Krystyna Konecka – W MIŁOSZOWEJ KRASNOGRUDZIE

1
717
Krasnogruda… Fot. K. Konecka

     Na północny wschód od Augustowa, coraz bardziej na wschód, ku oddzielającej Polskę od Litwy granicy, „której nigdy wcześniej nie było” – jak przypomni niebawem Krzysztof Czyżewski podczas wieczornej debaty. Zatem – wciąż na wschód z augustowską poetką i edytorką Janiną Osewską, jej samochodem zanurzonym w malowniczym pejzażu, mijając wreszcie Żegary i Hołny Mejera, docieramy do Krasnogrudy, która w „Przewodniku po Polsce” z 1971 r. nie istnieje nawet w skorowidzu, a która od wielu lat przywołuje swoją zaprzeszłą i pisze współczesną historię złotymi zgłoskami…

     Cóż za szczęście, w tym tak ogromnie niesprzyjającym czasie pandemicznym, znaleźć się w miejscu nierozerwalnie związanym z genealogią rodziny Czesława Miłosza. W odrestaurowanym dworku jego antenatów, chroniącym pamięć po nieobecnych, i gościnnie przygarniającym wszystkich, którym bliskie są idee dzisiejszych gospodarzy tej siedziby – sejneńskiego Ośrodka „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów” i jego twórcy Krzysztofa Czyżewskiego.

     Zjawiskowe otoczenie tego miejsca opisała augustowska poetka Józefa Drozdowska w swoim wierszu „Krasnogruda”, zadedykowanym „Zbyszkowi Fałtynowiczowi”, autorowi antologii pt. „Gdzie jeziora syte przestrzenią obłoków”, i te właśnie słowa stanowią pierwszy wers wiersza o otoczeniu dawnej siedziby rodziny Miłoszów. I dalej: „…ogromne niczym dusza poety / mieniące w sobie wieże kościołów / i wieże słów i cały ich przepych…”.  I przywołany w tejże antologii  – a napisany podczas jednego z młodzieńczych pobytów w Krasnogrudzie, w 1934 roku – wiersz samego przyszłego Laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1980, zatytułowany „Wieczorem wiatr…” z tymi nastrojowymi wstępnymi frazami:

 „…Z ciemności wypłoszeni,
głowy toczyli naprzeciw połyskom
ognia w kominie. Pies słuchając cieni
myślał, kamienny, z łapami przy pysku.

Wyżej szła chmura, a nad nią spienione
stada gwiazd gnały…”.

    Po powrocie sięgnę po ten piękny tom z 1998 roku (bliski mi z powodów osobiście literackich, bo zamieszczonego tam cyklu sonetów „Ślady na jeziorach”), ale przede wszystkim z tej przyczyny, że pod tym wierszem Czesława Miłosza na stronie 21 pojawił się w sierpniu tamtego roku autograf samego Autora, złożony piórem z niebieskim atramentem, podczas jego wizyty w Białowieży…
Dlaczego w Białowieży?

     Ta wizyta zdarzyła się po pięciu kolejnych, kilkudniowych (od września 1989 poprzez czerwcowe w 1992, 1993, 1994 i 1997) wizytach w Krasnogrudzie, które w różny sposób znalazły odbicie w twórczości autora „Traktatu poetyckiego”. Nie doszły mnie wieści o następnych. Natomiast w dniu 6 sierpnia 1998 roku – jak sama napisałam w tekście, poprzedzającym obszerną relację na łamach „Gazety Współczesnej” – został „Profesor Czesław Miłosz (…) uhonorowany tytułem Przyjaciela Puszczy Białowieskiej, nadanym przez Towarzystwo Ochrony Puszczy Białowieskiej”. Uroczystość miała miejsce w Ośrodku Edukacji Przyrodniczej. Wbrew intencjom poety oraz organizatorów, którzy zamierzali nadać jej kameralny charakter „bez fleszy”, dostojnego 87-letniego gościa powitały tłumy mieszkańców, turystów i dziennikarzy. Przybył również brat noblisty, Andrzej Miłosz. Tytuł Przyjaciela Puszczy Białowieskiej przyznano Czesławowi Miłoszowi za to, że „głosem swego potężnego autorytetu zwrócił uwagę opinii publicznej na złą sytuację Puszczy i konieczność jej skutecznej ochrony”. Dwa lata wcześnie na łamach „Tygodnika Powszechnego” opublikował swój esej – alarm w obronie pierwotnego piękna pt. „Rozebrać Wawel na cegłę?”. Była to konsekwencja nieustającego twórczego dialogu z naturą, którego poszczególne frazy są do wychwycenia podczas lektury dzieł Miłosza od tych najwcześniejszych.
     – Ja jestem niespełnionym naukowcem – zwierzał się Przyjaciel Puszczy Białowieskiej zebranym. – Ponieważ kiedy byłem w szkole, chciałem zostać przyrodnikiem. I zdradziłem to na rzecz literatury.
    
     Jak mało kto, od wczesnej młodości przyszły Noblista czerpał inspirację twórczą z otaczającej przyrody. Przede wszystkim w rodzinnych Szetejniach nad Niewiażą na Litwie, gdzie wcześniej osiadł urodzony w Krasnogrudzie dziadek poety, Zygmunt Kunat, ożeniony z Józefą z Syruciów. Tamże ich córka Weronika Kunatówna poślubiła Aleksandra Miłosza, i 30 czerwca 1911 roku w szetejnieńskim dworku powiła pierworodnego syna. Fascynacje tamtejszą przyrodą znalazły głębokie odbicie m. in. w „Dolinie Issy”, i w wielu lirykach, podobnie jak obrazy nieba, lasów i wody w okolicach Krasnogrudy, gdzie dorastający poeta bywał wielokrotnie w okresie letnim.

     Suwalszczyzna ma szczęście do utalentowanych twórców o wielkim sercu, pragnących ocalać dla potomnych tajemnice bogatej przeszłości, urodę krajobrazu, a zwłaszcza niezwykłe, często dramatyczne losy ludzi, którym przyszło zetknąć się z tą ziemią. Obydwaj wymienieni już mistrzowie pióra i animatorzy działań kulturalnych, dla innych niewyobrażalnych, przez wiele lat dokonywali wielu starań, aby zachować każdy ślad obecności tutaj Noblisty… Dlatego możemy dzisiaj odwiedzać dworek w Krasnogrudzie. Dlatego możemy sięgać do – wydawanych w „Pograniczu” publikacji Zbigniewa Fałtynowicza po odejściu Czesława Miłosza, i do jego, bardzo osobistej antologii „Gdzie jeziora syte przestrzenią obłoków”, gdzie wiersze różnych autorów zafascynowanych pięknem Suwalszczyzny przeplatane są literackimi refleksjami jej autora.
      Oto przypomnienia, związane z młodzieńczymi pobytami ucznia wileńskiego gimnazjum, a potem studenta Uniwersytetu Wileńskiego im. Stefana Batorego: „Suwalszczyzna Czesława Miłosza – pisze Zbigniew Fałtynowicz – to Krasnogruda nad jeziorem Hołny w pobliżu Sejn, majątek rodziny Kunatów, z której pochodziła matka poety (…). W owym czasie właścicielki majątku, Gabriela i Janina z Kunatów, prowadziły we dworze pensjonat (jako letnisko wymieniany jest w przewodniku Pojezierze Suwalsko-Augustowskie z 1937 roku).

     Wiersz „Wieczorem wiatr” z roku 1934 ukazał się w ważnym młodzieńczym zbiorku poezji Czesława Miłosza, wydanych dwa lata później „Trzech zimach”, podobnie jak wiersz pt. „Ptaki” oraz – rozpisana na głosy – „Pieśń”, dedykowana ciotce Gabrieli Kunat, adresatce innych jeszcze, późniejszych znacznie utworów. Wszystko, wszystko można dzisiaj odnaleźć w różnorodnych edycjach dzieł Czesława Miłosza…

     Nie byliście w Krasnogrudzie? Żałujcie. Zanim zdecydujecie się na taką wyprawę, zajrzyjcie do pięknie wydanej przez Fundację Sąsiedzi monograficznej pracy Katarzyny i Jerzego Samusików pt. „Dwory i pałace Polski Północno-wschodniej”. Już strona okładkowa stanowi rodzaj „pocztówki” prosto z Krasnogrudy, gdzie pośród zieleni pod błękitnym niebem jaśnieje dworek z malowanym na czerwono zadaszonym gankiem, wspartym na  kolumnach. Wcześniejszy wizerunek budowli, jeszcze przed odrestaurowaniem, znajdziemy pośród innych ilustracji w obszernym tekście, przypominającym dzieje folwarku i kolejnych właścicieli od XVII wieku aż po współczesność.

     „Gabriela Lipska i Janina Niementowska (córki Bronisława Kunata – przyp. KK) były ciotkami Czesława Miłosza – piszą autorzy. –  Młody poeta przyjeżdżał do nich każdego roku na wakacje w końcu lat 20. I na początku 30., kiedy uczył się w gimnazjum i studiował w Wilnie (…), tutaj powstały jego młodzieńcze wiersze, zamieszczone później w tomie „Trzy zimy””.  Tyle – żeby zachęcić do lektury książki. I to, że 30 czerwca 2011 r. zostało tutaj otwarte Międzynarodowe Centrum Dialogu im. Czesława Miłosza, gdzie na kraj, i na Europę emanuje arcyważna działalność światłych animatorów pod patronatem sejneńskiego Ośrodka „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów”. Nie sposób w krótkim tekście opisać ogromu tutejszej pracy, odsyłam zatem wszystkich zainteresowanych do strony www.pogranicze.sejny.pl

     A my – no cóż… Dotarłyśmy tutaj, wpadając w sam środek familiarnej, w najlepszym tego słowa znaczeniu, atmosfery. Zapamiętany z lat, kiedy dopiero zamierzano przystąpić do remontu, dworek – którego obecny wygląd przecież został zaakceptowany przez Czesława Miłosza i jego brata Andrzeja – zapewne nosił w swojej fasadzie pamięć przedwojennych wydarzeń. Weranda zamykająca boczną elewację?… W 1986 roku ukazało się Miłoszowych „Sześć wykładów wierszem”, z których pamięć „Wykładu I” przywołuje dawne obrazy. One tylko, niczym tajemnicza brama, stanowią wprowadzenie, pretekst do zgoła innych, uniwersalnych refleksji, ale, zapamiętane z lektury, pozwalają na pracę wyobraźni:

…Wyobraźcie sobie młodzieńca, który idzie brzegiem jeziora
W upalne przedpołudnie. Szklą się panny wodne
Nad sitowiem, jak zawsze. Ale jeszcze nie ma
Niczego co miało być (…)

Zbliża się do zatoczki, niby to plaży.
Opala się tam towarzystwo z dworku-pensjonatu…

     Potem towarzystwo wraca do „dworku-pensjonatu” i nadal nudzi się uroczo na werandzie. Dwa jeziora okalają Krasnogrudę. Od wschodu Hołny. Od zachodu Gaładuś, przez którego wydłużoną część północną wyznaczona jest środkiem granica polsko-litewska…

     Sam poeta musiał doznać traumy podczas swojej pierwszej od przeszło półwiecza konfrontacji z krainą młodości i zachowanymi artefaktami. Napisał wiersz „Powrót”, raczej prozę poetycką, publikując te liryczne zwierzenia w roku 1990 na łamach paryskiej „Kultury”. Zdumiewająca rzecz: właśnie w Paryżu, podczas stypendialnego pobytu w roku 1935 Czesław Miłosz napisał wiersz pt. „Powrót”, zamieszczony dopiero dziesięć lat później w powojennym już zbiorku „Ocalenie”. 24-letni podówczas poeta niemal wizjonersko wchodzi w świat, który wydarzy się o pół wieku dalej:

Tak jak dawniej bywało, osiądzie na ziemi
Wieczór i skrzydła złoży (…)

Tylko ta fraza początkowa… Czyż nie zdarzyło się? Bo w tym rzeczywiście powrotnym „Powrocie”, zamieszczonym przez Zbigniewa Fałtynowicza w jego antologii:

W starości wybrałem się do miejsc, po których kiedyś błądziła
moja wczesna młodość.

Rozpoznałem zapachy, linie polodowcowych pagórków,
owalne misy jezior.

Przedzierałem się gąszczem, tam gdzie kiedyś był park,
ale nie znalazłem śladów alei.

Stanąłem nad wodą i tak jak wtedy lekko łuszczyła się fala,
niepojęta identyczność, niepojęte oddzielenie (…)

     W dworku, pod ceglanymi sklepieniami Kawiarni Literackiej „Piosenka o porcelanie”, przy filiżance samodzielnie przyrządzonej kawy, można przeczytać wiersz Czesława Miłosza pod takim tytułem, napisany w roku 1947. Dramatyczny,  poprzez metaforyczną ruinę kruchych porcelanowych precjozów, obrazujący zagładę dawnych światów. Tak to odbieram.

     Wreszcie – co było celem naszej wyprawy – świadkowałyśmy (podobnie jak wszyscy zebrani, w pełnym zabezpieczeniu koniecznym dla czasu pandemii) debacie (kolejnej już) nad zbiorem esejów Krzysztofa Czyżewskiego pt. „W stronę Xenopolis”. Dzieło zostało wydane w roku 2019 przez krakowskie Międzynarodowe Centrum Kultury, skąd przybyli wiodący uczestnicy tego spotkania – prof. Jacek Purchla i Łukasz Galusek, także autor koncepcji edytorskiej książki. „Bogate doświadczenie praktyka idei, zdobyte na pograniczach zerwanych mostów – czytam w moim egzemplarzu, opatrzonym po spotkaniu dedykacją autora – przekłada się tutaj na refleksję o sztuce i filozofii współistnienia z innością, od której zgłębienia zależeć będzie przyszłość wielokulturowej polis (…) Krzysztof Czyżewski pisze jedyną w swoim rodzaju opowieść o budowaniu „tkanki łącznej”, opartą na autorskich koncepcjach etosu amatora, małego centrum świata i kultury głębokiej”. I na tej precyzyjnej „wizytówce” zawartości książki (i debaty) poprzestanę.

     Za późno na zwiedzanie wnętrz muzealnych ze zbiorami dawnego wyposażenia, dzieł sztuki i księgozbiorem. Za późno na spacer nad jezioro z drewnianym pomostem, na zaglądanie do okolicznych zabudowań. Wyjeżdżamy, rzucając jeszcze okiem na wygasający wieczorem pejzaż lasu i pagórków Krasnogrudy, pomiędzy którymi wije się błękitna o tej porze, droga. Niebawem odbyły się w dworku kolejne spotkania. W dniu 14 sierpnia – w 16 rocznicę śmierci Noblisty i dobrego ducha Krasnogrudy –  zorganizowano program pn. Pamiętanie Miłosza 2020.  W sąsiednich Żegarach odprawiono mszę świętą pamięci Czesława Miłosza w języku litewskim i polskim, a potem – miał miejsce, poprowadzony przez Krzysztofa Czyżewskiego, sympozjon OSTATNIA WILEŃSKA PLEJADA z udziałem m.in. prof. Tadeusza Bujnickiego wokół książki „Żagary. Antologia poezji”, zbiorowe czytanie poezji ŻAGARYSTÓW w amfiteatrze  krasnogrudzkiego parku oraz koncert Orkiestry Klezmerskiej Teatru Sejneńskiego. W Międzynarodowym Centrum Dialogu nie było wakacji. Wystarczy rzucić okiem na stronę Ośrodka Pogranicze…

     Nad sześciokolumnowym czerwonym gankiem dworku, znikającym za zakrętem, żegna nas sentencja: „Bieda temu, kto wyrusza i nie powraca”. To jedna z myśli Oskara Władysława Miłosza spokrewnionego z Czesławem Miłoszem, który podczas swoich paryskich peregrynacji wiele skorzystał z doświadczeń tego humanisty i myśliciela.
     Trzeba zapamiętać te słowa.
     Powracać.

   Krystyna Konecka

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. Wspaniały esej! Napisany bardzo pięknym i obrazowym językiem. Przeczytałam jednym tchem. Nigdy nie byłam w Krasnogrudzie. A warto! Dziękuję, Krysiu za ten tekst!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko