Iwona Hardej, Małgorzata Strękowska-Zaremba – Literatura dla młodych cz.6

0
226

Iwona Hardej

Małgorzata Strękowska-Zaremba

 

 

Literatura dla młodych cz.6

Ciemne strony życia



NikiforNie od dziś wiadomo, że dorosły nie dorówna dziecku w kwestii ciekawości świata, a co za tym idzie,nie wymyśli zawczasu wszystkich zaskakujących pytań i nie przygotuje odpowiedzi zrozumiałych dla malucha; przy tym nie zawsze będzie miał pod ręką źródła wystarczającej wiedzy (a jeśli nawet, to wytłumaczenie pewnych rzeczy czy zjawisk tak, żeby zrozumiał to na przykład czterolatek stanowi mistrzostwo świata). Wśród pytań zadawanych przez dziecko prędzej lub później pojawią się pytania dotyczące tzw. „trudnych tematów” czy„tematów tabu”. Te dwa określenia używane są zamiennie w odniesieniu do książek dla dzieci, w których jest mowa o śmierci, chorobie, przemocy w rodzinie, rozwodach, seksie, ale też zwierzęcych i ludzkich odchodach, dojrzewaniu czy światopoglądzie (tak na marginesie, zamienne stosowanie „trudny” i „tabu”, jest mylące: trudność -jest do przezwyciężenia, tabu – to coś zakazanego, nietykalnego; nie da się więc postawić tu znaku równości). Taka tematyka w utworach dla dzieci jednych oburza, innych zawstydza, jeszcze inni uważają, że to przejściowa moda i należy ją przeczekać, krzywiąc się znacząco i dumnie wypisując na sztandarach: precz z popkulturą! Jeszcze inni podnoszą larum, sprowadzając rzecz całą do karykaturalnych wykrzyknień: precz z lewactwem! Są też, rzecz jasna, tacy, którym się to podoba – uważają za potrzebne – przypomina im ich dzieciństwo i to, jak blisko od rozdeptanej mrówki czy dżdżownicydo tego, co można by odkryć, gdyby zajrzało się w głąb grobu babci… I pierwszych, i ostatnich łączy jakże częsta bezradnośćwobec ciekawości dziecka.


Tematy trudne – po pierwsze, dlaczego i dla kogo trudne? Czy zawsze i dla wszystkich tak samo? Czy powinno się je omawiać bez względu na sytuację i miejsce? Wszak inne trudności wymieni rodzic (zbyt mała wiedza, skrępowanie, obrzydzenie,chęć zaoszczędzenia dziecku zetknięcia ze smutkiem, bólem, tęsknotą), a inne nauczyciel (trudność dopasowania przekazu dla grupy odbiorców z różnym doświadczeniem i różnym poziomem wrażliwości).I dlatego właśnie każdy taki temat i każdego pytającego albo słuchającego książki poruszającej trudny temat, należy traktować indywidualnie. Podsuwając dziecku tego rodzaju książkę, powinnyśmyzachować ostrożność lekarza, który nie przepisuje każdemu tej samej dawki leku, mimo, że choroba ta sama, a nawet stosuje różne leki w zależności od kondycji chorego.Dlatego tak cieszy nas mnogość książek o przemijaniu i śmierci: każdemu według potrzeb, do każdego osobny kluczyk, którym da się go otworzyć i „opróżnić” serce i umysł ze złych skojarzeń i wątpliwości, z nadmiaru uczuć, które nie pozwalają pogodzić się z nieuniknionym (mylą się ci rodzice, którzy sądzą, że przemilczenie trudnych tematów jest sposobem na ocalenie błogosławionego nieświadomego dzieciństwa, i że dziecko, które nie zadaje pytań o śmierć, nie czuje lęków ontologicznych; te lęki przyjdą do niego bez względu na to, czy przeczytamy mu książkę o śmierci, czy też nie, i będą tym większe, im bardziej przemilczane przez dorosłych).


Nie powinien więc burzyć nas – a niektórych burzy – zalew przekładów skandynawskich książek na trudne tematy (ich wydawcami są zazwyczaj małe „autorskie” wydawnictwa). Dzięki nim duzi polscy wydawcy ośmielają się od czasu do czasu uchylić drzwi książkom polskich autorów i, chociaż z drżeniem ręki, nie wycinają im z tekstów wszelkich zasmucających egzystencjalnych lub kontrowersyjnych społecznie wątków (mimo to ze smutkiem musimy stwierdzić, że obszar tabu zakodowany w głowach polskich wydawców i redaktorów jest ogromny – nie mówimy oczywiście o chwalebnych wyjątkach, bo tacy są również).


Być może nieprzypadkowo tak wiele utworówłamiących tabu oraz poruszających trudne tematy powstało w Skandynawii -wolność pozostawiona autorom procentuje (podobno w Szwecji wydawcy nie godzą się na poruszanie w literaturze dla dzieci tylko dwóch kwestii: autor nie powinien pisać o agresywnym dziecku oraz nie wolno mudziecka poniżać). Jest też i inne wytłumaczenie skandynawskiego fenomenu: być może ludzie zmagający się na co dzień z groźnymi zjawiskami przyrody, wychowani w ekstremalnych często warunkach, musieli zacząć nie od wyjaśnienia zjawisk przyrody i podporządkowania sobie wody czy wiatru, a siebie samych, swoich uczuć i lęków zakotwiczonych w duszy. Zaczynali od trolli, które oprócz tego, że utożsamiały dzikość otoczenia, tłumaczyły też dzikość tkwiącą głęboko w człowieku, ale i inność pewnych zachowań czy wyglądu, o których dopiero dziś wiemy, że są spowodowane chorobami (np. ZespołemDowna; mówiła o tym Janina Orlov kilka lat temu na konferencji w Gdańsku, wzbudzając mój podziw dla nieokrzesanych przodków dzisiejszych Starcków czy Nyhusów, którzy z powodzeniem cywilizowali świat wewnętrzny i zewnętrzny – przyp. I.H.). Idźmy zatem tropem szwedzkiego czytelnika: od trolla,siedzącego gdzieś wśród skał, do Czy umiesz gwizdać, Joanno?UlfaStarcka – gdzie życie toczy się między domem starców a kaplicą pogrzebową – mińmy po drodze dzieci piszące ostatnie pożegnanie dla świnki morskiej (Żegnaj, panie MuffinieUlfaNilssona), powędrujmy we śnie – nie-śnie z wnuczkiem, który koniecznie chce pożegnać ukochanego dziadka (Esben i duch dziadka Kima FupzaAakesona), a gdzieś w którejś z tych książek znajdziemy odpowiedź na pytania naszych dzieci, pytania wypowiedziane albo przemilczane, a także na pytania tkwiące w nas dorosłych, jeżeli w dzieciństwie nikt nam nie pomógł oswoić  się z nimi i przepracować.   


Cóż jeszcze, warto zauważyć, że z „nawałnicy” przekładów książek na trudne tematy (nie tylko książek skandynawskich) można wybrać i takie, których nie poleciłybyśmy dzieciom. Z pewnością przeczytałybyśmy im Ogród Georga Maaga, ale odłożyłybyśmy na bok Czy tata płacze?HildeRingenKommedal. Obie mówią o śmierci taty, jednak narracja, sposób obrazowania są bardzo różne. Pierwsza pokazuje emocje, które wybuchają, gdy nagle ze świata małejdziewczynkiznika ojciec, i efekty przepracowania tych emocji, druga jest relacją z przebiegu choroby, śmierci, pogrzebu, i jest elementem – efektem terapii, jakiej poddała się autorka po śmierci męża. I dalej, przeczytałybyśmy dzieciom pięknie ilustrowaną książkę Gęś, śmierć i tulipan Wolfa Erlbrucha, ale nie pokazałybyśmy im książki DorteKarrebaek o samobójstwie matki i niepełnosprawnego syna (książki jak dotąd nie przetłumaczono na polski).Z LatemGarmannaStiana Hole miałybyśmy również kłopot, ta  ciepła, mądrą książką o starości, przemijaniu i o oczekiwaniu pierwszego dnia w szkole, ma niepokojące zakończenie: „Do końca wakacji zostało już tylko trzynaście godzin. Garmann się boi”. Dlaczego to zdanie nas niepokoi? Ponieważ bohater pozostaje z nierozwiązanym problemem bez słowa nadziei na zmianę. Jesteśmy zdania, że nie należy odbierać dziecku nadziei na szczęśliwe zakończenie, co nie znaczy, że każdą opowieść musi zamykać baśniowa puenta; ważne, żeby dać szansę bohaterowi na pozytywne zmiany. I jeszcze – co do jednego jesteśmy zgodne: nie wolno mamić małego czytelnika tym, co niemożliwe, jak to zrobiła to Barbara Voors – Mama, która zagderała się na śmierć: zapracowana mama, której nie pomagają ani dzieci, ani mąż, umiera z przemęczenia; rodzina bierze się w garść i zmienia swoje zachowania, wprowadzając w domu wzorowe porządki; mama zmartwychwstaje – wraca z nieba do domu. Wydawca nazywa to czarnym humorem, ale czy będzie on zrozumiały dla dziecka, które po śmierci rodzica szuka winy w sobie?


Pytanie, czy pokazywać dziecku ciemne strony życia jest, naszym zdaniem, retoryczne. Dziecko nie jest idiotą, a bycie cztero- ośmiolatkiem nie jest równoznaczne z upośledzeniem umysłowym. Dziecko widzi, co się wokół niego dzieje, to nie z książek dowiaduje się, że rodzice się rozwodzą, że są samotne matki, samotni ojcowie – to my dorośli prowadzimy takie życie – widzi również choroby i śmierć. Podsuwając mu książki wyłącznie pogodne, bierzemy udział w oszustwie. Ważne jednak żebyśmy najpierw sami uważnie przyjrzeli się książce na trudny temat i zdecydowali, czy przeczytamy ją swojemu dziecku.


Na koniec pozwalamy sobie polecić utwór Roberta PiuminiegoMigotnik(wyd. Bona). Włoski twórca przedstawił trudny temat- przemijanie, choroba, umieranie dziecka – w niezwykle delikatny sposób. Książka zachwyca taktem, wrażliwością, pięknem obrazów odmalowanych słowem i pędzlem.


Iwona Hardej

Małgorzata Strękowska-Zaremba

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko