Kinga Zych – WYRUSZYĆ PO SŁOWO. O POEZJI ADAMA LIZAKOWSKIEGO, czyli 40 lecie debiutu poetyckiego 1980-2020

0
610

Jerzy Pilch powiedział, że „do literatury należy książka, do której się wraca. Reszta to obiekty jednorazowego użytku”. W 2002 roku Adam Lizakowski podarował mi, wydany dwa lata wcześniej, zbiór wierszy i poematów Złodzieje czereśni. Wspomniana publikacja odegrała istotną rolę w dalszym odkrywaniu jego poezji. Porównywałam z tym zbiorem kolejne tomiki poety.

Lizakowski łączy w obrębie własnej twórczości różne formy. Przykładem jest właśnie zbiór Złodzieje czereśni, który składa się z cykli wierszy oraz fragmentów prozatorskich. Moje literackie wspomnienie jest owocem kontemplacji tych tekstów.

Tytuł nasuwa skojarzenia z wierszem Bertolta Brechta Kradnący wiśnie. A może to rezultat magicznego działania jakiegoś czereśniowego (czy wiśniowego – jak u Czechowa) sadu? Złodzieje czereśni to w każdym razie „literacka siekierka”. Tadeusz Różewicz, pisząc o mającym 77 lat ojcu, użył słów „dwie siekierki”[1]. Zbiór Lizakowskiego składa się z 7 części: O poezji i poetach słów kilka (1), Pieszyce miasto (2), Polska (3), Wyspa Kalifornia (4), Złodzieje czereśni proszą o głos, czyli manifest pokoleniowy (5), Na kalifornijskim brzegu arkusz poetycki (6), Poradnik dla tych co wybierają się do Stanów Zjednoczonych (7). Pewne motywy, jak np. rodzinna miejscowość poety, pojawiają się nie tylko w drugiej części zbioru. Układ tekstów przypomina trajektorię ruchu podróżującego. Mógłby zostać odczytany jako metaforyczny zapis drogi, jaką autor Złodziei czereśni odbywa z Pieszyc do Kalifornii. Lizakowski wychodzi od tego, co najbardziej osobiste – od poezji. To przekaz, w którym kolejne części zbioru są jak pełne egzystencjalnych refleksji przystanki.


O poezji i poetach słów kilka (1)

Czym jest poezja? Czy to jedynie kompilacja odpowiedniej ilości sylab? Rytm, jaki daje ułożenie słów w wersy? Czy świadomość istnienia „technicznego” aspektu poezji może zastąpić to, co wykracza poza warsztat aktu tworzenia? A może pisanie jest tylko ćwiczeniem
z użyciem słów? Czesław Miłosz podobno w pewnym okresie pisał w miarę regularnie. Czy jednak traktowanie poezji podobnie jak zwykłej pracy wyklucza natchnienie?

Co ze złożonością samego słowa? Nieograniczoną możliwością jego przekształceń oraz interpretacji? Czy jesteśmy w stanie przybliżyć sobie lub innym fenomen kreowania nowego świata? Czy można zrozumieć wrażliwość, która leży u podstaw literackiej wypowiedzi, odczuwać razem z piszącym to, co stało się źródłem jego twórczości?

„Moje wiersze rodzą się
w mym wnętrzu
pod wątrobą, sercem płucami.

Obcym pozwalam zaglądać
pod skórę swych myśli, marzeń
poetyckiej uczciwości i pychy.

Jest to niewygodne i nieetyczne
wstydliwe i krępujące, wołam patrzcie
tu mnie boli, dajcie lekarstwo (…)”[2].

Wiersze są jak przedpokój. Przez nie wchodzimy do świata poety. Świata najbardziej osobistego, jaki można wyrazić przy pomocy słów. Świata, który w przypadku Lizakowskiego jest przestrzenią złożoną. Twórczość autora Złodziei czereśni jest dwupłaszczyznowa. Sytuacja narracyjna i fabuła, choć istnieją w swoim czasie, mają wspólne odniesienia. To, co zapamiętane, zabrane ze sobą za Ocean, przenika się z tym, co jeszcze, a może nadal(?), nieznane, nieoswojone. Jaka jest poezja Lizakowskiego? Na tak postawione pytanie każdy z czytelników powinien znaleźć własną odpowiedź. Autor podsuwa jednak następującą myśl:

„Poeta powinien być psem
który wkłada nos do śmietnika ulicznego
wącha róże w cesarskim ogrodzie
szczeka i wyje do księżyca
nawet jeśli ten nie zwraca
na niego uwagi”[3].

Pieszyce miasto (2)

„Pieszyce miasto długości 20 lat życia i 10 kilometrów,
dwóch kościołów i cmentarzy, 10 tysięcy dusz,
9 barów z piwem, jednego posterunku MO,
8 szkół, 3 przedszkoli, szpitala, ośrodka zdrowia,
jednego banku i parku (w stylu barokowym).
Pieszyce miasto niebieskich kwiatków
kwitnących każdego roku
w tym samym miejscu
niedaleko parkowej kaplicy
z ukrzyżowanym Jezusem
z jednej strony
i Matką Boską z drugiej strony (…)”[4]
           
– pisze Lizakowski w wierszu o tym samym tytule, co druga część zbioru. Miasteczko położone w województwie wałbrzyskim jest pełnoprawnym bohaterem jego twórczości. Kiedy pisze on o rodzinnym mieście, znanych miejscach, przyrodzie Gór Sowich, opisy ukonkretniają się, a jednocześnie wyostrza się wyobraźnia poety. W jego twórczości przeczytać można m.in. o kościołach św. Jakuba i św. Antoniego, piekarni Jankowskiego, znajomych ulicach (Ogrodowa, Kościuszki, 1 Maja, Kopernika, Nadbrzeżna, Świdnicka, Mickiewicza, Zamkowa) oraz okolicznych miejscowościach, takich jak Dzierżoniów i Kamionki.

Lizakowski pochyla się ponadto nad sprawami pozostawionej w Pieszycach rodziny (matka, stryjek Marcin z ul. Ogrodowej, babka Paulina), sąsiadów i znajomych (pan Michalski, Stasiu Szczypka, dzieci: Kuców, Michalskich, Kidziaków). Nie mówi „to już nie jest mój świat”, choć jednocześnie stwierdza:

„To miasto umarło we mnie
zupełnie nieoczekiwanie
jak moja matka
z soboty na niedzielę (…)”[5]  

Czy „poetycki realizm” jest sformułowaniem trafnie określającym sposób, w jaki autor Złodziei czereśni buduje swoją narrację?

Polska (3)
           
Lizakowski pisze o rzeczywistości z ironią, zachowując krytyczny dystans wobec tego, czego doświadcza:

„(…) portret naszego wodza i przywódcy
zgodnie z paragrafem 208
gdzie trzeba powiesiłem (…)

malarz XOY został skazany
z paragrafu 019 na 5 lat rozmyślań
za używanie niewłaściwych
kolorów farb i fałszowanie
rzeczywistości w swych obrazach
poprawiło to atmosferę o całe 27% (…)[6]”.  
           
Poeta nie żałuje starego świata. Nie roztkliwia się nad krajem, który pozostawił, aczkolwiek traktuje najbliższe mu miejsca dobrotliwie, wspomina o nich z życzliwością:

„(…) Obraz chowającego się słońca
za horyzontem tak wielkim
jak kieszeń fartucha mojej matki (…)”[7].

Jest to tak ważne, że przekłada się na kondycję emocjonalną autora, który odczuwa tęsknotę po utracie małej ojczyzny:

„W galerii moich obrazów
którą zawsze noszę przy sobie
której nigdy nie zgubię
która jest ukryta pod powiekami (…).

Upływające lata liczy się szybko
ale kto policzy krople deszczu
które nie spadły na moją głowę
kto zważy chleb którego nie zjadłem
kto obejmie mój smutek
które naczynie go pomieści (…)”[8].  
           
Czy można zawrócić z raz obranej drogi? Po latach okaże się, że tak. W zbiorze Złodzieje czereśni czytamy jednak, że „nie ma powrotu z ziemi obiecanej”[9], bo „kolorowe światła miast nieznanych skusiły (…) wyobraźnię obiecując spełnienie marzeń”[10].


Wyspa Kalifornia (4)
           
Część czwartą otwiera następujący tekst:

„USA – jedna wielka kopalnia złota
jedni żyją na jej powierzchni
inni pod nią
jedni i drudzy chytrzy na każdy cent
jak dopiero co przybyli emigranci (…)”[11].
           
Emigracja to główny wątek tego fragmentu zbioru. Lizakowski pisze m.in. o codzienności emigrantów. Pisze o sobie i własnych trudnościach, zwierzając się:

„Pokój mój jest mały, jeśli mam gości sadzam ich
na 21 tomach Encyklopedii Britannica,
po 7 pod tyłek (nigdy nie przyjmuję więcej niż trzy osoby)”[12].

W innym tekście czytamy:

„Na przystanku przy skrzyżowaniu ulic
geary i powell wsiadła grupa azjatów
gwarno i tłoczno było przez kilka
przystanków
a gdy się wygodnie usadowili
zapadli w sen
Ludzie ci zmęczeni byli harówką
w luksusowych hotelach w których
wykonywali ją za najmniejsze stawki
(zazdrościłem im byłem bezrobotny)”[13].

Obraz emigranta, który poeta rysuje w tej części zbioru nie napawa optymizmem, podobnie jak trudne relacje pomiędzy nowymi mieszkańcami USA. „My nie turyści, my przyjechali tu żyć”[14] – kwituje autor w jednym z wierszy. Pisze o Stanach ascetycznie,
a miejscami wręcz szaro:

„Dwie stare kobiety prują stare wełniane swetry
cicho rozmawiają o wnukach –
szybko wyrastają.
W dusznych norach emigrantów
ze wszystkich stron świata
dzieci idą spać, a za chwilę rodzice
uczyć się będą wymowy i czytania dziwnych słów (…)”[15].
           
Lizakowski nazywa samego siebie „emigrantem na starą modłę”. W tekście Z Pieszyc do San Francisco przyznaje:

„Listów do domu nie piszę (nie mam o czym pisać)
pieniędzy nie wysyłam (nie mam ich) (…)
W głowie mi się nie mieści
jak można mieć video taśmę z rodziną
lub rozmawiać z nią przez telefon dwa razy w miesiącu.
Co to za emigracja, co to za emigrant?”[16].

Poeta nie ukrywa, skąd jest. W wierszu Rozmowa z Venus z Milo przyznaje, że jest z pisanych małą literą „pieszyc”. To miejsce, gdzie – jak stwierdza z przekonaniem – „diabeł mówi dobranoc”, a jednak, co pokazuje m.in. w poprzednich fragmentach, jest w nim głęboko zakorzeniony.

W PRL-owskiej szarzyźnie prowincjonalnej miejscowości opowieść Lizakowskiego, któremu udało się wyjechać z kraju, mogłaby zarówno dawać nadzieję, jak i rodzić zazdrość. Autor Złodziei czereśni, co pokazuje m.in. omawiany fragment, nie koloryzuje jednak amerykańskiej rzeczywistości. W każdej szczelinie opisywanego przezeń świata czai się jakiś dramat. Amerykańska rzeczywistość ukazana oczami emigrantów (nie tylko z Polski) jest wprawdzie miejscem opresyjnym, lecz przedstawionym z dystansem. Niekiedy daje się odnieść wrażenie, że american dream to koszmar, z którego trudno się obudzić.


Złodzieje czereśni proszą o głos, czyli manifest pokoleniowy (5)

Zatytułowany w ten sposób tekst jest wystąpieniem, jakie Lizakowski wygłosił 26 maja 1996 roku podczas spotkania Konserwatorium Dialog 96, które odbyło się w siedzibie Fundacji Kopernikowskiej w Chicago. Znajdują się w nim odniesienia do najnowszej historii Polski, na tle której autor tłumaczy przyczyny i okoliczności emigracji rodaków w latach 80. XX wieku. Pisze o czterech falach emigracji: „złodzieje czereśni”, „solidarnościowcy”, „wakacjusze” i „kukułki”. Siebie zalicza do pierwszej fali. „«Złodzieje czereśni» byli jedyną falą Polaków w naszej historii, która opuszczała ojczyznę z uśmiechem, gitarami i piosenką (…) tworzyliśmy pokolenie rówieśników, które wybiera się na Zachód po mityczne «złote runo», jak do lasu, na szkolną wycieczkę” – pisze we fragmencie o indywidualnych motywacjach[17].

Powody wyjazdu były różne. Lizakowski wskazuje na różnice światopoglądowe, inne autorytety i doświadczenia życiowe. Wprowadza nawet emigracyjny słownik, w którym te same wyrażenia, jak np. „wolność”, „ojczyzna”, „patriotyzm”, „religia”, mają inne znaczenia dla poszczególnych fal emigracyjnych. W tej części zbioru przedstawia m.in. powody rozłamu pokoleniowego w Polonii Amerykańskiej i podziału wśród działaczy solidarnościowych.  „Polonia  rozpływa się niczym fale oceanu”[18] – podsumowuje gorzko.

Z różnic wyłania się jednak dążenie do wspólnego celu, jakim była emigracja.

Poeta próbuje budować własną tożsamość na styku dwóch kontynentów. Pisze m.in., że „ojczyzna w ogóle nas, emigrantów nie potrzebuje (…), ojczyzna skreśliła nas z listy Polaków”[19]. W innym miejscu zaś dodaje: „Jestem Polakiem, czyli człowiekiem «drugiej kategorii», i do tego emigrantem, kaleczącym język angielski. Poezja moja w chwili obecnej odnosi się do wartości, przeżyć emigrantów, pokolenia «złodziei czereśni», co wcale nie oznacza, że o niczym innym nie piszę, czy nic innego mnie nie interesuje. Jest to bardzo trudne, bo w jednym ciele są aż trzy różne osobowości, Polak, emigrant – obcokrajowiec, Amerykanin. Polskość i amerykańskość”[20]. Lizakowski uczy się i poznaje siebie na nowo. Jest to zajęcie karkołomne. Przeszłość, odtwarzana w innych warunkach społeczno-kulturowych, ekonomicznych i politycznych, funkcjonuje na granicy dwóch światów. Świat z przeszłości jest krajem dzieciństwa i młodości, który wtórnie staje się domem w dorosłości (w wyobraźni, która ukonkretnia się w słowach). Poeta kreuje jednak nowy świat, który przemierza niezależenie od szerokości geograficznej. W podróż do tego świata zabiera nas za każdym razem, gdy sięgamy po jego książki. Może warto przemyśleć słowa Richarda Rohr’a OFM: „domy nie są po to, by w nich mieszkać, lecz po to jedynie, by się z nich wyprowadzić”.


Na kalifornijskim brzegu arkusz poetycki (6)

Tę część zbioru odczytać można jako osobistą mapę Stanów Zjednoczonych. Znajdują się tu opisy trzeciego co do wielkości stanu Ameryki, miast (San Francisco, Berkeley), dzielnic (Tenderloin, Haight-Ashbury) i ulic (Telegraph Ave., Shattuck Ave.). Autor wspomina m.in. wieczór poezji w Cafe Meat House, Cafe Babar, Cafe Triest, księgarnię City Lights, Civic Center. Cykl zamyka wiersz Ręce, w którym Lizakowski stwierdza, że:

„(…) najważniejsze są ręce
one to wszystko wypracowują
gotowe w każdej chwili udusić złudzenia
albo wybudować przyszłość”[21].
           
Czy jego wiersze są mostem ze słów między dwoma kontynentami?


Poradnik dla tych co wybierają się do Stanów Zjednoczonych (7)

To kontrowersyjna, napisana z dystansem i ironią część omawianego zbioru, która ma zniechęcać do emigracji do USA. Eksperckie porady oraz wskazówki Lizakowskiego negują mit Stanów Zjednoczonych. Jego rysunek Ameryki jest karykaturą, przedstawia Amerykę jako kraj opresyjny. To swoista profilaktyka rozczarowań i choroby emigracyjnej. Emigracja jest symbolem zaburzenia, a poradnik poety może być interpretowany jako procedura lecznicza. „Nikt nie powiedział ci prawdy. Nikomu nie ufaj. Pokochasz kurz, który będzie miał dla ciebie wartość złota. Pamiętaj, że zawsze jest więcej chętnych do pracy niż pracy”[22] – głosi Lizakowski. Na końcu zaś puentuje: „(…) najlepiej szukaj Ameryki w Polsce (…). Bądź własnym Kolumbem i odkryj swoją Amerykę dla siebie w sobie. Najlepiej na tym zarobisz. Proszę wierz mi”[23].

***

            W 2020 roku Adam Lizakowski obchodzi jubileusz 40-lecia pracy twórczej. Omawiany przy tej okazji zbiór wierszy i poematów ukazuje, jak kształtowało się jego postrzeganie rzeczywistości i siebie pod wpływem różnorodnych czynników kulturowych
i społecznych. Czego doświadcza poeta, wyglądając przez okno po 40. latach artystycznego widzenia?[24].

Kinga Zych – doktor nauk społecznych. Od wielu lat związana z instytucjami upowszechniającymi kulturę. Jest dyrektorem samorządowej instytucji kultury. Ukończyła animację społeczności lokalnych, studia w zakresie edukacji artystycznej, współczesnych sztuk wizualizacji oraz studia magisterskie na kierunku pedagogika o specjalności pedagogika twórczości wizualnej. Posiada wykształcenie w zakresie administracji publicznej z elementami prawa (ukończone studia podyplomowe
z zarządzania). Ukończyła studia podyplomowe z bibliotekoznawstwa. Odbyła również czteroletnie studia doktoranckie w zakresie nauk społecznych. Interesuje się: filozofią kultury, polską sztuką krytyczną lat 80. i 90., poezją śpiewaną, muzyką alternatywną, soulem, haiku, filmami Woody’ego Allena. Opublikowała teksty: Kultura w neoliberalizm zaplątana [w:] „Rynek – Społeczeństwo – Kultura”, 2014, nr 1(9) oraz „Culture in action” – nadzieja nowego regionalizmu? [w:] Małgorzata Suświłło, Adam Grabowski (red.), Regionalizm w kulturze – między słowem, muzyką i architekturą, t. 3., seria: HUMANS – ART – EDUCATION, Wyd. UWM w Olsztynie, Olsztyn 2017.


[1] Zob. T. Różewicz, Dwie siekierki [w:] Tegoż, Matka odchodzi, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2001, s. 80.

[2] A. Lizakowski, Moje wiersze [w:] Tegoż, Złodzieje czereśni. Wiersze i poematy, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2000, s. 17.

[3] Tenże, Poeta [w:] Złodzieje czereśni, s. 13.

[4] Tenże, Pieszyce miasto [w:] Złodzieje czereśni, s. 45.

[5] Tenże, To miasto umarło we mnie [w:] Złodzieje czereśni, s. 52.

[6] Tenże, Raport donosiciela [w:] Złodzieje czereśni, s. 65.

[7] Tamże.

[8] A. Lizakowski, Polska [w:] Złodzieje czereśni, s. 69.

[9] Tenże, Nie ma powrotu [w:] Złodzieje czereśni, s. 78.

[10] Tenże, Nie [w:] Złodzieje czereśni, s. 76.

[11] Tenże, Ucieczka z sielskości [w:] Złodzieje czereśni, s. 83.

[12] Tenże, Z Pieszyc do San Francisco [w:] Złodzieje czereśni, s. 98.

[13] Tenże, Autobus 38 Geary [w:] Złodzieje czereśni, s. 93.

[14] Tenże, My nie turyści [w:] Złodzieje czereśni, s. 106.

[15] Tenże, Piekło [w:] Złodzieje czereśni, s. 91.

[16] Tenże, Z Pieszyc do San Francisco [w:] Złodzieje czereśni, s. 98.

[17] Tenże, Złodzieje czereśni proszą o głos, czyli manifest pokoleniowy [w:] Złodzieje czereśni,
s. 130–131.

[18] Tamże, s. 141.

[19] Tamże, s. 161.

[20] Tamże, s. 164.

[21] A. Lizakowski, Ręce [w:] Złodzieje czereśni, s. 189.

[22] Tenże, Poradnik dla tych co wybierają się do Stanów Zjednoczonych [w:] Złodzieje czereśni,
s. 191–192.

[23] Tamże, s. 193.

[24] Zob. A. Lizakowski, Wyglądałem przez okno na 30. urodziny [w:] Złodzieje czereśni, s. 95.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko