Wiersze Antanasa Šimkusa prezentuje Paweł Krupka

0
561
Fot. Evgenios Levin / Bernardinai.lt

Proponuję dzisiaj czytelnikom zbiór wierszy wileńskiego poety Antanasa Šimkusa, autora z pokolenia czterdziestolatków, który zdobył już renomę w litewskim środowisku literackim nie tylko jako autor, lecz także jako redaktor i organizator życia literackiego. Šimkus jest z wykształcenia literaturoznawcą. Od czasu studiów doktoranckich na wileńskim Uniwersytecie Michała Romera pracuje w redakcjach czasopism literackich i jest jednym z najbardziej aktywnych organizatorów festiwali literackich. Poeta otrzymał kilka prestiżowych litewskich nagród, m. in. także za twórczość dla dzieci. Od 2015 roku jest redaktorem naczelnym dwumiesięcznika kulturalnego Metai. Przedstawione dzisiaj utwory w przekładach młodej wileńskiej poetki Mirosławy Bartoszewicz i moich, pochodzą ze zbioru Sezon zakończony z 2010 roku.

                                                                                  Paweł Krupka


Kiedy poecie nie śpi się…

Mariusowi

Pisał trzęsącą się ręką,
Że jeszcze
Nie skończył się sezon w piekle
I dla niego
Czy być, czy zgubić – to to samo.
„Nie ma, –
napisał, – prawdy. I to
Jest prawdą.“

Przełożyła Mirosława Bartoszewicz


Wiejski Neron

Poświęcam się wszystkim nieprzyjaciołom

Durniu, powiedzieli mi,
Nie znasz zasad gry.
Są tak proste, jak ścieżka,
Którą kobiety chodzą do sauny.

Durniu, powiedzieli mi,
Czy koniecznie musiałeś
wytyczyć swoją własną ścieżkę,
którą nawet kobiety nie chodzą.

Durniu, chcieli jeszcze mi powiedzieć,
Ale… podpaliłem saunę.

Przełożyła Mirosława Bartoszewicz


Dziewczynie, która wieczorami
zamawia wiersze ludziom
o niezbyt przyzwoitej reputacji

Najpiękniejszy wiersz dla dziewczyny chyba wcale nie jest wierszem.
Zupełnie nie wiersz. I czy wiem, co jest dla niej najpiękniejsze?
Może ta noc, ta noc. Kiedy niedziela w pokoju i za oknem
Ciemność i delikatna mgła.

Najpiękniejsze słowa dziewczynie mówią wcale nie poeci. I nawet nie mężczyźni.
Najpiękniejsze słowa dziewczynie mówią niedziela w pokoju, ciemność za oknem
I miękki, miękki pocałunek. Chociaż nie mi wiedzieć, co dla niej ładniejsze.
Nie dla mnie wilgoć jej ust, oczu i wszystko, o czym zakazano nawet pisać,
Bo najładniejszy dla dziewczyny bynajmniej nie jest wiersz.

Co jest najpiękniejsze dla dziewczyny, co dla niej najpiękniejsze, co dla niej…
Nie wiem i czy chcę wiedzieć bynajmniej nie wiem,
Właśnie dlatego pewnie niedziela w pokoju, kiedy ciemność i ciemność
I ciemność za oknem. Kiedy miękki pocałunek, kiedy mgła, kiedy ona…
Wtedy rozumiem, czuję wtedy.—
Przecież najpiękniejszym dla dziewczyny wcale nie jest wiersz.
Chyba.

Przełożyła Mirosława Bartoszewicz


Północne miasteczko
I
Zimują już tu tylko wrony
I szare to niebo jutrzejsze.
A szosa? Nie było tu szosy.
Koszary, wieżyczki i deszcze,

Żołnierze, rdzewiejące gwiazdy,
Od miasta odgrodzone płotem,
Rosyjskie litery koślawe,
Co słusznie świadczyły, że Boga

Tu nie ma wśród nas, ani śmie
I odwrót nam stąd nakazano,
Bo tu jest brzydoty zbyt wiele,
I nie ma północy od dawna.

II
Zimują już tu tylko wrony
I niebo jutrzejsze tak szare.
Przez pustkę ulice się ciągną,
Domy wypierają koszary.

Tu sklepy i biura dokoła,
Mieszkańcy, ich psy i ich auta,
Reklamy, okropnie dostojne,
Lecz nigdy już tu nie powraca

Ten, który by stwierdził istnienie
Choć śmierći…

A północ?
Nie ma żadnej północy.

Przełożył Paweł Krupka


Pijany duchowy gangster (przez całe życie aspirujący do roli aktora filmowego) opowiada rolę swoich marzeń

Z dokładnością do sekundy moje królestwo się rozpada,
Trzy czwarte dymu. Blues w podwórku kawiarni.
Krwią dzieli się z ciemnością deszcz,
I, gdy taśma się zerwie, zniknę na zawsze:
W końcu nie jestem pierwszą osobą, która umarła w tym filmie,
Gdy skończy się szmal, pociski i benzyna…

Przełożyła Mirosława Bartoszewicz


W księgarni

Euryce

Tatuaże melodii, rowki winylu,
I słowa, herbata, zapach wanilii,
Jak deszcz za oknem na starówce
Wciąż chrapie melancholią Montmartre’ u.

Z Amelii, niby z półek – książki,
Wciąż chowają się w paczuszkach i paczkach.
Jeszcze pada? Pada. Srebrnymi nićmi.
Co nowego? Nic. Rozprzestrzenia się prostym językiem,

Jak list elektroniczny małymi literami
W dużej sieci znalazłszy adresata.
Znaczy, jeszcze nic na wieki się nie zmienia.
Dzień jak prezent – tak z generacji w generację –

Winylowy tatuaż, wanilia i Montmartre.

Przełożyła Mirosława Bartoszewicz

Sezon zakończony

Sezon zakończony,
Sutenerzy wywożą dziwki,
Rogatych mężczyzn żony pakują do walizek,
Pustka portfeli turystycznych
Świadczy o tym, że lokalni kapitaliści są już nasyceni.

Sezon zakończony,
Tylko wiatr ostatnie dłonie
Próbuje zamienić na wczorajsze karty w kalendarzu:
Ale do cudów nadaje się pustynia –
Uporządkowanej burżuazji nie pasuje bałagan w kurorcie.

Sezon zakończony,
Samotność otacza ulice,
Skwery, bary i pawilony pokrywają cienie,
Wrócicie do domu. Tutaj zostanie pustkowie
Dla rozprzestrzeniania się poezji. Panie i panowie, się bal zakończył.

Przełożyła Mirosława Bartoszewicz

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko