Andrzej Walter – Jutro nigdy nie umiera

0
682

   Czy obudziliście się już w nowym świecie? Ponoć nic nie będzie już takie samo. Banalność tego stwierdzenia naprowadza na myśl, że wszystko jednak będzie dokładnie tak samo, tylko jeszcze niżej: gorsze, bardziej zbrukane, zmanipulowane i miałkie. Słowem, jeszcze bardziej prozaicznie sztuczne i nakręcone machiną medialnego kierowania naszą egzystencją. Jeszcze bliżej dna.

   Niewidzialna ręka rynku to także ty… (?)

   „A nasza wyobraźnia jest, jaką była, (…) źle sobie radzi z wielkimi liczbami”. Tyle, że póki co, liczby nie są jeszcze takie wielkie. Są zwyczajne, policzalne i nie większe niż… histeria lawinowo wywołana zaprogramowanym medialnie lękiem. Jeśli porównacie statystyki, zestawicie fakty, dodacie dwa do dwóch (w sensie logicznym) to nagle okaże się, że nic nie uzasadnia: aż takiej paniki, wielkich słów, monumentalnych żachnięć, powagi decyzji, tego całego teatru zdarzeń oraz dramatyzmu sytuacji kreowanego na potrzeby mas i społeczeństw, które chyba potrzebują magnetyzmu strachu.

   W dziwnym świecie ponoć żyjemy. To świat człowieka zniewolonego. To świat chwytliwego wzrokowego komunikatu. Hasła, zawołania, odezwy. Świat lapidarnego równoważnika zdania, zdolnego niby wywołać rewolucję, tylko, że na potrzeby podstępnego opisu nachalnie rozprzestrzenianego obrazka, który ma wzbudzić reakcję. Psy Pawłowa ostrzą sobie odwieczne kły, szarlatani zacierają ręce, bo przecież nikt nie zapyta już – a kto za tym stoi, kto to stworzył, kto wypuścił, kto odkręcił nakrętkę i uwolnił dżina z dzbana, komu zależało na spowodowaniu lawiny chaosu i patologii lęku? Wiara w to, że samo przyszło jest jakaś irracjonalna, jakaś niebywale mistyczna, nad wyraz niematerialna w tych stricte merkantylnych czasach naukowo dowiedzionej przyczyny wraz ze wzmożonym skutkiem.

   I nagle ów paradoks przechodzi w zamilczeniu, w ukryciu, zasłonięty ciszą i niezauważaniem. Doprawdy trudniej o większą niekonsekwencję. Ależ … niekonsekwencję? Cel pierwszy – zamknąć ludzi w domach. Cel drugi – dostarczyć im odpowiedniej rozrywki oraz środków do minimum egzystencji, cel trzeci – pokazać światu antidotum, pod warunkiem jeszcze precyzyjniejszej inwigilacji i kontroli. Science fiction? Dokonuje się ono na naszych oczach. Wstępna faza Orwellowskiej wizji? A może jedynie jakaś jej modyfikacja, ale z zachowaniem celu nadrzędnego. I ta przejmująca, dziwna i zastanawiająca cenzura treści, usuwanie wywiadów, materiałów video, wypowiedzi naukowców… Dokąd zmierzamy?

   Co stało się z prawdą? A cóż to jest – prawda?

   Wirus przeorał naszą rzeczywistość. Tylko jaki wirus? Czyż już od lat nie drążyły nas jeszcze inne wirusy: chciwości, nieumiarkowania, przesady, powszechnych i masowo popularnych roszczeń nienormalności, deformacji, degradacji czy dewiacji? Nie czas na moralizatorstwo i nawracanie. Raczej przyszedł czas przewartościowania postaw, refleksji szczególnej, przedefiniowania świata od nowa – świata i jego uczestników. Nie mamy wyjścia. Brak odwrotu. Brak powrotu. Brak alternatywy, albo i tysiące nowych alternatyw. Tylko jakich? Może jedyną sensowną odpowiedzią na dramat tych naszych czasów jest właśnie sztuka – muzyka, poezja, performance czy teatr – aż wreszcie literatura, wszystkie te stany wyższe, które mają szansę nas uratować poprzez przetrwanie złego. I posłużę się tu przykładem ze swojego śląskiego podwórka.

   „Wybitny onkohematolog, profesor Sebastian Giebel, wraz ze swoim coraz popularniejszym zespołem Autentikos, nagrał hymn na czas zarazy. Świetny rockowy numer zatytułowany „Katedra w Mediolanie” pojawił się kilka dni temu na YouTube i już rozchodzi się w sieci. Słowa autorstwa profesora Giebla są niczym studium samotności” – piszą w Dzienniku Zachodnim Agata Pustułka i Marek Twaróg.

Posłuchajcie sobie tego tutaj:

   „Profesor Sebastian Giebel pracuje w Instytucie Onkohematologii w Gliwicach i kieruje Kliniką Hematologii i Transplantacji Szpiku. Jest jednym z najwybitniejszych specjalistów w Polsce w swojej dziedzinie, docenianym także na świecie. Odskocznią od pracy z pacjentami i owocnej pracy naukowej jest muzyka i zespół Autentikos.

   Grupa, której jest frontmanem i liderem, oficjalnie powstała w 2015 roku w Mikołowie. Jeden z największych hitów grupy to „Stop” z krzepiącym tekstem i świetnym, chwytliwym refrenem. Gieblowi pomagają (choć on sam mówi, że to on tylko dokłada się do ich pracy) dobrzy muzycy: perkusista Arkadiusz Kuś, basista Marcin Tomaszewski, pianista Łukasz Kwapisiewicz, gitarzysta Tomasz Czerwa (też lekarz), Rafał Cieślak (też gitarzysta).

   Profesor Giebel powiedział niedawno, że muzyka jest dla niego audioterapią. Na co dzień zmaga się z trudnymi chorobami i poważnymi decyzjami lekarskimi – musi mieć odskocznię. I taki silniejszy muzyką, którą kocha, i wiedzą medyczną, którą się pasjonuje, wlewa nadzieję w serca pacjentów. „W ostatnich latach hematologia rozwinęła się tak niesamowicie, że już rzadko jesteśmy zupełnie bezradni wobec chorób. Rzadko się poddajemy” – mówił nam profesor.

   Najnowszy numer „Autentikos” to studium samotności w czasach pandemii. Giebel śpiewa: „Przed katedrą w Mediolanie nie powiem buongiorno nikomu. Gołębie przymierają głodem na Piazza del Duomo… Na piętrach La Scali nie słychać już nawet echa… dziewczyny w wiosennej spódnicy nie zobaczę na mojej ulicy, a marcowe ogrody mimo pogody nie kwitną już niczym… Z nikim się nie spotykam, niczego nie dotykam… Jak tylko potrafię, to niczym też nie oddycham… bo w czasach zarazy nie gra muzyka

   – Piosenka i teledysk “Katedra w Mediolanie” to świadectwo naszych czasów, niepewnych, pełnych tęsknoty za normalnością – mówi prof. Sebastian Giebel. – Miejscem szczególnym dla mnie i dzisiejszego dramatu są Włochy, Mediolan, gdzie odbywałem staż. To smutna piosenka, ale jej końcówka przynosi nadzieję, na którą wszyscy czekamy. Profesor dodaje, że poprzez nagranie utworu zespół chciał upamiętnić ten wyjątkowy dla całego świata czas. Autor rzeczywiście nie zostawia nas ze smutkiem. Pod koniec stosuje ładny literacki zabieg i wyśpiewuje nieco zmodyfikowane wersy, a kończy: „Pełną piersią będę oddychać! I znowu zabrzmi muzyka!”

   Przeżyliśmy właśnie jedne z najdziwniejszych Świąt Wielkiej Nocy. Jest to jedna z najdziwniejszych wiosen jakie jest nam dane przeżywać. Dla każdego z nas to, co się wydarzyło to swoistego rodzaju „pierwszy raz”. Spodziewaliśmy się konfliktu, kryzysu, wojny, a przyszła epidemia, zaraza, podstępny wirus. Wpadliśmy w jeszcze większy chaos, w jeszcze dynamiczniejszą kakofonię tez, teorii i przekazów. Jedno jest pewne. Wydarzenia te są nieodwracalne. Nowy świat nie będzie już taki sam. Jaki będzie? No przecież o to wszyscy cały czas pytamy. A ja odpowiem – będzie taki jak my. A jacy jesteśmy my? Co przed nami? Z tym pytanie chętnie już Was zostawię samych w Waszych własnych przypadkach odmian kwarantanny – szeroko rozumianego odosobnienia od tego, co było i już nie powróci.

   Wsłuchajmy się raz jeszcze w tę znakomitą pieśń. W jej słowa, sens, nastrój, atmosferę. I może przez chwilę pomyślmy – słowa. Jak ważne są wciąż te słowa, słowa, które jako materia stwórcza były, są i pozostaną zawsze podwaliną naszej egzystencji.

Andrzej Walter

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko