Krystyna Cel – O Wierszach wybranych Bohdana Wrocławskiego

0
138

Kim jest bohater liryczny utworów Bohdana Wrocławskiego? W Kątach Rybackich przechadza się po morskim brzegu i w cieniu swojej samotności dostrzega cienie tych, co podobnie jak on usiłowali zrozumieć odwieczny człowieczy lęk, nawarstwiony już począwszy od mroku pradawnej jaskini. Przechadza się i jak starożytni perypatetycy wiedzie dialog ze sobą, ze światem, przeszłością i teraźniejszością, przywołując tych, co odeszli zamknięci w czasie i przestrzeni, zapisani w zapomnianej historii, a może tylko w metafizycznej próżni. Ileż pytań pojawia się w owym dyskursie i jakże wiele z nich wymknie się zarówno wyobraźni, jak i racjonalnej myśli. Świadomie użyłam tu słowa dyskurs, gdyż utwory B. Wrocławskiego zebrane w obszernym tomie są długie (mieszczą się na trzech, nawet czterech stronach), a pisane dłuższą frazą mają swój poematowy rozmach. Są pewnego rodzaju „formą pojemną”, w której zmieścić się może swoiste poetyckie opisanie człowieka i świata. W Liście, który nie ma adresata czytamy:

Na tym zwalonym pniu leżącym na plaży w Kątach Rybackich
stale odnajduję inne pokolenia
być może pewnego marcowego dnia zabłądził tu cień
Immanuela Kanta

(…)

W pobliskich lasach sarny swoim cieniem i sprężystym biegiem
zachwycają nas
wiecznie niepokornych
nieprzystosowanych
jakby żyjących wewnątrz własnego cienia

(…)

siedzimy na zwalonym pniu na plaży w Kątach Rybackich
rozmawiamy o wszystkich chorobach naszego wieku

W owych lękach i niepokojach jesteśmy od wieków do siebie podobni i niczym się nie różnimy od swojego pradawnego przodka, który na ścianie jaskini kamiennym rylcem próbował uwiecznić siebie i swój czas. Przenosimy ten jego lęk i niepokój ponad wiekami i tego odium nikt i nic z nas zdjąć nie potrafi. Czy zatem bohater liryczny utworów B. Wrocławskiego to człowiek idący przez pokolenia swoją egzystencjalną ścieżką, niekiedy pełną udręki. Ta ścieżka tuż nad przepaścią; co stanie się, gdy jak bohater Mickiewiczowskiego sonetu spojrzy w tę kuszącą czeluść, co w niej dostrzeże? Czy w tej wędrówce po śladach, skamielinach przeszłości, po kolejnych epokach, wytworach ludzkiego geniuszu znajdzie uzasadnienie dla naszego (także i swojego) bytu naznaczonego nieuchronnym kresem. Zapisem tych egzystencjalnych, eschatologicznych rozterek jest wiersz zatytułowany Il Silenzio – studium w szarości. To jeden z najlepszych wierszy współczesnej poezji. Oto  wybrane fragmenty:

Mężczyzna siedzi przy stole
książki na parapecie przysłaniają mu światło

w półmroku czyta wiersz Roberta Lovella o umieraniu
od dłuższego czasu próbuje zrozumieć swoją śmierć – rozpisuje ją nieomal w sposób sceniczny
jakby stawiał znaki interpunkcyjne przy każdym oddechu

(…)

Kiedyś myślał, że śmierć nigdy nie będzie jego udziałem

dziś dostrzega – każdego dnia jakaś malutka część ciała
opuszcza go przemierza ogromne przestrzenie kosmosu

pozbawiona jego oddechu
przerażona ginie w ciszy nie do zaakceptowania

(…)

słyszy coraz głośniejszą muzykę
natrętność grającej trąbki wydaje mu się nie do wytrzymania

Il Silenzio wyszeptuje
chcąc wzrokiem odnaleźć płaszcz którym mógłby się przykryć

trąbka milknie

dłoń podniesiona do serca opada takim gestem
który wyrównuje wszystkie niedoskonałości naszego świata

Przemijanie, dochodzenie do kresu doczesności, zwielokrotnione samotnością budzi lęk, a nawet bunt, ale nie przestaje być niezgłębioną tajemnicą. Zbliżająca się nieuchronnie smuga cienia wyzwala nie tylko dystans do siebie, do świata, ale też potrzebę zapisu doznań, pogłębionych zdobytą wiedzą czy wypracowaną filozofią. Wewnętrzny świat przeżyć jest również przestrzenią, z którą człowiek musi się zmierzyć. W wierszu zatytułowanym W podróży do siebie uwidacznia się ta wędrówka po własnym wnętrzu:

Poezja szuka w nas miejsc
najbardziej intymnych opuszczonych
pełnych korowodów ustawicznie
wirującego światła

strun pękających na obrzeżach
wiecznej niedoskonałości
wszechświata

(…)

nadal nie potrafię odczytać dotykiem warg
smakiem podniebienia
najbliższych mi geograficznie słów
spojrzeń
dłuższych niż kolorowe tęsknoty
spływających do morza rzek

i one i my błądzimy wers po wersie
w najchłodniejszym dotyku kosmosu
jego urojeniach
nieznanych nam bliżej

(…)

próbujących odnaleźć siebie
aż do dna
najbardziej oddalonego krateru
samotnego księżyca

Owej wędrówce do siebie sprzyja zarówno samotność (najczęściej ta właśnie wewnętrzna), jak i „peryferyjność”. Autor Wierszy wybranych w jednym z wywiadów określił siebie jako „skazanego na peryferie”. Taki tytuł nosi też jego poetycki tom wydany w roku 2018, także i jeden z umieszczonych w nim wierszy.

Co kryją słowa: „byłem jestem i będę wiecznym tułaczem  / skazanym na peryferie”. I zapewne nie chodzi tu o miejsce zamieszkania, czy też o peryferie w sensie oddalenia od centrum cywilizacji, od wielkich miast. Owe peryferie to najogólniej mówiąc sfera raczej egzystencjalna. Może to bolesna świadomość podmiotu, że dziś człowiekowi myślącemu pozostaje już tylko „błądzenie po poboczach dróg” wynikające z niewiary w sensowność ludzkich poczynań, nawet niewiary w sens poetyckiego słowa. Bo jeśli współczesny świat „zgubił swój azymut”, wizja przyszłości musi być mroczna:

znów będziemy wracać do lasów pełnych ciemności
wymacywać w nich chłodne ściany jaskiń
pocierać zmarznięte dłonie
naelektryzowane skóry martwych zwierząt
czuć mdląco-słodki zapach krwi

i

wspominać pełne światła aule uniwersyteckie
antykwariaty z ich dobrotliwym zapachem i kurzem
opadającym z starych ksiąg

Peryferyjność, zwłaszcza jej osobisty odcień, ma też swoją dobroczynną stronę, bo z dala od zgiełku, od chaosu świata można widzieć więcej i ulegając zbawiennemu wyciszeniu odnaleźć indywidualną miarę swojej egzystencji. Indywidualną, ale przecież stworzoną z całej wchłoniętej w siebie samego przeszłości naszych przodków. Świat przeszłości, ze swoimi już może zapomnianymi „reliktami” wznoszonymi uporczywie poprzez wieki, skrzętnie zapisywanymi przez również zapomnianych skrybów pulsuje swoim rytmem w poezji B. Wrocławskiego i towarzyszy podmiotowi w jego literackiej wędrówce. Czytelnik chętnie podąża za tym narracyjno-lirycznym tokiem przemyśleń, refleksji i emocji podmiotu. Współczesność ma tu swoje liczne odniesienia do przeszłości i w różnych konfiguracjach tych nawiązań uwidacznia się ciągłość naszej kultury,  jej wiecznotrwały aspekt. Może to budzić podziw, ale i dogłębny smutek, że w tym mijaniu wieków nasz jednostkowy byt dany nam został tylko na niewielką chwilę, na jedno okamgnienie. Może właśnie dlatego człowiek od wieków próbuje nadać sens swojemu istnieniu, uwiarygodnić je, zostawić ślad swojej doczesności. 

Bohdan Wrocławski, Wiersze wybrane, Wydawnictwo Pisarze.pl , Warszawa 1922 s.317

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko