Leszek Żuliński – Wspomnienia weterana (17) – Tęsknota za majem?

0
356

            Ech, za poprzedniego ustroju dzień 1 Maja to było wielkie święto. I radosne. Pochody pierwszomajowe były tłumne i dumne ze swoich chorągwi oraz transparentów. Z trybun oklaskiwali nas włodarze miast, a z ulicy liczni entuzjaści. A kiedy pochód już się rozproszył, to do wieczora w parkach były koncerty i inne wygibasy. Także tancbudy, na których przez wiele lat szalał twist. Cudnie, no!, cudnie było!

            Z wczesnego dzieciństwa najlepiej zapamiętałem watę z cukru. Już nie mówiąc o „kogucikach na druciku”, kiełbasach tryskających tłuszczem z rusztu i budkach z piwem, którym raczyli się nasi ojcowie. A pod koniec dnia – demolka… Porzucone w krzakach butelki, chorągwie i różne inne „akcesoria radości”. Klasa robotnicza miała swoje święto. A rząd był dumny z bardzo licznych pochodów i manifestacji w całej Polsce.
Socjalizm był radosny! Socjalizm był zarazem naszą Matką i Ojcem. Stąd te transparenty, łopoczące szturmówki, ufność w PZPR i jego Ojców – od Bieruta do Gierka. No i w końcu, jak rzekł klasyk, szturmówki same wyłopotały się na wietrze

            Dzisiaj wiemy, że tamten PRL-owski entuzjazm był przesadzony i wpisany w propagandę. Dzień 1 Maja dowartościowywał klasę robotniczą, ostoję każdej polityki (owszem, dysydenci też byli, ale nieliczni). Dzień 1 Maja miał zresztą swoją historię: praca była fundamentem postępu, a poza tym nie lada tradycją. To święto było obchodzone od 1890 roku w wielu krajach, a więc to nie był wynalazek komuny, choć bardzo jej się spodobał. Zresztą chyba i słusznie.

            No i w końcu wszystko zeszło na psy. Trudno się dziwić – PRL-u mieliśmy po same uszy. Nasz świat się zmienił. Myślę, że także wielu z nas staje się obywatelami apolitycznymi. No i okey! Kindersztuba polityczna nie obowiązuje, a jeśli już, to członków różnych partii. No więc możemy wybierać. Ale jak na razie obecna „partyjność” wiele pozostawia do życzenia.

            Ale my poeci, a także nie-poeci, nadal w maju jesteśmy zakochani, bo wtedy właśnie zieleń wkracza z impetem na scenę.
Posłuchajcie ten piękny wiersza Bolesława Leśmiana z czasów jeszcze przed komunistycznych: Ty przychodzisz jak noc majowa… / Biała noc, noc uśpiona w jaśminie… / I jaśminem pachną twe słowa… / I księżycem sen srebrny płynie… / Kocham cię… / Nie obiecuję ci wiele… / Bo tyle co prawie nic… / Najwyżej wiosenną zieleń… / I pogodne dni… / Najwyżej uśmiech na twarzy… / I dłoń w potrzebie… / Nie obiecuję ci wiele… / Bo tylko po prostu siebie… / Jak powietrze. / Jak dziurę w starym swetrze. / Jak drzewo na polanie… / Po prostu kocham cię… kochanie. / Czy pozwolisz, że ci powiem… / W wielkim skrócie i milczeniu… / Że ci oddam i otworzę… / W ciszy serc, w potoków lśnieniu… / Słowa dwa przez sen porwane… / Przez noc ukryte… przez czas schwytane… / Słowa dwa, co brzmią jak śpiew, / dwa proste słowa…. kocham cię.            No, miewał Leśmian lepsze wiersze, ale ta pierwsza strofa jest cudowna. Niemniej rodzi się pytanie, czy na przykład maj jest „miesiącem miłości”? Ależ to retoryczne pytanie – poznać narzeczoną w grudniu czy styczniu, to nie to samo, co poznać w maju, na dodatek w wesołym miasteczku na karuzeli. I już z tą zadurzoną głową wytrwać przy niej do 90-tki.

            Pomarzyć sobie można. Na razie przetrwajmy panoszącą się – tup, tup, tup – zimę (choć w tym roku rachityczną, jakąś niemrawą). Nawet zima schodzi na psy jak wszystko wokół nas. Ale za to manifestacje uliczne mają lepszą aurę, choć pozbawioną radości. No ale radość w Polsce zrobiła się deficytowa.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko