Z Aleksandrem Nawrockim rozmawia Jerzy Stefański

0
181

Z Aleksandrem Nawrockim rozmawia Jerzy Stefański

“Kontakty są nieodzowne…”

 

 

Ile to już lat jest pan obecny w polskiej poezji?

 

Mój debiutancki tomik “Rdzawe owoce” ujrzał światło dzienne w 1966 roku. Wydałem do tej pory trzynaście książek poetyckich, nie licząc dziesięciu tomów – wyborów wierszy, które ukazały się za granicą. Do tego dochodzą książki prozatorskie: “Święci ze snów i jarów”, “Nie twoje srebrniki”, “Jak zamordowano Imre Nagya”.

 

Nie można tu nie wspomnieć o pańskiej działalności translatorskiej…

 

Tłumaczyłem poezję z wielu języków. Z rosyjskiego, bułgarskiego, serbskiego, węgierskiego, ukraińskiego, fińskiego, angielskiego, francuskiego… Jednocześnie nawiązywałem kontakty z tamtejszymi tłumaczami, by zainteresować ich poezją polską. W ten sposób utwory wielu naszych poetów zaistniały poza granicami kraju.

 

Także na wielu międzynarodowych festiwalach poezji reprezentował pan Polskę…

 

Tak. Na przykład w Strudze, Warnie, Belgradzie, Izmirze, Kairze, Tverze, Kijowie, Rydze, Wilnie, Londynie…

 

To bardzo wiele. Jednak to nie wyczerpuje całej działalności literackiej. Jest Pan wydawcą, a także redaktorem naczelnym “POEZJI Dzisiaj” oraz organizatorem dwóch międzynarodowych festiwali w Warszawie…

 

Od 1992 roku jestem właścicielem Wydawnictwa Książkowego IBiS, a w roku 1998 założyłem pismo POEZJA Dzisiaj, poświęcone właśnie poezji, eseistyce, krytyce literackiej. W 2001 roku zorganizowałem pierwszą edycję Światowych Dni Poezji pod patronatem UNESCO, a od 2008 roku organizuję Festiwale Poezji Słowiańskiej. Teraz intensywnie współpracuję z Polonią brytyjską, niemiecką, wileńską. Jest to znakomita współpraca! Oni zapraszają do siebie polskich poetów, my jeździmy do nich. Owocuje to publikacjami, spotkaniami autorskimi. Kontakty zagraniczne, są teraz  nieodzowne. Poezja ma zbyt nikłą siłę, aby mogła sama się przebić i wyjść poza Polskę. Dlatego musi być tłumaczona na języki obce, najlepiej na angielski, który stał się powszechnym językiem międzynarodowym. Do tego potrzebne są kontakty osobiste, przyjaźnie z tłumaczami, poetami z innych krajów, także z polskimi mieszkajacymi na obczyźnie. Oni mają w swoich krajach różne kontakty. Z kolei my staramy się tłumaczyć i upowszechniać ich literaturę.

 

To dlatego pański tom “SMS-y do…” został wydany po polsku i po angielsku…

 

Mówiliśmy przed chwila o tym, że sam polski język nie wystarcza. Książka polsko-angielska może z powodzeniem funkcjonować pod każdą szerokością geograficzną. Często też wydaję dwujęzyczne numery “POEZJI Dzisiaj”, by właśnie pokazać szerzej naszą poezję, zwłaszcza młodych, obiecujących autorów, ale nie tylko.

 

Kiedy w 1998 roku zakładał pan “POEZJĘ Dzisiaj”, wypełnił pan niszę, która powstała po ówczesnym upadku niemal wszystkich pism literackich. Teraz przygotowuje pan setny numer, choć na rynku prasowym wiele się zmieniło…

 

To prawda. Niech pan pamięta, że od początku był to periodyk pozbawiony jakichkolwiek elementów politycznych, i tak jest do dziś. Był nastawiony na promowanie młodych – i tak jest do dziś. Nigdy nie zważaliśmy na poglądy polityczne autora, czy jego przynależność związkową, co w innych pismach nawet do niedawna nie było tak oczywiste. U nas liczy się po prostu dobra, wartościowa poezja. Wielu naszych autorów, którzy tutaj debiutowali, nawet jeszcze jako uczniowie liceum, dziś mają po kilka tomików wierszy, są postrzegani jako poeci budzący duże nadzieje. To oni przejmą po nas starszych pałeczkę.

 

Tak więc może pan odczuwać satysfakcję, że wydawanie pisma poetyckiego ma jednak sens…

 

Ma wielki sens. Nie tylko promujemy młodych poetów, przypominamy starszych, bardzo wybitnych, prawie już klasyków. Prezentujemy twórczość zagraniczną. Jednocześnie kształtujemy wrażliwość i gust naszych czytelników. Czytają nas “bezinteresowni” miłośnicy poezji, a także ci, którzy chcą pisać sami. Jest tak, że coraz więcej osób próbuje swoich sił w pisaniu. Oczywiście, nie każdy ma odpowiednio duży talent; nie każdy zostanie profesjonalnym poetą, już nie mówię, że wybitnym. Ale spośród nich będą się rekrutować potencjalni odbiorcy poezji, wrażliwi, o wyrobionej literacko wyobraźni. A to jest bardzo ważne. Poezja nigdy nie miała odbioru masowego, ale ci czytelnicy, którzy się w niej rozsmakują, pozostaną jej wierni.

 

Satysfakcja tym większa, bo wydaje pan “POEZJĘ Dzisiaj” z własnych środków…

 

Rzeczywiście. Bardzo jestem rad, że pismo komuś i czemuś służy, a ponoszone przeze mnie koszta nie idą na marne. Korzyści tego typu nie da się przeliczyć na żadne pieniądze. Zresztą nie chcę, a i jest to niemożliwe, zarabiać na POEZJI Dzisiaj”. Ważne, że czasem koszty się zwracają, bo mamy coraz większą liczbę czytelników.

 

A dotacje?

 

Czy pan zapomniał, gdzie mieszkamy? Ale poezja będzie dłużej żyła od urzędników. Taką przynajmniej mam nadzieję, popartą zresztą historią literatury. Nasze czasy, nieprzychylne poezji, także przeminą. Zresztą nie chcę o tym mówić, by nie niszczyć swojego organizmu nadmierną dawką adrenaliny. Będzie potrzebny dla wydawania następnej setki numerów!

 

Rozmawiał Jerzy Stefański


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko