Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
244

Zgniły śledź, wielkie kłamstwo, zasada 40:60

„Najprawdopodobniej technikami najczęściej wykorzystywanymi przez fabrykę trolli i zagranicznych kremlowskich agentów wpływu są zgniły śledź, wielkie kłamstwo oraz zasada 40:60.”

W skrócie: zasada zgniłego śledzia polega na opluwaniu w nieskończoność osoby, którą chce się zohydzić w oczach społeczeństwa. Zasada wielkiego kłamstwa: ogłosić coś, co wydaje się tak nieprawdopodobne, że nikt, zwłaszcza poważne źródło, nie odważyłby się napisać czegoś takiego, gdyby nie było to prawdą (a przynajmniej nie miało podstaw). Zasada 40:60, to kłamstwo „goebbelsowskie”, przemycenie w 60 procentach prawdy, czterdziestu procent kłamstwa.

Jessika Aro, fińska dziennikarka, w swej naiwności, pomyślała, że może bez szkód własnych, zająć się problemem rosyjskiej propagandy, przenikania jej „prawd”, „półprawd”, „ćwierćprawd” i kompletnych głupot do obiegu zachodnich mediów.

Jej „wina” polegała na tym, że odkryła i zechciała opisac, tytułową fabrykę. Fabrykę trolli. Ona naprawdę istnieje! W Petersburgu, zatrudnia prawdopodobnie setki osób stukających w klawisze komputerów każdego dnia, o każdej porze dnia i nocy (praca na zmiany ze względu na różnicę czasu w odległych zakątkach Ziemi).

Ta książka jest świadectwem. Zarówno przeżyć własnych autorki: opluwanej każdego dnia, procesującej się, nieugiętej, uciekającej w lutym 2017 roku z własnego kraju. Osoby, której adres, nie tylko mailowy, ale i ten rzeczywisty przestał być tajemnica dla kogokolwiek, osoby wobec której wysuwano groźby, której przeszłość zbadano wiele lat wstecz, której odmówiono przyznaych nagród, dla której strach i zniesławienie stały się codziennością. Nawet po wygranych procesach sądowych.

Ale ma ta książka też drugą odsłonę. Aro zbadała i podała nam na tacy przynajmniej kilka głośnych, zatrważających historii – wszystkie były w jakiejś przynajmniej mierze analogiczne do jej przypadku.

Renatas Juška, litewski dyplomata, pomagający opozycjonistom na Białorusi – podsłuchiwany w czasie, gdy był ambasadorem swojego kraju na Wegrzech (stracił stanowisko w wyniku prostej manipulacji).

Bill Browder, biznesmen brytyjski prowadzący przez jakiś czas interesy w Rosji Putina. Stracił nie tylko majątek, ale odkrywszy konta, na które wpływały pieniądze, najpewniej dla prezydenta Rosji, także swojego adwokata. W sensie dosłownym! Sergiej Magnicki stracił życie!

Norweski dziennikarz Thomas Nilsen z Independent Barents Observer, badający rosyjskie interesy na Oceanie Arktycznym – stracił pracę, został wielokrotnie opluty, zniesławiony, etc.

Martin Kragh, szwedzki naukowiec, opublikował pracę o „współczesnych wyrafinowanych metodach wpływu Kremla wymierzonych w jego ojczystą Szwecję”. Z dnia na dzień stał się nieukiem, człowiekiem głupszym od każdego, kto chciał zabrać głos w jego sprawie.

Serbska analityczka Jelena Milić odważyła się badać wpływ Rosji na swój kraj. Musiała prosić policje o ochronę. Z dnia na dzień stała się wrogiem własnych rodaków, „najemniczką i natowskim obliczem zła”.

Brytyjski bloger i dziennikarz Eliot Higgins badał zestrzelenie malezyjskiego samolotu na Ukrainie. Zaatakowali go hakerzy, próbowano jego życie przedstawić od najgorszej strony.

Wreszcie przypadek Liz Wahl, dziennikarki z rosyjskiej tuby propagandowej RT America, która w programie na żywo odważyła się powiedzieć: „Nie mogę być częścią finansowanego przez Rosję kanału, który wybiela działalność Putina. Jestem dumna z bycia Amerykanką i wierzę w przekazywanie prawdy.” Po tym zdarzeniu niszczono ją na dziesiątki sposobów.

Jest też w książce opis niezidentyfikowanego człowieka z Ukrainy, który stworzył grupę wykorzystującą metody, może nie analogiczne do rosyjskich, ale dyktujące Putinowi i jego ludziom bardzo twarde warunki. Włącznie z włamaniami do skrzynek mailowych ludzi Kremla, z wysyłaniem tysięcy dokumentów na odpowiednie adresy i psychicznym zastraszaniem. Wet za wet.

Wszyscy ci ludzi wykazali się odwagą, determinacją, chęcią obrony własnego imienia. Nie poddali się, nie ulegli szantażowi. Można się oczywiście zastanawiać ilu innych uznało, że gra nie jest warta świeczki, że ich życie osobiste jest dużo ważniejsze niż jakakolwiek prawda, że starcie z rosyjskim niedźwiedziem musi się skończyć ich porażką. Zapewne jest takich tysiące.

Aro pokazuje, jak każdego dnia Kreml, wykorzytując media, zarówno tradycyjne, jak i te elektroniczne, sączy, wciska ludziom Zachodu swoją prawdę, własne normy, w których z uśmiechem na ustach zaprzecza swoim zbrodniom, w których dowodzi, że Rosja jest „ostatnią nadzieją białych” – ostoja cywilizacji, porządku, wolności mediów (tak, tak!).

Książka Finki raczej nie zaskakuje ludzi ze wschodniej Europy, w każdym razie nie tych z mojego pokolenia. Ale jest dobrze udokumentowanym świadectwem rosyjskiej roboty propagandowej. Bezwzględnej, cynicznej, czasami okrutnej i zbrodniczej.

Moja osobista refleksja? Tak, znam rosyjskiego trolla w Polsce. Nie wiem czym, w jaki sposób go przewerbowano (swego czasu był odważnym opozycjonistą). Ale czytając jego posty na faceboku – nie mam cienia wątpliwości.

Jessika Aro – Trolle Putina, przekład Marta Laskowska, Wydawnictwo SON, Kraków, 2020, str. 495.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko