Andrzej Walter – Na strunach waszej wrażliwości

0
212

   Poznałem i nad wyraz polubiłem wielkopolskie środowisko literackie, a ono, muszę przyznać co chwilę odpłaca mi za ów subiektywny afekt arcyciekawym tomem poezji.

   Moim aktualnym obiektem literackiej fascynacji stał się najnowszy tom Marii Magdaleny Pocgaj „Apokryfy uliczne”. Przyznam otwarcie, ów tom wzbudził we mnie świeży i szczery zachwyt zaskakującymi metaforami, przepięknym zobrazowaniem lirycznym oraz wyjątkową bezpośredniością w nawiązaniu głębokiej i intymnej relacji z czytelnikiem. Przyznam też, że osobę Autorki znam dość dobrze, zawsze Ją wysoko ceniłem jako poetkę oraz twórczynię literacką, ale tym razem i tym tomem przekroczyła Ona pewien Rubikon twórczości poetyckiej w stopniu wykraczającym poza siebie. Do dziś bowiem nie czytałem wierszy, które tak śmiało, mądrze i lirycznie przedstawiałyby świat ludzi spoza nawiasu społecznego, ludzi z pogranicza światów, kloszardów, włóczęgów, bezdomnych, bezpańskich, wolnych ludzi, których droga życia skierowała na społeczne manowce, na pozornie bezludne wyspy ptasiego życia złudnie pozbawionego potrzeb i relacji. To ludzie mijani przez nas każdego dnia w każdym większym mieście, ludzie cienie, ludzie duchy, ludzie tajemnice, których zauważenie i dostrzeganie powoduje w nas erupcję sumienia, albo i nie powoduje i właśnie wtedy … być może mamy problem.

   Magda pokazała ten świat nowatorsko, odważnie, ale z dystansem, intymnie, subtelnie, z ogromną kulturą, z oddalenia, poprzez delikatną mgiełkę słowa, zamyślenia i z melancholijną barwą wzbudzenia naszej: czułości, wrażliwości oraz empatii.

   Kto ma serce, popatrzy w serce i zobaczy tu … inne serce, zobaczy samego siebie w prawdopodobnym przecież scenariuszu „raz na wozie, a raz pod wozem”, wreszcie zobaczy ów inny świat, tak genialnie rozpoznany i ujęty w wierszach przez tę świetną Autorkę. To świat: biedny, skromny, umniejszony do radości z drobnostek, a jednocześnie świat tak nieskończenie wolny wolnością wydawałoby się bezwarunkową, wydaje się pełną, albo i przepełnioną – czym? – ależ tym o czym nic przecież nie wiemy.

   Magda pyta, nie pytając, opowiada, nie snując czczych historii, przedstawia nam doskonale wykadrowane klisze szlachetnie wypełnione słowem tak dyskretnie i cicho wyrażonym, że właściwie stoimy tam, obserwujemy z Nią i czujemy tak jak i Ona,  a może nawet przeistaczamy się w tych kloszardów, choć przez moment czujemy ich głód, ich lęk, ich marzenia, ich przeznaczenie, ich trwanie i byt nadrealny, pełny, urodzony w słowie.

    Potęga tej poezji rzuca nami o ścianę, którą społeczeństwo na nieszczęście postawiło, aby nas odgrodzić od „tych ludzi”, od współczesnych trędowatych, od jednostek nieprzystosowanych i odrębnych, od dziwaków, śmierdzących innym zapachem odszczepieńców, słowem od … obcych.

   Kultura obcego jest bowiem bardziej skomplikowana niż nam się wydaje. Jest reakcją na emanację sterylności i higieny współczesności, jest przesadną obawą przed innością, klaustrofobiczną wizją synoptycznej klęski wobec zarazy obcego i traumą wręcz wobec tego, czego po prostu nie znamy.

   Zagubiliśmy gdzieś chrześcijańską otwartość, wnikliwość, ciekawość obcego, życzliwość jego przyjęcia, przygarnięcia, przytulenia. Cybernetyczny świat rzucił nas w otchłań odseparowanych baniek, w których trwamy w czasie i przestrzeni ograniczonej, zamkniętej i ukrytej gdzieś na łączach. Realny świat – dotyk, spotkanie, relacja – coraz mniej nas zajmują. A człowiek – ten stał się jedynie przeszkodą, zawadzającym nam czynnikiem ograniczającym naszą pseudo-wolność. Do tego skierowano naszą uwagę na inne problemy, zagadnienia i niby ważne tematy.

   Maria Magdalena Pocgaj w swych „Apokryfach ulicznych” nie rozdrapuje ran. Nie grzebie w śmieciach. Nie wyrokuje i nie ocenia. Ona jedynie ukazuje, opisuje, może powiedzmy z odcieniem pytajnika – szkicuje: samotność, zagubienie, nieśmiałą niepewność, wędrówkę i miłość. Miłość do takiego wyboru, albo do takiego przeznaczenia, albo też do skazania na bezdomność – Autorka jednak nie szuka przyczyn czy motywów, te nie mają dlań znaczenia i dla nas mieć też nie powinny. Rzeczywistość i prawdziwość serca nie pyta o przyczyny zakochania się, to się po prostu dzieje i to się po prostu pielęgnuje. Tak samo z „tymi ludźmi”. Oni po prostu są, są obok nas, żyją, czegoś potrzebują, są tacy sami jak my, a jednak są … inni.

   Można zarzucić tej poezji pewną naiwność, jednolitość, jednostronność wkraczającą wręcz w monotonię treści, ale zauważmy przy tym jak to jest napisane, jaką frazą i metaforą operuje Autorka, właściwie zaskakując nas każdym wersem, każdą sytuacją i każdym … spotkaniem. To jest bowiem tom drogi, pewnego rodzaju drogi. Tom spotkania. Nie tylko z nimi. To jest też spotkanie z własnym sumieniem, z samym sobą w lustrze dnia i rzeczywistości. To zarówno – takie spotkanie jak i lekcja, czy może nawet test naszej wrażliwości, empatii, umiejętności pochylenia się nad losem bliźniego, niekoniecznie obcego czy bezdomnego.

   I w tej materii poezja ta wykracza poza samą siebie. Poza Autorkę. Wiersze te stanowią sztukę najczystszą w swej możliwej formie, są koncentracją słów – esencją zbliżoną do ideału w uczuciu, relacji i pochyleniu się nad – no właśnie, nad kim i nad czym? Zadajcie sobie takie pytanie wczytując się w „Apokryfy uliczne”. To nie będzie lektura nieważna, obojętna i przemijająca. Ta lektura odciśnie się na was dozgonnym piętnem, utkwi w was na dłużej i pójdzie z wami głębiej.

Czymże byłby jednak ten tekst bez żadnego realnego przykładu (…)

***
Upstrzona przez gołębie
ponacinana scyzorykiem księżyca
to jego Atlantyda
dobrze mu się na niej siedzi
i przeżuwa życie

zegar na kościelnej wieży
spokojnie odmierza kroki do wieczności
platany darmo rozdają patchworkowe cienie
na trawniku bieleją niedopałki
może stokrotki

dopiero gdy machinalnie
ręką sięga pod ławkę
szklany dotyk odziera go ze złudzeń

wczoraj wysączył ostatnią
kroplę lata


BEZPAŃSKIE

Małe porzucone światy
z jeziorkami najwierniejszych spojrzeń
wychudłymi ciałkami
wciskają się za pazuchę
wyświechtanej kurtki kloszarda
i liżą jego twarz
najszczęśliwszą
na całym tym
obskurnym spłachetku
rzeczywistości


***

Tak trudno wyjąć
z publicznych ram
i oddać do renowacji
w pracowni serca
ten chroniczny pejzażyk
z niedomytym cieniem
człowieka

jeszcze trudniej
przyznać się do niego
w świetle dnia
kiedy kopie
swoje życie
jak pustą puszkę
po piwie


ŚPIĄCY

Tak śpią królowie życia
panowie losu
wystarczy kawałek wycieraczki
i przekonanie
że nikt nie otworzy zapasowych drzwi
na tyłach secesyjnej kamienicy

kołnierz wytartego płaszcza
postawiony do góry
na wszelki wypadek
z kieszeni wystaje berło
w kolorze butelkowej zieleni

takiego snu nie przerwie
pokasływanie miasta
ani przeciągły ryk syreny

trzeba się do niego ułożyć
po wielu nieprzespanych nocach
przeganianych z kąta w kąt
z ławki na ławkę
z parku do parku


ONI

Grzeją się przy chimerycznym ogniu
na złomowisku życia
na peryferiach świętego spokoju

wśród kuksańców i poszturchiwań
od razu robi się cieplej
a ileż wesołości płynie rynsztokiem słów

nagle któryś intonuje kolędę

pojmują że są braćmi w drodze
i oczy im wilgotnieją

   Można te wiersze czytać na okrągło. Przez chwilę poczuć pewną odmianę wolności kloszarda i dostrzec jak
                                               Kolczasta akacja
                                               drapie niebo
                                               w podbródek

                                               z ranki w chmurze
                                               sączy się stróżka światła

albo usłyszeć jak
                                   Smutno szumią
                                   parkowe latarnie
                                   nad bezradnością
                                   potłuczonych alejek

  
post scriptum:

   Należy w tym miejscu dodać i zauważyć jak znakomicie ów tom Marii Magdaleny Pocgaj „Apokryfy uliczne” jest wykonany edytorsko, wydany przez Wydawnictwo Miejskie Posnania i uzupełniony graficznie przez jedno zdjęcie autorstwa Mai Rausch oraz dziewięć zdjęć samej Autorki świadczących o ogromnym wyczuciu fotograficznym. Plastyczność tej opowieści o świecie i ludziach potęgują też właśnie te fantastyczne, nastrojowe fotografie świadczące o kunszcie, wrażliwości oraz prawdziwości wyczucia i postrzegania sztuki.


Andrzej Walter

Maria Magdalena Pocgaj „Apokryfy uliczne”. Wydawnictwo Miejskie Posnania, 2019. Oprawa twarda. Wydanie I. Stron 76. ISBN 978-83-7768-230-2

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko