Jan Stanisław Smalewski – Operacja na żywym ciele tomiku wierszy „osłuchiwania” Renaty Paligi

0
221


            Długo już nie kierowałem uwagi, myśli i zachwytów ku czyjejś dobrze napisanej poezji. A bywałem w przeszłości jurorem, prowadziłem warsztaty w jednej z większych grup literackich (we Wrocławiu – Dysonans), opracowywałem tomiki innych poetów. Jako że sam piszę i publikuję wiersze, dobrej poezji szukam nieprzerwanie i zawsze gdy na takową natrafię, zawłaszczam sobie ją myślowo i emocjonalnie na dłużej. Sycę nią zmysły, jak dobrą, wpadającą w ucho piosenką, jak smaczną kawą czy herbatą i błogimi chwilami, jakie mam sposobność przy nich spędzić i przeżyć.

            Rzadko zdarza mi się, zapewne także bywa to zjawiskiem ogólnym, żeby czytelnik po przeczytaniu kilku czyichś tekstów, odgadywał kim z zawodu jest ich autor. By w rozpoznawalny sposób potrafił umiejscowić jego twórczość w przypadającym mu miejscu dla szeroko rozumianej społeczności. Wreszcie, by jednoznacznie można było rozpoznać preferencje literackie twórcy, dodajmy – dobrego twórcy – w zakresie jego upodobań literackich; warsztatu, formy i treści tworzonych słowem obrazów.

            Poezja, ale tylko dobra poezja, jest od zarania dziejów sztuką uznawaną przez bogów, tworzoną przez ich pomazańców skażonych przysłowiową iskrą bożą, i tak jak muzyka za pomocą szczególnych fal dźwiękowych wytwarzanych przez nasz mózg łączy poetę z wszechświatem. Poezja jednoczy, piszących i czytających ją, w świecie dobra i ambicjonalnych wartości zarówno z przeszłością, jak i przyszłością.

            Dobra poezja buduje wieżowce, pawilony i pięknie urządzone domy dla naszej ludzkiej wyobraźni, która lokuje nas w sztuce, pozwala piękniej, aktywniej, a przede wszystkim kulturalniej żyć. Co – jak mniemam – aktualnie w gmatwaninie codzienności wyjątkowo egoistycznego świata (politycznie i ekonomicznie zwłaszcza) jest szczególnie ważne.

            Sięgając zwykle po czyjś tomik, nie zaczynam od oglądania okładki, ani od czytania, kim jest autor. Otwieram książkę na chybił trafił i czytam pierwszy rzucający się w oczy wiersz lub jego fragment. Szukam smaku, zapachu poezji, mocy tego utworu, i przekazu, jaki sobą on niesie. Jeśli tego nie znajduję, reszta dzieła mnie już nie interesuje.

            Tę książkę, ten sztywno trzymający się z racji formatu, rodzaju papieru i sztuki edytorskiego wykonania tomik, otworzyłem akurat na stronie 29, rozczesuję wiersz „dyżur, trzecia nad ranem”, a po przeciwnej stronie fragment innego utworu: (…) jestem spóźniona w przyjęciach całe piętnaście minut/ znowu nie zjem drugiego śniadania (...) – Czyżby autor, autorka? – zaglądam na skrzydełko pod pierwszą stronę okładki – to lekarz?

            Pod fotką młodej kobiety, której wzrok kryją przeciwsłoneczne okulary, widnieje nazwisko autorki: Renata Paliga.

            Lekarka. Wpycham palec w tomik i otwieram go w innym miejscu. Jest tam wiersz: „sekcja”

można zagłębić się w człowieku
rozbierając go cząstka po cząstce
zaczynając od błogosławieństwa skóry
przy sekcji nacina się
pod kątem prostym na krzyż (…)

            Oczywiście, że lekarka. Ale co za temat? Czemu akurat o tym?.. Szukam, ba – grzebię w następnych trzewiach wierszy. Jeśli kobieta; krucha istota, jej kobiecość przygniata ciężar życiowej, jakże różnej od tych, które znamy, przygody. Na dodatek przekładającej się na język poezji.

Strona 36: (…) wszystko wskazuje na to że Matka Muz
jest ordynarnym białkiem w mózgu
które wystarczy
wyselekcjonować wytrzepać namierzyć opisać (…)

            Medyczne podejście do poezji. – Teraz nie mam już wątpliwości. Muszę zapoznać się z biogramem autorki. Jest niepospolita, jak jej wiersze. Absolwentka Akademii Medycznej w Poznaniu. Najpierw pracowała jako chirurg dziecięcy. Była pediatrą i specjalistą medycyny rodzinnej. Od 2014 roku asystent w Zakładzie Medycyny i Etyki Medycznej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Jest członkinią Unii Pisarzy Lekarzy.

            Znam kilku piszących poezję lekarzy. We Wrocławiu kardiologowi dr. Wiesławowi Prastowskiemu redagowałem niedawno jeden z jego tomików. Zadziwiał mnie tym, że jako kardiolog pisał przejmujące wiersze o miłości, tworzył erotyki wcale nie mające nic wspólnego z medycyną. I… buntował się przeciwko śmierci.

            W wierszach poetki Renaty Paligi śmierć jest czymś tak naturalnym, jak codzienność, w której przeplata się z życiem, dopełnia go, czasami ubogaca w doznania wręcz absurdalnej konieczności.

            Czytam. Wszystkie wiersze poetki. Teraz już po kolei. Jeśli robię sobie przerwy, to tylko po to, by utrwalić sobie jakąś nową – nieznaną mi nazwę medycznego instrumentarium lub medycznej metodologii. – Wiersz:„chodzenie. poruszanie. ruchomoistnienie”

mechanizm stawów
kulistych zawiasowych bloczkowych
pronacja supinacja (…)

I dalej już poetyckie zmetaforyzowanie:

(…) profanacja
miliony komórek prążkowanych mięśni
wyprost zgięcie padnij powstań
dźwigają ciało o nadanym numerze pesel (…) 

            Chłonę wszystko po kolei; liryczne zapisy odczuć poetki i sarkastyczne momentami wtrącenia.

            Czasami mam wrażenie, że ocieram się o sadyzm, a może raczej okrucieństwo. – Nikt tak  często przecież jak lekarz nie ociera się o śmierć, nikt tak jak on (Ona) nie rozumie jej dokładnie. Inność polega tu raczej na powątpiewaniu w jej znaczenie, na swoistej bezwoli wobec kruchości życia, gdy wszystko z zakresu medycznego instrumentarium zaczyna zawodzić.

            Kiedy nie zawodzi jednak, gdy lekarz jest po prostu tym, kto pomaga utrzymać nas przy zdrowiu, obraz wiersza wycisza się. Tak; ma rację poetka nadając tomikowi taki specyficznie medyczny tytuł: „osłuchania”. Wtedy bowiem lekarz osłuchuje pacjenta. Szuka przyczyny. Stawia diagnozę.

            Ja też, powoli, z coraz większym apetytem, aczkolwiek momentami przychodzi mi nie tylko zderzyć się z oporem natrętnej myśli, że nasłuch natrafił na coś szokującego, czy wręcz porażającego, zagrażającego życiu, osłuchuję ten redaktorsko i myślowo, a przede wszystkim obrazowo w swej poetyckiej metaforyce dobrze skonstruowany zbiorek wierszy Autorki. Osłuchuję i… powoli, aczkolwiek z coraz większą pewnością co do swej nieomylności (wiadomo – krytyk jak lekarz, dla dobra pacjenta, mylić się nie powinien), upewniam się, że żadnej radykalnej kuracji nie zalecę. Że zarówno stan duchowego zaangażowania poetki-lekarki, którą jako pacjentkę osłuchuję w jej tomiku, jest dobry, jak i sam przebieg odczuwanego przez nią napięcia twórczego, życiu – to znaczy jej karierze literackiej – nie zagraża.

            By nie być gołosłownym, przejdźmy zatem do szczegółów. Forma zapisu, konstrukcje tomiku i wierszy są jednorodne w zapisie klasycznego już wręcz, białego wiersza. Bez wielkich liter nawet w tytułach, co może stwarzać pozory, że są one mniej znaczące od tych tradycyjnie krzyczących swą wielkością. Są ciche, bo przecież poetka  „osłuchuje”, słuch gra rolę wiodącą, spokój więc wskazany.

            Szkielet wiersza: tak szkielet każdego wiersza jest niezmiernie ważny, lekarka-poetka wie o tym najlepiej. Ciało musi się czegoś trzymać; wiadomo – szkieletu. I trzyma się, każdy z wierszy jest zwarty, spójny, nierozgadany. Powiedziałbym nawet – świadomy roli, jaką z założenia ma do spełnienia w tomiku.

            Obrazowanie, czyli pisanie obrazami jest spójne z całością, świadome, bo poetka wie, że: wiersz „genetyczna ruletka”

(…) pociągające są obecnie zabawy w ww.stwórcę
ordynarne krojenie i zamienianie dezok-
syrybonukleinowych klocków (…)
mogą dawać efekty trudne do przewidzenia. Tak samo, że i:
(…) kiedyś
pokątne zaglądanie do jam martwego ciała
piętnowało grzechem i przyspieszało oddechy

kiedyś
i Bóg będzie inny

            Mocna pointa, słuszna i wyrokująca. Czasy się zmieniają; obecnie te zmiany są wyjątkowo śpieszne i zasadnicze – cały świat się zmienia, oprócz zasadniczych form ludzkiego bytu – życia i śmierci.

            Nie, nie, myliłby się ten, kto dobrnąwszy do tego momentu mojego „eseju” o porządkowaniu wierszy w tomikach i analitycznego spojrzenia na tomik Renaty Paligi „osłuchiwania”, wysnułby wniosek, że poetka tworzy wiersze wyjałowione medycznie z uczuć: miłości, tęsknoty, bycia wrażliwym człowiekiem, czyjąś córką, żoną, dobrą matką… – Bo tak nie jest. I warto przeczytać tomik, warto samemu przeanalizować wiersze poetki chociażby po to, by przekonać się, że zarówno ciekawym jest to, iż lekarz może pisać dobre wiersze i być dobrym poetą, jak i że po prostu, że banalnie: lekarz też człowiek.
Wiersz: „in flagranti”

oswajam męskie ciało

najpierw czaruję aksamitnym głosem
spoglądam spod rzęs
hipnotyzuję
aż staje się powolne (…)

            Nietypowe jednak (medyczne) są w nim dalsze refleksje, których tu nie wyjawię, przeczytajcie sami. Podobnie jak w wierszu: „kobieta z zaułka nocnego korytarza”, która…

zastyga na chwilę przy oknie
rozświetlona papierosem
znam te oczy z wielu obrazów

zawsze gotowa
zawsze bolesna
zawsze współczująca
zawsze pełna lęku
zawsze zmęczona

pcha skrzypiące krzyże codzienności(…)

            Podoba mi się metaforyka wierszy poetki. Podzielam opinię o nich Marii Jentys-Borelowskiej umieszczoną na ostatniej stronie okładki, że to „mądre i mocne w wyrazie wiersze”. Że są „poszukujące, złaknione prawdy, Boga, serca człowieczego”.

            Na marginesie tego opisu nie mogę pominąć drugiego skrzydełka okładek. Widnieje na nim polecenie literackich nośników kultury wydawanej przez Fundację Światła Literatury. Na pierwszym miejscu wymieniony jest kwartalnik „Migotania. Gazeta literacka”. Boleję jako literat, poeta, że jego współczesnej uniwersalności nie potrafi docenić minister kultury, odmawiając należnego wsparcia finansowego. Jednocześnie ufam, że zmagania z tą niedocenianą i upolitycznianą niesłusznie materią, które pochłaniają bez reszty jej redaktora Zbigniewa Joachimiaka, są czasowo przejściowe. Że to się zmieni niebawem na korzyść wszystkich lansowanych w fundacji i w kwartalniku artystów i autorów. Dla dobra nas wszystkich. I dla szczęśliwego budowaniu narodowej kultury.

            Wracając do tomiku wierszy Renaty Paligi „osłuchania”. Tak, Jej poezja przeplata się z medycyną, ale obie są czyste, sterylne, warte pielęgnowania. A wartością nadrzędną pozostaje w nim to, że poetka skrupulatnie, dociekliwie i twórczo podchodzi do budowania w nich swojego świata, jego indywidualnych, ale bliskich jej obrazów, którymi chętnie dzieli się z czytelnikiem, ufając, że także dla niego warto to robić. Warto, bo każdy z naszych samodzielnych światów może jednocześnie być światem dla ogółu. Sprawdźmy to, warto przeczytać.

Renata Paliga „osłuchania”, Fundacja Światło literatury, Gdańsk 2018

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko