WIERSZE ZYGMUNTA RUMLA

1
70

Jego śmierć, zamordowany przez UPA  w bestialski sposób w trakcie pertraktacji, rozpoczęła 10 lipca 1943 roku krwawe mordy na Wołyniu i we wschodniej Małopolsce.

Jarosław Iwaszkiewicz powiedział, że był to jeden z diamentów, którymi strzelaliśmy do wroga.


Dwie Matki

DWIE MATKI Dwie mi Matki-Ojczyzny hołubiły głowę
Jedna grzebień bursztynu czesała we włos,
Druga rafy porohów piorąc koralowe,
Zawodziła na lirach dolę ślepą – los
Jedna oczom tańczyła pasem złotolitym,
Czerep drugą obijał – pijany jak trzos
Jedna boso garnęła smutek za błękitem
Druga kurem jej piała buntowniczych kos
Dwie mnie Matki-Ojczyzny wyuczyły mowy
W warkocz krwisty plecionej jagodami roś
Bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy
By serce rozdwojone płakało – jak głos

Lipiec 1941


AKWARELKA

W ogrodzie – zaklętym ogrodzie
co istniał raz tylko i w baśni
na wodzie pod wodą i w wodzie
krysztalił się pałac i jaśniał.

Z perłowej był masy perłowej
kolumny zwijały lilije
w połowie się chwiał a w połowie
podwodne opływał powije.

Plótł koral u okien plótł koral
łuskami ryb łuskał o szyby
i woal miał z piany i woal
skrzelami ubity przez ryby.

Falował falami – falował
Kołysał białawe łabędzie
Połową gdzieś spłynął – połowa
w tej baśni odbijać się będzie.

1941 r.


O POETACH

Znam słowa o poetach, że są nieszczęśliwi –
Wpół nadludzcy, wpół  ludzcy, a tylko ćwierć żywi.
Lunatyczni jak światło, księżycowi poeci,
Których duch ponad światem z kometami gdzieś leci.
Znam słowa o poetach i ich samych wyznania –
W których czasem się rąbek jakiejś prawdy odsłania,
Ale trzeba to wyznać – nawet, nawet poeci
Sami siebie nie znają. Krom zmierzchłych stuleci,
Gdy to Dawid, Izajasz rozmawiali z wiekami
I krzepili swój naród proroczymi psalmami,
Gdy to wieszcz ów oślepły z Hellady
Bogów z ludźmi prowadził na przygody i zwady.

U nas kilku znam ledwo, którzy wieść umieli –
Jary Jan Czarnolaski, Konrad, wątły Anhelli,
Promethidion przemądry i swat-drużba z Wesela.
Innych z kunsztem rymowym chociaż było wielu –
Kunsztowi przekazali imiona – nie wieści
Która ludy prowadzi – prawa dzieje treści,
I niby łuna wielka – niby gwiazda boża
Nowe lądy dobywa pokładami z morza –
O c e a n u  L u d z k o ś c i…

(czerwiec 1943)


PIEŚŃ II

O twej krainie słyszałem dumy – i smutne jak dumy pieśni,
ziemio szeroka wołyńska w jasny rzucona przedwieczerz,
– ale dziś sercem i dłonią chcę nową pieśń ucieleśnić,
i latem z przyzb się śmiejącą – Ładę słowiańską – Ksieni.

To wszystko jest szatą jeno – jej barwą, światłem i cieniem,
i tą tęsknotą, co z piękna pełnego kształtu się rodzi,
ale dziś dłonią i sercem chciałbym odnaleźć to drżenie,
które, nim jabłoń wyrosła, szczepiło jej pęd w ogrodzie.


* * *
Ty jesteś jak księżniczka nieznanego dworu,
który roją po nocach wpółsenni poeci,
który malarz wykleja wizjami kolorów,
a muzyk zasłuchany srebrem tonów plecie.

Tam w komnatach oszklonych zaduma się słania
i myśli w białych szatach, które jutro będą,
i cisza cicho stąpa, cichsza niźli grania,
które w duszy artysty utwór jego przędą.

Tam czas twój nie przemija, posągiem ujęty,
rzeźbionym przez natchnienia tęskniących rzeźbiarzy,
lecz rośnie na cokole, jak rzeźba zaklętym,
by przetrwać wieczność sztuki uśmiechem twej twarzy.

Myśląc o kimś rysujemy portret jego
duszy. Z takich myśli o Tobie powstał
właśnie ten wiersz – Zachowaj go ode
mnie –

                             Zygmunt

Warszawa w sierpniu 1941 r.

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko