Jacek Bocheński – Serce

0
240

Którzy zetkną się z chłostą, nie pozostaną czyści, gdyby nawet zrazu byli. Którzy gotowi są chłostać, którzy boją się chłosty, którzy obiecują sobie wytrzymać chłostę, nie będą czystego serca, jeśli nawet są. Brzmi to jak surowa mądrość z epoki pierwotnej, a jest aktualną intuicją blogera. Złego serca muszą stać się wszyscy wymienieni, bo zła jest chłosta. Każde współistnienie z chłostą znieprawia. Oczekiwanie, wykonywanie, podleganie chłoście, także moje o niej mówienie budzi złe uczucia. W powietrzu jest zło, niegodziwość, gniew, ból i planowanie odwetu. Ludzie oddychają złem. I jeszcze coś: w ludziach jest wstydliwy sekret, zagłuszona samowiedza winy. Z wierzchu nie poznać. Obojętność, zabawa albo zapiekłość, powszednie warczenie jednych na drugich. Tyle.

Ale wystarczy, żeby jeden taki zagadnął drugiego, która godzina, a ten drugi natychmiast pomyśli, że pierwszy chce mu skoczyć do gardła, skoro z reguły skaczemy,  i może sam skoczyć.

Jak to było z wyborami? Przemknęły, a ja tymczasem się ostrzygłem? Politycy, którzy je wygrali, wiedzą, że w istocie nie wygrali, chociaż mogą przystąpić ostro do chłostania, bo jednak wygrali i co im kto zrobi. Politycy, którzy przegrali, wiedzą, że powinni byli wygrać, bo tamci nie mają większości w społeczeństwie, jakkolwiek ją liczyć.

W sumie liczniejsi przegrali, gdyż tę swoją większość, zanim uzyskali, stracili w grze o skórę na niedźwiedziu, ważniejszą dla części z nich, niż koalicyjna, w praktyce niekorzystna, w gruncie rzeczy cudza wygrana. Tak to czują. Wyraźnie po sobie okazują. Grali z nieczystego serca o przyszłą skórę, nie o zwycięskie wybory. Ale nie chcą się przyznać. Mówią, że taka jest demokracja, ona grała tak, nie oni.

Wniosek z tego jeden: tylko nie demokraci mogą wygrywać. Demokraci muszą przegrać, ponieważ demokracja każe im w imię wyższych wartości, jak zapewniają, zwalczać się wzajemnie. Nic na to nie poradzą.

Co robić? – pyta człowiek, jeśli pyta. Otóż pierwsza odpowiedź, do której człowiek lgnie, jest złego serca. Wiem po sobie. W każdej sprawie, najzwyklejszej osobistej, rodzinnej, sąsiedzkiej, zawodowej, publicznej pierwszy odruch wyrywa się ze złego zakamarka w piersi. Jakieś mętne „nie chcę”. Odruch jest równie odruchowo tłumiony, zanim zdąży przybrać uchwytny wyraz. Zatrzymuje się w głębi mnie i niesprecyzowany ginie. Możecie sprawdzić na własnych sercach, czy tak samo jest u was, bo nie musi.                                               

To złe i bezmyślne coś stanowi, zdaje się, emocję. Tak je nazywają. Emocja. Modne słowo. Panoszy się w języku, pewne siebie, jakby wygrało wybory na świecie. I rzeczywiście wygrało, rządzi nie tylko w języku, także w realiach świata. Złe i głupie, a kłębi się tego wszędzie bezmiar. Emocja, już wiemy, po upokorzeniu rozumu najbardziej respektowana dziś potęga, której wszyscy winniśmy posłuszeństwo i która decyduje o wszystkim. Z niej bierze się chaos, amok, fanatyzm, wszelka złość, wrogość i szaleństwo. A skąd bierze się ona?

Psychologowie wsparci przez fizjologów wiedzą. Z ośrodków kory mózgowej, z neuronów, z wydzielania dokrewnego i tak dalej. Socjologowie dodadzą, że z nieznośnego położenia w stosunku do grupy, instytucji albo rygorów światopoglądowo-kulturowych. Publicyści, że z polityki.

Dobrze, ale co z człowiekiem? Musi jeden drugiego zagryźć?. Nie polityk polityka. Człowiek człowieka. Taki takiego, o jakich się mówi potocznie: ludzie.

Człowiekowi to, co mówią psychologowie z fizjologami i socjologowie  z publicystami, jest niepotrzebne. Człowiek tego nie rozumie. Już prędzej, co ja mówię. Serce. Dobre serce. Złe serce. „Nie chcę”. To rozumie. Ze swojego serca i swojej niechęci wydał na świat emocję, która upokorzyła rozum i rządzi. Ale dlaczego człowiek- triumfator z emocją wyniesioną na piedestał nie  może ścierpieć drugiego człowieka? Ten ma serce, i ten ma serce. Musi jeden drugiego zabić? Tej satysfakcji chce? Tak się potoczyły procesy, że innego wyjścia nie będzie?

Nie. Człowiek nie chce  być chłostany. A już chłoszczą. Póki nie jego, człowiek nie przyjmuje do wiadomości, że chłoszczą. Pierwsza reakcja: nieprawda, troszczą się, nie chłoszczą. Druga: chłoszczą , bo się troszczą. Trzecia: chłoszczą, ale się i troszczą. Czwarta: chłoszczą jak cholera, wobec tego zatroszczę się sam o siebie. Ostatnia: w trosce o własny interes będę chłostał kogo mi nadstawią.

A przecież było kiedyś także czyste serce, dzisiaj zapomniane, jak w ogóle wszelkie serca poza fizjologicznym, ale do dzisiaj zrozumiałe na pewno lepiej niż kora i neurony. Emocja  jednak nie musi wrócić pod rządy rozumu, którego nie lubi, i skończyć karierę. Może wyjść z czystego serca i pójść od człowieka do człowieka. Kiedyś takie chodziły.

Emocjo czystego serca, wyjdź! W tobie nadzieja. Trzeba , żebyś wyszła i poszła do ludzi, a ominęła zabójczą pułapkę: nie  wdała się w chłostę i wymianę nieczystości między sercami. Trzeba, żeby kij wzniesiony do chłostania świstał w próżni.

Nie ma dziś pilniejszego zadania niż zapobiec następstwu chłosty: przyszłej wzajemnej masakrze. Niech to samobójstwo popełniają politycy, jeśli nie mogą inaczej.

Na nich nie liczę. Wciąż liczę na człowieka.

Jacek Bocheński blog III

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko