Krzysztof Lubczyński rozmawia Z JANUSZEM ODROWĄŻ-PIENIĄŻKIEM

0
281

Krzysztof Lubczyński rozmawia Z JANUSZEM ODROWĄŻ-PIENIĄŻKIEM, byłym, wieloletnim dyrektorem Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie


Skorzystam z okazji, z Pana kolosalnego doświadczenia człowieka książki, aby uzyskać od Pana kilka rad dotyczących książek i czytania. Ma Pan ogromny księgozbiór prywatny i zawiaduje Pan jeszcze większym zasobem bibliotecznym Muzeum Literatury. Jak gospodarować księgozbiorem, żeby nie zginąć pod lawiną książek? To problem większości miłośników książek…

 

– To prawda, to jest problem, nie mam właściwie dnia, żebym nie otrzymał choćby dwóch książek. Wziąłem się więc na sposób i odsyłam większość do biblioteki Muzeum Literatury.


Co by Pan poradził ludziom czytającym: czytać dużo, ale z konieczności pobieżnie, czy mniej, ale głębiej, z rozsmakowywaniem się w literaturze?

– Jeśli zaczynam czytać i widzę, że jest to mało wartościowe, to kończę lekturę. Myślę, że najpierw trzeba czytać dużo, żeby poznać jak najwięcej tytułów, nazwisk, gatunków, ale po zgromadzeniu przez lata w głowie, w pamięci takich zasobów, można skupić się na czytaniu tylko rzeczy najlepszych i rozsmakowywać się w nich.


Jak dokonywać wyboru  w tym ogromie oferty piśmiennictwa? Jak to ogarnąć? Każdoroczne majowe targi książki uświadamiają nam ogrom oferty wydawniczej…

– Na to odpowiedzi nie mam. Po prostu trzeba szukać rzeczy dobrze napisanych.


Sam Pan jest prozaikiem. Pozostawił Pan co prawda w prozie niewiele rzeczy, ale za to bardzo interesujących.  „Coctajl u księżnej Gieorgijew” czyli opowiadania paryskie, a także „Małżeństwo z Lynda Winters”, duże opowiadanie amerykańskie miały kilka wydań i szybko znikały  księgarń. Wyraźnie odpowiadają Panu formy krótkie. Nie myślał Pan o epice, o dużej prozie?

– Zdecydowanie nie leżało to nigdy  w mojej naturze literackiej. Nie wytwarzam chyba epickich fal. A ponieważ nie potrafię pisać wbrew sobie, więc także nie uległem nawoływaniom do pisania w poetyce realizmu socjalistycznego. Największa objętościowo rzecz jaką napisałem to „Mit Marii Chapdelaine”, ale też nie za wielka.


Widzę, dalekie oczywiście, pokrewieństwo Pana opowiadań z niektórymi utworami Janusza Głowackiego, jak „My sweet Raskolnikow” czy Witolda Gombrowicza „Bakakaj”. Czy to jakiś wspólny mianownik polskiego poczucia humoru?

– Coś w tym jest, jakiś pokrewny ton humoru być może jest, choć akurat opowiadania Gombrowicza są bardziej wyrafinowane i zapowiadają jego wielka prozę od „Ferdydurki” począwszy. Podobny nieco ton pojawia się jednak także w dawnej prozie francuskiej, n.p. u Paula Morand.


Może także w „Historyjkach” Tallementa de Reaux, z ich kameralnością, oszczędnością formy, subtelnym humorem i skłonnością do osobliwości…

– Tak, to prawda. Lubię obserwować i opisywać rozmaite ludzkie osobliwości. Nieobce mi jest też poczucie humoru, jak sądzę.


Przez wiele dziesięcioleci dyrektorował Pan Muzeum Literatury. Jest ono poświęcone literaturze wielkiej, ale metrykalnie już dawnej, romantykom, pozytywizmowi. A jak jest z literaturą XX wieku?

– Nie zapominałem o niej, były inicjatywy wystawiennicze związane z Gombrowiczem, Schulzem, Witkacym, wielką trójcą przedwojenną,  a także wystawy poświęcone Iwaszkiewiczowi czy Grochowiakowi, jak również Miłoszowi po tym, jak otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. W ciągu 38 lat mojego dyrektorowania zorganizowaliśmy wiele dziesiątków rozmaitych wystaw w wielu krajach.


Czy i kiedy Muzeum obejmie swoim zainteresowaniem literaturę po 1945 roku, okres PRL,  w tym także ten jej specyficzny splot z polityką, wyrażający się m.in. w burzliwej  historii Związku Literatów Polskich?

– Myślę, że wymaga to jeszcze więcej czasowego dystansu.


Wiele książek z tego okresu zostało kompletnie zapomnianych. Czy nie sądzi Pan, że należało by powrócić do tego okresu literatury i dokonać weryfikacji rang rozmaitych pisarzy, odkryć być może jakieś zapoznane perły?

– Być może, ale kto znajdzie na to czas, a przede wszystkim pieniądze? Na wystawę o Gabrieli Zapolskiej środki się znalazły, ale z pieniędzmi na pisarzy mniejszego kalibru było by już dużo trudniej. Jesteśmy bardzo ograniczeni finansami. Z lat sześćdziesiątych na pewno pozostanie n.p. Piotr Wojciechowski czy Tadeusz Breza. To jest dobra literatura.


Muzeum Literatury trafia ze swoją ofertą do miłośników literatury, czyli do przekonanych. Czy jednak próbuje dotrzeć do tych, którzy są od literatury dalecy?

– Pełnimy oczywiście pewną misję pedagogiczną realizowaną przez dział naukowo-oświatowy, ale naczelna misja Muzeum polega na gromadzeniu zbiorów.


Czy szkoły interesują się Muzeum? Czy przychodzą, przyjeżdżają z uczniami nauczyciele języka polskiego?

– Tak, głównie z Warszawy i okolic. Znacznie mniej jest wycieczek szkolnych z innych rejonów kraju, głównie z powodu wysokich kosztów.


Przepraszam za banalne, „ogórkowe” pytanie. Jaką książkę zabrał by Pan na bezludną wyspę?

– „Pana Tadeusza” oczywiście i to nie tylko dlatego, że jestem mickiewiczologiem. To wspaniałe dzieło.


Jaką wystawę przygotowuje Muzeum w najbliższym czasie?

– Jesienią będzie otwarta wystawa poświęcona pani Leonor Fini, malarce związanej z Konstantym „Kotem” Jeleńskim i kręgiem paryskiej „Kultury”.


Dziękuję za rozmowę.

Janusz Odrowąż-Pieniążek – ur. 2 lipca 1931 w Opatowicach k. Radziejowa – historyk literatury, muzeolog, prozaik. W latach 1972-2009 dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie. W latach 1954-1955 był sekretarzem komitetu redakcyjnego Wydania Jubileuszowego Dzieł Adama Mickiewicza. Od 1956 pracownik naukowy Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk. Od 1967 sekretarz komitetu redakcyjnego Wydania Krytycznego Dzieł Wszystkich Adama Mickiewicza. Od 1981 był redaktorem naczelnym “Muzealnictwa”. Działacz Towarzystwa Przyjaciół Książki, w latach 1973-1975 prezes jego Oddziału Warszawskiego. Laureat nagrody m. st. Warszawy. W 2009 roku uhonorowany Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Autor zbiorów opowiadań amerykańskich i paryskich, a także latynoamerykańskich – „Party na calle Guatemala”(1974).

 

 

W tym roku nakładem Wydawnictwa Adam Marszałek w Toruniu ukaże się książka Krzysztofa LubczyńskiegoMieszanka firmowa. Rozmowy i szkice literackie”.

Składać się na nią będą przeprowadzone na przestrzeni 18 lat rozmowy z kilkunastoma znanymi i wybitnymi polskimi (jeden wyjątek – węgierski pisarz Gyorgy Spiro, wszakże zajmujący się problematyką na wskroś polską, autor głośnych „Mesjaszy“) pisarzami i poetami starszego pokolenia, m.in. z R. Bratnym, J. Krasińskim, J. Henem, Z. Safjanem, E. Bryllem, A. Mandalianem, a także nieżyjącymi już J.S. Stawińskim i W. Żukrowskim).

Mieszanka firmowa” zawierać też będzie rozmowy z kilkoma znanymi krytykami i eseistami (m.in. z nieżyjącym już R. Matuszewskim, a także z M. Komarem, W. Sadkowskim czy A. Żurowskim), dwie rozmowy ze światowej renomy myślicielami (Z. Baumanem i A. Walickim) oraz kilka szkiców krytyczno-literackich poświęconych gronu pisarzy i krytyków, zarówno żyjących (m.in. J. Bocheński, T. Konwicki, S. Mrożek, J.M. Rymkiewicz, J. Głowacki, A. Żuławski, E. Niziurski), jak i nieżyjących (m.in. T. Breza, K. Brandys, K. Mętrak, W. Sokorski) .

Zgodnie z tytułem zawierającym słowo „mieszanka”, wspomniany zbiór charakteryzuje się wszechstronną różnorodnością. I to właśnie o nią chodziło autorowi – o różnorodność „ponad podziałami”. Rozmówcy Lubczyńskiego to twórcy najrozmaitszego autoramentu pisarskiego, estetycznego, a także środowiskowego i ideowo-politycznego, można by rzec, twórcy z różnych, nieraz antagonistycznych kręgów literatury polskiej. Dzieli ich niejednokrotnie bardzo, bardzo wiele, ale łączy jedno – każdy z nich pozostawił już swój ważny ślad na szlaku literatury polskiej. Dzięki temu książka ta jest ważnym przyczynkiem do obrazu polskiej literatury od 1945 roku.

 


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko