Roman Soroczyński TEATRALNE DYSKUSJE

0
126

Roman Soroczyński



TEATRALNE DYSKUSJE


 

Mam wrażenie, że niemal od początku istnienia teatru toczą się w nim spory o to, jak ma pokazywać świat. W teatrze starożytnej Grecji komedia powstała jako opozycja do tragedii. Narodzona w XIX wieku operetka dosyć długo nie była akceptowana przez zwolenników jej starszej siostry, opery.

Powyższe przykłady nie wyczerpują, oczywiście, podziałów występujących w świecie teatralnym i wokół niego. Intrygujące jest pytanie, jak teatr ma pokazywać rzeczywistość: za pomocą metafor, wizji i niedopowiedzeń czy realistycznie? Już Jerzy Szaniawski w „Dwóch teatrach”, które powstały w 1945 roku, przedstawiał dwie wizje: Małe Zwierciadło było teatrem pragmatycznym, ukazującym fakty, zaś Teatr Snów skupiał się na wewnętrznych doznaniach, ideach i marzeniach. Autor opowiada się za połączeniem obydwu teatrów.

Drugi rodzaj sporu dotyczy „techniki”: jak aktorzy mają wypowiadać słowa na scenie? Podczas rozmowy z dyrektorem pewnego teatru usłyszałem, że aktorzy powinni mówić tak, jak mówi się w życiu: nie zwracając uwagi na dykcję, wręcz przez zaciśnięte zęby. Tak się złożyło, że wkrótce po naszej rozmowie ów teatr przyjechał na Warszawskie Spotkania Teatralne. Siedziałem blisko sceny, a mimo tego niewiele słyszałem i rozumiałem z tego, co mówili aktorzy. Z kolei są w Polsce teatry, w których widać duży wkład w pracę nad dykcją aktorów. Na szczególne wyróżnienie w tym względzie zasługuje, moim zdaniem, warszawski Teatr Polski.

Kiedy ktoś z rodziny przyjeżdża do mnie, staram się „katować” go spektaklem teatralnym. Nie byłem specjalnie zdziwiony, kiedy jeden z moich potencjalnych gości zastrzegł, że chciałby pójść na coś lekkiego, śmiesznego i nie zmuszającego do myślenia. Niestety, mam wrażenie, iż większość naszego społeczeństwa woli tego typu spektakle. Nie jest moim celem przeciwstawianie teatru rozrywkowego teatrowi poważnemu. Sam lubię chodzić na komedie – tym bardziej, że wiele spośród nich „uczy bawiąc”.

Nawet w statecznym, będącym ostoją sztuki klasycznej, Krakowie jeszcze niedawno toczył się spór, czy miasto ma inwestować spore kwoty w teatr Variete. Przeciwnicy inwestycji argumentowali, że niektóre z krakowskich teatrów mają już w swoim repertuarze spektakle rozrywkowe. Wszystko wskazuje jednak na to, że uroczyste otwarcie teatru nastąpi jeszcze w bieżącym roku.

Z drugiej strony to właśnie w Krakowie, w Teatrze Groteska, zainaugurowano kampanię społeczną pod hasłem KONTRREWOLUCJA KULTURALNA. Celem kampanii jest – jak czytamy na stronie www.kkrewolucja.pl – uświadomienie społeczeństwu, że „KULTURA nie jest zbędnym luksusem, ale wyróżnikiem, a wręcz obowiązkiem każdego człowieka cywilizowanego”.

Ośmielam się sądzić, że doskonale w spór kultury wysokiej z kulturą masową wpisują się przedsięwzięcia wspomnianego już Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana. Świadomie używam słowa „przedsięwzięcia”, gdyż nie chodzi tu tylko spektakle. Niemal każdej premierze teatru, który w 2013 roku obchodził stulecie istnienia, towarzyszyło forum dyskusyjne, poświęcone sprawom ważnym dla naszego narodu. Podczas tych spotkań dyskutowano między innymi o demokracji, patriotyzmie i postawach obywatelskich.  Większość repertuaru stanowiły utwory klasyczne.

Działalność Teatru Polskiego została zainaugurowana 29 stycznia 1913 roku premierą „Irydiona” Zygmunta Krasińskiego. Sto lat później, również 29 stycznia, miała miejsce kolejna premiera tego spektaklu. Okazało się, że przez ten czas utwór zachował swoje uniwersalne treści: „pytanie o potrzebę działania, o wartość jednostkowego czynu wobec nieuchronnego biegu dziejów, o wartość poświęcenia, które jest wynikiem buntu, a nie moralności” (cyt. za www.teatrpolski.waw.pl).

„Quo vadis słowami Sienkiewicza, Eliota, Audena i innych” wykracza poza tematykę polską. Tytułowe pytanie jest zadawane zarówno światu, którego integralną częścią stało się zło, jak i Europie, która odrzuciła Dekalog. Mimo tak apokaliptycznej tezy w spektaklu pojawia się wizja nadziei: rosnące niebezpieczeństwo niesie za sobą wzrost nadziei.

„Odprawa posłów greckich” Jana Kochanowskiego stała się okazją do prezentacji królewskiego języka autora. Młodzi aktorzy, dzięki wspomnianej wyżej pracy nad dykcją, znakomicie sobie poradzili ze stosowaniem białego wiersza epoki renesansu. Uważam, że ten spektakl powinni obejrzeć wszyscy polscy politycy: zaczerpnięta z „Iliady” i nasycona polskimi realiami tematyka nic nie straciła na aktualności.

Niektórzy historycy i krytycy teatralni uważają, że ideowym następcą Jana Kochanowskiego był Stanisław Wyspiański. W utworze „Bolesław Śmiały”, którego premiera miała miejsce na zakończenie obchodów 100-lecia Teatru Polskiego, porusza on inną, ważną z punktu funkcjonowania państwa, kwestię: powiązań i rozdzielności władzy świeckiej i kościelnej. Nie trzeba chyba wspominać, że temat ten jest aktualny również dzisiaj.

W roku jubileuszowym Teatr Polski sięgał nie tylko do klasyki. Wśród autorów utworów, których premiery miały w tym czasie miejsce, istotną rolę odegrali współcześni autorzy. Bardzo ważnym wydarzeniem była premiera spektaklu „Karnawał, czyli pierwsza żona Adama”, który był ostatnim utworem Sławomira Mrożka. Pewien, modny ostatnio, reżyser powiedział w jednym z wywiadów, że nie mógłby wystawiać spektakli Mrożka; gdyby ktoś kazał mu wystawiać sztukę tego autora, wolałby pojechać do innego kraju sprzątać ulice. Nie będę wymieniał nazwiska tego pana, gdyż sądzę, że niedługo zostanie on zapomniany. Tymczasem Sławomir Mrożek, po 13-letniej przerwie, wrócił na polską scenę w wielkim stylu. We właściwy sobie, humorystyczny sposób, autor ukazał, jak rozmowy między bohaterami spektaklu, a zwłaszcza pojawiające się w nich podteksty, służą wzajemnemu poznawaniu, zdobywaniu wiedzy i umiejętności, które niekoniecznie mają służyć dobrym celom. Szkoda, że dwa miesiące po premierze spektaklu wybitny Autor przekroczył bramy wieczności.

Z kolei „Listy na wyczerpanym papierze” – to nie tylko muzyczna prezentacja korespondencji między Agnieszką Osiecką a Jeremim Przyborą. Okazuje się, że w ich twórczości było  wiele tekstów, które były publicznymi wyznaniami tego, co ich łączy i … dzieli. Ot, choćby słynne „Podła” i „Moja dziewuszka nie ma serduszka” z Kabaretu Starszych Panów czy wykonywane niegdyś przez znanych artystów piosenki „Byle nie o miłości”, „Na całych jeziorach – ty” i wiele innych utworów. Dzięki spektaklowi można było dowiedzieć się, w jakich okolicznościach powstawały te i inne teksty, przypomniano widzom różne wydarzenia tamtych lat – zarówno te polityczne, jak i mające miejsce w szarej, codziennej rzeczywistości.

Szacunek wobec tradycji – to nie tylko wystawianie spektakli z repertuaru klasycznego. To również pamięć o wybitnych aktorach. W ramach obchodów stulecia Teatr Polski zorganizował dwa wieczory pod hasłem „Wielcy Teatru Polskiego”. Podczas pierwszego z nich zaprezentowano postać Elżbiety Barszczewskiej, zaś drugi był poświęcony wspomnieniom o zmarłej kilka dni wcześniej Ninie Andrycz.

Świadomie nie wspominałem, kto uczestniczył w poszczególnych wieczorach dyskusyjnych. Były to osoby znane, reprezentujące różne opcje polityczne i nie tylko. Ważne było to, że uczestnicy owych spotkań potrafili – w przeciwieństwie do wielu programów telewizyjnych – kulturalnie rozmawiać ze sobą.

Teatr Groteska również „wynalazł” ciekawą formę spotkań polityków z różnych opcji. Jest nią Reality Shopka Szoł. W lutym 2014 roku zorganizowano ją już po raz czternasty. Nigdy nie udało mi się obejrzeć tego spotkania, jednak z relacji prasowych wiem, że przynajmniej niektórzy polscy politycy potrafią wznieść się na wyżyny intelektualne i… kulturalne.

Obchody stulecia Teatru Polskiego zaowocowały pięknym albumem, którego autorką jest prof. Barbara Osterloff. W czasie wieczoru poświęconego wydawnictwu znany krytyk teatralny, Janusz Majcherek, dowcipnie spuentował, że – na tle wielu innych współczesnych teatrów – Teatr Polski jest teatrem awangardowym: teksty wystawianych utworów nie są zmieniane, w spektaklach nie ma nagości i „realistycznych” scen związanych z ludzką fizjologią.

 

Moim zdaniem, akcje podejmowane przez warszawski Teatr Polski i krakowski Teatr Groteska spełniają trzy ważne, wymieniane przez Kwintyliana, funkcje: delectare, movere, docere (zabawiać, wzruszać, nauczać). Marzy mi się, aby i inne teatry włączyły się w ten nurt.

   

Roman Soroczyński

20.03.2014 r.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko