Wiersze Tygodnia – Rena Marciniak-Kosmowska

0
325
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


Pamięć

budzą mnie duchy
minionych zdarzeń
pierwszych zauroczeń sprzeniewierzeń
zdrad załamań radości
koła pociągu relacji Warszawa – Zagórz
wystukują zapomniane melodie
budzą tamte dziewczęce wzruszenia
stają w szeregu niewysłane listy
smak łez miesza się ze smakiem szampana
gaudeamus igitur
z ave maria
ta trasa zawsze przenosi mnie w czasie
i maszynista cofa wskazówki mego
zegara życia o ileś tam lat


Powroty

Jankowi Tulikowi

z każdej podróży do krainy
dzieciństwa
przywożę jakiś gościniec
a to okruszek
galicyjskiej gomółki
w liściu chrzanu
który łaskocze pamięć

a to podpłomyki
ciepłe jak dłonie
babci Anieli

okna pędzącego samochodu
niczym kadry filmowe
oferują coraz to nowe widoki
a ja zagarniam pod powieki
zachłannie
fragmenty umierających pejzaży

tu posiwiałe kalenice
unoszą popękane wargi dachówek           
do nieba
tam osierocone gniazda
wiją się z bólu pod okapami
poczerniałych i zgarbionych chat

zieleniejące kotliny I wzgórza
jak wielbłądy
uginają się pod płachtami
szaro mlecznych mgieł

te obrazy
odciskają się w mózgu
niczym drzeworyty

wieszam je zawsze po powrocie
do domu na ścianach
jak dotąd
łaskawej pamięci


Światy równoległe

Marii Wollenberg-Kluza

ptaki szturmują zaciekle
taflę nieboskłonu
i zwisają z chmur jak nuty
zepchnięte z pięciolinii

postacie z innych wymiarów
wyłaniają się niespiesznie
z twoich  płócien
i zaglądają ciekawsko
w oczy
przybywających na wernisaż

stoisz z boku
za gęstym parawanem
różnobarwnych kwiatów
i rozmawiasz bezgłośnie
z Piotrem Kuncewiczem
kiwającym z niebytu
bezwładną pod koniec życia ręką

w kolejce przepychają się następni
zbliża się
Zbyszek Jerzyna z nowym wierszem
a może esejem o twojej twórczości
za nim wyłaniają się Romek Śliwonik 
Krzysiek Gąsiorowski i Dzidka Błaszkowska
której spowiadałaś się w radio
z tajemnicy kolorów

do galerii wciąż wchodzą
kolejni goście
i nie pędzą – o dziwo
do zastawionego bufetu
bo postacie z okładki katalogu twojej wystawy
prowadzą ich na
granice światów –
widzialnego i niewidzialnego


xxx

Pamięci Danusi Nicpoń-Jeziorowskiej

twój Anioł Stróż zdrzemnął  się
na chwilę
to wystarczyło by zmęczone serce
zaczęło  trzepotać skrzydłami
 i zjawili się aniołowie
z pogotowia ratunkowego
którzy  troskliwie dowieźli cię na OIOM
do szpitala
w którym przez tyle lat
podpinałaś kroplówki nadziei

że też  w ciągu paru godzin
człowiek może wyprowadzić się z życia
tak niespodziewanie
dziwiła się sąsiadka
której jeszcze wczoraj
robiłaś opatrunek na ciało i duszę
ciężko tu będzie bez niej
w tej wiejskiej przystani
mruczała przebierając paciorki
różańca
kto  mi zmierzy ciśnienie i
poda kromkę życzliwości albo
zrobi zastrzyk  światła

pamiętam twój dziewczyński wiersz
o  długim jak pacierz lesie
który czai się za chałupą dziadków

pamiętam nie wypłakane łzy
kiedy pijany kierowca  wracający  z wesela
na masce  samochodu  zawiózł
twoją czternastoletnią córkę do nieba

ona do mnie przychodzi
– pisałaś w listach –
ostrzega mnie i  przykłada plaster ciepła
na zmarznięte serce

czy to właśnie ona  podała  rękę
twojej duszy                                       
i zabrała cię tak niespodziewanie
do nowego domu                                  


x x x

maj był tak ciepły tego  roku
że  ziemia wchłonęła  trumnę
jak rosiczka muchę
tylko  słońce  na chwilę
odwróciło zażenowaną  twarz 

tłum gęstniał
a twoja dusza  oddalała  się
cichła   jak  głos naszego kuzyna jezuity
odprawiającego  pożegnalną mszę

czy w świecie równoległym
przywitały cię
te same barwy  i zapachy

czy dotarłeś już tam
gdzie na ciebie czekano


xxx

kiedy pochylasz się
nad trumną młodszego brata
obrazy przewijają się
jak na taśmie filmowej

a ty czujesz
że odcięto ci
kawałek dzieciństwa i młodości

kiedy pochylasz się
 nad trumną  młodszego brata
czas przystaje

zmieniają się drogowskazy


Zamiast epitafium

nie napiszę dla ciebie epitafium
bo czuję  że jesteś obok
choć to brzmi jak bluźnierstwo

wkradasz się  w moje sny nad ranem
rozwijamy kłębki niedokończonych rozmów
tłumaczysz  dlaczego tak wcześnie
odszedłeś
w inny wymiar

jak w  dzieciństwie
dmuchasz mi w grzywkę
a z  chmury  wyzierają
twoje piwne oczy

po chwili małym palcem lewej dłoni
złamanym kiedyś  podczas gry w siatkówkę
gasisz łzę na mojej skroni

pogadajmy  proszę  bez  świadków  szepczesz
tyle mam ci do…
 i budzi mnie cisza


Perłopławy

sumienia naszych bliźnich
ostatnio wypiękniały

spójrzcie
                   ostatni krzyk makijażu
pokrywa je eleganckim odcieniem
ciepło-perłowym

co nas zaskoczy
kiedy pękną muszle
milczenia

perły czy pustka


Mag

Hermesie Trismegistosie
Hermesie – mamroczę prośby
i zaklęcia – zacznij mówić
daj znak

jak w górze tak i na dole
wskazuje mi Mag
znak nieskończoności

nie rozumiem twojego
lęku
spójrz na Kapłankę
jaki spokój i cisza
choć rozwiązała tajemnicę
Nieba i Ziemi

ona cię poprowadzi
jak najniżej  w głąb
i jak najwyżej w górę
zaufaj wysyła
przyjazne wibracje
Cesarzowa
jesteś pod ochroną


Zachwyt

ten zachwyt
to zachłyśnięcie się urodą zdań
i szemrzącym potokiem słów
odkrywających tajemnicę gwiazdy
co zabłysła tylko dla nas

ten zachwyt
dziś jawi się jako zasnute
mgłami wspomnienie

a jednak słyszę tamten wiosenny wiatr
zstępujący pospiesznie z gór
i przywołujący  przebiśniegi oczekiwania
oraz twoje  zdyszane słowa
wsiadłem w pierwszy samolot
i przez  Kraków na opak
dotarłem tutaj
bo sen mi podpowiedział ciebie
w tym miejscu i w tej sukni odbijającej się
w oczach tylu mężczyzn

tamten zachwyt
rozpisałeś  w wersy
i zamknąłeś w  sonetach
które moja wnuczka
analizuje bez emocji
na lekcjach  języka polskiego


xxx

dziewczyna kładzie głowę
na ramieniu świtu
oto studium zasypiającego  kwiatu


Lekcja miłości

staromodna miłość
podobno umarła
w spłowiałych  dekoracjach
ale czasem
przy odrobinie szczęścia
można ją jeszcze spotkać
na ławeczce w parku
gdzie przycupnie nieśmiało
wsparta o wytartą laskę
i podmuch wiatru

trzyma zazwyczaj
ukradkiem za ręce
dwoje starszych państwa

on się wyrwał
od zachłannych dzieci
ona od kapryśnych wnuków

ta miłość
tak niemodna
w znoszonej jesionce
i wytartej kurtce
tuli zziębnięte dłonie
czule i tkliwie
jak pisklę
wyrzucone z gniazda

czasem tylko porazi
zbyt wścibskiego przechodnia
ostrym błękitem
młodych nagle oczu


Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko