nobilitacją. Hyr poszedł po mieście, zyskałem chwilę środowiskowej popularności.
  2. Z ówczesnych wierszy pamiętam niewiele, jakiś wers, czasami dwa. I właśnie dwa takie stare wersy przypomniały mi się ostatnio: „Proponuję Minotaurowi głowę za dom/ ale on nie chce mojego labiryntu”. Całego wiersza nie pamiętam, chodziło w nim chyba o to, że zmęczony samotnością, dręczony niestrawnością po diecie złożonej wyłącznie z ateńskich dziewic Minotaur nie chce walczyć z Tezeuszem, jego miecz traktuje jak wybawienie. Teraz nazwano by to dekompozycją mitu.
  3. O roli Ariadny w tej historii pamiętamy tylko tyle, że dała Tezeuszowi nić. O tym, że zakapowała nieszczęsnego braciszka nie chcemy pamiętać. Wszystkim się wydaje, że bajka skończyła się tradycyjnym happy endem: pobrali się i żyli długo i szczęśliwie. Otóż niezupełnie. Tezeusz zabrał ją wprawdzie ze sobą na okręt, ale wkrótce porzucił na wyspie Naksos, odpłynął. Mit daje bardzo mgliste tłumaczenie przyczyny okrutnego postępku Tezeusza. Jednak według apokryficznego poematu przypisywanego Theano z Lokri powodem był, hm, jakby to powiedzieć?, nieco zbyt wybujały temperament Ariadny – ponoć w ciągu kilku dni żeglugi uwiodła i posiadła wszystkich wioślarzy na statku, 36 sztuk. Tezeusz był wprawdzie tolerancyjny ale przecież nie do bólu. Zbulwersowany zapomniał wymienić czarnych żagli na białe, co doprowadziło do samobójczej śmierci jego ojca, Aigeusa. Heros stracił ojca, morze Egejskie zyskało patrona.
  4. Tezeusz zapłacił straszną cenę za romans z Ariadną, dziewczyna nie miała takich problemów. Kiedy już załatwiła swoje sprawy z męską populacją niedużej skądinąd wyspy (ponoć wszyscy mieszkańcy Naksos są jej potomkami) uwiodła Dionizosa. Bądź co bądź boga. Wstąpiła na Olimp. Śmiertelni nie wiedzą, co tam się działo, ale na pewno nie jest przypadkiem, że nagle zaczęto utożsamiać Dionizosa z pewnym rogatym zwierzęciem. Mianowicie z bykiem. Zauważyliście, że w wielu przedstawieniach wieniec z winorośli na głowie Dionizosa udrapowany jest na kształt rogów? Krążą plotki, że Olimpijscy mieli wiele uciechy z przybycia Ariadny. Oczywiście, jak to zwykle bywa, Dionizos o niczym nie wiedział, wielbił swą wybrankę. Ariadna bardzo lubiła być wielbiona.
  5.  W eseju “Tajemnica Ariadny” Gilles Deleuze analizuje jeden z wątków “Tako rzecze Zaratustra“. Pisze: “Ariadna pojmuje swe rozczarowanie: Tezeusz nie był nawet prawdziwym Grekiem, lecz raczej swego rodzaju ciężkawym Niemcem avant la lettre (por. Tezeusz-Wagner, Ariadna-Cosima, Dionizos-Nietzsche). Nietzsche z upodobaniem wyjaśnia w ten sposób wyższe rozczarowanie: „natrafić na Niemca, będąc przekonanym, że spotkało się Greka.” Doskonale rozumiem rozczarowanie Ariadny Tezeuszem. Tezeusza Ariadną również.
  6. No dobrze, wracajmy z Olimpu na Ziemię, a konkretnie do kawiarni Literatów na Krakowskim Przedmieściu. Gierkowy PRL gonił, a nawet przeganiał najbardziej rozwinięte państwa globu, ale z zabezpieczeniem dostaw cukru miał przejściowe trudności. W PRLu wszystkie trudności były permanentnie przejściowe. Trzeba było gdzieś należeć, żeby mieć prawo do kartek na cukier. Wstąpiłem do Koła Młodych Związku Literatów. Przestałem bywać w redakcji Poezji na Wilczej, zacząłem w kawiarni Literatów na Krakowskim Przedmieściu. Poznałem kilku młodych poetów, wyglądali tak samo jak ja: długowłose, brodate chudziny w okularach.  I każdy, tak jak ja, uważał się za najlepszego z niedrukowanych. Powinienem poczuć się, jak u siebie, ale jakoś się nie poczułem. Od zawsze miałem silne obrzydzenie do uczestniczenia w zbiorowości. Najczęściej sam siedziałem przy stoliku, piłem wyjątkowo podłą kawę i wypatrywałem literackich znakomitości. Znakomitości nie zwracały na mnie uwagi. Wstyd się przyznać, ale ani Marek Nowakowski, ani nawet Iredyński Ireneusz ani razu nie dali mi po mordzie.
  7. W kawiarni było cicho i smętnie. Może dlatego, że alkoholu w niej nie serwowano. Rozmowy prowadzono półgłosem, kilku starszych panów, z których rozpoznawałem tylko poetę Ficowskiego, grało w szachy. Byłem całkiem niezłym szachistą, na pewno lepszym niż poetą, jednak nie odważyłem się zaproponować mu partii. Bezpowrotnie straciłem szansę na zaistnienie w polskiej poezji. Wprawdzie nie jako poeta, na to nie miałem żadnych szans, ale być może ktoś, gdzieś wspomniałby o mnie w jakimś  przypisie do monografii o Ficowskim, jako o bliżej nieznanym osobniku, który ośmielił się dać mata Mistrzowi. Ech, marzenia…   
  8. A propos marzenia. Kto odgadnie czyja to fraza: „Igram sobie w pion. A moje marzenia jeszcze bardziej”? Nie spodziewam się prawidłowych odpowiedzi, więc wielkodusznie mogę ufundować atrakcyjną nagrodę: tom wierszy autora tych pięknych wersetów. Dodam nawet podpowiedź: wiersz był drukowany i w prasie, i w tomiku, a autor był w PRLu znaczącą osobistością.
  9. Czasami atmosfera w kawiarni nagle się ożywiała. W progu stawał nawalony, młody literat i lżył starszych kolegów najbardziej plugawymi słowy. Starsi koledzy przyjmowali te obelgi z pobłażaniem. Wiedzieli, że młody, kiedy tylko przetrzeźwieje będzie się kajał, przepraszał. Konwicki pięknie opisał takie sytuacje w „Kalendarzu i klepsydrze”. Żaden z tych młodych nie miał klasy Himilsbacha, ich bezradne bluzgi nie miały siły sławnego himilsbachowego „Inteligenci wypierdalać!” z warszawskiego SPTiFu. W SPATiFie przynajmniej Holoubek posłuchał wezwania, u Literatów nikt się sfrustrowanymi młodymi nie przejmował. Folklor.
  10.  Himilsbach zachodził czasem do Literatów. Nigdy nie widziałem, żeby zachował się niestosownie. No i znowu muszę przywołać Mistrza, w tymże „Kalendarzu i klepsydrze” pisze Konwicki, że tak naprawdę Himilsbach wyniósł z domu maniery angielskiego dżentelmena, wszystko inne było kreacją. Rzecz jasna dworował sobie pan Tadeusz. Trochę dworował, a trochę jednak nie. Wieszcz znad Wilejki podejrzewał, przeczuwał, że jest w Himilsbachu jakaś tajemnica, niepokojąca siła. Nie potrafił jej nazwać. Nikt nie potrafił.
  11.  Myślę teraz, że tak bardzo różni, byli w jakiś sposób do siebie podobni. Obaj mistyfikowali swój życiorys, obaj uwielbiali prowokację, obaj kreowali swój wizerunek. Konwicki bawił się minoderią, Himilsbach udawanym prostactwem. Obaj byli mędrcami.
  12.  Moja przygoda ze Związkiem Literatów wkrótce dobiegła końca. W październiku 1981 roku miałem wstąpić w związek małżeński. Wystąpiłem o skierowanie do Domu Pracy Twórczej w Zakopanem. Napisałem uczciwie, jak ważna jest dla mnie data. Chciałem bowiem udać się z przyszłą małżonką w zwyczajową podróż przedślubną. Przydział, owszem, dostałem, ale na listopad, po ślubie. Nie pojechałem. Zrezygnowałem z członkostwa.
  13.  Nie to, żebym zaraz coś sugerował, ale raptem dwa miesiące po tym akcie bezprzykładnej dyskryminacji Związek Literatów rozwiązano, kawiarnię i Domy Pracy Twórczej zamknięto. Pretekstem było wprowadzenia stanu wojennego, ale ja tam swoje wiem.
Reklama

2 KOMENTARZE

  1. Dziękuję. Miło. Bardzo!. W nowym felietonie zainicjowałem ważną społecznie akcję. mam nadzieję, że przyłączy się Pan. Z najlepszymi zyczeniami na ten nowy, oby lepszy rok. A.D.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko