Robert Skrzypek – wiersze

0
462


wetlina 2003

mówię do ciebie wierszami
brudnymi porozklejanymi
słowami
z aluminiowego kubka
zapach świeżo parzonej kawy
posłodzonej gęstą mgłą

jedyny ślad jaki zostanie po nas
to zapach spalonych w ogniu
ziemniaków
mgła osiądzie przed południem
jak nie rozpuszczony cukier


przychodzę

przychodzę do ciebie
żeby napić się wódki
zapalić papierosa na balkonie
z widokiem

przychodzę do ciebie wieczorami
mocna kawa nie smakuje
w zlewie stoją brudne filiżanki

przychodzę tylko wieczorami
żeby napić się tylko wódki
przeczekać burzę i deszcz bo jest
pod balkonem

zapalić papierosa
tuż przed i zaraz po
przychodzę zazwyczaj wieczorami


urywają

urywają się gałęzie
urywają się telefony
czasem film poskręca się
pęknie nieproszony
urywa się rozmowa
między kochankami

zrywa się wiatr i deszcz
między Kołomurną a Szewską
zaczyna padać na dachy
zrywa się pies wystraszony
biegnie w deszcz
biegnie w mrok
gubi w kałuży trop

ona z nim zrywa
spadają łzy na koszulę
wychodzi przez zazwyczaj
zamknięte drzwi od kuchni
w sklepie kupuje alkohol
ona już na to nie musi patrzeć
pewne sprawy kończą się
po pierwszej wódce


brudzenie

mężczyźni i kobiety
robią kanapki do pracy
chodzę wokół stołu
dopijam zimną już kawę
ze zdjęcia patrzy Mała
jest uśmiechnięta
choć uśmiecha się
martwymi gestami
ustami oczami- nie
chwilę wcześniej
w czystej pościeli
brudziliśmy się sobą
o kanapkach i kawie
nie myśleliśmy wcale


list motywacyjny

nadal mam ten czarny zeszyt gdzie
spisuję twoje imię czerwoną kredką
na torach obserwuję odjeżdżające pociągi
spóźnione i te na czas

twoje nogi kończą się dla mnie za zakrętem
mimo to mijam zakaz i zaraz znów
robi się cieplej i bardziej mokro
dalej znów tylko nakazy i znak stop

rozumiem cię coraz mniej
wyrywam kartkę i kreślę
krótki list motywacyjny do butelki

tanecznym krokiem w rytmie fado
między domami i poskręcanymi ulicami
wracam na tory

ulica wałowa i plac tego od krzyża
śmieje się z mojej bezradności


deszcz

deszcz pada nam na głowy
woda spływa po kapeluszu
przez bluzkę widać małe piersi
pająk nad skrzypiącym łóżkiem
obrazek świętej panienki
o kant szafy rozbija się mucha
martwa spada ci na majtki
nie wiem od czego bardziej mokre
przyklejone ciasno do ciała
i ja tam ze swoimi ustami
częściej i szybciej staje w tobie
dopóki on cię nie opluje


wtedy

piliśmy wtedy wszystkie alkohole
a czemuż byśmy mieli nie pić
taki był czas że piło się alkohole
głównie za starym przystankiem pekaes

paliliśmy miętowe papierosy
może to popularne lub radomskie były
wszystko było tanie
masło i benzyna
wódka i chleb

po wódce nie bolała głowa
rozmowa się bardziej kleiła
rozciągała od wieczora w noc
pocałunki wtedy smakowały
jak wino truskawkowe

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko